Standard życia

Standard życia 1

Na ulicach możemy ujrzeć wiele billboardów swym wydźwiękiem budujących zgodę i bezpieczeństwo, jednak jeśli kraj i jego instytucje nie spełniają nawet elementarnych standardów, spokój jest równoznaczny z upokorzeniem, bo naród w sytuacji elementarnej niekompetencji elit – nie może i nie powinien być spolegliwy i spokojny.

Mamy prawo nie tylko narzekać na rzeczywistość, lecz również wymagać – spełnienia standardów wynikających z deklaracji złożonych przez elity, które winny realizować realną odpowiedzialność za dane nam: obraz, słowo, a nawet przedwyborczą reklamę.

Wystarczy, że ludzie zaczną domagać się od przedstawicieli elit elementarnej odpowiedzialności. Wymaganie realizacji obietnic wyborczych, to podstawowy obowiązek w demokratycznym społeczeństwie, jaki ciąży na obywatelu. Idea demokracji przedstawicielskiej osadza się bowiem na tym, że polityk realizuje preferencje suwerena. Naród preferując konkretne partie polityczne, tak naprawdę głosuje na ich program. Jeśli program ten nie jest realizowany – demokracja nie działa, a władza polityczna staje się dyktaturą, a nie awangardą obywatelską.

Żeby „coś” zmienić, potrzebujemy stworzyć system rozliczania z obietnic – dla każdej partii z osobna. Potrzebujemy czegoś więcej niż dyskusji publicystycznej w telewizjach, które tak układają swoje wystąpienia/prezentacje, żeby na merytoryczne wypowiedzi zabrakło czasu. Potrzebujemy żądać od polityków wyjaśnień na piśmie. Mamy prawo do informacji publicznej, lecz nie jest ono realizowane, bo nie możemy zapytać polityków – dlaczego nie robią tego, do czego się zobowiązali, czyli tego, co winni. System wyjaśnień z możliwością zamieszczania obywatelskich komentarzy oraz zaskarżania do sądu tych wyjaśnień, które są niewystarczające lub kłamliwe. Kiedy posypią się grzywny, partie zaczną bankrutować i poprzez to, zmieniać się – tak samo jak przedsiębiorstwa, które niewłaściwie obsługują klientów, czyli źle realizują swoją misję, program.

Wokół nas nieustannie szerzy się kłamstwo, a my jako naród – nic z tym nie robimy, czujemy się wobec tego bezsilni.

Służba zdrowia czyni nam łaskę, że przyjmuje nas do swoich gabinetów, stawiając się wobec biedoty w roli panów. Publiczne placówki są tylko przykrywką dla naganiaczy do prywatnej, wysoko płatnej usługi. Jeśli coś naprawdę nam dolega, stajemy przed wyborem – albo poczekamy w kolejce, aż do czasu kiedy będzie już za późno, albo poniesiemy pełen koszt, czyli zapłacimy za leczenie prywatnie.

Służba choroby jest przedsiębiorstwem, które samo generuje sobie popyt. Dlatego przy obecnym systemie ochrony choroby – sektor zdrowotny będzie funkcjonował zawsze patologicznie. Żaden lekarz w sensie interesu biznesowego nie jest zainteresowany naszym zdrowiem, bo na nim nie zarabia. Zamiast więc chronić nasze zdrowie, szuka u nas objawów (czasem urojonych), czyli kosztownych w drodze leczenia symptomów, najlepiej świadczących o przewlekłej czy nieuleczalnej (zaleczanej tylko objawowo) chorobie.

Chciwość prezentowana w obecnym systemie, jest zła – szczególnie u lekarzy, a na wydział lekarski wybierają się osoby często właśnie chciwe.

Żeby to zmienić, musimy wymagać budowania celów prozdrowotnych. Nikt tego nie robi, bo system ochrony choroby nie jest w żaden sposób powiązany z poziomem zdrowia obywateli, jak i jego długotrwałym zachowaniem przez prewencję. Kiedy w interesie finansowym lekarza przestanie leżeć wykrywanie u społeczeństwa setek dolegliwości, a zacznie leżeć utrzymywanie i zachowanie zdrowia obywateli – system skoryguje się sam.

System edukacyjny również jest wadliwy. Korzenie zła czają się w jego nazwie. Zgodnie z nią, system ten ma edukować, dlatego bierze sobie za cel wbijanie sterty faktów do głowy. Ta metoda dzisiaj się nie sprawdza. Ludzie nie potrzebują zapamiętywać faktów, wystarczy, że wiedzą, gdzie można je znaleźć. Źródła wiarygodnej informacji, to dopiero początek, bo we współczesnym świecie trzeba również umieć wykorzystywać fakty, rozumieć je i opanowywać dzięki temu różne umiejętności, specjalizować się.

Obecny system edukacyjny jest tak anachroniczny, że nawet nie znajduje on wspólnego języka z biznesem – jego docelowym sektorem. W rezultacie obecnie ludzie uczą się w dwóch transzach. Pierwsza, to wszystkie poznawane na studiach i niepotrzebne w realnym życiu elaboraty i teorie. Druga transza przystosowania do życia, to nauka zawodu. Najgorsze, że oba światy nie mają ze sobą prawie niczego wspólnego.

Żeby to zmienić, musimy wymagać budowania programów w oparciu o szereg punktów wspólnych, wiedzy, która przydać się może w obu dziedzinach. Nikt tego nie robi, bo system edukacyjny nie jest w żaden sposób powiązany z sukcesem firm i opodatkowaniem gospodarki. Zamiast tego, żeruje, pozbawiony kontroli, na państwowym budżecie – będąc przystanią dla, powtarzających rok w rok te same schematy, edukatorów (tłumaczących, że tego też się naucza na Zachodzie). Nikt z nich nigdy nie zapytał, co z tej wiedzy przyda się studentowi w lokalnej firmie i dlaczego student przysypia na wykładach, albo z nudów już nie może wysiedzieć…

Gospodarka polska również kuleje. Głównie z powodu wysokich podatków nakładanych na tych, którzy chcieliby wziąć się do pracy. Gdyby ktoś zechciał zostać przedsiębiorcą – zanim będzie on mógł rozwinąć skrzydła, już dobije go ZUS (ponad 1000 zł na miesiąc za sam fakt istnienia firmy). Gdyby ktoś chciał pójść do pracy najemnej – okaże się, że różnica jest prawie dwukrotna pomiędzy tym, co zgodnie z umową płaci mu pracodawca a tym, co zostaje faktycznie wypłacone w postaci pensji netto (koszt miejsca pracy dla pracodawcy jest wyższy niż pensja brutto).

Żeby to zmienić, trzeba skupić się na opodatkowaniu nadmiernego rozpasania – konsumpcji, w zamian dając ulgi i zwolnienia, czyli preferując pracę oraz materialne, a więc jak najbardziej realne, inwestycje. Nie może być tak, że z roku na rok tylko zwiększa się ukryte daniny oraz podstawy opodatkowania. Natomiast niczego nie robi się w kwestii zmiany ukierunkowania systemu podatkowego – tak, żeby zachęcał on do działania. Każdy podatek to kara – a nie powinno się karać za robienie czegoś pożytecznego, bo przez to ludziom odechciewa się żyć w „swoim” kraju. Wyjazd z Polski każdego, kto chciał coś w życiu zrobić, to niepotrzebna i niepowetowana strata.

Mamy prawo nie tylko narzekać na rzeczywistość, lecz również ją zmieniać – coś z nią robić, modelować, pragnąć i wymagać czegoś lepszego. Dlatego jesteśmy uprawnieni do egzekwowania od polityków realizacji programów wyborczych oraz eliminowania z życia publicznego ludzi, którzy nie szanują społeczeństwa, na przykład odrzucających bez dyskusji szereg obywatelskich projektów ustaw albo nie rozpatrujących ich w ogóle.

Głosowanie to nie jedyne narzędzie decydowania, jakie posiada w swej gestii społeczeństwo. Drugim jest możliwość organizowania się – tworzenia ruchów kontroli społecznej. Trzecim – najnowszym – jest możliwość tworzenia w Internecie na zasadach open source, czyli otwartego źródła… Dzięki otwartości i możliwości społecznego udziału w projekcie – możliwe jest stworzenie szeregu internetowych serwisów – szczegółowo rozliczających władzę z jej dotychczasowych „osiągnięć”. Żyjemy w XXI wieku, możemy więc tanio budować szereg publicznych baz danych, które dostarczą niezmanipulowaną informację do społeczeństwa. Na podstawie tych informacji będziemy mogli tworzyć projekty ustaw obywatelskich i zadawać kłam twierdzeniom polityków – że, „pewnych rzeczy się nie da”.

Emigracja to „najprostsze” wyjście z impasu – lecz krok taki zawsze będzie obarczony brzemieniem winy, bo przecież sumienie przypomni, że w Polsce pozostała już tylko mafia i bieda. Potrzebujemy odzyskać realną możliwość wpływu i powoli zmieniać wszystko na lepsze, zamieniając „ten kraj” w „nasz kraj – Polskę”.

Trzeba się z tym zmierzyć, nawet jeśli wymagać to będzie wysiłku i pracy – teraz jest bowiem łatwiej, sytuacja powoli się zmienia, bo pasożyty są coraz starsze, a rozumiany tylko przez młodych ludzi Internet, daje coraz większe i nowsze możliwości współpracy. Potrzebujemy zatem już tylko nieco wiary we własne możliwości, bo sił – na pewno nam wystarczy.

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

3 komentarze

  1. Zbigniew Galar

    Gratuluję mądrości życia 🙂

  2. Demokracja przedstawicielska się nie sprawdza, projekty ustaw obywatelskich lądują w koszu, politycy są bezkarni. Demokracja bezpośrednia daje realny wpływ na rządzących – vide Szwajcaria.
    A co do lekarzy – omijam z daleka, wolę sama dbać o zdrowie.

    • justynakarolak

      No tak, tylko że dbanie o zdrowie nie wystarczy, kiedy człowiek potrzebuje interwencji chirurgicznej – i w tym wypadku nasz NFZ, czyli „Narodowa Fabryka Zgonów”, jest na tyle upośledzonym, niewładnym systemem, że pozostaje chyba jedynie rozłożyć ręce w niemym strachu o swoje życie… Zgadzam się, że powinniśmy wzorować się na najlepszych, ale z kolei nie podoba mi się lakoniczne stwierdzenie, że politycy są bezkarni, i kropka. To tak, jakby powiedzieć, że ktoś stoi poza i ponad prawem, bo tak, i już. Wg mnie trzeba wytykać naszym politykom ich błędy, głośno o nich mówić i piętnować je, z pewnością obywatelskie narzekanie będzie 100 razy bardziej konstruktywne niż spolegliwe zgadzanie się na naszą niemoc i ustawianie społeczeństwa niżej od tzw.: elit.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *