Rodzice w starciu z całym światem

Rodzice w starciu z całym światem

Najlepsza matka to nie ta, która nie widzi świata poza swoim dzieckiem, ale ta, która próbuje zmieniać świat na lepszy, z myślą o swoim dziecku.

Najgorsze matki to te, które złorzeczą na cały świat – jaki jest podły, antypatyczny, złowrogi i niewygodny – a które postawione przed możliwością wypowiedzenia głośno swojej opinii krytycznej bądź zawalczenia o swoje dobroczynne postulaty, chowają głowy w piasek, nieśmiało szepcząc pod nosem: nie mam czasu, cały mój czas pochłania pielęgnacja dziecka.

Wspaniale, jeśli dzieci są dla rodziców najważniejsze na świecie, ale płytkością jest zasłaniać dzieckiem swoje tchórzostwo. Płytkością jest rozwijać w sobie postawę asekurancką wobec świata, wykorzystując w tym celu dziecko. Jeżeli nie masz czasu na moderację świata z myślą o swoim dziecku, to znaczy, że powiłaś dziecię po to, aby zaspokoić swoją próżniaczą potrzebę biologiczną, instynktowną, albo po to, aby nakarmić prywatne deficyty, których nabawiłaś się w dzieciństwie. Jeżeli Twoje dziecko ma za zadanie niwelować Twoje deficyty, rozumiane tu jako braki emocjonalne, to znaczy, że traktujesz je jako drobną istotkę podobną do laleczki i nie masz woli wybiec wyobraźnią w jego dalszą przyszłość. Wyobrażasz sobie, że Twoje macierzyństwo ma polegać wyłącznie na pielęgnowaniu maleńkości dziecka i dbałości o jego prawidłowy rozwój, ale to, w jakim świecie przyjdzie mu żyć, uznajesz za jego osobisty problem. Ty zatroszczysz się oczywiście o jego bezpieczne i pogodne dzieciństwo, zdrowie i edukację, ale to ono będzie zmieniało świat na swoją własną modłę i niemodłę; moderowanie świata nie wlicza się w rejestr Twoich problemów. Myśląc i postępując w ten sposób, świadomie czy nieświadomie, wiążesz swoje dziecko nową pępowiną – niewidzialną, niecielesną, ale analogicznie do pierwszej, naturalnej pępowiny, jednakowo mocną, ograniczającą i odżywiającą. Myśląc i postępując w ten sposób – w stylu niezwykle niewinnym i prawie niezauważalnym – kodujesz swoje dziecko, i „dzięki” Tobie ono także przekaże swojemu dziecku te same, Twoje błędy; ono też zarzuci swojemu dziecku na szyję tę samą, Twoją, pępowinę jak pętlę.

Najlepszy ojciec to nie ten, który koncentruje się na badaniu świata z myślą o swoim dziecku, ale ten, który podaje dziecku rękę, żeby pokazać mu świat takim, jakim jest.

Najgorsi ojcowie to ci, którzy w ostrych słowach piętnują świat – bo jest podły, bezlitosny, niesprawiedliwy i niewygodny – a którzy postawieni przed możliwością wypowiedzenia głośno swojej opinii krytycznej bądź zawalczenia o swoje korzystne postulaty, chowają głowy w piasek, stwierdzając z rezygnacją: nie mam czasu, cały mój czas pochłania obserwacja świata.

Wspaniale, jeśli percepcja rodziców jest wystarczająco pojemna, by objęła oblicze świata. Jeszcze wspanialej, gdy rodzice potrafią nie zamknąć dziecka w kokonie, gdy przejawiają wolę przedstawiania dziecku świata w jak najpełniejszej – co nie znaczy, że bezwzględnej i niedostosowanej do wieku – formie. Ale zapraszanie swojego dziecka do udziału w procesie poznawania rzeczywistości zewnętrznej – tej spoza domu – powinno przebiegać w zdrowy sposób. Nie wystarczy dostrzegać świat, tłumaczyć świat, określać świat z uwzględnieniem podziału na dobro i na zło. Konieczna jest również – zdrowa i wyważona, ale zarazem subiektywna, analiza wszystkiego wokół. Analizowanie, podważanie, krytykowanie tego, co jako ludzie dorośli – rodzice – dostrzegamy i widzimy, powinno być naszą stałą aktywnością.

Na nas wszystkich, kobietach i mężczyznach, spoczywa i obowiązek, i potrzeba zmieniania świata na lepszy, ciągłego walczenia o jego dobroczynną i korzystną moderację – z myślą o naszych dzieciach, które pewnego dnia przeistoczą się w osoby dorosłe. I jednocześnie spoczywają na nas bliźniacze – obowiązek i potrzeba widzenia rzeczy takimi, jakimi są, bez upiększania i bez asekuranckiego umykania przed ich krytyką.

Współcześnie ludzie, którzy decydują się na posiadanie potomstwa, często myślą, że przekroczyli pewien nieroztropny rozdział życia, że z chwilą, gdy zostają rodzicami, szczęśliwie kończy się ich buntownicze szarpanie ze światem. Odtąd będą poławiali ze świata wyłącznie te elementy, które są piękne i zachwycające, a myślenie negatywne i unoszenie się bojowniczymi emocjami porzucą radośnie i bez sentymentu. Tata chce grać z synkiem w piłkę. Mama chce stroić niemowlęcą córeczkę w różowe tiule i kokardy. Ta zabawa w śliczny dom minie prędzej, nim na dobre zdążycie się zabawić. Dzieci dorosną szybciej, niż zakładacie. Lecz nim do tego dojdzie, Waszym obowiązkiem – a może i potrzebą? – moralnym jest zrozumieć, że nie o to chodzi, iż każdy z nas musi być wojownikiem i brutalnie wojować o lepszy świat, bo co właściwie oznaczać ma pojęcie „lepszy”, oraz – co też, my, maluczcy, na tym świecie możemy?…

Możemy bardzo wiele, jeśli zastanowimy się nad przyszłością. Nie jesteśmy w stanie przyszłości projektować, tym bardziej przepowiadać, ale jesteśmy w stanie o niej myśleć, ponieważ nie jesteśmy zwierzętami. Ludzie potrafią planować, myśleć o przyszłości i marzyć. Marzenia i pomysły na lepsze oblicze świata nie są wcale domeną nieodpowiedzialnej, rezolutnej i zuchwałej młodości. Winny towarzyszyć nam przez całe życie, w różnych wymiarach i o różnej intensywności, ale przez całe życie. Powinniśmy mieć śmiałość – głośno krytykować podłe, antypatyczne, złowrogie, bezlitosne, niesprawiedliwe i niewygodne cechy świata.

Co my, maluczcy, na tym świecie możemy? Możemy bardzo wiele. Jeśli myślimy o przyszłości naszych dzieci, jeśli płodzimy, rodzimy i podejmujemy piękny trud wychowania dzieci dlatego, że pragniemy powołać do życia ludzi lepszych od nas; cudownych, mądrzejszych, dorosłych ludzi. Nikt z nas nie posiada dzieci dla siebie, lecz wychowuje je dla świata. Dlatego właśnie każdy mocny i odważny głos krytyki wobec świata ważniejszy jest od miliona gestów spolegliwego zwieszenia głowy w poczuciu bezsilności, które zbyt często lubimy fałszywie czy bezrefleksyjnie określać mianem pokory.

Niepokornie

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Dzieci rodzą się na tym świecie – to nie ich wina.
    Potem rozglądają się wokół jeszcze rozumiejąc jak to wszystko działa. W tym okresie musimy je chronić. Potem w wieku nastu lat już wiedzą jak działa świat i są w stanie ocenić czy im się podoba.
    Wtedy mówi się, że wchodzą w buntowniczy okres, lecz prawdą jest, że w tym właśnie okresie, po raz pierwszy jesteśmy w stanie zrozumieć jakie bagno stworzyli nasi rodzice i dziadowie.

    Potem dorastamy, a do bagna się przyzwyczajamy – własnym dzieciom mówiąc:
    „cóż synu – taki bajzel tutaj zastałem, ale nie martw się – przywykniesz”.
    W międzyczasie żeby dorobić się na starość robimy wokół siebie nieco więcej bałaganu – bo psucie ogółu zwykle jest dla indywiduum korzystne.

    Ludzkość -:) takie wirusy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *