SARS-CoV-2 – Komentarz publicystyczny pisarza

Temat koronawirusa – tego koronawirusa, czyli SARS-CoV-2, który wywołuje chorobę COVID-19 – intensyfikuje się i przeraża. Przerażenie rośnie wraz z wyłanianiem się kolejnych informacji – z tego oceanu danych i spekulacji trudno wyłowić prawdę i oddzielić ją świadomie od dezinformacji i kłamstwa czy fałszu. Trudno odcedzić fakty od opinii, a wśród tych ostatnich trudno odnaleźć te autentycznie zrównoważone, które pomogłyby zachować spokój i umożliwiłyby spojrzenie na wszystko trzeźwym okiem.

Na pewno mamy do czynienia z sytuacją szczególną – co do tego faktu nie ma wątpliwości. Nie, wirus SARS-CoV-2 nie jest zwykłym wirusem powodującym zwykłą grypę – takie stawianie sprawy jest nieodpowiednie, nie należy obecnej sytuacji bagatelizować, bo, powtórzę, jest ona szczególna i nie da się traktować jej na równi z poprzednimi zagrożeniami pandemicznymi (jak te spowodowane wirusem SARS w 2002 r. czy MERS w 2012 r.). Ta sytuacja jest inna – nowa i nieporównywalna z poprzednimi. Dlaczego tak jest – na czym polega ta szczególność? Otóż ta sytuacja doprowadzi do zmian globalnych – do przemian geopolitycznych i gospodarczych, a więc także do przemian społecznych. I te przemiany z całą pewnością nastąpią – obojętnie, czy komukolwiek podoba się fakt ten zaakceptować, czy przeciwnie, czyli odepchnąć, odrzucić. Sposób, w jaki każdy z nas reaguje na fakty, jest indywidualny – możemy oczywiście przymykać na fakty oczy, negować je, ale one istnieją i nasza indywidualna wola skreślenia ich nie sprawi wcale, że one znikną, rozpuszczą się w powietrzu i przepadną.

Jakie okażą się polityczne i gospodarcze oraz strategiczne zmiany w układzie sił, rządów oraz grup interesów na świecie? Tego w tej chwili jeszcze nie wiemy – i nie będziemy tego dokładnie wiedzieć, dopóki stan pandemii i epidemii nie wyciszy się, nie ulegnie remisji. Politolodzy, logistycy, ekonomiści snują jednak analizy i prognozy na ten temat – i świetnie, że to robią, warto wysłuchać i przeczytać kilka różnych prognoz, wizji czy pomysłów. W sieci znajdziecie mnóstwo tego rodzaju materiałów – artykułów, wpisów blogowych i filmów. Nie będę ich tutaj w żaden sposób promowała ani tym bardziej agitowała – sam poszukaj informacji i opinii, i sam odcedzaj, szereguj je, nadawaj im wartość. To jest twoje zadanie – jako człowieka i obywatela. Nikt za ciebie nie wykona tej pracy, nikt za ciebie nie popełni tego wysiłku – nikt nie wytłumaczy ci, co NAPRAWDĘ masz myśleć na ten szczególny temat. Dlatego moją intencją nie jest „zarażać” cię swoim subiektywnym spojrzeniem na rzeczywistość – jako pisarz uważam, że przyszedł taki moment dla naszej cywilizacji, w którym samodzielne myślenie staje się wyjątkowo cenne, a wręcz drogocenne. I jedyne, do czego chciałabym zachęcić cię tym artykułem, to do tego, żebyś czytał i oglądał informacje z RÓŻNYCH źródeł – to jest TEN moment, w którym moje czy twoje poglądy bez względu na to, jakie one są, czy prawicowe, czy lewicowe, czy liberalne, czy libertyńskie, czy… nie powinny przesłonić nikomu z nas widzenia świata takim, jakim jest, jakim rysuje się przed naszymi oczami – trzeba próbować to zrobić: starać się zobaczyć świat takim, jakim jest REALNIE. Jak tego dokonać…?

Nie ma na to jednej dobrej odpowiedzi – nie ma jedynie słusznej odpowiedzi. To, co da się o obecnej sytuacji powiedzieć na pewno, to to, że jako ludzie – po prostu jako obywatele nie mamy innej możliwości zwalczenia pandemii i epidemii niż ograniczanie i przecinanie wirusowi ścieżek transmisji oraz skrupulatne stosowanie zasad higieny. Przecinanie ścieżek transmisji to nic innego jak zamknięte szkoły, zalecenie kwarantanny domowej, wycofanie i zamknięcie imprez kulturalnych i zgromadzeń, zamknięcie kawiarni, etc. Wszystkie te zalecenia i coraz silniejsze obostrzenia zaleceń, które wprowadza nasz rząd, służą właśnie do tego: do ograniczania wirusowi drogi przenoszenia się z człowieka do człowieka. Druga sprawa to wspomniana higiena: powinniśmy rzeczywiście przyłożyć się do świadomego mycia rąk – tak, zdaję sobie sprawę, że sformułowanie „świadome mycie rąk” brzmi niezgrabnie i, powiedzmy sobie szczerze, śmiesznie, ale jestem przekonana o tym, że wielu z nas traktowało mycie rąk po macoszemu, jako kilkusekundową mechaniczną czynność. Ten wirus przypomina nam tymczasem, że istnieją tzw. choroby brudnych rąk, dlatego po wyjściu ze środka komunikacji miejskiej, po dotknięciu klamki etc. powinniśmy myć ręce właśnie tak, czyli świadomie, nie automatycznie. Ciepła woda i co najmniej dwadzieścia sekund uczciwego mydlenia dłoni – w ten sposób mamy szansę uszkodzić osłonkę czy otoczkę lipidową (tłuszczową) koronawirusa, przez co nie będzie mógł naruszyć on membrany naszych komórek i „zakotwiczyć” w naszym organizmie, bądź będzie mu dużo trudniej to zrobić. Wracając zaś do obostrzeń, zaleceń kwarantanny domowej etc. – czy działania naszego rządu są więc słuszne?

Na pewno można powiedzieć, że reakcja naszego rządu w porównaniu do innych rządów krajów europejskich od początku była bardziej dynamiczna i konkretna – to dobrze. Jednak jednocześnie warto zastanowić się także nad tym, że komunikaty wystosowywane przez nasz rząd do społeczeństwa są – niepełne, nieprzekonujące, nieuspakajające, propagandowe. Nie widać rzetelności mediów publicznych, widać propagandowość. Działania naszego rządu nie są transparentne i brakuje im spójnej, jednoznacznej wizji dotyczącej reagowania na obecną sytuację, która na pewno poskutkuje reperkusjami gospodarczymi, a więc ekonomicznymi. W tak wyjątkowym stanie kryzysu, w jakim się znaleźliśmy, mamy wszelkie prawo patrzeć na ręce rządu jeszcze pilniej, niż zwykliśmy to robić do tej pory. Poza tym higiena higieną i kwarantanna kwarantanną, przemyślmy jednak, co dzieje się z naszymi swobodami obywatelskimi – z wolnością i… zastanówmy się, co będzie dalej.

Jak wspomniałam, niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie, bo… nikt nie zna na nie odpowiedzi. Staram się jednak obserwować rzeczywistość wokół siebie i o tym, co widzę, mogę ci opowiedzieć – tym się z tobą podzielę. Widzę, że ludzie się boją, a jednocześnie czekają w napięciu, kiedy to wszystko ucichnie, kiedy znów zrobi się normalnie. Ale tak nie będzie – nie będzie „normalnie”. Ten świat, który znamy, który pamiętamy – odszedł. Teraz nadchodzi nowy świat i jaki on będzie, nie wiemy. Nie możemy się na niego przygotować, możemy tylko mieć świadomość, że nadchodzi.

Nowość polega na tym, że przemianowuje się układ sił na świecie. Nie wiadomo, czy obecna sytuacja trwale nie rzuci na kolana hegemona – mowa o Stanach – i czy to nie Chiny rozpoczną dyktowanie warunków ekonomicznych, wyrastając na pierwszą, najważniejszą gospodarkę na świecie. Przy tej okazji warto zauważyć, co dzieje się z Unią Europejską – otóż Unia… jakby zniknęła. Siedzi cichutko jak mysz pod miotłą i zasadniczo nie ma nic ciekawego ani tym bardziej mądrego do przekazania. Ten kryzys, który się rozpoczął i trwa, daje do myślenia na wielu polach. Nagle przestało się tyle opowiadać o pięćdziesięciu płciach, bo właśnie taka jest prawda: w sytuacji ekstremum – a obecny kryzys jest sytuacją ekstremalną – do głosu dobija się przede wszystkim prosta i w tym sensie zrozumiała dla wszystkich i akceptowalna biologia, nagle to głównie ona zaczyna mieć znaczenie i nikogo przy zdrowych zmysłach nie obchodzi to, czy pary homoseksualne powinny móc czy nie móc adoptować dzieci, liczy się wyłącznie to, że umierają ludzie, kobiety i mężczyźni, i dzieci.

I tak to właśnie wygląda: w czasach kryzysu warto pamiętać, że na końcu o wszystkim decydują masy ludzkie. Zawsze tak było. Pytanie jednak brzmi, jaka będzie kondycja mas ludzkich po wyjściu z tej pierwszej, uderzeniowej fazy kryzysu. Liczby kolejnych zarażeń koronawirusem i liczby mówiące o śmierci determinują zmiany na świecie, które nadchodzą. I niezależnie od tego, czy SARS-CoV-2 byłby naturalną, stworzoną przez biologię, przez matkę naturę mutacją koronawirusa, czy byłby on efektem manipulacji laboratoryjnej uczynionej ręką człowieka – osiąga on określone cele gospodarcze i społeczne. Rujnuje on i przeraża, i to jest realne, a ponieważ rujnuje i przeraża, to chwieje masami ludzkimi, zasiewa w nich niepewność i słabość – w tym stanie niepewności i osłabienia psychicznego i emocjonalnego aparatom państwa łatwo wmówić społeczeństwom, że państwo działa dla dobra obywateli, opiekuje się nimi i czyni wszystko tak, aby zapewnić nam maksymalne bezpieczeństwo w tych arcytrudnych chwilach, które jednakże zostaną przecież zażegnane i z czasem wszystko wróci do normy.

Nie, nie wróci do normy – nie wróci do tego stanu, który znamy, pamiętamy i przywykliśmy określać normą. Przyjdzie kryzys ekonomiczny, głęboki i nowy, a to oznacza, że go odczujemy – dostaniemy po kieszeni, mówiąc wprost. Będzie to szczególnie odczuwalne dla krajów takich jak Polska – jesteśmy młodym krajem postkomunistycznym, a co więcej, proces dekomunizacji Polski nigdy tak naprawdę nie nastąpił, a bynajmniej nie został dopełniony tak, jak powinien był. Choć trzeba tu dodać, że straty w ludziach, które dokonują się obecnie w Europie, mogą ostatecznie przynieść nowe wnioski i niewykluczone, że sytuacja ekonomiczna na przykład czy to Anglii, czy to Francji – także spadnie na łeb, na szyję i przyniesie nam świeży obraz świata; świeży obraz kultury europejskiej.

Już teraz widzimy, co dzieje się z naszą gospodarką – w najgorszej sytuacji są mali przedsiębiorcy. Konieczność zamknięcia małych punktów usługowych typu – dla przykładu – fryzjer to de facto dramat pani Kasi spod piątki i jej rodziny. Nasze społeczeństwo składa się z takich pań Kaś – fryzjerek, i mnóstwa jej podobnych usługodawców. Oni wszyscy musieli z dnia na dzień zamknąć swoje biznesy, ich dzieci z dnia na dzień musiały przestać chodzić do szkoły, rodzice tych dzieci nie mogą pracować, a dzieciom trzeba zabezpieczyć opiekę i jedzenie. Jak myślisz: ile pieniędzy pani Kasia ma odłożonych na koncie w banku – ile pani Kasia może czekać, zanim nie popadnie w długi, nie zwolni pracownika, nie zamknie swojej malutkiej firemki, która jednak póki była aktywna, przynosiła jej chleb?

I to są właśnie małe-wielkie ludzkie dramaty, które mocno szarpną kondycją całego społeczeństwa, a wręcz mogą doprowadzić do tragedii, do załamania ekonomicznego. A załamanie ekonomiczne wpływa bezpośrednio na emocjonalność ludzi i powiedziałabym głębiej: wpływa na naszą duchowość – nie tylko na samopoczucie, ale właśnie na duchowość. Społeczeństwo, które stać na chleb, pragnie igrzysk. Społeczeństwo, któremu brakuje chleba – nie chce igrzysk, bo zwyczajnie ich nie potrzebuje. Dlatego marudzący obecnie artyści, którzy narzekają albo popłakują do tłumów przy użyciu mediów społecznościowych, to pierdoły, a nie realne ludzkie problemy. Problemem społecznym nie jest to, że nie można pójść na koncert czy do teatru. Problemem społecznym jest to, że zanim społeczeństwo po załamaniu ekonomicznym odbuduje się, stanie – finansowo – na nogi, nikomu za bardzo nie przyjdzie do głowy ochota na koncert czy teatr. Bo rozwój kulturalny rozumiany jako społeczna potrzeba kontaktu ze sztuką możliwy jest wtedy, kiedy zabezpieczony jest byt ekonomiczny. To zawsze jest taka kolejność: najpierw chleb, a dopiero następnie igrzyska. Nikomu nie chce się czytać powieści, kiedy czuje ssanie w żołądku – jeśli cierpisz głód, myślisz o tym, jak go zaspokoić. A jeśli twoje dziecko jest głodne, myślisz dwa razy szybciej, dwa razy mocniej i dwa razy bardziej radykalnie o tym, jak je nakarmić – nie interesuje cię wtedy, czy panu artyście takiemu lub innemu jest smutno, bo skończyły się wpływy nowych pieniążków i nie może realizować się zawodowo.

Sama jestem artystą i wiem, jaki to czerstwy kawałek chleba – jestem pisarzem, twórcą powieści i wstępując na tę drogę, zdawałam sobie sprawę, co robię, jakie to trudne i niepewne jutro. Nigdy jednak na swój los nie narzekałam – zawsze powtarzałam, że żaden rodzaj sztuki nie jest zawodem pierwszej potrzeby społecznej i to nie artyzm determinuje jakość, kondycję społeczeństwa. Bodaj w roku 2014 opublikowałam długi artykuł o tym, że praca pisarza jest łatwa, bezpieczna – tworząc fikcję literacką, siedzę bezpiecznie przy biurku. Nie ryzykuję swoim życiem – nie jestem korespondentem wojennym. Nie jestem też pielęgniarką, nie opiekuję się niczyim życiem i zdrowiem. I dziś, w dobie kryzysu, załamania gospodarczego, trwam przy swoim zdaniu: moje samopoczucie i moja kieszeń osobista jako artysty w żaden sposób nie są ważniejsze czy bardziej dotkliwe od sytuacji pani Kasi, pani Basi i pana Czesia. Ci, których praca zawsze miała i zawsze będzie miała największe znaczenie, to ci, którzy nas karmią, leczą i ubierają. Opieka paliatywna i ogólnie medyczna, ratownicy i lekarze, pielęgniarki – to ci ludzie, którzy dotykają ludzkich dramatów wprost. A te zawody pierwszej potrzeby społecznej dzisiaj są niebywale nadwyrężone, to raz, a dwa – nie są właściwie wynagradzane. Sprawia to, że jako społeczeństwo stoimy bardzo niestabilnie na… równi pochyłej. I dopóki tego nie zrozumiemy, nie uzyskamy poczucia normy, którego bardzo potrzebujemy i do którego dziś tęsknimy.

Pandemia i epidemia – biologiczne, bezpośrednie i czytelne zagrożenie, którego doświadczamy realnie, które dzieje się w tej chwili, właśnie teraz, gdy czytasz te słowa, to jednak idealny moment na to, żeby przystanąć i zastanowić się przenikliwie nad kwestiami życiowymi i politycznymi. Obecny kryzys pokazuje, dokumentuje swym przebiegiem, jak dalece idea państwa opiekuńczego jest nieskuteczna, a co więcej – niebezpieczna. Socjalizm niszczy ludzką przedsiębiorczość, a zagrożenie zdrowia i życia ludzi, jakie stanowi koronawirus, tylko pogłębia tę refleksję i frustrację. Aparat państwa musi oczywiście istnieć, ale jego ingerencja w los pojedynczych obywateli składających się na społeczeństwo powinna być możliwie mała, tak aby to nie ustrój polityczny, w którym egzystujemy, decydował o tym, kim jesteśmy. Człowiek jest niezłomny, dopóki duch jego jest niezłomny.

Zalecenia rządowe są niezbędne, ale nie powinniśmy też ignorować tego, jak się z nimi czujemy, co o nich myślimy. Jasne, wkładajmy maski, bądźmy ostrożni, nie wychodźmy z domu z byle powodu czy pod byle pretekstem – na przykład dlatego, że nam się nudzi albo tęsknimy do beztroskiego uprawiania joggingu – ale też nie pozwólmy na to, by izolacja od siebie nawzajem odczłowieczyła nas. Za ścianą mieszka starszy samotny pan – zapukaj do niego i zaproponuj, że zrobisz mu zakupy. Może obecna sytuacja to także nasz osobisty przełom – czas odbudowywania więzi międzyludzkich, których rozwój naszej cywilizacji stopniowo nas pozbawiał. Myślmy o tym, co się dzieje – czytajmy, oglądajmy i śledźmy informacje po to, aby zgłębiać swoją świadomość zagrożenia, w którym się znaleźliśmy, bo wbrew znanemu przysłowiu niewiedza wcale nie jest błogosławieństwem. Jedynie wiedza – uzdrawia; wyłącznie cierpliwe studiowanie realnego obrazu świata może uzbroić nas w te „duchowe przeciwciała”, które są niezbędne do stawiania oporu problemom. Żyjemy w erze Internetu, komputera – korzystajmy z tego. Wykorzystujmy sieć do nawiązywania i budowania relacji, dzielmy się z ludźmi ciekawymi treściami do czytania, udostępniajmy ważne i interesujące materiały. Wokół nas żyje mnóstwo niszowych artystów, utalentowanych twórców, blogerów, youtuberów – znajdujmy ich, piszmy do nich, komentujmy ich materiały i dzieła, plećmy sieć kontaktów. I do najgorszego wroga – a takim obecnie jest koronawirus – podchodźmy ze spokojem, pamiętajmy bowiem, że to strach, a nie wiedza, ma wielkie oczy, to strach, nie wiedza, nas osłabia, to strach sprawia, że cztery ściany wydają się za ciasne. Klaustrofobiczne i paniczne nastroje biorą się z niewiedzy, z ulegania atmosferze dezinformacji i lęku – takimi, czyli przerażonymi i osłabionymi masami ludzkimi łatwiej zarządzać, i niestety łatwiej pozbawiać je wolności, tłumacząc to ograbienie z wolności tak zwanym dobrem wyższym, które wymaga poświęcenia.

Pamiętaj więc, że zagrożenie koronawirusem wymaga od ciebie – tak samo jak ode mnie – kompromisu, ale nie poświęcenia. Korzystaj z wolności, jaką masz – jaką wciąż jest Internet, niezwykłe okno na świat. Nie bój się otworzyć ust, by powiedzieć sąsiadowi „dzień dobry”. Twórz rozważną siatkę relacji, kontaktów społecznych. Nie pozwól politykom – dotyczy to zarówno rządu, jak opozycji – aby nas polaryzowali. Siła społeczeństwa tkwi w człowieczeństwie, a ono ma swoje źródło nie w celebryctwie, ani nawet nie w sztuce, a w umiejętności pochylania się nad sprawami małymi, codziennymi.

Justyna Karolakpisarz, redaktor, człowiek, kobieta

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.