Smutek malowany na niebiesko, czyli recenzja Betty Blue (1985)

 

Betty Blue, francuski melodramat erotyczny, to filmowa adaptacja powieści Philippe’a Djian, zatytułowanej 37,2° rano – film de facto także nosi ten tytuł, choć popularność zdobył pod tytułem amerykańskim. Słowu „blue” towarzyszy dwojakie znaczenie: dosłowne, związane z planszą w kolorze niebieskim, która otwiera i zamyka film, i przenośne – związane z depresyjnym kolorem duszy bohaterki imieniem Betty. Ten film pozostaje z pewnością opowieścią o romantycznej – skazanej na porażkę – miłości kochanków, opowieścią o depresji i o fantazjach, które nie są w mocy pokonać smutku, a wręcz fatalizmu egzystencji, ale na przekór tym treściom – film namalowany został przy użyciu bogatej, w przewadze soczystej i ciepłej, palety kolorów, zaś odcień niebieskości stanowi jedynie drobny komponent skomplikowanej i obszernej całości.

Wybitna praca kamery, oryginalne i mądrze wyważone kadry – od szerokich, zapierających dech w piersi perspektyw, aż po wymowne, plastyczne, niekonwencjonalne zbliżenia – kuszące zdjęcia i bezbłędne światło na planie tworzą niepowtarzalny klimat tej słodko-gorzkiej historii miłosnej. Jest to klimat jakoby zanurzony w syropie malinowym – niewiarygodna słodycz obrazu przyciąga widza ku sobie niczym silny magnes, zarazem od początku wyczuwa się w tej słodyczy pierwiastki surrealności i oniryzmu; marzenia na poły sennego, a na poły bardzo namacalnego, organicznego, wyrosłego z instynktownych pragnień ludzkich i namiętności. Jest to ten rodzaj wizualnej słodyczy, która nie mdli, a która przeciwnie: fascynuje, ponieważ widz nie ma wątpliwości, że pod miękką, malinową skórą ruchomego obrazu – czai się twardy, kostny dramat. Niespotykanego klimatu filmowej opowieści dopełnia mistrzowska muzyka Gabriela Yareda – czasem sensualna, kołysząca, uwodząca; czasem naiwnie wesoła, bezrefleksyjna jak małe dziecko; czasem drażniąca i pobudzająca, a czasem wirująca jak pijana karuzela albo jak senna, hipnotyczna mara…

Scenarzysta i reżyser Jean-Jacques Beineix zaliczany jest do reprezentantów nurtu neobaroku w kinie, którego cechy rzeczywiście można odnaleźć w Betty Blue: epatowanie estetycznym wyrafinowaniem, opartym na przepastnych kolorach, i złożonością kompozycji buduje nietypową i charakterystyczną wizualną wydmuszkę, oczywiście świadomie przez reżysera skrojoną. I choć akurat w Betty Blue ta specyficzna wizualna wydmuszka zdaje się delikatnie pękać pod ciężarem emocji bohaterów – zarazem nie ma pewności, czy rejestry, w jakich jako empatyczni widzowie chcemy upatrywać głębię i rozległą skalę uczuć oraz przemyśleń postaci, faktycznie są ich nośnikami, czy też jedynie nasza własna wrażliwość, inteligentnie omamiona przez reżysera, nadpisuje postaciom porcji podniosłości, złożoności i szlachetności. A może sam Beineix, tworząc Betty Blue, poszukiwał wypadkowej między powierzchownością, czyli dekoracyjnym urokiem życia, a gęstą esencją pragnień i wątpliwości, ukrytą w cieniu? Na ile powinniśmy pozwolić sobie utożsamić się z postaciami, a na ile zachować intencjonalny dystans wobec nich – podziwiać tak, jak podziwia się piękny eksponat przez różową szybę?

Niezależnie od motywów twórców oraz naszych osobniczych interpretacji – Betty Blue pozostaje filmem absolutnie szczególnym i zdecydowanie wartym polecenia każdemu miłośnikowi sztuki filmowej. To trzygodzinne dzieło ogląda się z nieustępującą uwagą; każdy kadr wzmaga apetyt na smakowanie, zaskakuje i wsysa – każde ujęcie opowiada historię dalej, fabuła ani na chwilę nie zamraża się, nie staje się opustoszała, skąpana w marazmie. Dramat – inteligentnie dozowany spod lukru – czeka jako ewidentnie nieunikniony, lecz widz nie wie, w którą stronę historia skręci, co jeszcze może się wydarzyć, a co nie. Powody do niepokoju wyłaniają się w najmniej spodziewanych chwilach, nieobliczalność zdarzeń udziela się zmysłom widza – Betty Blue ogląda się z dziką fascynacją i dziecięco szczerym lękiem o wątpliwą przyszłość jakże pięknej, różowej bańki mydlanej. Gdyby na Ostatnie tango w Paryżu (1972) Bertolucciego nałożyć filtr w postaci Męża fryzjerki (1990) Petrice’a Leconte’a – powstałby film pt. Betty Blue (1985): wykwintny i zapadający w pamięć obraz o miłości doskonałej, bo jedynej i niepowtarzalnej, a jednocześnie o miłości niemożliwej, nienormalnej, nieustępliwej i niedającej się przytulić.

W tym miejscu koniecznie należy uspokoić widza, który zwykle w sposób alergiczny reaguje na przekoloryzowany i przesłodzony – romantyczny język kamery. Betty Blue to przede wszystkim film silnie dezorientujący, nieomal duszny – rażący niepewnością, a wręcz iluzją wydarzeń, niesłychanie korcący i w pewnym sensie nawet złowieszczy. Wszyscy znudzeni estetyką landrynka – w tym wypadku doświadczą nierzeczywistego (surrealnego) rozbicia na to, co niesie pokusę nadziei, oraz na to, co nieuchronne, mięsiste, niezmordowane i okrutne.

Sceny erotyczne są ważną częścią estetyki Betty Blue, wydaje się jednak, że przypisywanie tego filmu do gatunku erotycznego – jest przesadzone, by nie powiedzieć: błędne. Erotyka ujęta w Betty Blue ma bowiem raczej wymiar wspomagający dramatyczną fabułę – pełni funkcję pięknie wyczutego filaru, podtrzymującego dach świata dwojga kochających się ludzi, natomiast nie przesyca do cna ani fabuły, ani relacji bohaterów. Trudno stwierdzić jednoznacznie, że sceny te winny definiować przynależność filmu do gatunku – bo prawdziwość (szczerość) i jednocześnie, przeciwna do niej, surrealność (fantazyjność, niewiarygodność) tych scen każe rozumieć je bardziej jako dopełniające składniki prozaicznego, obyczajowego, zwykłego życia kobiety i mężczyzny, niż jako kluczowy znacznik konwencji filmu.

Mimo że recenzja ta rozpatruje film pt. Betty Blue jako dzieło niezależne, dobrze wspomnieć, że autor pierwowzoru literackiego, ww. Philippe Djian, napisał powieść (pt.  37,2° rano – przyp.: J.K.), pracując na bramce autostrady – zaś po adaptacji Beineixa stał się pisarzem rozpoznawalnym i zaczął żyć z pisania. I rzeczywiście w dziele Beineixa czuć podbicie w formie literatury – wyczuwa się grubość, opisowość tej historii – więc nawet nie znając powieści Djian, nie wypada nie wspomnieć o jego fundamentalnym wkładzie w dzieło Beineixa.

Skojarzenie Betty Blue z Ostatnim tango w Paryżu dotyczy subtelnie pojmowanych aluzji do relacji kobiety i mężczyzny – które w Betty Blue jak gdyby przenikają na drugą stronę lustra, zamieniając miejscami role kobiece i męskie napisane ponad dziesięć lat wcześniej przez Bertolucciego. Estetyka tych dwóch filmów jest oczywiście odległa od siebie – Bertolucci nakreślił swoją historię kochanków jakoby poprzez zakurzoną szybę (i równie „brudny”, cudny saksofon);  Beineix postąpił odwrotnie – usuwając zakurzoną szybę spomiędzy relacji widz–bohaterowie, ukazując zamiast ewidentnego brudu i niebezpieczeństwa nonszalancką, czarującą atmosferę pożądania idącego wespół z sympatią i codziennością, wspomagając obraz krystaliczno-miaucząco-swojskim korowodem „pijanych”, „odurzonych” melodii.

To, co łączy Betty Blue z Mężem fryzjerki, to klimat marzenia o cudownej, idealnej, zmysłowej, biologicznej i zarazem ciepłej, pięknej kobiecie, a także cukrowość i perfekcyjność przedstawionej sfery intymnej, erotycznej. Natomiast i te dwa filmy mocno się różnią – o ile bowiem Mąż fryzjerki utożsamia chłopięce marzenie o byciu z wyśnioną kobietą (o dotknięciu kobiecości, która zna odpowiedzi na wszystkie pytania i która koi świat), o tyle Betty Blue ujawnia ból bycia z kobietą prosto z sennych marzeń, jasno wskazując na konsekwencje wynoszenia tychże sennych marzeń i fantazji na powierzchnię realnego, surowego, przeciętnego życia… Poza tym Mąż fryzjerki to dzieło plastyka (rysownika), podczas gdy Betty Blue w swej filmowej odsłonie – pozostaje dziełem przede wszystkim literackim (a nie malarskim – wbrew pozorom).

Nie sposób pominąć w interpretacji Betty Blue drobnych, acz bardzo udanych i udzielających się widzowi, akcentów humorystycznych – które z jednej strony silnie wzmacniają abstrakcyjny wydźwięk filmu, a z drugiej świetnie rozprężają umysł widza, sprzęgnięty intuicyjnie z lękiem przed wielkim i tragicznym finałem tej filmowej, i literackiej, opowieści.

Wypada wspomnieć i o tym, że dla Béatrice Dalle, grającej rolę Betty, występ w filmie pt. Betty Blue był debiutem kinowym, zwieńczonym nominacją do nagrody Cezara. Była to zresztą jedyna nominacja dla tej aktorki, w której świat pragnął upatrywać kontynuację gwiazd takich, jak np. Brigitte Bardot… Zdaje się, że Dalle nie chciała być utożsamiana jedynie z ponętnością kobiecego ciała, czego dowodem może być rola zagrana u mistrza współczesnego kina intelektualnego i filozoficznego, Michaela Hanekego. W przeciwieństwie jednakże do Marii Schneider, która po erotycznej, brawurowej roli w Ostatnim tango w Paryżu powróciła już trzy lata później – kompletnie odmieniona – u boku Jacka Nicholsona w filmie pt. Zawód: reporter w reżyserii Antonioniego, gdzie udowodniła swą klasę pełnokrwistej aktorki, Dalle niestety nie potrafiła, nie miała szansy, bądź nie życzyła sobie potwierdzać swojego potencjału aktorskiego, i nigdy już nie zagrała ważnej, wspaniałej, niebywałej, arcyciekawej roli… Podkreślmy więc tym bardziej: w Betty Blue była jak olśnienie, i to wcale nie z przyczyny idealnie zaznaczonej talii, ponętnych – wydatnych, aż właściwie wyzywających ust, czy ślicznych piersi. To osobowość i talent aktorski Dalle dały filmowej Betty wdzięk, prawdę, temperaturę – to sceniczna osobowość i zdolności aktorskie Dalle nadały filmowej Betty format niepohamowanej romantyczki, bezkompromisowej prawdomówności, naturalizmu autodestrukcji i przeżywanego bólu.

Film pt. Betty Blue jest doskonale zagrany – wszyscy aktorzy, aż po role epizodyczne, spisali się znakomicie. Pejzaże miejskie oraz kadry peryferyjne (pozamiejskie) porażają pięknem, magnetycznością i „iluzoryczną prawdomównością” (to niesłychany oksymoron, ale oddaje naturę zdjęć i „prawdę” filmu – przyp.: J.K.). Zdjęcia, które zrealizował Jean-François Robin, jeśli z czymkolwiek wolno je porównać, być może nasuną na myśl śliczne kadry i atmosferę Bagdad Cafe (1987) Percy’ego Adlon… Betty Blue pod względem rzemiosła filmowego i artyzmu – wszystkich twórców i uczestników przedsięwzięcia – zasługuje na piątkę z plusem. Czy w takim razie – cokolwiek w filmie się nie udało; czy można zdemaskować w nim jakiekolwiek wady?…

Być może niektóre sceny widz potraktuje z przymrużeniem oka – wydadzą mu się bowiem zbyt teatralne, zbyt „wodzirejskie”, przerysowane, aż prawie karykaturalne. Trudno jednak powiedzieć, czy wrażenie karykaturalności wynikać będzie z osobistego pragnienia umieszczenia tej historii na wymyślonej (nieistniejącej) półce, czy raczej stąd, że miłość obłędna – i pełna obłędu – w swym obrazie zakrawa na pastisz, na afekt nieporównywalny z żadnym innym, prócz choroby psychicznej…

Trudno w przypadku Betty Blue mówić o wadach – bowiem jako dzieło filmowe, jest ono wystudiowane, w pełni skończone, gotowe. Nie znajdziemy więc wad w kategoriach formalnych i estetycznych; możemy jedynie dyskutować o naszych wrażeniach, gustach, ochotach, wyobrażeniach… Możemy dyskutować wyłącznie na temat treści – zaś ta, w odniesieniu do realnego życia, bywa równie różowa i utęskniona, co graficzna i niechciana.

Justyna Karolak

 

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka i autorka baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to ebook (Pdf) wydany specjalnie jako prezent dla Czytelników. Dowiedz się więcej: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

 

Przeczytaj również recenzje filmowe tej samej autorki:

Ostatnie tango w Paryżuhttp://tosterpandory.pl/ostatnie-tango-w-paryzu-1972-bernardo-bertolucci/

Mąż fryzjerkihttp://tosterpandory.pl/maz-fryzjerki-1990-pod-recenzencka-lupa-tostera/

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (5)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *