Refleksja staroroczna  

Refleksja staroroczna 1

Tylko w jedną jedyną noc w roku absolutnie każde marzenie jest w pełni usprawiedliwione i uzasadnione. Wyłącznie w tę noc, z 31. grudnia na 1. stycznia, nawet najmocniej zagorzali pragmatycy korzystają z prawa do marzeń, chociaż w skali roku uznają je za zbędne, bo nieużyteczne oraz naiwne.

Nim zegar wybije godzinę dwudziestą czwartą, przez głowę pragmatyka z siłą niczym niezapowiedzianej lawiny przetoczą się marzenia – życzenia, plany i cele. Przez cały rok skoncentrowany na samych realnych działaniach, uczynkach i zdarzeniach, w Noc Sylwestrową pragmatyk pozwoli się skusić tej błyskawicznej, mocarnej, atrakcyjnej lawinie pomysłów na Nowy Rok. On również, identycznie do wszystkich niepoprawnych marzycieli, „Piotrusiów Panów” i romantyków, nim spije szampański toast, dyskretnie – podekscytowany – uśmiechnie się do swoich, nietypowych dla się, myśli. I pomyśli, że w przyszłym roku pragnie być szczęśliwym, realizować siebie i swoje pasje we wszelkich dziedzinach życia, że chce stać się trochę inny, nieco lepszy, pełniejszy, ważniejszy, doceniony.

Dokładnie w noc sylwestrową każdy z nas ma prawo do miękkiego zanurzenia w sferze magii, czyli – w krainie marzeń. Choćbyśmy na co dzień silnie przytrzymywali się paznokciami wyłącznie realnych skrawków rzeczywistości, podczas sylwestrowej zabawy – świadomie, intencjonalnie: na ikarowych skrzydłach oddalimy się od praktycznej warstwy życia, i zamarzymy, aż pełnokrwiście, aż zuchwale. Stworzymy wówczas całą listę noworocznych życzeń i postanowień. Potrzeba odgrodzenia się od tego, co było – co stare – i zwrócenia się umysłem i sercem w stronę nowego – roku – tkwi w ludziach, podskórna, niebywale nęcąca i czarująca.

Lecz cóż ze Starym Rokiem?…

Odwracamy się doń plecami nadzwyczaj sprawnie, nieomal automatycznie. Porzucamy Stary Rok z chęcią, z radością, usiłujemy o nim zapomnieć na dobre już w czasie sylwestrowej nocy. A gdy nastanie północ, Stary Rok pryska z beztroską i bezrefleksyjnością na miarę mydlanej bańki. Jeśli zechcemy go jakkolwiek zapamiętać, wybierzemy jedno, czasami maksymalnie trzy wspomnienia, je oprawimy w niewidzialne, acz urodziwe ramki, natomiast resztę Starego Roku zmieciemy pod dywan z wprawą Dulskiej, pojedynczym gestem, bez kropli refleksji.

Lecz cóż ze Starym Rokiem?…

Ilu z nas – zamiast marzyć o nowym i lepszym – ma w sobie tyle odwagi, by spojrzeć w oczy lustru właśnie na przełomie lat, w tę wyjątkową noc? Nie, nie po to, by zawiązać krawatowy węzeł lub skorygować sylwestrowy, modnie dymny makijaż. Tylko po to, by rzec do siebie w myślach, że stać mnie na prawdziwe, głębokie podsumowanie tego, kim i jaki byłem w mijającym roku. No, ilu z nas?

Lista noworocznych postanowień zazwyczaj jest długa i pieczołowita, a postanowienia nasze złudne jawią się w rzeczywistości tylko chwilowymi kaprysami, na które pozwoliliśmy sobie specjalnie, jednorazowo, dla trywialnej dziecięcej zabawki. Od Nowego Roku przestanę ulegać papierosowej pokusie, zacznę zdrowiej się odżywiać, będę częściej prała i prasowała, zrezygnuję z potraw tłusto smażonych – na konto wspaniałego parowaru, zadbam regularnie o kondycję, spacery z psem wydłużę…

Czyżby? Naprawdę wierzymy w lepszych siebie – już za chwilę, już od 1. stycznia?

Tak, naprawdę wierzymy w lepszych siebie już za chwilę. Naprawdę wierzymy, aż do białego rana, aż do wyczerpania z zatraconego tańca i szampana w czasie sylwestrowej nocy. Bo nawet pragmatykom stosunkowo łatwo przychodzi wyobrażenie sobie lepszego siebie, gdy ubrani są w odświętne garnitury i suknie, gdy w żyłach wesoło podrygują alkoholowe procenty, gdy jutro jeszcze ciągle jutrem pozostaje, gdy tak zwane „jutro” nie jest jeszcze ani teraźniejszością, ani tym bardziej przeszłością.

Myślenie o jutrze wszystkim nam przychodzi bardzo gładko, jest ono śliskie i błyskawiczne, sprężyste i wesoluchne. Bolesna refleksja o wczoraj – staroroczna refleksja – jest natomiast rzadkością wybitną. Nie odczuwamy potrzeby pochylania się nad przeszłością, w wielu z nas kryje się wierna kalka pani Dulskiej, nie chcemy pochylać się nad swoimi wadami i niepowodzeniami, bo przecież pesymizm od kilku sezonów już niemodny, a optymiści mają w życiu znacznie lepiej. Ponadto psychologowie trąbią do nas codziennie z telewizorów, że należy zwracać się myślą w stronę przyszłości zawsze, a rozpamiętywanie własnego cienia jedynie pokaleczyć nas może, więc nie trzeba…

Zapominamy, że marzenia popierać trzeba wolą – codziennie. Karmić je kalorycznie i układać do snu razem z nami; że powinniśmy zasypiać każdej nocy w roku w ramionach naszych marzeń i budzić się wtulonymi w ich ciepłe ciałka każdego ranka. Tylko wówczas marzenia przestają stanowić infantylną gratkę bezrefleksyjnych osobników, zmieniając się efektywnie w celne postanowienia. Zapominamy, że refleksja nad Starym Rokiem – nad własnym cieniem – niezbędną jest niczym tlen, bo tylko dopełniwszy takowej refleksji, możemy płodzić i rodzić nowe marzenia. A nowe marzenia są jak krwiobieg. To dzięki nim oddychamy i kroczymy przez los z podniesionymi głowami.

Chęć bycia lepszym, to piękne i szczytne marzenie. Wewnętrzna przemiana jakości ludzkiej pozostaje jednakże procesem.

Wszystko jest procesem. Nic nie dopełnia się w zaledwie chwilę. I na pewno nie dopełni się jedynie w tę jedną, huczną, śliczną noc.

Bezwstydnego Nowego Roku,

 

z pokorą życzy

Justyna Karolak

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *