ŚWIAT ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI – CZĘŚĆ II

ŚWIAT-ZA-ZAMKNIĘTYMI-DRZWIAMI

Stary paradygmat – czyli działania za zamkniętymi drzwiami

Jednym z problemów XX wiecznego myślenia totalitarnego, prowadzącego do powstawania tajnych stowarzyszeń zrzeszających ludzi wpływowych, jest ich wiara w tzw. „stosunki dwustronne”. Dyrektorzy i szefowie uważają, że można coś załatwić, spotykając się osobiście z przedstawicielem drugiej strony, z całkowitym pominięciem ludzi, którzy ich dwie społeczne struktury stanowią. Uważają, że w XXI wieku jest tak samo jak kiedyś, gdy dysponowali całością dostępnej i koniecznej do podjęcia decyzji informacji i fachową wiedzą; bo problemy nie były tak złożone. Politycy i totalitarni szefowie mylnie uważają, że tylko oni budują relacje i wszystko, co się wydarzy, zależy od nich.

Problem w takim myśleniu polega na kłamstwie. W systemie gospodarki rynkowej każdy właściciel firmy jest dla siebie samego ostateczną instancją – jest dla swojej firmy dyktatorem, dysponuje więc władzą absolutną – robi, co chce. O tym, co zrobi firma z innymi ludźmi, decyduje prawo, z kolei wzajemne relacje pomiędzy organizacjami mogą być praktycznie dowolne. Prawo nie wnika w treść umów, można więc podpisywać umowy skrajnie niekorzystne, a żeby się przed tym chronić, przedsiębiorcy potrzebują do ich formułowania prawników. Szefowie firm okłamują się więc ustnie na każdym kroku. Pilnują jedynie treści umów, bo ich wyegzekwowania może wymagać sąd.

Z państwami jest jeszcze gorzej. Nie ma bowiem nad nimi żadnego „żandarma”, czyli instytucji wymuszającej właściwe zachowania. Kłamstwo jest wszechobecne. Spisana międzynarodowa umowa jest jeszcze mniej warta niż publiczna ustna deklaracja, bo opinia publiczna przy wsparciu dziennikarzy może stanowić pewien rodzaj limitu dla kłamliwości.

Dodatkowo, elity polityczne lubują się w emancypowaniu od mas. Dlatego bardzo poważnie traktują sekretne deklaracje, składane osobiście podczas rozmów za zamkniętymi drzwiami. Np. przedstawiciel amerykańskiego rządu spotyka się z przedstawicielem Niemiec, później przedstawicielem Francji, czy Jordanii i jeśli coś ustalą, to będzie tak, jak się umówili, czyli dobrze. Uważają, że druga strona podchodzi do tych deklaracji równie elitarystycznie i poważnie – i często chcąc wykorzystać taką sytuację, dyplomaci kłamią na potęgę. Powoduje to masę błędów i nieporozumień, przez co ciężko jest nawiązać jakąkolwiek międzynarodową współpracę. Jest to tylko gra pozorów dla mediów. Do takiej współpracy zawsze dochodzi, gdy jest ona w interesie obu stron i zawsze jest ona zrywana, gdy pomimo spisanych i upublicznionych deklaracji, interesy grup oligarchów się rozejdą.

Nowy paradygmat – czyli działania open source

Otwarta dyplomacja ma dużo lepszą przyszłość, bo angażuje w danym narodzie suwerena, czyli same społeczeństwa, a one w swej masie są dużo bardziej trwałe w zamierzeniach, niż ich przedstawiciele. Do wprowadzenia otwartej społecznie struktury trzeba zaangażować wiele elementów – a nie tylko upublicznić ustalenia, wypowiadając je w mediach.

Po pierwsze w ustalenie konsensusu muszą być zaangażowane środowiska akademickie – nie przedstawiciele władz uczelni, ale wybierani na podstawie znajomości tematu naukowcy. Potrzebne są też osoby wykonujące coś poza swoją pracą zawodową dla dobra otoczenia, czyli środowiska aktywizujące pokłady społeczeństwa obywatelskiego. Społeczni organizatorzy i aktywiści – ludzie czynu, a nie deklaracji, jak występujący tylko na konferencjach prasowych „modnisie”, przeprowadzający kontrowersyjne happeningi. Są to również działający dla dobra społecznego członkowie wspólnot religijnych i organizacji pozarządowych – fundacji i stowarzyszeń. Kolejnym elementem jest biznes z naciskiem na small biznes, gdyż działa on zwykle w środowisku wymuszającym etyczne działania – silnej konkurencji. Równie istotni są przedstawiciele samorządu, gdyż ich zadaniem jest gromadzenie informacji o lokalnych problemach i celach dla lokalnych społeczności. Przedstawiciele resortów siłowych – policja i straż miejska – muszą dostarczać informacji o swoich działaniach, choćby poprzez montowane na mundurach kamery aktywizujące się w trakcie interwencji. Na koniec sfera komentarzy i informacji, czyli blogerzy, vlogerzy i inne nieco bardziej profesjonalne media.

ŚWIAT-ZA-ZAMKNIĘTYMI-DRZWIAMI-1

Strategiczne zarządzanie informacją w społeczeństwie

Żeby umiejętnie połączyć wszystkie elementy, trzeba skutecznie zarządzać informacją, która ze wszystkich tych źródeł pochodzi. Przypisywać im wagi, konteksty i znaczenia. A nie tak, jak obecnie, po prostu wymuszać szereg spotkań, czyli dążyć do nic nieznaczącego – często czysto politycznego – „dialogu” pomiędzy organizacjami.

Szacuje się, że obecny paradygmat sprawowania władzy, tak samo jak CIA w latach 80., korzysta z zaledwie 2% użytecznej informacji, która dostępna jest publicznie.

To po prostu trzeba zmienić. Na poziomie rządu jest to dość proste, bo żeby wykorzystać 100%, trzeba wprowadzić zasadę, że każda upubliczniona informacja, musi jako kopia znaleźć swoje miejsce w kontekście całego systemu społecznego. To zredukuje koszt pozyskiwania informacji praktycznie do zera. Potem wszystkie moce, czyli roboczogodziny urzędników i pieniądze na inwestycje, należy przeznaczyć na budowanie systemów analizy i wyciągania wniosków z takich danych.

Z punktu widzenia ruchów oddolnych jest to dużo trudniejsze, bo pomimo dostępu do różnych zasobów, trzeba tworzyć automatyczne interfejsy uzyskujące taki dostęp na żądanie. Ponieważ upublicznione dane są ze sobą, w formie przedstawienia i umiejscowienia, w większości niekompatybilne – budowanie społeczeństwa obywatelskiego opartego na dostępie do całości informacji będzie trudne, ale nie jest niemożliwe.

Jeśli rząd, broniący głównie status quo wypracowanego na podstawie poprzedniego konsensusu, niczego w tej sprawie nie zrobi – wtedy my, jako społeczeństwo, wkrótce go przejmiemy: wystarczy dysponować lepszą informacją i wiedzą.

Społeczeństwo bardziej będzie skłonne korzystać z wiedzy i informacji, które samo przetwarza i gromadzi, niż z wytworów mniej lub więcej znienawidzonej, za kumoterstwo i niekompetencje, politycznej władzy i urzędników.

Po drugie, poprzeczka jest dużo niższa, dużo mniej wymagający jest cel, jaki należy przy takiej współpracy osiągnąć. Pomimo że władze gromadzą ogromne ilości danych i posiadają rozbudowane zasoby przechowywania informacji, praktycznie nic z tymi danymi nie robią. Struktura biurokratyczna jest zadaniowa, a nie kreatywna. Gromadzenie i zamykanie w szafie, segregowanie i układanie, czy wymaganie od obywatela sprawozdawczości – całe to gromadzenie informacji, urzędy przeprowadzają wzorowo. Dlatego, że znacznie łatwiej wychodzi im czynienie czegoś, co łatwo podsumować i ocenić; około sto razy łatwiej. W rezultacie biurokracja przetwarza około 1% danych, które do niej docierają, bo zrozumienie i wyciągniecie wniosków z danych, to już praca kreatywna. Natomiast z tego, co zostanie wyciągnięte, robione są raporty i analityczne zestawienia, które ktoś, będący wyżej w strukturze władzy, musi jeszcze przeczytać i zrozumieć. Tak wyrzuca się i ignoruje 80% z tego, co przetworzono, bo przedstawicieli kierownictwa z, elitarystycznej z natury, struktury hierarchicznej, jest bardzo niewielu. Nie ma komu tego czytać. W rezultacie władza – pomimo swojej omnipotencji, korzysta z zaledwie 20% z 1% z 2% danych, jakie społeczeństwo upublicznia, więc wiedza, jaką dysponuje – to zaledwie 4-tysięczne jednego procenta.

Coś tak małego, jak 4-stutysięczne, nawet biednemu społeczeństwu obywatelskiemu może udać się przetworzyć i zgromadzić. Żeby przejąć kontrolę nad procesem i stworzyć nowy system – wystarczy przekroczyć ten próg, być trochę lepszym od tego, co jest teraz. Kiedyś oddolne organizacje i ruchy, współpracujące w zakresie wymiany i analizy danych, zbudują i udostępnią taki system. Wtedy okaże się, że ludzie nie potrzebują rządowych, oficjalnych danych – społeczeństwu potrzebne są po prostu rzetelne dane.

Społeczeństwo przyszłości – analityka

Analiza jest tylko tak skuteczna i cenna, jak jej wizualizacja. Jeśli chcemy jako społeczeństwo być lepsi od rządu – musimy to rozumowanie prześledzić.

Nieważne, co zawiera raport – ważne, co można z niego odczytać.

Raport przygotowany przez stu urzędników jest zwykle pełniejszy i zawiera bardziej istotne informacje, niż analiza jednego społecznika. Lecz jeśli nie można w nim do większości informacji dotrzeć, jeśli osoba podejmująca na ich podstawie decyzje, nie może ich wyczytać, wtedy takie informacje są bezużyteczne – jest tak, jakby ich tam nigdy nie było. I właśnie na tym, na skuteczności przedstawiania danych, można łatwo zyskać przewagę, gdyż społeczeństwo obywatelskie budować będzie hurtownię danych od podstaw – i może uniknąć kilku oczywistych błędów.

Celem jest outsourcing maszynowy, czyli żeby całość, bądź większość analiz, mogła przeprowadzić za człowieka maszyna. Żeby to umożliwić i ułatwić, trzeba wyobrazić sobie w jakich zestawieniach końcowych będziemy nasze dane wizualizować.

Budowanie systemu trzeba rozpocząć na tagowaniu przy minimalnej triadzie – czas, miejsce, źródło. Musimy znać miejsce powstania danej informacji, czas jej powstania i miejsce pochodzenia, i mając te trzy elementy, dopiero jesteśmy gotowi na przyjęcie danych, czyli odbioru tego, czego dana informacja dotyczy.

Źródło danych określi nam ich wiarygodność. Czas powstania wyznaczy kontekst historyczny. Z kolei miejsce, jakie opisują konkretne dane, jest tak ważne, gdyż społeczności zwykle interesują wybrane terytoria – okolice. Duża część wizualizacji będzie przedstawiana na mapach. Stąd też wszystkie dane, jakie będą dostawać się do systemu, powinny mieć znaczniki współrzędnych. Dzięki temu będzie możliwe zautomatyzowanie obróbki i natychmiastowe powierzchniowe umiejscowienie wyników, w celu wyciągania wniosków. Nie będzie potrzeba w tym procesie, podatnej na błędy i drogiej, pracy analityka.

Gdy pojawi się fundament w postaci odpowiednio opakowanego, otagowanego źródła, programiści pro publico bono z czasem stworzą narzędzia wspomagające „mądre” (smart) życie dla całych społeczeństw – bez pytania się o kluczowe informacje władzy.

świat za zamknietymi drzwiami 4

Społeczny system wspomagania decyzji

Obecna władza, czyli demokratyczne rządy, prowadzą swoje działania na ślepo, jako wypadkowe wpływających na nie grup interesów. Nieważne, jaką decyzję podejmują, i tak odpowiedzialność za jej podjęcie nigdy nie spadnie na polityka, ani na urzędnika. Ważne jest tylko: kto jej chce? Istotne jest, kto zapłacił, kto wymógł konkretną decyzję. Zupełnie nie bierze się pod uwagę rachunku szkody i pożytku dla społeczeństwa, a tym bardziej nie rozpatruje się przesłanek merytorycznych stojących za wyborem konkretnej opcji. Oczywiście dla niepoznaki płaci się za opasłe eksperckie raporty, lecz podejmowane decyzje nie muszą mieć do konkretnych, zamówionych za ciężkie publiczne pieniądze, wyliczeń, żadnych odnośników.

To musi się zmienić. Jeśli władza sama nie zacznie budować swoich systemów wspomagania decyzji, zrobi to za nią (dla siebie) samo społeczeństwo, wykazując raz za razem bezmyślność obecnej struktury.

Już dzisiaj wiemy, że politycy są ślepi, niechlujni i głównie wykonują rozkazy, ale bez twardych i wiarygodnych danych, nie jesteśmy w stanie tego udowodnić. I tylko na tej cienkiej nici dowodu dla tego, co dla wielu jest oczywiste, trzyma się jeszcze stary, pozbawiony kluczowych informacji system.

Na szczęście zmiany, wraz z nowymi terabajtami dostępnych publicznie danych, wielkimi krokami nadchodzą.

Zbigniew Galar.

Świat-za-zamkniętymi-drzwiami-455x250

ŚWIAT ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI – CZĘŚĆ I

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *