Świat jako wola i wyobrażenie

swiat-jako-wola-i-wyobrazenie-1

Nowe, czyli powstałe niedawno. Nowe, w znaczeniu konsumpcyjnym, to powstałe niedawno i niepowielające starych treści. Co oznacza, że każde nowe – jest inne. Inne nie znaczy lepsze, ponieważ postęp w danej dziedzinie dzieje się tylko wtedy, gdy inteligentni, pełni zapału ludzie pracują nad lepszymi rozwiązaniami. Jeśli tego nie robią, nie mamy stagnacji – tylko regres…

Regres dotknął ludzkiej zdolności do eksploracji (obecnie wynosimy na orbitę 10 razy mniejsze ładunki niż przed 50 laty), regres dotknął już ludzkiej zdolności do komunikacji (obecnie większość kontaktów jest zbyt krótkich i odbywa się przy użyciu powierzchownych, opartych na mowie bądź ikonografii narzędziach, bez możliwości odczytywania gestów i mimiki, pełnych zapominanych mikroekspresji), regres dotknął ludzkiej zdolności do wyrażania siebie (obecnie eksponujemy w galeriach sztuki głównie popłuczyny intelektualne lub wręcz dosłownie rozumiane fekalia).

Człowiek już przestał być nawet ponowoczesny, stał się po prostu odseparowany i słaby. Ciepło, wygoda i przepracowanie – rozpuszcza wolę. Postępująca uniformizacja, normalizacja i potępienie buntu czyni nieprzewidywalność nieopłacalną, bo władze boją się każdej aktywności i zmiany. Społeczeństwo już od dawna oddziela swoich naukowców od wojowników, potępiając u nich każdy przejaw agresji, w rezultacie mamy naukę kierowaną przez tchórzy, a armie prowadzą głupcy, specjaliści znający się tylko na jednym.

Tracimy punkty wspólne, naszą tożsamość gatunkową. Rozproszeni znacząco na równinie wirtualnych światów, zbyt rzadko spotykamy się we wspólnocie. W realnym życiu pozostajemy głównie sami. Nie wymieniamy spostrzeżeń, nie wyciągamy wniosków, nie widzimy bliźnich. To dlatego nawet powierzchowny kontakt w grze komputerowej – wygląda jak odruch kompulsywny i urasta do rangi nałogu.

Taki los spotyka każdy gatunek, który zdobył zbyt wiele. Najpierw następuje specjalizacja, potem otępienie i rozszczepienie, następie separacja i wzajemna rywalizacja. Oto odwieczny cykl natury, prymitywnej siły wielbiącej różnorodność, a nienawidzącej dyktatorów. Konwergencja kultur to złudzenie, zaledwie preludium dla innego, dużo głębszego i nieodwracalnego podziału.

swiat-jako-wola-i-wyobrazenie-1

Dzisiaj nie mówimy już wspólnymi językami. Utonęliśmy w wielości znaczeń, otoczeni sztuką i kulturą, która mnoży byty ponad możliwości ich kolektywnego odbioru. Środowisko się skomplikowało; nie jest już tą sawanną, co kiedyś. Dzisiaj musimy odbierać – od małego – rzeczy dziwne i straszne. To nie jest nasze naturalne środowisko, i jeszcze długo nie będziemy do niego przyzwyczajeni. Możemy nie zdążyć się do nowego przyzwyczaić.

Obecnie powoli płyniemy tylko na fali wydarzeń, a o naszą łupinę coraz mocniej uderzają fale prądów. Minęły czasy, w których to człowiek był wiosłem i sterem równocześnie. Miary jakości się odmieniły, dlatego stare znaczenia zagasły – nikt już nie pamięta, czym jest honor. Dorobek czasów minionych jest coraz mniej warty. Bez wyobrażenia świadomości historycznej, którą coraz mniej współczesnych homo sapiens posiada, nawet nie ma po co go odtwarzać. Odtwarzać – dla kogo?…

Praca, inwencja, wyobraźnia, kunszt, artyzm, sztuka, nauka – to puste frazesy. Te pojęcia zużyły się prawie zupełnie, te ostatnie tylko bronią się, jeszcze trochę. Te aktywności do niczego już nie prowadzą. Coraz mniej znaczą, bo są coraz mniej warte, na tle digitalnej, wszechogarniającej konkurencji. Wszystko wycenia rynek, dając Kowalskiemu coraz to mniej z tego, co ważne.

Pyłek ludzki rozwiewa się na atomy w odmianach przeinaczeń. Jesteśmy ofiarami naszej chaotycznej i losowej atencji. Przyglądamy się dziś wszystkiemu; hołubimy to, co nieznane, niezdrowe i dziwne. Coraz trudniej znaleźć porządek w konglomeracie samouwielbienia. Coraz trudniej używać słów, których znaczenia nie wypaczono. Wszechobowiązująca polit-poprawność wywołuje autocenzurę. Ludzie nie mówią już do siebie językiem: oni komunikują się kodem. Kto nie posiada klucza tej czy innej subkultury, substruktury grupy nacisku, ten popada w coraz głębszą alienację. Co dla jednych jest ważne, dla drugich jest tańsze lub unosi się w oparach niezrozumienia i absurdu.

Już tylko dom jest ostoją normalności, lecz z każdym pokoleniem – owa normalność jest coraz mniejsza. Errory w mózgu człowieka współczesnego sprawiły, że wychodząc na miasto, wchodzi on w świat baśni braci Grimm.

Wszystko huczy wokół: samochody, drony, yesdziki, w oddali przelatuje samolot – ludzie zmierzają w nieznanych sobie kierunkach. Wszystko dzieje się równocześnie, lecz to nie dżungla. Tutaj nie ma zagrożenia, przed którym możnaby się bronić; jest tylko chaos. Każdy jest różny, i każdy ma inne cele. Już nie wiadomo, jak mówić do ludzi, żeby kogokolwiek nie urazić. Gdy stoisz w miejscu, popędzają cię, krzyczą, gonią, skamlą i zarzucają bierność…

Tak właśnie wygląda koszmar istnienia w XXI wieku – brak tożsamości, wielokulturowość, wielokontekstowość, wieloaspektowość, wieloznaczeniowość: to tylko eufemizmy na shell shock (I wojna), battle fatigue (II wojna), operational exhaustion (Korea), posttraumatic stress disorder (Wietnam); to nadmiar bodźców, zmęczenie informacyjne, czyli wyczerpanie systemu nerwowego tak wielkie, że system wyłącza się, człowiek jest w apatii, nie przyjmując kolejnych danych, gdyż już nic nie przetwarza.

Gdzie jest punkt odniesienia, horyzont, do którego przyzwyczaił się nasz umysł; gdzie jest porządek?

Jedyną stałą – jest zmiana w warunkach rozpuszczania tego, czym jesteśmy i tego, co określa większość naszych pragnień: byłych pragnień, bo po potraktowaniu kwasem relatywizmu już nimi nie są, i już nigdy nie będą. Oto rzeczywistość w kalejdoskopie perspektywy; oto rzeczywistość – czy tego chcemy,czy nie.

swiat-jako-wola-i-wyobrazenie-2

Lecz czy zawsze już tak będzie? Niestety nie, głównie dla tych, co odejdą. Świat się zmieni i zapomni o problemach wieku XXI, wieku niemowlęcego, wieku początków, odnajdując stałe – w powodzi informacji. Znajdując dla zmęczonych umysłów opoki pełne wyporu, dając przystań i wytchnienie, dając siłę spokoju…

Trzeba tylko inaczej zalokować wysiłek ludzki, mówiąc w skrócie i prościej: inaczej wydawać pieniądze. Aby przywrócić stabilność podwalinom rzeczywistości, zarówno w zakresie materialnym, jak i wyobrażeniowym, trzeba przestać finansować ich relatywizowanie.

Pora skończyć z prawem do marki dla produktów, zakazać go jak oszustwa, bo branding to oszustwo, gdyż narzucona reklamą percepcja marki, stale wywołuje fałszywe skojarzenia. Najpierw generuje się pozycję produktu, poprzez robienie dobrych rzeczy. Potem konsumuje się pozycję, zanim nie dojdzie do zrozumienia zmiany jakości i inflacji jej znaczenia.

Najgorzej jest, gdy tworzy się długofalową, krzyżową strategię marki. Firmy płacą krocie za różne pozornie dobre rzeczy, wspierają fundacje, czy pomagając ludziom, aby potem spieniężyć to zaufanie w marnym produkcie. Gdyby produkt był dobry, marka nie byłaby do jego wypromowania i sprzedaży potrzebna.

Każdy niepowtarzalny produkt, który zachowuje tę samą markę, to kłamstwo i rozmycie znaczenia w celu uzyskania konkretnej korzyści majątkowej, na szkodę innych. To nieco bardziej czyste przestępstwo popełniane w białych rękawiczkach.

Pora skończyć z publicznym finansowaniem sztuki i artyzmu. Źródeł finansowania jest pod dostatkiem, bez zabierania dorobku pod przymusem – innym ludziom, często także niespełnionym artystom. Wystarczy, że ludzie płacą za sztukę dobrowolnie, wyceniając ją na ułamek tego, co mają, bo zawsze jest ona dokładnie tyle warta. To przez publiczny mecenat sztuki jej współczesna forma stała się synonimem bezrobocia intelektualnego.

Kiedy to nie ludzie, lecz instytucje decydują o tym, co jest dobre – człowiek przeciętny zatraca poczucie estetyki i myśli, że jest z nim coś nie tak, bo widzi, jak sztuka staje się przedmiotem postępującej specjalizacji, aż w końcu jest, będzie… zupełnie oderwana od rzeczywistości. Dotowana publicznie, czy prywatnie napędzana przez lokaty kapitału, sztuka nie potrzebuje kontaktu z rzeczywistością, gdyż do jej dalszego finansowania nie potrzeba ani szacunku, ani akceptacji.

Dehumanizacja artyzmu stała się faktem, nad jakim łamią sobie głowy prawdziwe elity ludzkości, które chcą jeszcze przemawiać do człowieka, a nie do piramidy trendów i przedmiotów. Widz, w przeciwieństwie do większości krytyków sztuki – czyli ludzi, którzy nie mają własnej, tylko uśrednioną branżową opinię – zna się na sztuce najlepiej. Widz wie, co mu się podoba, jeśli da mu się chwilę na refleksję; jeśli pozwoli mu się na moment zatrzymać i pomyśleć.

Jak elitarność kryje się w definicji sztuki, tak popularność definiuje artyzm, gdyż od gustów zależą pojęcia dawniej obiektywne, a w XX wieku słusznie zrelatywizowane, takie jak pojęcie estetyki. Skoro sztuka odeszła od dawnych ram, to ludzka opinia musi ją na nowo określić, i nie ma przed tym ucieczki. Czas zakończyć dryfowanie pojęć, które musiały się rozmyć, bo stawały się niepełne – aby ponownie się skupić w innej już rzeczywistości, w pełniejszym wieku fuzji świata cyfrowego i materialnego.

Sztuką nie jest wszystko, i nigdy nie było nią wszystko. Był tylko krótki okres w historii, w ciemnych dziesięcioleciach drugiej połowy XX wieku, w których ludzkość nie była pewna, co sztuką jest. Sztuka jest najwyższą formą aktywności ludzkiej i w większości przypadków jej wytworem nie są „śmieci”, jakie biurokratyczna śmietanka korupcji promuje w swoim, przypominającym perpetuum mobile, układzie. Modne jest to, co się wystawia – a wystawia się to, co jest modne.

Sztuką jest tylko to, co wymagało bardzo wiele wysiłku lub wrodzonego talentu. Jeśli wysiłek ten zaowocuje bytem dopasowanym do percepcji estetycznej lub intelektualnej widza, staje się podstawą do nazwania autora artystą, lecz tytuł ten nie przynależy jemu dożywotnio – nie staje się nawet na chwilę atrybutem jego osoby, i nigdy nim nie będzie. Zamiast tego pojęcie to używane jest tylko do budowania relacji twórczej wobec dzieła. Tak jak miano naukowca buduje relację pomiędzy twórcą a teorią, gdyż na miano naukowca zasługuje człowiek, który tworzy naukę, a nie pracownik naukowy w stanie spoczynku czy pełniący rolę belfra na uniwersytecie odtwarzający bezrefleksyjnie to, co wymyślili inni – tak pojęcie sztuki jest, i może być, używane jedynie do, powtórzę, budowania relacji twórczej wobec dzieła.

swiat-jako-wola-i-wyobrazenie-3

Znajdujemy się już na wystarczającym poziomie percepcji, by zrozumieć, że artyzm jest efemeryczną cechą, zależną od kondycji ludzkiej, upływu czasu i indywidualnych chęci. Nikt nigdy nie zasługiwał na miano artysty – przez cały czas swego istnienia. Każdy z wybitnych przedstawicieli ludzkości – bywał artystą, lecz nie pozostawał nim zawsze, tak jak nie był nim już Schumann: po wyłowieniu z rzeki…

Nie każdy człowiek może być artystą, czy naukowcem, i jednakowoż każdy artysta czy naukowiec – po tej krótkiej chwili kreacji – jak i wódz armii podczas triumfu w Rzymie, musi ciągle pamiętać, że wkrótce stanie się człowiekiem…

Zbigniew Galar

Tytuł niniejszego artykułu jest parafrazą tytułu autorstwa Schopenhauera – w oryginalnym brzmieniu: Świat jako wola i przedstawienie.

Do zilustrowania niniejszego artykułu skorzystano z prac Caspara Davida Friedricha.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (6)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Drodzy Czytelnicy,

    to trzeci, duży i ważny tekst na Tosterze w ostatnich dniach:

    Pierwszy, „Witajcie w przyjemnych czasach”: http://tosterpandory.pl/witajcie-w-przyjemnych-czasach/ autorstwa Iwony Łabudy-Bobowskiej, stanowił przenikliwą, inteligentnie przeprowadzoną, intrygującą analizę ludzkiej zbiorowości ponowoczesnej czy postmodernistycznej.

    Drugi, „Polskie elity”: http://tosterpandory.pl/polskie-elity/ Leonarda Jaszczuka, skupiał się na jakości i kondycji społeczeństwa polskiego, odważnie zderzając je z ilustracją procesu społecznych przemian niezbędnych do wykształcenia się tzw. elit.

    Trzeci, powyższy – pióra Zbigniewa Galara – to kontrowersyjna próba przeniesienia ciężaru tego dyskursu w stronę artyzmu, sztuki i kultury… Czy człowiek ponowoczesny ma do zaproponowania światu jeszcze cokolwiek konstruktywnego i oryginalnego?…

    Polecamy spojrzeć na problem człowieczeństwa i społeczeństwa – poprzez pryzmat tego publicystycznego tryptyku: trzy perspektywy, trzy punkty widzenia, trzy horyzonty zdarzeń…

    Zapraszamy serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *