Przyszłość nauki

 

Stwierdzenie „ciągle się rozwijamy” brzmi podobnie do „ciągle się zanurzamy”, ale czy rozwój nauk to świadomy efekt naszego dążenia do bycia lepszym, czy raczej siła ciążenia wynikająca z prawa zerowej siły, które komplikuje wszystko?

Prawo zerowej siły, to uniwersalna zasada fizyczna mówiąca, że natura dąży do komplikacji samej siebie. Jest to efekt nawarstwiania się przypadków, losowych wariacji początkowego stanu. Siła doboru naturalnego z kolei przeciwdziała temu zjawisku, bo zawsze bardziej elastycznymi na zmiany warunków otoczenia były struktury prostsze.

Całą teorię rozwoju technologii inżynierskich (rozwoju technologicznego know how) można sprowadzić do próby osiągnięcia większego efektu mniejszym kosztem. Im bardziej skomplikowany obiekt, tym trudniej jest nim zarządzać i jego homeostazę kontrolować. Zawsze wygrywa prostota. Prostota ogranicza możliwości, lecz przy odpowiednim ułożeniu elementów, silny wpływ można zachować. Celem rozwoju cywilizacji jest więc zbudowanie systemu o ustalonych możliwościach (zaspokajania potrzeb określonej populacji) i jak najprostszej formie.

Kiedy coś zrobimy dobrze, zwykle przestajemy to poprawiać, zajmować się prawidłowo funkcjonującym systemem. Skutkiem takiego przysypiania zdrowego rozsądku jest niekontrolowany rozrost maszyny Rubego-Goldberga, aż do rozmiarów uniemożliwiających sprawne funkcjonowanie. Czas więc przeprojektować współczesne systemy edukacji – czas pochylić się nad tematem uniwersytetu.

Zebranie w jednym miejscu kogoś mądrego – mistrza, i kogoś aspirującego do bycia mądrym – ucznia, było pierwotnym zaczynem idei edukacji. Potem przyszła refleksja, że skoro nasz głos dociera do większej liczby ludzi, to można jednym mędrcem nauczać większą grupę osób. Wiedza posiadana przez elitę mogła toteż stać się udziałem ogółu. Idea zwykłej klasy ogranicza interakcję mniej więcej do trzydziestu osób. Powyżej tej liczby nauczyciel nie jest w stanie śledzić postępów swoich uczniów. Tak narodziła się idea szkoły.

Pominięcie etapu kontrolowania bieżącego poziomu wiedzy na rzecz, odbywających się raz na kwartał czy półrocze, egzaminów, pozwoliło zwiększyć liczbę słuchaczy do maksymalnej liczby osób, do których docierał głos oratora. To znacznie obniżyło koszty, bo zredukowało konieczną liczbę mędrców, a w praktyce zwiększyło ich merytoryczny poziom. Tak powstała idea uniwersytetu. Tutaj profesora z definicji nie interesowało to, czy wiedza jest przekazywana właściwie i czy student się czegoś nauczył. To student musiał chcieć się czegoś dowiedzieć od profesora – inaczej cała idea nauki pozbawiona była sensu.

Teraz nadszedł XXI wiek – zupełnie nowe czasy, a my dalej funkcjonujemy w schemacie starego przekazywania wiedzy. Katedra budowana jest jako centrum otoczone rzędami krzeseł – z myślą o jednostce, która posiada żywo zainteresowanych wiedzą słuchaczy, jedyną zaczerpniętą z XX wieku nowością jest wprowadzenie wynalazku mikrofonu, przez co sale mogą być gabarytowo większe.

Koszty funkcjonowania niereformowanego systemu rosną, bo nie jesteśmy w stanie przyznać się do prostej konstatacji, że w jaskini rozwoju i innowacji, w kuźni kreatywności i progresu – praktycznie nic nie zmieniło się od szeregu lat. Nie potrafimy przełamać mentalnej bariery powiedzenia szanowanego gronu profesorów, że zmiany na lepsze powinny dotknąć także ich.

Jak powinien wyglądać nowy, lepszy edukacyjny system?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw trzeba przyznać, że poprzedni system funkcjonował doskonale tylko w momencie jego tworzenia – kilkaset lat temu – wtedy instytucja uniwersytetu była „szyta na miarę”.

Nauczeni tym doświadczeniem, to samo powinniśmy zrobić również dzisiaj. Opisać i zbadać warunki, w jakich nam przyszło funkcjonować, priorytetyzować potrzeby, jakie ów system miałby spełniać (poza służeniem samemu sobie), i na tej podstawie dopiero określić szereg optymalnych wymogów dla jego konstrukcji.

To nie jest trudne – wystarczy przełamać intelektualne status quo. Trudne dopiero będzie wprowadzenie nowego paradygmatu, bo „diabeł tkwi w szczegółach” i na pewno przywiedzie ze sobą spory społeczny koszt. Trudność tę jednakże należałoby podjąć, poczynając od zagubienia w nowościach edukatorów starej daty, lecz również ich studentów, którzy rzuceni będą na nowy niezbadany jeszcze ląd. Zgodnie z prawem Murphy’ego, wszystkie możliwe błędy zostaną przy tym wysiłku popełnione, lecz, co ważne dla przyszłych pokoleń: tylko jeden raz.

W praktyce reformę trzeba rozpatrzeć od opisu zmian.

Dzisiaj nie jesteśmy już ograniczeni wielkością sali wykładowej tak, jak kiedyś. Wybitny, posiadający dogłębną znajomość tematu, profesor może udostępnić nagranie ze swojego wykładu w Internecie, a przez to sprawić, że typowo pamięciowa wiedza stanie się dostępna dla ogółu, co znacząco zredukuje jej wartość w sensie kosztu dostępu do niej. Jej wartość w sensie merytorycznym zaś – zwiększy się, bo studenci uzyskają tym sposobem dostęp do optymalnych źródeł wiedzy. Pośledni wykładowcy – będą mogli bardziej poświęcić się pracom badawczym. Specjalizacja jest potrzebna, bo profesorom przyniesie osobistą korzyść przyznanie się do faktu, że na danym stanowisku nie można posiadać talentu do wszystkiego. Powszechność dostępności wykładów od osób najlepiej przekazujących wiedzę za pośrednictwem prezentacji i słów, czyli tak zwane MOOC (Massive Open Online Courses), to niemniej dopiero pierwszy krok.

Drugim krokiem będzie przyznanie się do kolejnej prawdy: w XXI wieku profesjonalizm traci na znaczeniu. Tak samo, jak niegdyś blogi zdobyły szturmem zainteresowanie czytelników, co położyło się cieniem na szereg wydawnictw i gazet (dzisiaj już każdy może zarejestrować swoją stronę i posiadać pełnoprawną legitymację dziennikarza), tak obecnie  prawie każdy potrafi nakręcić i udostępnić edukacyjny film. Możliwość przekazywania wiedzy, która dawniej była przywilejem i domeną nielicznych – od pewnego czasu znacząco upowszechniła się. Z tego też faktu wynika kolejna obserwacja: student również potrafi nauczyć profesora wielu przydatnych rzeczy. Lecz stary system uniemożliwia dwukierunkową edukację, dlatego trzeba to zmienić, umożliwiając szerszą interakcję.

Najszybciej osiągnie się tę interakcję, redukując liczność słuchaczy do wielkości klas – maksymalnie do trzydziestu osób. W takich właśnie grupach, w których każdy z uczestników może jeszcze spamiętać, co myśli i co ostatnio powiedziała reszta, powinny odbywać się dyskusje. Nie odczyty, których wysłuchują wszyscy możliwi, lecz żywa rozmowa, która pozwoli nauczyć czegoś więcej niż tylko nadających się do zapamiętania faktów albo wzorów. To jest właśnie miejsce na opanowanie zdolności wypowiadania się, którą powinien posiadać każdy mieniący się posiadaniem wyższego wykształcenia człowiek. Co więcej, jeśli aspiruje on do miana dalszej kariery w roli naukowca – powinien dodatkowo umieć prowadzić merytoryczną dyskusję. Ćwiczyć poprawną pod względem logicznym argumentację dla swojej tezy. Rolą moderującego taką rozmowę profesora byłoby przyznawanie racji argumentom i falsyfikowanie ich – bez wpływu emocji, trików erystycznych i charyzmy interlokutora.

Skoro już zamykamy wielu ludzi w tym samym miejscu, skoro wyznaczamy im lidera każdego spotkania w postaci wykładowcy – to skorzystajmy z tego, ucząc czegoś mentora i rozwijając zainteresowania ogółu. Celem wspólnego przebywania wielu ludzi w jednym miejscu jest interakcja, a nie tworzenie sztucznych barier w postaci dystansującej katedry i zakazu rozmów pomiędzy słuchaczami.

Kolejną kwestią jest wyalienowanie uniwersytetów. Nie można we współczesnym świecie przekazać pełni wiedzy o stanowisku pracy tylko za pośrednictwem szkoły wyższej. Pomimo zajęć praktycznych na ćwiczeniach z użyciem komputerów, pomimo coraz lepiej wyposażonych i wykorzystywanych laboratoriów – grzechem głównym organizacji edukacyjnych jest atrofia użyteczności. Wykorzystywanie praktycznych narzędzi (takich jak specjalistyczne laboratoria) do rozwiązywania teoretycznych problemów – zamiast służenia lokalnym firmom w rozwiązywaniu najtrudniejszych kwestii, z jakimi się borykają – jest wielkim marnotrawstwem. Oczywiście profesorowie i doktoranci jak najbardziej używają swojej specjalistycznej wiedzy do sprzedawania (po rejestracji patentu) swoich osiągnięć i wykorzystują swoje doświadczenie w biznesie. Lecz czas studentów, wykonujących nudne powtarzalne i teoretyczne zadania laboratoryjne, jest stracony, a właśnie takich zajęć na uczelniach jest najwięcej. Chyba już czas połączyć zapotrzebowanie rynku z potencjałem młodych ludzi, nadzorowanych i kontrolowanych przez doświadczonych mentorów akademickich. Tylko wtedy osiągniemy efekt w postaci budowania dorobku zawodowego przez młodych ludzi jeszcze w czasie studiowania.

W rezultacie studia pięcioletnie powinny być podzielone na pierwsze dwa lata zdobywania wiedzy, podczas których uniwersytet powinien zapewniać dostęp do szkoleń praktyków i materiałów edukacyjnych w formie wykładów ściąganych z najlepszych uniwersytetów z użyciem MOOC. Nie ma potrzeby, żeby więcej niż dziesięć osób w kraju wykładało na podobnych poziomie ten sam przedmiot, lecz powinno to być dziesięciu tych najlepszych. Rynek na tradycyjnych wykładowców powinien skurczyć się o 90%, a nawet o 95%. Podczas tej edukacji, to nie do uczelni winno należeć sprawdzanie wiedzy. Oglądanie wykładów i tradycyjna „pamięciówka” powinna być testowana na poziomie krajowym za pośrednictwem specjalistycznych certyfikatów przyznawanych po płatnych państwowych egzaminach. Wtedy dopiero wykłady dostępne on-line byłyby oglądane. Student przychodziłby przygotowany, bo test byłby kosztowny, a uczelnia nie powinna mieć prawa przyjmować na kolejny etap studiów bez kompletu punktów, czyli odpowiedniej liczby zaliczonych egzaminów w ścieżce certyfikacji.

Kolejne dwa lata nauki powinny być poświęcone rozwijaniu indywidualnych zainteresowań studenta – tutaj najlepsze są zajęcia w małych grupach z pomocami multimedialnymi, podczas których omawiane będą praktyczne i najbardziej interesujące zagadnienia. W trakcie tych rozmów student mógłby wykorzystać zapamiętaną podczas pierwszych dwóch lat wiedzę, aby poszukać swojej drogi życiowej – zawodowej bądź naukowej. Ostatni, piąty rok, to musi być sama praktyka. W trybie zawodowym studenci pomagaliby firmom rozwiązywać same realne problemy (w przeciwieństwie do typowych zadań stażystów w stylu: „uporządkuj te papiery”).

Powyższe to tylko jedna z propozycji reform systemu edukacji – lecz odpowiadająca na obecne warunki funkcjonowania uniwersytetów.

Do takich propozycji reform należą:

  • potrzeba wykorzystywania już istniejących i udostępnianych przez najlepszych wykładowców prelekcji z wiedzy typowo pamięciowej (MOOC z użyciem państwowych testów potwierdzających przyswojenie tematu),
  • potrzeba interakcji i dyskusji odpowiadająca na zaniedbania związane z jednozwrotowym sposobem przekazywania wiedzy w szkołach (nauczyciel mówi – uczeń słucha, odzywając się tylko w sytuacji kontroli stanu wiedzy) ,
  • oraz konieczność edukacji praktycznej – zawodowej i ciągłej (ze względu na konieczność przekwalifikowania).

To, czy przeprowadzimy konieczną już od dawna reformę systemu edukacji wyższej – już dzisiaj, w aktualnych warunkach, czy za kilkadziesiąt lat, kiedy warunki, a więc i rozwiązania będą musiały być inne, nie ma znaczenia dla kosztów. Lecz im szybciej dokonamy reformy, tym szybciej z poniesionych nakładów uzyskamy korzyści, a skumulowane zyski przysłonią żal akademickich kręgów, które niewątpliwie zostaną dotknięte bezpośrednio przez wszystkie trudne decyzje.

 

Zibikendo

Jako ilustracje wykorzystano genialne prace grafika nazwiskiem Paul Sizer; serdecznie polecamy odwiedzenie autorskiej strony Paula Sizera, tutaj – Wonderful illustrations used in this article are by Paul Sizer. You can visit his website here:

Illustration

Paul, we send our best regards and will recomend Your work with both enjoyment and appreciation!

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Hey, thank you for linking my poster images. Can you please link them back to my website?
    http://www.paulsizer.com
    Thank you!
    Paul Sizer

    • Paul,
      yes, of course – thank You for Your beautiful illustrations; we link them back to Your website 🙂 . It’s pleasure for us 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *