Sprytny Benio i życie na wolności

Sprytny Benio i życie na wolności 1

Walka o wolność idzie nam bardzo dobrze, potrafimy być heroiczni, bohaterscy, lojalni i dobrze zorganizowani. Lecz czy potrafimy żyć wolni i szanować rezultaty swego zwycięstwa?

W obliczu zwycięstwa i odzyskania wolności nasze społeczeństwo natychmiast podzieliło się na kilka wzajemnie nieufnych obozów. Jedni szukają wciąż wroga, z którym można by walczyć. Drudzy szukają pana, który wziąłby odpowiedzialność za ich los. I wreszcie trzeci obóz, który zawsze płynie z nurtem, starając się zagrabić jak najwięcej dobra dla siebie, nie mogąc zidentyfikować się z nabytą wolnością.

Zaznaczam, iż to, co będzie specyfikacją tychże grup nie przebiega na linii podziałów poglądowych czy politycznych, albowiem w każdej partii i każdej większej organizacji społecznej istnieją niżej podane podziały będące wynikiem doświadczeń społecznych i rezultatów wychowania, a nie świadomych wyborów, jednakże zachowania te są silniejsze od racjonalnych decyzji. O charakterze danej partii lub organizacji świadczy raczej przewaga ilościowa w ramach określonej grupy oraz zachowania hybrydowe, będące kompozycją procentową przedstawionych postaw.

Pierwszy obóz nie jest w stanie egzystować bez wroga. Wciąż żyje jakoby w stanie organizacji podziemnej, wymieniając się na pół oficjalnymi informacjami i podejrzewając otaczający świat o manipulację. Grupa ta wystawia swoje przedstawicielstwa, mające charakter bojówek, na kolejno budowane barykady, dzieląc świat na tych po naszej stronie barykady i tych po drugiej stronie. Językiem tej grupy jest frazeologia oparta o rytuał walki. Ponieważ w jej charakterze leży walka o wielką niewyobrażalną, boską prawdę, samo zwerbalizowanie tej prawdy stoi poza możliwością grupy, gdyż narusza świętość tejże prawdy, tak więc końcowa argumentacja oparta zostaje na zasadności stwierdzenia: jesteś z nami, czy przeciw nam?, ale uwarunkowana tym, że to my ci powiemy, czy jesteś z nami, czy przeciw. Problem polega na niezwerbalizowanym, magicznym stwierdzeniu – „czy rozumiesz, o co walczysz?”, a masz to rozumieć niejako sam z siebie, bez argumentacji i jakichkolwiek wątpliwości.

Druga grupa jest grupą niewolniczą, rozpaczliwie poszukującą pana. Pan jest potrzebny nie tylko, jako wyznacznik celów, ale także jako docelowy adres zarzutów wynikających z zakładanej sprawiedliwości społecznej. Mechanizm wygląda następująco: ponieważ świat jest źródłem wszelkiej niesprawiedliwości, a to jedni są wyżsi, ładniejsi, mądrzejsi, to bycie niewolnikiem zrównuje nas wszystkich. Ponieważ pan jest wyznacznikiem wszelkiej prawdy, to moje szanse są co najmniej równe, gdyż nie to ważne jest, jaki ja jestem, ale to, w jakich relacjach znajduję się z moim panem. Moje decyzje są uwarunkowane systemem zależności i nie mogą być przypisywane moim słabościom, moja uległość jest źródłem mojej dumy, gdyż jest wyrazem dyscypliny i dojrzałości społecznej. System ten nosi cechy sakralizacji stanowiska oraz postaci, jednak kryje w sobie także ciągłą utajoną niechęć i krytykę wynikającą z niedoskonałości systemu dystrybucji zakładanej sprawiedliwości. Jednak system petryfikuje się i umacnia siecią zależności, w której każdy jest dla kogoś panem i każdy jest dla kogoś niewolnikiem, a jego wrażliwość jest sprawdzana na zasadzie demonstracji głębokości oddania panu, aż do ostatniej chwili, po której następuje defenestracja.

Trzecia grupa, najliczniejsza i najbardziej zdemoralizowana, dotyczy zachowań wsobnych i wszystkich patologii z nich wynikających. Zasadą naczelną tej grupy jest specyficznie rozumiany pragmatyzm opierający się o zasadę prawidłowego posługiwania się grabiami – grabimy zawsze do siebie. Niesłusznie zarzucamy tej grupie brak ideowości. Jej zachowania są podyktowane całym szeregiem mechanizmów wynikających z doświadczenia pokolenia oraz systemem wychowania wyniesionym z domu i ugruntowanym w szkole powszechnej. O głębokich korzeniach umocowanych w domu świadczy duża ilość powszechnie znanych przysłów, będących rodzajem mądrości ludowej, które wypisane są na sztandarach tej grupy. Jej standardy oparte są o konformizm i on też jest wyznacznikiem wartości poszczególnych członków tejże grupy, rozpoznają się oni w ten sposób i identyfikują, uznając za partnerów. Z tym człowiekiem można się dogadać, to rozsądny człowiek, on rozumie życie – oto wyznaczniki budujące jedność grupy i tworzące też płaszczyznę jej specyficznych zachowań, w których grupa wprawdzie nie buduje wspólnego frontu oporu, ale porozumiewa się w celu uzgodnienia wspólnych manewrów w stosunku do rozpoznanego przeciwnika. Strategia ta prowadzi do tego, iż przeciwnik grzęźnie, zalany górą przepisów, niespójnych informacji i zostaje omotany siecią intryg. Ciekawym jest, iż grupa ta nie potrzebuje żadnych innych form mobilizacji, wystarczy tylko samo zagrożenie, aby poczuła się zdolna do natychmiastowego działania.

„Zdroworozsądkowość”, na którą powołuje się grupa, jest tu rozumiana jako doraźne cele możliwe do osiągnięcia, a będące wymiernymi zyskami osiągniętymi przez poszczególnych członków grupy. Wartość przywództwa oraz zaangażowanie poszczególnych członków grupy wynika z wartości pozyskanych dóbr. Potencjał oraz wielkość zaangażowania jest wynikiem wymyślonego celu lub pojawiającej się okazji i mobilizuje taką ilość członków danego przedsięwzięcia, jakim jest w przybliżeniu oczekiwany zysk. Przy czym nie tworzą się stałe formy organizacyjne, ale raczej ścieżki, jakimi rozprzestrzenia się informacja o potencjalnym dochodzie lub możliwym do uzyskania potencjale. Ciekawe, iż grupa zachowuje pozory demokracji w tworzeniu swojej specyficznej struktury osiadłej w danej społeczności, gdyż kieruje się domniemanym potencjałem poszczególnych swych członków i na szefa jest poproszona ta osoba, która tworzy możliwie największy potencjał dla jak najszerszej grupy. Najczęściej jednak poszczególni członkowie wkomponowują się w daną społeczność, nie manifestując swojej obecności zbyt szeroko, a tylko rozszerzając strefę wpływów.

Grupa ta nie wierzy w sens polityczny spełnienia wolności jako takiej, nie jest także spadkobiercą żadnej idei wyższej, opisuje ją doraźność oraz możliwe poszerzanie stanu posiadania jako gwarancji własnej niezależności, a odpowiada to kilku prostym zasadom, których wyznawcami są członkowie tej grupy. Zasady te tworzą swoisty kodeks moralny członków grupy, dzięki któremu ona istnieje – daj zarobić innym, to i tobie dadzą; tylko to, co posiadasz, ma wartość; wiara, władza i wiedza są wymiernymi wartościami i przekładają się na dochód; pokorne ciele dwie matki ssie, bez pieniędzy trudno nawet umrzeć; jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz; lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu; kto smaruje, ten jedzie; kiedy wlazłeś między wrony, musisz krakać tak jak one; lepiej kiepsko siedzieć, niż dobrze stać;  biednemu zawsze wiatr w oczy; małych złodziei wieszają, a wielkim się kłaniają; itd…

Mimo ironicznemu tonowi, w jakim zostały przedstawione poszczególne postawy, ich wymiar uniwersalny zgodny jest ze stanem faktycznym. W naszej populacji jest to dominujący zakres, z jakim spotykamy się w doświadczeniach społecznych, zawdzięczamy go pokoleniowym doświadczeniom i wypracowanym sposobom przetrwania w warunkach okupacji przez przeciwnika zewnętrznego oraz przedstawicieli tegoż wroga w ramach własnego społeczeństwa. Nasze społeczeństwo wypracowało te metody i dzięki nim udało mu się zachować daleko idącą niezależność w czasach zaborów, jak i od faszyzmu, tak i od komunizmu, były one również podstawą wszelkich ruchów niepodległościowych. Jednak bardzo długi czas oddziaływania obcych wpływów w ramach naszej mentalności spowodował częściową demoralizację społeczeństwa, a także spłaszczenie struktury społecznej, co spowodowało zubożenie intelektualne, a w miejsce utraconych wartości wprowadzono ludowa filozofię często przekręcając jej moralne przesłanie.

Brak elit a także zagubienie ideologiczne, w jakim znalazły się te, które odpowiadały za tworzenie świadomości społecznej, spowodował wypromowanie postawy będącej odpowiednikiem sprytnego Benia, któremu mamusia powiedziała – możesz, Beniu, być głupi, ale musisz być sprytny, bo inaczej inni cię zjedzą. Tak oto Benio daje sobie radę jak może, i czasem mu wyjdzie, a jak mu wyjdzie, wtedy zaczyna się zastanawiać – a może nie jestem aż tak głupi i jestem elitą?. Benio kocha wolność i kocha Polskę, ale nie rozumie ich, więc jest to miłość niespełniona, gorzka i nasycona tęsknotą, której rekompensatą są pieniądze.

Dla takiej postawy nie ma różnicy, czy tęskni się do Polski w Polsce, czy w Anglii. Często w tym, co przekazywali Beniowi rodzice, była zawarta tylko ta właśnie tęsknota oraz pytanie – jak jesteś taki mądry, to czemu jesteś taki biedny?.

Dychotomia polega na tym, iż wolność, jaka się zrealizowała, nie była podobna ani do wspomnień, ani do projekcji, a nikt nie zaproponował żadnej jej kompleksowej wizji. Toteż rozwija się dziko i niepowstrzymanie we wszystkich kierunkach jednocześnie. Na wytworzenie nowych elit musimy jeszcze trochę poczekać, a te, które się za nie uważają, są niezwykle wątpliwe moralnie.

 

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Piękny głęboki i ładnie charakteryzujący trzy grupy tekst. Jednak jestem przekonany, że to nie są wszystkie grupy, jakie wypączkowały w nowej erze „wolności”.

    Jest bardzo duży udział kiboli intelektualnych, którzy zgodnie pytają „za kim jesteś?” i z góry znają wygodną dla nich w danej chwili odpowiedź na to pytanie.
    Pytają i pytają, aż odpowiesz właściwie.

    Grupa niewolnicza w swoim istnieniu jest wręcz oczywista, bo właśnie po to wymyślono pojęcie władzy, aby jedni mogli nie martwić się o życie – przestać myśleć i zdać się na odpowiedzialność tych nielicznych.
    Choć ze względu na coraz większe zrozumienie dla tego procesu ta grupa jest coraz mniejsza.

    Mam wątpliwości co do grupy trzeciej, czyli pogrobowców poprzedniego zbrodniczego systemu żeru na krzywdzie ludzkiej. Czy cwaniactwo się aż tak rozpleniło, żeby nazywać te osoby grupą społeczną. To bardzo niewielki odsetek ludzi uwłaszczonych na postkomunie, reszta to wygodniccy urzędnicy pracujący od 8 do 16, którzy z ideologią trzymania się razem mogą mieć niewiele wspólnego.

    Obecnie ilość urzędników przekracza 600 tysięcy, oni raczej nie są umoczeni, zamiast tego wsiąkli w urzędowe wygodnictwo w którym wszystko zależy od układów i układzików wewnątrz instytucji, a nic nie zależy od jakości wykonywanej pracy.

    Naprawdę świetny tekst.
    Pozdrawiam,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *