Puste pojęcie rasy. Dyskusja – głos pierwszy

Niniejszym otwieramy dyskusję na łamach Tostera Pandory – dotyczącą problemów takich, jak polityka wielokulturowa, poprawność polityczna, relacje w społeczeństwie oraz pomiędzy różnymi narodowościami. Dyskusja ta obejmie sobą trzy odrębne artykuły pióra trzech różnych autorów, spośród których każdy naświetli ww. problemy od innych stron. Zachęcamy wszystkich Czytelników do wyrażania własnych opinii pod poszczególnymi artykułami, do wejścia z nami w dyskurs. Pierwszy artykuł, otwierający tę dyskusję, proponuje Czytelnikom przyjrzenie się tematowi napływu do Europy uchodźców – z pominięciem pustego i uwsteczniającego pojęcia rasy, sugerując potrzebę rozmawiania o spotykających się z sobą a obcych sobie ideologiach, z pominięciem płytkich i powierzchownych cech tego rodzaju spotkania. Zapraszamy do czytania i komentowania (przyp.: red.)!

Dyskusja społeczna, rozumiana jako temat, na jaki ludzie się kłócą, w XXI wieku będzie opierała się o jedno słowo – jeszcze niewymyślone, którego celem istnienia i powołania do życia będzie odróżnienie ludzkiego sposobu myślenia od sposobu myślenia sztucznej inteligencji…

Dyskusja społeczna pierwszej połowy XX wieku była z kolei oparta na dzieleniu społeczeństwa na grupy. Linię podziału definiowało słowo „naród”. W drugiej połowie XX wieku doszło do marginalizacji znaczenia narodowości, bo linia podziału zaczęła przebiegać w innym miejscu – dzieląc ludzi na grupy w oparciu o kryterium rasy. Nacjonalizm i spory, który naród jest najlepszy, wygasły wraz z nastaniem powojennego amerykańskiego ładu światowego. W trakcie zimnej wojny liczyła się ideologia, bo postkolonialne imperium, czyli zbieranina różnych narodowości, z definicji nie mogła mówić o nacjonalizmie. Dyskusja o narodowości była tak bezprzedmiotowa, że odpuszczono całkowicie kontrolę nad słabymi narodami, doprowadzając do dekolonizacji i zachowania części kontroli w imię wyzysku komercyjnego poprzez korporacje.

Po redukcji znaczenia idei narodów, w Europie narodziła się farsa zwana multi-kulti, mająca doprowadzić Europę do scalenia. Farsa polegała nie na braku podstaw do fundamentalnej integracji, gdyż takie podstawy istnieją i spoczywają na, wspólnej w swoich korzeniach egipsko-grecko-łacińskich, europejskiej kulturze. Farsą natomiast było trwające od lat 50. XX wieku siłowe niszczenie wartości typowo europejskich poprzez narzucanie wartości przez obcych, w imię interesów Rosji oraz Stanów Zjednoczonych, przeprowadzane pod hasłem tolerancji dla innych kultur na starym kontynencie. Innymi słowy, przeprowadzono polityczną i powierzchowną integrację na poziomie elit, podczas gdy lud poddawano opresyjnej dezintegracji, przeprowadzanej siłami więzienno-policyjnego konglomeratu. Kiedy urzędnicy i politycy spijali śmietankę synekur generowanych w imię wspólnej Europy, przeciętny człowiek europejski był faszerowany mieszanką usankcjonowanych sądownie preferencji dla ludów napływowych oraz propagandy medialnej niszczącej korzenie wspólnej europejskiej kultury. Teraz Europa jest słaba wewnętrznie i podzielona, tak jak tego chcieli wszyscy budujący koncert mocarstw, do którego w XXI wieku dołączyły Chiny. Tak przygotowano grunt, tworząc klasę inteligencji europejskiej zamiast intelektualistów, czyli oczytanych głupców, mających rozbudowaną pamięć, lecz niepotrafiących wyciągać – z tego, co przeczytali – konstruktywnych wniosków; Ludzi dbających o spokój i bezpieczeństwo, niezdolnych do działania. Na tym gruncie rozkwitnie niebawem rozbudowana dyskusja na temat rasy, która odkąd do Europy dotarło wiele milionów śniadych przybyszów, przestała być marginalną i teoretyczną.

Rasa jako temat rozważań zaczęła się w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie XX wieku, gdy Murzyni uwolnieni spod opresji upadlania za wygląd, zaczęli wyczuwać sprzyjający wiatr dla zadośćuczynienia za krzywdy dokonane na przodkach. Rasa jako temat rozważań wśród szerokiego gremium paradoksalnie zaczęła być prowadzona na szeroką skalę dopiero wtedy, gdy stała się bezprzedmiotowa. W roku 1953 odkryto DNA, nasz genetyczny kod, czyli instrukcję jak powołać do życia istotę ludzką, i gdy do niego zajrzano (co potwierdzono w późniejszych latach), przekonano się, że nawet nie powinno istnieć takie pojęcie, jak rasa. Rasa jest słowem wymyślonym przez konkwistadorów i używanym w trakcie podboju kolonialnego, w trakcie którego próbowano uzasadniać naukowo, że Murzyn nie różni się za bardzo od małpy. Rasa jest pozornym podziałem, który kreślimy na podstawie wizualnego podobieństwa cech zewnętrznych grup ludzkich.

Rasa jako nieudowodniona hipoteza naukowa upadła w momencie zaobserwowania braku korelacji pomiędzy cechami zewnętrznymi, a kodem genetycznym człowieka. Rasa jako konstrukt myślowy, przestała mieć uzasadnienie biologiczne. W rezultacie zdegenerowana została do zaledwie ułomnego (bo nacechowanego historycznym znaczeniem) synonimu socjologicznego pojęcia grupy etnicznej, jako grupy ludzi o podobnych zachowaniach w społeczeństwie i tej samej kulturze. W rezultacie intelektualista XXI wieku nie może już używać terminu rasy w znaczeniu biologicznym, bez narażania się na śmieszność, bo jest to pojęcie sztuczne, niemające odzwierciedlenia w mierzalnej rzeczywistości. Pojęcie to powinno już leżeć na śmietniku naukowej historii, obok innych błędnych i sfalsyfikowanych teorii.

Z wielu badań kompletnych genów z różnych stron świata wiemy, że nie ma wspólnego genetycznego wyróżnika pomiędzy ludźmi różnych ras, nie ma wspólnego fragmentu genu dla podobnych w cechach zewnętrznych ludzi np. z Europy czy z Afryki. Kod DNA nie różnicuje ras, ponieważ przedstawiciele tej samej rasy często mają ze sobą mniej wspólnego pod względem genetycznym, niż z przedstawicielami rasy innej. Choroby genetyczne, które wcześniej były przypisywane tylko jednej rasie, są spotykane w każdej z nich (np. tylko białym była przypisywana mukowiscydoza).

Jednak świat nie spostrzegł jeszcze tego oczywistego faktu, że rasa nie istnieje, dlatego dyskutuje o przewagach poszczególnych ras bardzo zażarcie. To przypomina nieco średniowieczną dyskusję na temat: „Ile diabłów zmieści się na końcu szpilki?”, bo rozmowa o wyglądzie zewnętrznym i szufladkowanie człowieka na podstawie fizykalnych podobieństw, nie różni się niczym od sporów na temat tego, czy lepsi są ludzie mający wyłupiaste oczy od tych mających odstające uszy. Jest to oparty na fałszywych założeniach, całkowicie jałowy spór rozgrzewających emocje amerykańskich, a wkrótce też i europejskich, tłumów do czerwoności. Jakiekolwiek argumenty są w takich sporach ważne, bo wszystkie są z definicji błędne, stąd też dowolny idiota może wziąć w niej udział, czując, że robi coś ważnego, bo podobnie gardłują wszyscy.

Zbiorowa histeria i opór przed obcymi, to w Polsce na razie nowy temat, który dopiero narasta. Mieliśmy to szczęście znajdować się obok głównych uderzeń obcych kultur, lecz wkrótce i nas czeka dyskusja o tym, co powinniśmy zrobić w obliczu niezaprzeczalnych faktów – jesteśmy ofiarami przykrywanego propagandą najazdu.

Nic tak nie napędza podziału, jak dyskusja o nim. Dlatego antyrasiści robią tutaj krecią robotę. Jak to wkrótce w Europie będzie wyglądać, widzimy na żywo w telewizjach Stanów Zjednoczonych, gdzie toczy się dyskusja o ruchu Black Lives Matter (w Europie odbywa się to subtelniej, poprzez nazywanie najeźdźców uchodźcami). Po podzieleniu społeczeństwa na rasy preferuje się jedną z nich, jak ma to miejsce wobec czarnoskórych w USA i ludzi śniadych w Europie. Następnie społeczeństwo skonfrontowane z bezkarnością i niesprawiedliwością takiego działania służb mundurowych, sądów i mediów odpowiada alergicznie, potępiając bezmyślnie wszystkich o podobnym wyglądzie. W rezultacie z powodu ideologicznej agresji muzułmanów, wyznający buddyzm hindus jest bity przez chuliganów na ulicy, a tureckie dzieci boją się pobicia przez rówieśników w szkole. To daje powody do dalszych preferencji i ochrony zbrodni jednej rasy, co pogłębia proces separacji. Dzieci wysłuchują, na co tata klnie przed telewizorem i starają się naśladować jego agresję wobec zagrożenia. W rezultacie buduje się napięcie wewnątrz społeczeństwa, które po pierwszych ekscesach pełnych wybuchów oburzenia – powoli przeradza się w unikanie i poszukiwanie ostoi bezpieczeństwa, głównie poprzez stałe przebywanie „wśród swoich”.

Ludźmi zarządza się potem poprzez izolację plemienną. Biali mieszkają z białymi, żółci z żółtymi itd. Sklepy są tylko dla przedstawicieli „swojej” rasy, każda inna osoba jest niemile widziana. Każda z grup ma swoich przywódców, mających silny mandat do rządzenia, uwarunkowany brakiem poczucia bezpieczeństwa i zewnętrznymi podobieństwami pośród grupy. Społeczeństwo z obywatelskiego staje się masowe. Niczym się to nie różni od waśni na tle narodowościowym sprzed stu lat, jest jednak uwarunkowane poprzez cechy fizyczne, więc jest głębsze i bardziej prymitywne.

Ludzie wyżynali się na podstawie kryterium rasy, kiedy byli jeszcze bardzo prości. Potem wybijali się na wyższym poziomie rozróżnienia, kierując się kryterium religii. Człowiek miał szansę zmówić pacierz i jeśli mówiąc go, się nie pomylił, był „swój”, więc nie dostawał siekierą w głowę. W połowie XX wieku doszliśmy do najwyższego poziomu cywilizacji, mordując się na podstawie ideologii (podział komunizm – kapitalizm). Z kolei pierwsza połowa XX wieku była półwieczem regresu wobec religijności, kiedy masowe hekatomby były motywowane sporami narodowościowymi. Był to regres, ale nadal wymagał on rozmowy, bo jeśli Polak znał dobrze niemiecki, bywał oszczędzany.

Najniższy poziom do jakiego może zredukować się ludzkość, to walki plemienne grup o różnym wyglądzie zewnętrznym, czyli ras rozpoznawanych z daleka kształtem twarzy i kolorem skóry. Tylko przy takim podziale nie trzeba uprzednio porozmawiać z dopiero co napotkanym nieznajomym, zanim się go zabije. Gdy już dojdzie do waśni na tle rasowym, widząc jej kolor, można łupać napotkane czaszki bez jednego słowa, a tylko uprzednia werbalna komunikacja może doprowadzić do braku konfrontacji.

Aby ponownie przywrócić cywilizację sporu i oprzeć na rozumie naturę dyskursu społecznego, trzeba powrócić do  podziału ideologicznego. Zapomnieć o rasie i wspierać rozmowę o politycznym islamie, niszczącym tradycyjny system rzymsko-europejski, bo tutaj przebiega linia uskoku. Jeśli to się nie uda, możemy jeszcze rozpocząć spór religijny – islam kontra chrześcijaństwo, ale nigdy nie możemy sobie pozwolić na kryteria rasowe w rodzaju „ciapaci” kontra „biali autochtoni”. Stroniąc od rozmowy o kulturze najeźdźców i ich kolorze skóry, oszczędzimy sobie i innym demonizacji wyglądu zewnętrznego sprawców, bo gdy do niego dojdzie, zaprzepaścimy osiągnięcia cywilizacyjne ostatnich wieków.

Zibikendo

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *