Sponsoring Małgośki Szumowskiej (2011). Kontrowersje wokół nagości i moralności

Sponsoring Małgośki Szumowskiej

O czym naprawdę jest Sponsoring?

Dwie młode studentki uczące się i mieszkające we Francji, Francuzka i Polka, zarabiają na życie jako call girls (dziewczyny na telefon). Do magazynu Elle pisze o nich artykuł dziennikarka, Anne. Spotyka się z bohaterkami, by przeprowadzić wywiad. Codzienne życie Anne przeplata się z opowieściami dziewczyn o ich pracy i z ukazanymi scenami z intymnych spotkań z klientami.

Anne (w tej roli bezbłędna, znakomita Juliette Binoche) jest dojrzałą, ustabilizowaną kobietą. Ma męża, dwóch synów, karierę, oprócz tego gotuje, dba o rodzinę i o dom. Zdawać by się mogło, że jej życie zostało doskonale poukładane. Że w codzienności Anne wszystko posiada swoje stałe miejsce, jest uzasadnione i takie, jakie powinno być.

Sponsoring Małgośki Szumowskiej1

Można też powiedzieć, że Anne uważa się za lepszą, wartościowszą kobietę od młodych studentek, z którymi umawia się na wywiad. Idąc na wywiad, jest przekonana o tym, że ją i bohaterki jej reportażu dzieli wielka przepaść. Ich życia i system wartości muszą przecież drastycznie się różnić, bo w co innego wierzy i co innego realizuje żona i matka, co innego frywolna, młoda dziewczyna, sprzedająca swoje ciało za pieniądze. Anne uważa, że znajduje się w położeniu jakże odległym od wszystkiego, co reprezentują sobą te dziewczyny. Jednak kilka rozmów, niedługi czas spędzony z dziewczynami niespodziewanie ustawia myślenie Anne w zupełnie świeżym punkcie. Anne uświadamia sobie, jak ogromnie jej osobiste, realne życie różni się od własnego wyobrażenia o tym życiu.

Wszystkie czynności, którymi dotychczas Anne zajmowała się w sposób zwyczajny, często machinalny – praca zawodowa, zajęcia domowe, gotowanie, zakupy – raptem rysują się jako sztuczne, niewolące, irytujące. Z ich cienia wyłania się ilustracja kobiety, która minęła się sama ze sobą. Która odłożyła prywatne pragnienia i potrzeby na niechcianą, zakurzoną półkę w tyle umysłu.

Nie chodzi o banalne spostrzeżenie, że Anne nagle odkrywa, że jest nieszczęśliwa i niespełniona. Nie chodzi o szczęście – film opowiada o czymś głębszym, o emocjach nie do końca jednoznacznych i łatwych do uchwycenia. Chodzi o to, że Anne uzmysławia sobie, że egzystuje w krainie hipokryzji. Zaczyna dostrzegać sztuczność różnych elementów swojego życia i jałowość relacji z otoczeniem, przede wszystkim z rodziną. Wygląda na to, że z mężem nie łączy jej żadna więź, a dzieci płyną przez świat z odrębnym prądem, kompletnie nie znając swojej matki. Komunikacja w rodzinie Anne jest powierzchowna, zdawkowa, jak gdyby nikomu niepotrzebna i nic nie wnosząca.

Sponsoring Małgośki Szumowskiej 3

Kilka rozmów z dziewczynami rozbija iluzję wyobrażenia Anne o swoim lepszym, wartościowszym życiu. Dociera do Anne, że zgubiła do siebie samej drogę. Jej życie pozbawione jest zarówno namiętności, bliskości fizycznej z mężem, jak i szczerych, bliskich dialogów z rodziną, jak i kontaktu ze samą sobą. Życie Anne w rzeczywistości przypomina pustą, wydrążoną skorupę, w której Anne tkwi, zamknięta, odizolowana od wszystkiego, co szczere, co prawdziwe.

W wyniku spotkań z dziewczynami otwiera się w Anne pewna nienakarmiona luka, brak, niezagospodarowanie jakiejś przestrzeni. Początkowo skrępowana bezpośrednimi opisami dziewczyn seksu i relacji, których doświadczają w swojej pracy, sukcesywnie zaczyna pragnąć podobnie mocnych, bezpośrednich relacji w swoim życiu, ze swoim mężem.

Francuzka stara się pokazać Anne ze strony dziewczyny zadowolonej, pogodzonej ze sobą i ze światem, która wiedzie doskonale zorganizowane życie. Sypia z klientami, z przyjemnością realizuje ich fantazje, zarabia duże pieniądze, a ponadto ma chłopaka, z którym tworzy normalny związek. W rzeczywistości wcale tak nie jest. Nie wszyscy klienci są mili i fantastyczni, a do prywatnego związku wkrada się pustka, granica, blokada przed bliskością i zaangażowaniem.

Polka (w tej roli świetna, elektryzująca Joanna Kulig) przeciwnie do Francuzki, niczego przed Anne nie udaje. Ona szczerze cieszy się ze swojego życia. Spotkania z klientami traktuje jak randki, tyle, że za pieniądze. W czasie tych spotkań – owszem – realizuje fantazje klientów, ale nie wyłącznie. Jedzą razem kolacje, żartują, prowadzą zwyczajne rozmowy i flirtują jak para najzwyklejszych pod słońcem kochanków. Dziewczyna bez skrępowania opowiada Anne o tym, że klient potrafi podniecić ją samym spojrzeniem. Bez zażenowania, kokieteryjnie rzuca Anne w twarz wyzwanie: a pani tego nie lubi? – pyta.

Sponsoring Małgośki Szumowskiej 4

Początkowo Anne nie potrafi przebić się przez mur, którym sama się szczelnie obudowała. Kreując się na znającą swoją wartość, doskonale kontrolującą swoje życie kobietę, mocno przełyka ślinę, kiedy Polka zadaje jej owo pytanie. Ucieka od odpowiedzi, jest wyraźnie zawstydzona, skonsternowana, przekierowuje dalszy dialog na dziewczynę. Przecież nie rozmawiamy o mnie – mówi z nienaturalnym uśmiechem.

Stopniowo zachowanie Anne ulega przepoczwarzeniu. Na kolejnym spotkaniu z polską call girl  wspólnie jedzą posiłek i piją alkohol. Zaśmiewają się przy tym do rozpuku. Jedzą długi makaron, jedzą rękami, jedzą w sposób oddarty z wszelkiej etykiety, powszechnie przyjętej i zaakceptowanej obyczajowości. Później włączają muzykę i razem tańczą – zmysłowo i zarazem zabawnie, radośnie. Skorupa, w której Anne na co dzień jest zamknięta, ściśnięta, poczyna odpuszczać, na chwilę przestaje uwierać. Anne już nie brzydzi się bohaterkami swojego reportażu, już wcale nie jest pewna, że będzie to reportaż o kurwach.

Sponsoring Małgośki Szumowskiej 5

Mylące może być polskie tłumaczenie tytułu, ponieważ w rzeczywistości oznacza on tyle, co One – i stanowi jednocześnie nawiązanie do tytułu znanego czasopisma, w jakim pracuje Anne. Obie młode bohaterki umawiają się z różnymi klientami przez telefon i liczą sobie za godziny, co nie odpowiada idei sponsoringu, gdzie kobieta staje się utrzymanką jednego mężczyzny, a bliższe jest po prostu prostytucji. Jakkolwiek to tłumaczenie nie jest do końca chybione:

dziewczyny same dobierają sobie klientów – na podstawie zgłoszeń mailowych. To one dyktują warunki, a ich spotkania z klientem często pełne są rozmów, w swym przebiegu dążąc do wykreowania namiastki, wrażenia bliskiej relacji kobiety i mężczyzny. Taki rodzaj prostytucji przypomina poniekąd właśnie sponsoring, w którym poniekąd również chodzi o stworzenie relacji emocjonalnej, nie tylko seksualnej.

O dziele filmowym recenzenckim okiem.

Z ciekawością przyglądałam się pracy kamery, która opierała się na budowaniu statycznych kadrów ze znacznej odległości. Te zdystansowane ujęcia sprawiały wrażenie, że jestem świadkiem różnych scen jakoby przez przypadek, niechcący, jak gdybym podglądała bohaterów przez dziurkę od klucza. Kamera poruszała się również w sposób „trzęsący”, chodziła za bohaterami tuż za ich plecami, blisko nich, co sprawiało z kolei wrażenie dokumentu, nie filmu fabularnego. Te rozedrgane ujęcia przywiodły mi też odrobinę na myśl kino Larsa von Triera, co pozytywnie mnie zaskoczyło.

Można pogratulować Małgorzacie Szumowskiej tego, że jej sposób opowiadania językiem filmu określonej historii jest koncepcyjnie spójny i niemiałki. Że ma cokolwiek wspólnego z artyzmem, bo choć swoim obrazem wywołuje sugestię filmu dokumentalnego, nie jest jednakże sprawozdaniem z życia, a bardziej „literacką” opowieścią.

Sponsoring Małgośki Szumowskiej 6

Trudno uznać Sponsoring za film wybitny, który zapiera dech w piersiach, który całkowicie modyfikuje spojrzenie na otaczającą rzeczywistość i samego siebie. Ale jest to film warty obejrzenia i polecenia. Przykuwa uwagę i intryguje, ponieważ został skonstruowany w formie, w efekcie której widzowi udzielają się emocje bohaterów. Domowe sprawy Anne, czynności w kuchni, które okiem kamery obserwujemy krok po kroku, powodują irytację życiem głównej bohaterki – jednakową z tą, którą odczuwa chyba ona sama. Przez całość filmu utrzymuje się zresztą to dziwne, niepojęte napięcie, niepokój, które biorą się, nie wiadomo skąd, udzielają, nie wiadomo kiedy. Przez cały film przeczuwamy, że wydarzy się coś strasznego, że finał okaże się dosadny, dramatyczny. Można prognozować wielkie, brutalne uderzenie na koniec…

Tymczasem finalna scena objawia się widzowi znienacka – ostatni kadr uderza wprawdzie niebywale, ale wcale nie dlatego, że okazuje się szokujący i brutalny.

Dlatego, że pojawia się znienacka, gwałtownie. Bo film jest dosyć statyczny, powolny, logicznie patrząc zatem, powinien sączyć się równie niespiesznie w odbiorze widza. Toteż ostatnia scena – kiedy na nią patrzyłam, przez dłuższą chwilę nie mogłam uwierzyć, że to już finał. A gdzie rokowany przeze mnie szok, dramat? Tylko tyle na koniec? – myślałam.

I nagle dotarł do mnie ogrom dramatu tej, niepozornej wyłącznie wizualnie, sceny. Zobaczyłam go jak na dłoni i odczułam strach i ból głównej bohaterki, Anne, z wielką precyzją i dosadnością.

Polecam obejrzenie i przeżycie tej historii każdemu, kto nie jest ślepy, bardzo ciesząc się z tego, że  obecne kino polskie ma cokolwiek do zaproponowania, wokół czego możliwe są dyskusje, a nawet kontrowersje.

Justyna Karolak.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *