Rozważania o lataniu – czyli jak zabić Piotrusia Pana

Rozważania o lataniu - czyli jak zabić Piotrusia PanaWciąż słychać z oddali głos rozsądku, wciąż niesie się wokoło ubolewający chór doradców, którzy mówią ci: to się na pewno nie uda, to nie ma sensu, po co się wysilać, po co narażać; czy nie wiesz, że pokorne ciele dwie krowy ssie. Doradcy patrzą na ciebie i wyceniają cię, ile mógłbyś zarobić, gdybyś był rozsądny, ile mogliby mieć z tego, że przestaniesz marzyć, szaleć, wygłupiać się. Przecież to takie szczeniackie – mówią i przymierzają ci własny mundur. To są mrzonki – powtarzają ci do znudzenia, monotonnie starając się powtarzaną mantrą zabić w tobie światło, jakiego nigdy nie mieli. Musisz stać twardo na ziemi, wykonywać proste czynności, rozmnażać się, zarabiać, żyć – nie rzucaj się , nie podskakuj, gdyby Bóg chciał, abyś latał, to by ci dał skrzydła.

Rosyjski lud, dając upust swojemu specyficznemu fatalizmowi, przypisał tej sytuacji, charakterystycznej dla wschodu, utraty nadziei na zmianę losu, przysłowie: „dumał nie dumał carom nie budiesz”. W przekładzie brzmi ono – nie masz co myśleć, carem nie zostaniesz. Ile razy słyszę głos nauczyciela nad głową ucznia – ty Kowalski nie myśl tyle, koła i tak nie wymyślisz – tyle razy czuje smród wschodniego fetoru i fatalizmu. Ile razy słyszę, jak mały duchem człowieczek, pełen braku talentów wszelakich mamrocze swoje – „ale co my możemy, nikt się z nami nie liczy, daj spokój, dostaniesz tylko w tyłek i tyle, lepiej weź się do roboty”  – tyle razy widzę ponurą twarz wschodu, zapijaczoną i wesołą, tańczącą ze zdeterminowaną radością, bo nigdy nie wiadomo, czy to nie ostatni raz.

Ile razy słyszę – „to dziecko ma skłonności do fantazjowania, trzeba nad tym zapanować, trzeba to okiełznać, bo będzie nieszczęśliwe; taki, wie pan, nieodpowiedzialny PIOTRUŚ PAN rośnie nam” – tyle razy zastanawiam się, ile ta magma przeciętności zabiła talentów, ilu zgnoiła poetów, filozofów, wynalazców i naukowców. Bo przeciętność uwielbia statystykę i towarzystwo, wtedy czuje się bezpieczna, i bezwstydna, wtedy mówi – Ja, Ja, Ja mam rację – popatrz, ile mnie jest.

Pośród różnych postaci w literaturze skrzywdzonych przez psychologów, najpoczytniejsze miejsce zajmuje niewątpliwie Piotruś Pan. Psychologowie  z entuzjazmem miętoszą tę postać, nadając jej wciąż nowe cechy i dopisując do jego katalogu przestępstw coraz to nowe przejawy jego Piotrusiowatości.

Piotruś Pan stał się również istotą zastępczą, chłopcem do bicia dla współczesnej pseudo-intelektualnej populacji dziennikarek i dziennikarzy, aby pod jego postacią ostatecznie rozprawić się z mitem mężczyzny typu „macho”, a jednocześnie z typem „wiecznego chłopca”.

W ten sposób stał się czarną legendą psychologii opowiadającą o mężczyźnie, który nie chciał dorosnąć i odpowiadającą za wszelkie skutki cywilizacyjne, jakie przynosi ze sobą życie w społeczeństwie, które jeszcze nie sformułowało swojego auto-da-fé.

Co więcej, a to już zupełnie straszne, nie chce wziąć odpowiedzialności za życie innych otaczających go osób.

Jednak, ażeby postać Piotrusia była poprawna politycznie, ostatnio coraz częściej przyznaje się prawo do bycia Piotrusiem również kobietom. Zabawne jest to, że nasz sfeminizowany świat nazywa przypadłość psychologiczną polegającą na sztuce bycia szczęśliwym „dzieckiem-dorosłym”  imieniem Piotruś również dla damskiej wersji tegoż zjawiska – a może Pipi Pończoszanka byłaby jakąś propozycją?

Postać Piotrusia wisi nad naszym społeczeństwem niczym jego potworne alter-ego, Joker. Joker dorósł wbrew swej woli, i musiał podołać światu, jakim go zastał, i to właśnie Joker jest postacią, którą można wywołać zamiast niewinnego Piotrusia Pana, wciąż demonizując tą postać.

Pod pewnymi względami jest znacznie bezpieczniej posługiwać się w naszej landrynkowo-idiotycznej pop-kulturze modelem Piotrusia Pana, niż Jokera. Bezpieczne i przecież sympatyczne, w końcu, takie sympatyczno-milusie, i jeszcze do tego wynikające z troski, jest załamywanie rąk nad biednym szczęśliwym Piotrusiem, bo temu biedakowi trzeba przecież uzmysłowić dopiero, że jest nieszczęśliwy, bez psychologii by się tego nie dowiedział – czy to nie tragiczne?

Piotruś zaginiony na swojej wyspie, pełny marzeń i ideałów, bohaterski i marzycielski, pełen mitologii i fantazmatów, i Piotruś naszych marzeń – jak bardzo różnią się te dwie postacie? Czego tak naprawdę boimy się w nim? Czy boimy się w nim „innego”, czy boimy się, gdzie powędrują myśli tego niezdyscyplinowanego umysłu?

Przyjrzyjmy się Einsteinowi, geniuszowi ubiegłego wieku. Oto jego własna autobiograficzna notatka dotycząca okresu młodości.

„Dla moich rodziców nie oznaczało to jednak końca kłopotów, ponieważ dość długo nie chciałem mówić. Zdania na ten temat były podzielone, specjaliści twierdzili, że jestem opóźniony w rozwoju i wygadywali na ten temat niestworzone rzeczy. Ja twierdzę inaczej i chyba wiem lepiej. Nie próbowałem mówić przed ukończeniem trzeciego roku życia, gdyż świadomie chciałem ominąć etap gaworzenia i zacząć od razu formułować pełne zdania.
Mojej wersji przeczy list napisany przez babcię Jette. Po jej wizycie, którą złożyła nam, kiedy miałem trzy lata, napisała: Był taki grzeczny i kochany, bez przerwy wspominamy jego zwariowane pomysły. Ale, w jaki sposób miałem niby przekazywać te zwariowane pomysły, skoro nie potrafiłem jeszcze mówić? Przecież to po prostu nie mieści się w głowie”.

A oto jego okres wczesnej młodości w szkole.

„Nauczyciele nie podzielali opinii mojej matki, że jestem cudownym dzieckiem. Uważali mnie za dziwoląga i odludka. Rówieśnicy dziwnie na mnie spoglądali – bo nie wykazywałem najmniejszego zainteresowania sportem. Przecież to było takie nudne! Do nadawanych mi określeń przybyło jeszcze jedno: tępak. Dlaczego? Otóż nie potrafiłem uczyć się na pamięć. Była to dla mnie bezsensowna metoda nauki. Wcale nie rozwijała umysłu, powodowała otępienie. Jednak nauka na pamięć była wymagana przez szkołę i musiałem sobie jakoś radzić. Za złe odpowiedzi nauczyciele karali uderzeniami w kostki. Nic przyjemnego, możecie mi wierzyć. Zawsze byłem indywidualistą – lekceważyłem wszystko, co mnie nie interesowało. Po co uczyć się czegoś, co jest nieciekawe? Gdy jednak coś mnie zainteresowało, potrafiłem zajmować się tym z zegarmistrzowską cierpliwością i precyzją. Pamiętam, jak budowałem domki z kart. Cierpliwie układałem je, dopóki nie osiągnąłem imponującej wysokości 14 pięter. Moja siostra była baaardzo zaskoczona. Ale to tylko taki przerywnik. Po dwóch latach podstawówki zainteresowałem się naukami logicznymi – matematyką i łaciną. Z innych przedmiotów byłem beznadziejny”.

A biorąc pod uwagę jego perypetie rodzinne, starszą opiekuńczą żonę, trójkę porzuconych dzieci, z których jedno było umysłowo ograniczone, czy to było odpowiedzialne? Dodam jeszcze, że żona jego była wybitnym matematykiem i pomagała mu przy opracowywaniu jego teorii, tym niemniej porzucił ją również dla drugiej, tym razem „dzwoneczka”. Wiecznie zagubiony na swojej Nibylandii, w każdym momencie gotów szukać w krokodylu zegara, by pobawić się czasem, uznawany na uczelni na której wykładał, przez przełożonych,  za nienormalnego  – czy był odpowiedzialny ?

I tysiące, po prostu tysiące anegdot o Piotrusiu Einsteinie Panu – o człowieku, który wstrząsnął umysłami świata na 100 lat do przodu…

Powiedzcie, kochani, kto by nas zabrał do Nibylandii, gdyby udało się nam go wyleczyć?

Pytanie, czy udałoby się nam go wyleczyć?
Myślę, że udałoby się nam go zniszczyć.

Pamiętajmy też innego Piotrusia Pana tamtych czasów, Hitlera, który szedł przez Europę; czyż nie przypominał bardziej Jokera, czyż nie był tym, co naprawdę jest naszym strachem przed genialnością, urokiem i wdziękiem Piotrusia Pana oraz obłędem Jokera? Hitler potrafił być ujmujący i był niesłychanie kulturalnym człowiekiem, zawsze nienagannie ubrany i zawsze pod opieką jakiejś „Wendy”. Niewątpliwie też był geniuszem, nie tak jak zwykły morderca Stalin, Hitler był idealistą, który wprowadzał swoją Nibylandię w życie. Kogo więc boimy się bardziej: „Piotrusia Pana” czy „Jokera”?

Leonard Jaszczuk

Z tej serii – link do 

Piotruś Pan kontra Pippi Pończoszanka

Piotruś Pan – naukowiec

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *