Pycha wspomagania biedy

Pycha wspomagania biedy 2

Wszyscy wiemy, że na świecie dzieje się źle. Króluje głupota ludzka, miałkość, lenistwo. W wielu miejscach na Ziemi niesprawiedliwość wręcz zieje swoimi rozmiarami, i nikt z tym nic nie robi. Komu chce się walczyć z biedą?

Wszyscy wiemy, że nie można tak od razu naprawić wielu rzeczy. Trzeba do pozytywnych zmian jeszcze ludzi przekonać i to jest główny problem. Ludzie są niereformowalni, postępują racjonalnie dopiero, kiedy wszystkie inne możliwości zawiodą. Ci, którzy mają głowę na karku i mogliby coś zrobić, muszą prosić urzędników o zgodę, przez co im się odechciewa. Ci, którzy posiadają możliwości społeczne i wpływ – nie mają pojęcia, jak naprawić ten system, bo ich mózgi wyspecjalizowane są do tworzenia i utrzymywania relacji międzyludzkich, a nie do cybernetyki i optymalizacji systemów.

Tak łatwo jest mówić o innych, że są biedni, bo są głupi. A im umysł prostszy, tym łatwiej i szybciej takie stwierdzenie dobiera. Umysł o niskiej samoocenie wręcz potrzebuje pośmiać się z idioty od czasu do czasu. Lubi chełpić się własną inteligencją mierzoną bogactwem – poniżając czyjąś.

Lubimy przy tym pastwić się nad ograniczeniem materialnym, porównując je do minionych wieków. Wyzywać biedotę, że żyją tak jak ich przodkowie. Nie zauważamy przy tym, że często ci którzy odeszli byli bardzo bystrzy – pozbawieniu jedynie dostępu do współczesnych, ogromnych zasobów informacji. Nie mający narzędzi segregowania danych i ich prezentacji. Jednocześnie byli to ludzie żyjący w innych wszechświatach wyobrażeniowych – ich umysły skażone były od dziecka szeregiem stereotypów i uprzedzeń. Światłe umysły miały pod górkę, poddając rzeczywistość syntezie, posługując się mniej uogólnionymi teoriami. Jednak najważniejsze jest to, że wiele sformułowanych wtedy i metodologicznie całkowicie poprawnych wniosków, nie ma w dzisiejszych uwarunkowaniach społecznych zastosowania. Warunki też się zmieniają. Zależności społeczne to nie matematyka, prawidła w nich zachodzące – nigdy nie są wieczne. Niektóre uprzednio zachodzące zależności, obecnie nie mają racji bytu – przyczyna i skutek zamieniły się miejscami.

Do roku 1590 bogactwo narodu malało wraz ze wzrostem ludności. Kiedy ludzie tłoczyli się na coraz mniejszym terenie, rosły problemy, a nie rozwiązania. W rejonach, w których doszło do przemiany intelektualnej związanej z oświeceniem i renesansem – na ponad sto lat zależność ta stała się neutralna. Ponieważ ludzie przewidywali już społeczne konsekwencje swoich czynów, wzrost liczby ludności nie potęgował już biedy. Od początku rewolucji przemysłowej tendencja była już odwrotna. W Wieku Pary, to wzrost liczby ludności proporcjonalnie zwiększał bogactwo narodu. Wraz z opracowaniem silnika spalinowego wzrost ten stawał się powoli wykładniczy, potęgowy, bo obecnie poziom dostępu do dóbr rośnie o 15%, z każdym podwojeniem się wielkości aglomeracji uprzemysłowionego świata.

Pycha wspomagania biedy

To, co było kiedyś problemem – stało się rozwiązaniem. Teraz mamy problem związany z przesyceniem jednych i nienasyceniem drugich – wszystko na własne życzenie. Gdyby zastosować do krajów Afryki metody zarządzania i schematy technologiczne, które sprawdziły się w XIX wieku w Europie Zachodniej – w ciągu dwudziestu lat dźwignęlibyśmy ten kontynent z biedy. Lecz kraje pierwszego świata nie są zainteresowane takim scenariuszem, bo wtedy musiałyby zaprzestać strategii przyjemnej, czyli karmiącej pychę dominacji oraz surowcowej eksploatacji najbiedniejszych (z przyczyny nieuprzemysłowienia) ludów.

Jednocześnie sami zainteresowani są za mało zorganizowani, aby podnieść się z kolan. Wolą poczekać, aż problem ich biedy – rozwiąże za nich jakiś technologiczny cud. Próbują równocześnie przemierzać morza i lądy – w poszukiwaniu niedosiężnego raju zasiłków w USA czy migrując do Europy.

W samej Afryce mieszka 650 milionów biednych ludzi, którzy zarabiają mniej niż dwa dolary dziennie. W Indiach mieszka 890 milionów biednych ludzi, którzy zarabiają mniej niż dwa dolary dziennie. W Chinach mieszka 480 milionów biednych ludzi, którzy zarabiają mniej niż dwa dolary dziennie. W pozostałych krajach Azji czeka kolejne 810 milionów. Wszystkich nie przyjmiemy, więc problem trzeba rozwiązywać tam – na miejscu.

Nie mamy obecnie podstaw, by uważać, że przyszłość cokolwiek w tej nierównowadze odmieni, gdyż przyrost naturalny krajów trzeciego świata skutecznie skonsumuje nadwyżki wypracowane z powodu postępu technologicznego, a zwłaszcza rozwoju robotyki.

Europa, Japonia oraz Stany Zjednoczone bardzo szybko zmierzają ku samowystarczalnemu społeczeństwu, dbającemu o wygody starszych ludzi. W takiej przyszłości na opiekę nad krajami nie należącymi do rozwiniętych – nie będzie po prostu miejsca. Co więcej, poprzez różnego rodzaju programy stypendialne, promocji karier i rozdawania nagród za osiągnięcia – z krajów upośledzonych materialnie wysysa się najlepszą i najpracowitszą elitę, która osiada w bogatych krajach po wyrwaniu się z biedy.

Lecz w krajach biednych – oczekujących „zbawienia” – liczba ludności rośnie. Tam – dalej obowiązuje utrzymująca się wszędzie na świecie aż do 1590 roku tendencja. Im więcej ludzi, tym więcej nieszczęścia, które trzeba wykarmić. Ludzi żyjących za mniej niż dwa dolary dziennie – przybywa w tempie osiemdziesiąt milionów na rok. Ani USA, ani Europa – nie będą nigdy w stanie przyjąć tylu emigrantów w ciągu roku.

Jednocześnie problemu tego nie rozwiązują same pieniądze. Ludzie, którzy za pomaganie innym otrzymują wynagrodzenie, są żywotnie zainteresowani utrzymywaniem się i rozprzestrzenianiem się nędzy – a nuż wraz ze „wzrostem rynku” będzie można zatrudnić rodzinę na kolejnym ciepłym stanowisku rozdzielającego pomoc urzędnika. Ponadto, przy dystrybucji pomocy dochodzi do korupcji i przejmowania jałmużny na ogromną skalę. Szacuje się, że do naprawdę potrzebujących trafia mniej niż 3% wysyłanej żywności i pieniędzy.

Najskuteczniejsze szerzenie pomocy, to wiązanie biednych w struktury organizacji, która uczy dyscypliny i przynosi zewnętrzny zysk, czyli służy nie tylko sobie, ale również coś wytwarza i sprzedaje zewnętrznemu społeczeństwu. Trzeba zatrudniać tych ludzi. Ale niektórzy ludzie po prostu nie chcą pracować, a dostają tą samą, a czasami i większą pomoc. Ci pracujący nie mają czasu i chęci, aby szukać codziennie możliwości zdobycia dodatkowego zasiłku. Dlatego praca nigdy nie jest opłacalna w środowisku silnego nasycenia pomocą dla biednych.

Stąd też – kiedy nie można ludzi po prostu zaangażować w pracę, tworzy się dla nich różnego rodzaju programy. Lecz w przypadku tego typu działania – niewypracowującego zysku – bardzo trudno jest potwierdzić skuteczność i dobroczynność działania. Struktura organizacyjna programu pomocowego będzie za każdym razem ogłaszała sukces, chcąc otrzymywać grant na dalszą działalność, w kolejnym roku.

Żeby naprawdę pomóc tym ludziom – trzeba raz na zawsze wyrzec się pychy – tej przyjemności dawania i obdarowywania biedy. Trzeba wreszcie przestać miłosiernie wspomagać nędzę – trzeba zacząć dla odmiany niemiłosiernie ją likwidować. Czyszcząc sobie sumienie i płacąc na różnorakie fundacje, nigdy prawdziwie nie rozwiążemy problemu biedy…

Trzeba „zaatakować” źródło – przyczynę biedy w postaci braku odpowiedniej społecznej organizacji. Najpierw należałoby więc zahamować wszelką pomoc. Potem – zlikwidować rządy, które nie są samowystarczalne. Po zaprowadzeniu neokolonialnego porządku – przywrócić zasady, które sprawdziły się w Ameryce i w Europie i przyniosły im w XIX wieku wielki industrialny, gospodarczy sukces. Tempo rozwoju kraju po zaprowadzeniu tych zasad, znamy przecież z historii.

Narody nie będące w stanie uczestniczyć w dobrobycie XXI wieku trzeba poddać „dziewiętnastowiecznej terapii szokowej” – przy dzisiejszej technologii wystarczy 20 lat, a staną się one bogate. Powinniśmy wyrzec się pychy litowania się nad biedą i zrobić w końcu coś dla dobra ich dzieci.

Zbigniew Galar

 

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *