Samorozwój a stary nowy człowiek

Samorozwój a stary nowy człowiek

Co nas interesuje, czym lubimy się zajmować w nielicznych wolnych chwilach? Cóż, bardzo podoba się nam, współczesnym ludziom, nie być „statystycznym Polakiem”, bo przecież znaleźć się w ścisłym centrum statystyki, uśrednienia, to wielce straszliwa obelga. A my cenimy sobie własne odśrodkowe poczucie bycia wyjątkowym, nieco innym – kimś, kto czyta (cokolwiek), kto ma pojęcie (o czymkolwiek), kto wie (całkiem sporo), kto umie (całkiem niemało), kto posiada czas na pielęgnowanie pasji (jakichkolwiek), a przynajmniej marzeń (raczej życzeń) i codziennych dążeń (związanych z tak zwaną karierą i statusem materialnym). Tymczasem prawda o nas leży – gdzie? Kim rzeczywiście jesteśmy na co dzień? Ile czasu poświęcamy na samorozwój rozumiany inaczej niż trening na bieżni w nowoczesnej siłowni, do której mamy po drodze z pracy? Ile wysiłku oraz kosztów – niematerialnych! – istotnie wkładamy w kształcenie się nie na uczelni, a w drodze dojrzałego życia? Ile starania i kosztów wewnętrznych – intelektualnych i emocjonalnych – wkładamy w bycie pozytywnym, wartościowym, empatycznym człowiekiem?

W iluż to artykułach i w sieci, i w prasie papierowej, w iluż dyskusjach w telewizjach śniadaniowych próbowano już odpowiedzieć na powyższe pytania? W dziesiątkach? W grubych dziesiątkach? W setkach?… Stawiając powyższe pytania, mijamy się jednakże boleśnie z prawdą o współczesnym świecie i o nas samych, a mówiąc ściślej – o współczesnej Polsce i o nas, o Polakach…

Samorozwój a stary nowy człowiek 1

Jeżeli zaczynając lekturę tego artykułu, pomyślałeś, że jego treść stanowić będą kolejne próby odpowiedzenia na pytania zawarte we wstępie, to wpadłeś w pułapkę współczesnych mass mediów, które w kółko mielą te same, tanie w dodatku, chwyty mające na celu zmylić Twoją czujność, rozumianą też jako autokrytycyzm, i ukorzenić Cię w Twoim poczuciu bycia lepszym lub przynajmniej gorąco pretendującym do tego miana… Ale! Ten artykuł będzie traktował o czym innym!

Czytanie wspaniałych lektur, dbanie o swoje ciało (zdrowe odżywianie i trening) etc. mają sens tylko wówczas, kiedy Cię na nie stać. Wiele w Polsce się mówi o naszym (polskim) dzielnym opieraniu się kryzysowi gospodarczemu, o tym, że nie mamy co marudzić, bo za komunizmu nic nie było, a teraz na półkach lśni wszystko. Co z tego, że wszystko – jest, widzialne dla większości obywateli przez szybę sklepowej wystawy, kiedy w kieszeniach nie ma środków, by nabyć atrakcyjny „zachodni towar”. Bardzo łatwo i gładko opowiadać można o samorozwoju i byciu „niestatystycznym” Polakiem, kiedy się miało bogatych rodziców albo kiedy się zarabia na bezpiecznym etacie w korporacji. Tak, korporacje wiele gwarantują – między innymi umowę o pracę, czyli płatny urlop wypoczynkowy oraz ubezpieczenie zdrowotne, ale nie każdy z nas potrafi odnaleźć się w środowisku korporacyjnym i bardzo przykrym pozostaje, że tylko w takim środowisku obecnie w Polsce mamy szanse na „kariery”. Małych i średnich przedsiębiorców zjadają podatki, bezrobocie kwitnie, a mnóstwo młodych ludzi, aby zakładać rodziny, wyrusza na obczyznę. Czym więc jest samorozwój – dla statystycznego Polaka?

Drobnymi – podrzuconymi przez rodziców z ich emerytury. Spróbuj się rozwijać, mając 1200 złotych „na rękę”, będąc obywatelem zdrowym oraz zdolnym i chętnym do pracy. Spróbuj się rozwijać, żonglując między opłaceniem czynszu a zakupem butów na zimę albo antybiotyków na anginę. No, spróbuj!

Samorozwój a stary nowy człowiek 2

Samorozwój to piękne słowo. Czytanie książek to piękna czynność, która uszlachetnia i „gimnastykuje” umysł. Jogging jest bardzo piękny, kiedy na nogach masz super sportowe buty, amortyzujące staw skokowy i stabilizujące kostkę. Dieta wegańska jest czysta niczym prana, powabna i pełnowartościowa pod względem odżywczym, gdy stać Cię na zakup orzeszków arachidowych z najwyższej półki. Wakacje mają bezwzględnie relaksujący charakter wtedy, kiedy wygodny nocleg zapewnisz sobie w hotelu, domku na plaży albo w „agroturystyce nad jeziorem”. Ale spróbuj się rozwijać, kiedy na ostatnim urlopie byłeś 20 lat temu – na dziecięcych koloniach. Albo kiedy zarabiając najniższą krajową, przyjdzie Ci zaopiekować się starszą, schorowaną matką o miesięcznym emerytalnym dochodzie bliskim bezwzględnemu zeru…

Zanim zaczniesz oceniać, jak wiele poprawiło się w kraju od czasu ostatniego ekonomicznego kryzysu i niezoptymalizowanego systemu politycznego, rozejrzyj się – zerknij na sąsiednie podwórka i przyjrzyj się nie skrajnie ubogim, biednym i nieszczęśliwym; nie! Przyjrzyj się statystycznemu Polakowi i zobacz, jak wiele wciąż brakuje mu do „bycia średnim”; dojrzyj, jak daleko mu do minimum uśrednionego standardu życiowego… dopiero w następnej kolejności planuj swoje „średnie” coroczne wakacje. I niech wreszcie dotrze do Ciebie jedno: w tym kraju nie ma miana „średniości”. Klasa średnia – nie istnieje. Większość z nas pozostaje biednymi lub mocno „awansującymi” do tego miana, a jeśli nie podzielasz przynależenia do tej nieszczęśliwej i skutecznie wymierającej większości, tym bardziej nie jesteś wyjątkowy – jesteś jedynie zwykłym przypadkowym szczęściarzem. A jeśli nadal chcesz czuć się wyjątkowy, ponieważ czytasz (cokolwiek), wiedz jedno jeszcze: Twoja „wyjątkowość”, a raczej jednostkowość, nie zapewni temu krajowi przyrostu demograficznego.

 

Justyna Karolak

 

Artykuł zilustrowano pracami artysty Edwarda Dwurnika; powtarzając za Wikipedią:

Edward Dwurnik studiował w latach 1963–1970 malarstwo i grafikę w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w pracowni Krystyny Łady-Studnickiej, a także przez 3 lata rzeźbę. Jak uważa przez pierwsze lata studiów na ASP, „nie miał żadnej wizji swojej twórczości”. Po zetknięciu się z dziełami Bernarda Buffeta dostrzegł nowe możliwości malarskie, lecz dopiero doświadczenie wystawy Nikifora w 1965pomogło mu odnaleźć formę wspierającą realizację własnych pomysłów. Od tego wydarzenia rozpoczęła się jego pasja tworzenia. Wtedy też powstały obrazy zaliczane do cyklów malarskich takich jak: Podróże autostopem, Warszawa, Portret. W latach 1970-1971 namalowałDrogę (Dziesięć stacji świeckiego ukrzyżowania). Dwurnik uważa, że prawdziwie „swój temat” odnalazł w marcu 1968[1]. Natomiast rozwiązaniem artystycznym, w ujęciu tego problemu, było: budowanie kompozycji wieloelementowych, komplikacja, tworzenie związków między przedmiotami obrazu. Dotychczas namalował ponad 5000 obrazów. Został nagrodzony m.in.: Nagrodą Kulturalną „Solidarności” (1983), Nouvelle Biennale de Paris (1985), nagrodą Olimpiady Sztuki w Seulu (1988) i Nagrodą Fundacji Sztuki Współczesnej (1992).

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *