Tolerancja i akceptacja – dwie kuzynki

Tolerancja i akceptacja – dwie kuzynki 3

Słowo „tolerancja” stało się współcześnie modne i entuzjastycznie pożądane. Obecnie żadna dyskusja społeczna i polityczna nie przebiega prawidłowo, czyli merytorycznie, oraz ku pożytkowi tak dyskutujących, jak słuchaczy, gdy nie pada owo słowo. Czyż poważnie może być traktowany człowiek, którego nie sposób nazwać tolerancyjnym? Zdawać by się mogło, iż nie. Tolerancja stała się hasłem oddziałującym na naszą psychikę na zasadzie magicznego wytrychu. Ogromnie łakniemy tolerancyjności, ale głód tego pojęcia jest głodem bardzo powierzchownym, płytkim i nieorganicznym. Oczekujemy od społeczeństw i jednostek manifestowania tolerancyjności, ale manifestowanie to okazywane ma być poprzez obietnice kreślone w słowach, poprzez kolorowe zapowiedzi bliżej nieokreślonych uczynków oraz poprzez utopijne, bo życzeniowe, podejście do drugiego człowieka. Nie zastanawiamy się już nad głębią miana „tolerancja” i nie myślimy nad skondensowaną esencją tegoż słowa, gdyż nie odwołujemy się do jego pierwotnego znaczenia i na dobre zapomnieliśmy o jego korzeniach. Tym bardziej więc nie jesteśmy w stanie świadomie rejestrować jego zmian ewolucyjnych, to jest – przekształceń zachodzących w sferze znaczenia, sensu, i wynikających zeń realnych zachowań nas samych.

Pierwotnie słowo „tolerancja” oznaczało – z łacińskiego – „cierpliwą wytrwałość”, ponieważ tolerare, to „wytrzymywać”, „znosić”, „ścierpieć”. Być tolerancyjnym, to być cierpliwym w spotkaniu z postawami, z jakimi wewnętrznie stoimy w sprzeczności.

Dziś jednakże tolerancja ochoczo i nadto często bywa mylona z pojęciem akceptacji. Kiedy zatem ktoś współcześnie mówi, że jest tolerancyjny, nieomal odruchowo sądzimy, iż kocha on to, z czym po prawdzie ani trochę osobiście się nie zgadza. Tolerancja jest powszechnie mylona z postawami idealistycznej miłości wobec wszystkich i wszystkiego, podczas gdy w rzeczywistości ma ona za zadanie wyrażać wyłącznie postawę pozbawioną krytyki wobec tego, co jest od nas inne, nieprzystające, niezrozumiałe, i co ani w calu nie stanowi cząstki naszego własnego, osobistego świata.

Tolerancyjnym pozostaje człowiek, który nie krzywdzi różnych od siebie poprzez chociażby niewypowiadanie ostrych opinii na ich temat. Tolerancyjnym pozostaje człowiek, który w sposób świadomy stara się uzyskać dystans do tego, z czym się nie zgadza, rezygnując z wygłaszania osądów o inności, pozbywając się emocjonalnego stosunku do inności. Zupełnie odrębną kwestią szkicuje się w tym kontekście miano „akceptacja”, które kiełkuje i wyrasta najczęściej z tolerancji właśnie, ale wcale z niej wyrastać nie musi. Inaczej mówiąc, tolerancja i akceptacja w praktyce regularnie się spotykają, podają sobie ręce i życzą sobie pogodnie, wzajemnie: miłego dnia! Ale w rzeczywistości pozostają jedynie kuzynkami, i to dość dalekimi. Nie są tak blisko spokrewnione, jak byśmy tego chcieli…

 Akceptacja, znów: z łacińskiego – acceptatio, oznacza dosłownie „przyjmowanie”. Zakłada toteż zaabsorbowanie elementów świata, które pozostają nam obce. Osoby akceptujące inność, to te, które nie odczuwają wobec niej potrzeby zanegowania. To te, które przyjmują obce nieomal jako część własnego „ustroju”. Logiczne zatem, że do akceptacji docieramy statystycznie najczęściej w drodze rozwijania swej tolerancyjności, ale tolerancja i akceptacja równie skutecznie potrafią oddziaływać w naszym życiu, narodziwszy się z dwóch odrębnych matryc i unosząc się w stosunku do siebie równolegle, czyli bez najmniejszego punktu stycznego. Mówiąc wprost, osoba tolerancyjna nie musi znać z autopsji stanu akceptacji, a osoba akceptująca może funkcjonować czysto instynktownie, bez konieczności włączania do swojego życia świadomego procesu uczenia się świata poprzez jego tolerowanie.

Tolerancyjność jednocześnie, to nie tylko inercyjne i milczące wytrzymywanie czegoś, co głęboko wewnątrz uznajemy za niewłaściwe, złe, czy nienormalne. Tolerancyjność współcześnie jest już pojęciem znacznie szerszym i o wiele więcej łaskawszym, aniżeli była w swej definicji pierwotnej. Tolerancja zakłada również dozę empatii, umiejętność współczucia, umiejętność godzenia się z przejawami inności, umiejętność współegzystowania z nimi w jednej, wspólnej rzeczywistości – oddychanie jednym i tym samym powietrzem, bez uczucia dyskomfortu.

Jeśli ktoś mówi, że toleruje gejów, ale nie chce ich osobiście widzieć w centrum swego rodzinnego miasta, trzymających się za ręce – w rzeczywistości ich nie toleruje. Znosić inność, umieć ją wytrzymać, to znacznie więcej, niż pozostawać łaskawie obojętnym wobec inności, którą widuje się tylko na ekranie telewizora, monitora. Tolerować oznacza, bez naginania swojej osobistej etyki i moralności – przyznawać inności miejsce w swoim bliskim sąsiedztwie.

 W myleniu tolerancji z akceptacją aktualnie silnie pomaga nam przede wszystkim wylewająca się ze wszelkich szczelin świata i życia publicznego – tak zwana: poprawność polityczna. We współczesności należy bez wytchnienia czuwać nad używanymi przez siebie w każdej okoliczności słowami, ponieważ ich niechlujna przypadkowość jest w mocy doprowadzić nas przed społecznościowe „sądy”, zakpić z nas brutalnie, choć bez ogródek, w internetowej kipieli anonimowych komentarzy, a głównie może pogrążyć naszą głowę w bezdennym chaosie, z którego coraz trudniej będzie wyłuskać jakikolwiek ład i porządek.

„Poprawność polityczna” jest tylko prymitywnym hasłem ukierunkowujących wszystkich na nic więcej, aniżeli bycie sztucznie sterylnym i nieuczciwym w wypowiedziach. Dzisiaj – być poprawnym, znaczy znajdować się obok źródła, na marginesie tematu, wygodnie ślizgać się po powierzchni, unikać konfrontacji, siać postawę asekurancką i intelektualnie leniwą.

Współcześnie musisz, po prostu musisz być „tolerancyjny”, a wręcz „akceptujący”, w przeciwnym bowiem razie nie jeden „mądry” psycholog bądź doktor odbierze Ci certyfikat na człowieczeństwo, nawet nie mrugnąwszy okiem. Współczesny świat w rozumieniu przeciętnego, zwykłego człowieka, obywatela, stał się ogromnie brudny, ponieważ granice między rozmaitymi pojęciami zacierają się coraz ewidentniej, podążając bezmyślnie za sezonowymi modami, wśród których prym wiedzie, przystrojona w pióra i cekiny,  wspomniana „poprawność polityczna”.

Dobrze jest starać się być tolerancyjnym, ponieważ tylko tolerancja, a także akceptacja bogactwa różnic obecnych w świecie, potrafią wspomóc nas w naszej własnej ewolucji duchowej. Tylko tolerancja, a także akceptacja mogą wesprzeć nas w dążeniu do osiągnięcia spokoju, psychicznej i emocjonalnej równowagi oraz do chęci poznania tych warstw rzeczywistości, które z natury albo z wyboru były nam obce.

Lecz nie powinniśmy wymuszać na sobie ani tolerancyjności i akceptacji, ani poprawności politycznej, bezrefleksyjnie podążając za tłumem, który ku zatraceniu wiodą mistrzowie mataczenia – panowie w krawatach, wykorzystując zdrowe i szlachetne pojęcia do osiągania osobistych korzyści i władzy.

Czy jestem tolerancyjna? Wobec gejów, owszem. Ale „tolerancja”, to nie moje drugie imię. Istnieje mnóstwo aspektów rzeczywistości, z którymi ani trochę się nie zgadzam, które burzą mój spokój i gotują mi krew w żyłach. Nie potrafię przyznać im racji bytu i krytykuję je mocno, za co przyjmuję pełną odpowiedzialność, w swoich artykułach, i mam zamiar krytykować w dalszym ciągu. Nie biorę udziału w wyborach, ponieważ nie toleruję systemu, w którym przyszło mi żyć, systemu nazywanego „demokracją”, ale to tylko, tylko, tylko… kolejne słowo, które wszak daje się z łatwością przykleić w dowolnym fragmencie krzywego, brudnego zwierciadła, w dowolnej chwili. Nie głosuję, ponieważ mój rozum i moje sumienie podpowiadają mi jasno, iż nie mam na kogo głosować, iż mój osobisty świat, moje własne życie zależą od ludzi, którzy nie rozumieją słów, mian i pojęć, którzy kreują własny język złożony z niewiedzy, ignorancji i brzydoty, a których ja wcale nie muszę tolerować, tym bardziej nie muszę darowywać im mojej akceptacji. Toleruję natomiast różną od mojej orientację seksualną czy kolor skóry. Mam własny rozum – jak każdy z nas – i podchodzę do rzeczywistości niezwykle wybiórczo, bo…

… bo tolerancja i akceptacja nie oznaczają totalności – te pojęcia mają wyraźnie zaznaczone granice. I granic tych nie jest w stanie zburzyć żadna współczesna moda ni prywatna ochota.

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

2 komentarze

  1. „Jeśli ktoś mówi, że toleruje gejów, ale nie chce ich osobiście widzieć w centrum swego rodzinnego miasta, trzymających się za ręce – w rzeczywistości ich nie toleruje. ”

    To jakaś aberracja – zdanie do przemyślenia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *