Strajk nauczycieli

Przy okazji strajku nauczycieli wyszło na jaw, ile na edukację szkolną wydaje państwo: 1300 złotych na jedno dziecko miesięcznie.

Wcześniej tę kwotę skrzętnie ukrywano przez podzielenie kosztów na administrację centralną i samorządy.

Dlaczego ją ukrywano?

Bo już sama wielkość tej kwoty wiele mówi nam o problemach w systemie edukacji oraz podsuwa możliwe rozwiązania. Znając tę kwotę, obie kwestie stają się oczywiste.

1300 zł

Po pierwsze widzimy, że jest to całkiem pokaźna kwota – godna. To bardzo dobrze świadczy o państwie polskim. Wyraźnie widzimy, że wydajemy bardzo dużo na edukację przyszłych pokoleń. Obywatele bardzo ciężko pracują na taki wydatek.

Po drugie widzimy, jak niewiele w porównaniu z tą kwotą zarabia nauczyciel (netto). Dwukrotność albo trzykrotność, co oznacza wprost, że przy braku zmian, przy obecnych standardach edukacji, jeden nauczyciel powinien przypadać na czworo, maksymalnie pięcioro uczniów. 1300 lub (bądźmy hojni) 2600 pobrane od jednego czy dwóch kolejnych uczniów na pewno wystarczy na wynajem salki dla 6 osób z nauczycielem włącznie – może nawet starczy na dodatkowe pomoce szkolne. Program nauczania pisze się raz na wiele lat i jest to potem wiedza bezpłatna i publiczna – a za formę papierową i tak płacą rodzice dodatkowo.

Po trzecie widzimy, jak bardzo niewydajna jest szkoła, a jednocześnie jakże wydajna może być, bo przecież szkoła państwowa musi uczyć taniej niż taka sama szkoła prywatna. Bo gdyby nie uczyła, to przecież łatwiej byłoby zabrać po prostu państwu te 1300 zł i przeznaczyć je na prywatną edukację. Prywatna edukacja przecież zawsze jest lepsza, bo może być dostosowana do potrzeb dziecka i rodzica, ale mówi się nam, że edukacja musi być państwowa, bo jest taniej i dlatego uczymy dzieci w publicznych szkołach.

A co, gdyby tak nie musieć przeprowadzać gruntownej reformy systemu edukacji, aby uzyskać w państwowych placówkach wydajność wyższą niż w szkołach prywatnych? Może powiedzmy sobie szczerze, że skoro wydajemy 1300 zł, to nas stać i możemy uczyć Polaków drogo w XXI wieku, bo przecież edukacja jest tak ważna dla przyszłości narodu. Wtedy wystarczyłoby zakupić za te 1300 złotych od ucznia dużo lepszą, bo prywatną edukację i mieć w nosie strajki.

Takie rozwiązanie ma konkretną nazwę, jest to bon oświatowy.

Państwo funduje, bo refunduje prywatny wydatek edukacyjny. Jeden bon na głowę dziecka gwarantuje przyszłość nawet najbiedniejszego z nich.

Przeprowadzenie takiej zmiany jest całkowicie bez kosztów – wystarczy ustawa dająca wybór rodzicom i jednoczesny nakaz wykorzystania przestrzeni przez dyrektorów szkół – poprzez udostępnianie pomieszczeń na wynajem dla szkół prywatnych. Część rodziców po takiej reformie zabierze swoje dziecko i swoje pieniądze z państwowej szkoły i zapisze dziecko do prywatnej, a dziecko uczyć się będzie w tym samym budynku. Państwo nie dopłaci złotówki do tej reformy.

Gdyby na skrawku papieru było na napisane: „1300 zł państwowej refundacji miesięcznie”, to z takim bonem to rodzic decydowałby komu go przekaże, a więc który nauczyciel zasługuje na te państwowe pieniądze, i to bez tworzenia systemu oceny jakości nauczania.

W ciągu miesiąca otworzyłyby się prywatne szkoły. Mając do dyspozycji pewny rynek zbytu, doszłoby do niebywałej wręcz konkurencji. Mniejsze klasy – maksymalnie po dziesięcioro uczniów, przynosiłyby właścicielom prywatnych szkół takie pieniądze, że wkrótce zarobki nauczycieli sięgnęłyby 10 000 złotych…

…i nauczycielom takich właśnie wysokich pensji, a uczniom takich właśnie wysokich standardów edukacji, z całego serca życzę.

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.