„To” (2017) – adaptacja filmowa Stephena Kinga w recenzji Tostera Pandory

Nowe „It”, czyli produkcja z 2017 roku, to udany film zanurzony w aurze grozy – powiedziałabym, że wręcz zaskakująco udany. Fani twórczości Stephena Kinga zapewne nieco rozczarowali się rozbieżnością pomiędzy niektórymi szczegółami w książce a w filmie, ale całość tej produkcji filmowej należy ocenić wysoko: wymowne i przekonywające kreacje aktorskie dzieciaków, świetne zdjęcia (piękne kadry, praca kamery, światło i kolorystyka), porządna, czyli dokładnie przemyślana estetyka i kompozycja opowieści o dziecięcej krainie marzeń i lęków. Opowieści, w której zło przybiera postać złowieszczego klauna karmiącego się dziecięcym strachem, a ten – mieszka w wyobraźni, i to głównie tam osiąga swoje apogeum…

Klimat filmu odbiega od klimatu powieści, ale to wciąż dobra adaptacja – zachowująca fundamentalne wątki i ich przesłanie. Klimat w filmie rzeczywiście jest inny niż w książce, ale – jest, i jest on spójny, to znaczy wynikający z dobrej organizacji fabuły. Twórcy nie szukali po omacku, lecz wyraźnie wiedzieli, co chcą zrobić i skrzętnie zrealizowali ten plan – produkcją z 2017 roku sprawnie zarysowali główną oś fabularną i skutecznie otworzyli sobie drzwi do zbudowania następnych części. A widać, że podchodzą do tego wyzwania bardzo świadomie i skrupulatnie, więc zapowiada się bogata w treść i mnóstwo detali historia o dzieciakach ze specyficznie prowincjonalnego, jak to u Kinga często bywa, miasteczka.

Film „To” (2017) stanowi w znaczniej mierze archetypiczną ilustrację grozy w ujęciu, w percepcji dziecięcego umysłu. Dorośli inaczej postrzegają, odbierają świat, tu natomiast skupiono się na psychice dziecka i ta perspektywa została uchwycona bardzo dobrze, być może nawet wyśmienicie.

Pierwsze oczarowania i zakochania istnieją w tym filmie w sposób dosadny i prawdomówny – wszystkie sceny odwołujące się do codziennych emocji dzieci i do zwykłej warstwy obyczajowej są silnym atutem filmu. Na tyle silnym, że aż przesłaniają konwencję horroru – nie ona jest w tym filmie najważniejsza. Niesłychanie dużo uwagi poświęcono relacjom między dziećmi – różnym relacjom: i przyjacielskim, i chuligańskim.

Skupiono się także na projekcjach lęków, które w dziecięcym umyśle kiełkują obficiej i więcej malowniczo, niż w umysłach dorosłych. Dziecięca fantazja jest w tej historii unikalną matrycą, która nie tylko zwabia zło, lecz także sama jakoby je generuje. Potwór, który manifestuje się jako morderczy klaun, atakuje na żyznym gruncie – doskonale wie, iż w oczach dorosłych byłby śmieszny, niewiarygodny, natomiast w oczach dzieci, właśnie wskutek tego, do czego zdolna jest ich fantazja, ich dziecięca wrażliwość, potwór ten urasta w siłę, stając się gotowym do zadawania cierpienia, najpierw poprzez psychiczne prześladowanie, a potem poprzez dosłowny, fizyczny atak…

Najważniejsze jednak, że film obrazuje, że dzieci poczuwają się do odpowiedzialności; w literaturze i w kinie – chyba zbyt często przypisuje się dzieciom beztroskę. Tymczasem i w książce Kinga, i w tej nowej adaptacji – dziecko jest ukazane po prostu jako mały człowiek, niemniej kompletny, a więc zdolny do walki i odważnych uczynków, tak samo jak do strachu z bezsilności, wyrzutów sumienia i głębokich refleksji o życiu. King w większości swoich książek unikalnie obnaża ludzką psychikę z jej cienia – w „To” namalował słowem obrzydliwą hipokryzję dorosłych, którzy manipulując dziećmi, wykorzystują je do swoich brzydkich celów i jednocześnie oszukują sami siebie, bo… dzieci widzą, wiedzą i rozumieją o wiele więcej, aniżeli ktokolwiek chciałby zakładać. I ta życiowa prawda została prawidłowo przeniesiona na ekran, a nawet bardzo ładnie uwypuklona, ale nie nadmiernie przerysowana – warto to docenić.

Nie można powiedzieć, że nie mają racji ci widzowie, którzy narzekają, że filmowe „To” (2017) – za mało straszy. Rzeczywiście poniekąd tak właśnie jest, więc widz mocno przywiązany do gorzkiej, ponurej grozy w wydaniu Kinga – w tym wypadku ma prawo poczuć się trochę zawiedziony. Głody widzów na horror z prawdziwego zdarzenia, na kino grozy mrożące krew w żyłach – nie zostały tutaj nakarmione, bo nie o to twórcom chodziło. Wyraźnie zależało im na zbudowaniu pełniejszego, bardziej plastycznego obrazu, na zatopieniu się w warstwie obyczajowej opowieści. Bądź postanowili bardzo powoli budować napięcie – być może prawdziwie groźny potwór uderzy w następnej części, która na wielkie ekrany wejdzie w 2019 roku? W każdym razie groza w „To” z 2017 roku jest jedynie dodatkowym składnikiem opowieści, w której znajdziemy także kilka scen powodujących szczery uśmiech wzruszenia albo rozbawienia – i te elementy twórcom bardzo się udały.

Zdaje się, że serial „To” z 1990 roku bardziej próbował być wierny pierwowzorowi Kinga, a w nowym „To” twórcy postanowili nie powielać tego modelu podejścia do tej historii, dlatego zdecydowali się położyć ciężar na warstwę obyczajową i świat dziecięcych uczuć. Jestem otwarta na to świeże spojrzenie na tę historię i nie czuję niedosytu z przyczyny delikatnego okrojenia jej z pierwotnie wymyślonej przez Kinga ciężkiej grozy. Spodobało mi się to lżejsze, bardziej kolorowe spojrzenie, choć liczyłabym, że w kolejnej odsłonie akcenty rozłożą się inaczej – że przy wykorzystaniu nowoczesnych efektów komputerowych uda się stworzyć klimat maksymalnie bliski Kingowskiej, czyli ponurej grozie, a nie jedynie barwnemu gore.

Agnieszka Poręba

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *