Tragedia w polskim Sejmie – komentarz prasowy

Artykuł z dnia 21 lipca 2017 r.:

 Reforma wymiaru sprawiedliwości przeprowadzana przez rząd, przez PiS, wzbudza niezwykle żywiołowe, emocjonalne reakcje – pozwalające zaobserwować się w zachowaniach i wypowiedziach i w Sejmie, i przed Sejmem. O ile zachowania posłów zarówno opozycji, co rządu, choć oczywiście nie napawają ani nadzieją, ani tym bardziej dumą – ponieważ posłowie w czasie obrad awanturują się w sposób żenujący, rzucają w siebie kartkami, krzyczą, skaczą po krzesłach, kradną mikrofon, atakują się wzajemnie werbalnie i nie są w stanie nawiązać żadnego dialogu, o rzeczowej dyskusji nie wspominając – o tyle sygnał, który płynie w świat od, równie żenująco rozemocjonowanej, protestującej części naszego społeczeństwa, jest tym silniej niepokojącym sygnałem.

Społeczeństwo, które przed Sejmem wszczyna hałas i lament, domagając się obalenia rządu wybranego w legalnych wyborach demokratycznych – wysyła do Europy sygnał łkający o ratunek, o ingerencję z zewnątrz. Jest to bardzo niepokojące, a być może nawet niebezpieczne zachowanie. Które dodatkowo niestety niesie do Europy informację także o tym, że Polska nie ma aktualnie silnej, normalnej, zasługującej na szacunek opozycji. A brak normalnej – czyli państwowej, a nie antypaństwowej (a niestety ten drugi rodzaj mamy obecnie w Polsce) – opozycji świadczy na niekorzyść rządu (a nie tylko samej opozycji).

Tak dramatyczny pejzaż, na tle którego toczy się histeria posłów i histeria protestującej części społeczeństwa, w jakim to pejzażu przebiega reforma wymiaru sprawiedliwości, wzbudza wrażenie, że polski rząd sobie nie radzi, że Polska potrzebuje „nowych panów” – zwierzchników z zewnątrz.

Ten pejzaż jawi się szczególnie smutno i niepokojąco z uwagi na naszą historię. W obliczu tego, jak długo i mocno byliśmy dławieni zaborami, atakowani i rozbierani, oraz jak długo i mocno zmuszeni byliśmy walczyć o wolność i suwerenność – w tym kontekście dzisiejsza tęsknota za „nowymi panami” tym bardziej wpycha w żal i brzydzi.

Zamiast wspólnie skupić się na dialogu, na merytorycznej dyskusji na temat tego, jak dokładnie winna zostać skonstruowana reforma polskiego sądownictwa – rząd robi swoje, a opozycja wyje z zawodu, nie będąc w stanie zaproponować własnego, logicznie brzmiącego, dyskursu.

Opozycja jest wiecznie – merytorycznie – do głębokich rozmów o treści ustawy reformującej wymiar sprawiedliwości nieprzygotowana, a to dlatego, że poprawki opozycji do tej ustawy były powierzchowne i przez to niegodne. Normalna opozycja powinna mieć charakter państwowy – powtórzę – czyli powinna przygotować w sposób biegły, nad wyraz skrupulatny – własny projekt tej ustawy, i dopiero tenże projekt mógłby stanowić godny kontrargument dla obecnej reformy; co więcej, tenże projekt pozytywnie stymulowałby również rząd, zmuszając go do podniesienia poziomu swoich obrad, tj. do sięgania po równie merytoryczne i dogłębnie wystudiowane argumenty. Taka relacja normalnej, państwowej opozycji z rządem – mogłaby stanowić rzeczywisty wstęp do zdrowych dyskusji mających na celu długofalową przyszłość Polski i dobro jej obywatela.

Obecnie przez niski poziom opozycji – rząd również obniża swój poziom, co jest niepokojące z punktu widzenia obywatela i naraża nas, Polskę, na niemiłe oceny lub restrykcje ze strony Unii Europejskiej. Jako przykład tego, iż polski rząd również obniża poziom, trzeba podać, że prezes PiS-u pozwolił się sprowokować i niepotrzebnie wszedł w werbalne przepychanki, samowolnie wkraczając na mównicę sejmową i wypowiadając kilka szalenie gorzkich, brzydkich, nadmiernie rozemocjonowanych słów, które w tej formie, w tym czasie i z tego miejsca nigdy paść nie powinny.

W tej atmosferze ogłupiałego rozwścieczenia – jedni na drugich, i drudzy na trzecich – Sejm staje się ilustracją piaskownicy, w której małe dzieci, a nie dorośli i poważni posłowie, obrzucają się błotem i kamyczkami oraz kradną sobie grabki i szpadelki.

Na zewnątrz Sejmu – sytuacja nie rysuje się pod żadnym względem lepiej, a wręcz gorzej (z przyczyn wymienionych powyżej). Otępiały z nieuzasadnionego strachu przed zmianami suweren – wykrzykuje prymitywne hasła, nawet podżegając, choć być może nieświadomie, policjantów do przyłączenia się do buntu przeciwko rządowi. Świadomy obywatel wie, że gdyby służby policyjne faktycznie posłuchały buntowników i skierowały swe działania przeciwko rządowi – to byłaby arcyniebezpieczna sytuacja, właściwie nieomal tożsama z wojną domową. Na szczęście policjanci w sposób stoicki wypełniają swoje obowiązki, z nikim nie wchodząc w rozemocjonowaną polemikę.

W tym buncie społecznym – nie padają żadne, ale to żadne argumenty. W tym buncie – płyną czyste emocje: irracjonalna panika, histeria, strach. Protestujący nie potrafią wskazać argumentów mówiących o tym, co we wdrażanej reformie sądownictwa – jest złego, co należałoby poprawić. Krzyczą tylko, że nie chcą tego, co robi PiS – ale co PiS de facto robi: nie wiedzą; gubią się w tym albo gubią ich kipiące emocje, w każdym razie nie orientują się w zagadnieniu na poziomie intelektualnym. Wykrzykują jedynie slogany, w zasadzie wydmuszkowe, nieznajdujące poparcia w rzeczywistości – jak np.: „zamach na demokrację”, „dyktatura”, „koniec z wolnością”, „zamach na konstytucję” etc. Zdecydowana większość tych ludzi nie przeczytała jednak Konstytucji, bo gdyby przeczytała, to wiedziałaby, że cały ten akt prawny utrzymany jest w tonie nie dość, że koszmarnie anachronicznym, to jeszcze katolickim.

Reforma polskiego wymiaru sprawiedliwości zdaje się być koniecznością. Jej głównym celem jest odczarowanie kasty hermetycznego i oderwanego od potrzeb obywatela – środowiska prawniczego, sędziowskiego i adwokackiego. Jako przyczynę tej reformy podaje się potrzebę pozbawienia środowisk postkomunistycznych – nadmiernych i nieprzystających im uprzywilejowań, dla których to środowisk wolna, współczesna, demokratyczna Polska dłużej miejsca mieć nie może i nie powinna.

Niewątpliwie PiS usiłuje uszczelnić system i wdrażać zmiany, które zostały nam, obywatelom Polski, obiecane w kampanii przedwyborczej. Pomimo zapowiedzi tych zmian – a może właśnie z powodu obietnicy tych zmian – PiS wygrał legalne demokratyczne wybory, a dziś wszyscy jesteśmy świadkami wcielania w życie złożonych wyborcom obietnic. Tymczasem okazuje się, że dotrzymywanie obietnic wyborczych może spotkać się z paniką, histerią i wrzaskiem ze strony opozycji oraz protestującej części społeczeństwa.

Pod tym artykułem bez wątpienia pojawią się głosy czytelników mówiące o tym, że autor potraktował temat płytko, nie zadając sobie trudu zbadania głębokiej motywacji opozycji i popierającej opozycję części społeczeństwa i tym samym nie przytoczył żadnych argumentów opozycji i protestującej części społeczeństwa. Informuję więc, że tych argumentów – zwyczajnie brak. To, że ich w tym artykule nie przytaczam, nie wynika z tego, że nie zbadałam głębi sytuacji, tylko z tego, że ich nie ma. Że po stronie opozycji i protestującej części społeczeństwa – nie ma żadnych logicznych argumentów.

Zapewne w protestującej części społeczeństwa jest kilku intelektualistów, którzy autentycznie przyjrzeli się prawu i potrafią w sposób merytoryczny wyjaśnić swoje niepokoje związane z reformą wymiaru sprawiedliwości. Jednak tych logicznie myślących ludzi, niepopierających działań naszego rządu, nigdzie niestety nie widać – nie ma ich ani w mediach (choć przecież niemieckie media w Polsce na pewno by im sprzyjały i efektywnie znalazły dla nich przestrzeń na swych antenach i łamach), ani przy ulicy Wiejskiej. Ludzie ci są niewidzialni dla mainstreamu, podczas gdy na Wiejskiej kładą się na ulicy rozwrzeszczane dzikie grupki, blokując politykom przejazd.

Ten artykuł nie jest próbą rozstrzygnięcia, czy ta reforma wymiaru sprawiedliwości jest słuszna czy nie – niewątpliwie „jakaś” reforma wymiaru sprawiedliwości jest niezbędna, a poprzedni rząd przez 8 lat nie był zainteresowany jej zaproponowaniem i wdrożeniem. Ten artykuł jest opisem realnie dziejącej się sytuacji, zachowań polityków i ludzi. A obraz tej sytuacji jest tragiczny, wprost fatalny – bo jeśli opozycyjna część naszego społeczeństwa ma do dyspozycji logiczne argumenty, to nie wypowiada ich głośno, a zarazem na poziomie pewnej kultury słowa. Jestem przekonana co do tego, że żaden prawdziwy erudyta nie położyłby się na środku jezdni wraz z tym rozhisteryzowanym tłumkiem, ponieważ bycie częścią tejże histerii, w obrębie której nie ma pola dla postaw racjonalnych i sceptycznych, pozostaje wyłącznie wstydem.

Niestety ten rozhisteryzowany tłumek, zarówno jak rząd, zarówno jak opozycja – reprezentuje nas wszystkich. Jesteśmy siebie nawzajem warci: w Sejmie szaleństwo i dziki obłęd, nie inaczej dzieje się przed Sejmem. Co to o nas wszystkich mówi? Jaką informację podaje to na zewnątrz – w świat, do Europy? Taką, że Polska nie radzi sobie sama z sobą i płacze o ratunek do silniejszych, zewnętrznych mocarstw.

Tu nie chodzi o moje osobiste sympatie i antypatie polityczne. Ja nie żywię żadnych sympatii politycznych – nie jestem wierną miłośniczką partii PiS, podobnie nie szanuję partii PO. Pozostałe zaś partie – Nowoczesna, Razem i inne – nie stanowią sobą najmniejszej realnej jakości. Nie interesuje mnie również pseudo-dyskusja w formie wymiany argumentów: prawica – lewica, gdyż uznaję ten rodzaj dyskusji za sposób prowadzenia rozmów z ubiegłego wieku. Obecnie nie widzę żadnej godnej alternatywy dla partii PiS i jestem przekonana, iż partia ta została wybrana przez większość Polaków jako zło najmniejsze – jako jedyna aktualnie możliwa rzeczywistość polityczna.

Teraz więc należy pozwolić rządowi rządzić, bo do tego nasz naród tych ludzi wybrał. Histeria kąśliwej, słabej, antypaństwowej opozycji, tak samo jak histeria garści celebrytów i osób, które uległy ich sloganom i ich zbiorowej panice – na pewno nikomu z nas w niczym nie pomoże, a jedynie może zaszkodzić.

Zdumiewające jest to, że w systemie – podobno – dyktatorskim, co i rusz odbywają się liczne protesty oraz manifestacje. I wszelkie mniejszości w sposób w pełni swobodny wypowiadają się publicznie o tym, że ich prawa są łamane. Gdyby istotnie tak było, każdy z tych ludzi bałby się wyjść na ulicę i głośno wołać, że jest przez system ciemiężony czy lekceważony.

Osobną kwestię stanowią posty dziennikarzy i celebrytów na portalach społecznościowych…

Poziom wypowiedzi pana Tomasza Lisa poraża próżnością, zjadliwością i spienieniem, i tym samym obrzydza – dla przykładu cytat z Twittera (pisownia oryginalna): „Warszawa, Waszyngton i Watykan głośno, że PIS robi zamach na państwo prawa. Ale do gangu nieudaczników nie dociera”.

Aktorka Maja Ostaszewska – znakomita aktorka, nawiasem mówiąc – takimi oto słowy (pisownia oryginalna) wezwała za pomocą Facebooka obywateli do protestu przed Sejmem: „(…) Demokracja jest po to abyśmy mogli się różnić i w tych różnicach szanować. Wierzę że i w Was nie ma zgody na dyktaturę (…)”. Otóż to nurt filozoficzny o nazwie humanizm jest po to, abyśmy mogli się różnić i w tych różnicach szanować. Natomiast ustrój polityczny o nazwie demokracja jest po to, aby większość podejmowała decyzje w imieniu całości społeczeństwa.

Modelka Anja Rubik – znakomita modelka, nawiasem mówiąc – wstawia na swój profil na Facebooku zdjęcie siebie w Berlinie, skąd wspiera protest rodaków przed Sejmem. Ten przykład również ilustruje dojmujący brak samodzielnego myślenia, bo jakże można deklarować bezpośrednie wsparcie dla spraw ojczyzny – będąc od niej daleko. Dodajmy: daleko nie na przymusowym wygnaniu, tylko z przyczyny dobrowolnego wyboru bycia „obywatelem świata”.

Niemieckie medium internetowe Onet pisze tak: „Około pięćdziesięciu tysięcy ludzi oklaskiwało w Warszawie Depeche Mode – grupa odwdzięczyła się wielkim spektaklem, którego poszczególne elementy składowe nie przykryły tego, co powinno być najważniejsze – muzyki. Wśród dwudziestu dwóch utworów nie zabrakło tych najbardziej kanonicznych, jak i nabierającego niezwykłego znaczenia przy tłumach na polskich ulicach Where’s the revolution. Dzień wcześniej, w czasie protestów w Warszawie pod Pałacem Prezydenckim, można było dostrzec wokalistę Dave’a Gahana na balkonie Hotelu Bristol. Kto wie, co sobie pomyślał, widząc kilkadziesiąt tysięcy ludzi między Placem Zamkowym a Uniwersytetem”. Cytat ten obrazuje obrzydliwą propagandę, typową manipulację dziennikarską: koncert światowej sławy zespołu muzycznego został tu wykorzystany do podsycania mowy nienawiści w kierunku polskiego rządu, a liderowi zespołu zostają nadpisane myśli o polskiej sytuacji politycznej i społecznej, których to myśli nigdy nie wypowiedział i w której to sytuacji się nie orientuje. Ponadto kłamstwem jest, iż protest liczył kilkadziesiąt tysięcy ludzi – to jest liczba niewyobrażalnie zawyżona. Tych ludzi zebrało się kilka tysięcy lub co najwyżej kilkanaście tysięcy, nie kilkadziesiąt tysięcy – to duża różnica.

W artykule tym jednakże nie wolno pominąć postawy prezydenta Polski – wypowiedzi celebrytów oraz otumanionych mediów niemieckich działających w Polsce pozostawmy na marginesie naszych rozważań.

Otóż prezydent Andrzej Duda wykazał się spokojem, zrównoważeniem, elegancją w swym ważnym wystąpieniu publicznym, w którym poinformował rząd, opozycję i społeczeństwo o swych poprawkach do ustawy reformującej wymiar sprawiedliwości, w myśl których sędziowie Sądu Najwyższego będą musieli być zatwierdzani trzema piątymi głosów w Sejmie, co słusznie zmusza PiS (i każdy następny rząd) do otwarcia się na budowanie koalicji. Ta decyzja prezydenta Dudy niesie ze sobą trzy ważne informacje: po pierwsze decyzja ta stanowi zapowiedź, że obecna reforma wymiaru sprawiedliwości jest wizją perspektywiczną, dalekosiężną dla Polski, a nie tylko krótkotrwałą, punktową zmianą od rządu do rządu; po drugie decyzja ta jest inteligentnym, strategicznym, „szachowym ograniem” opozycji. I po trzecie: decyzja ta zdaje się potwierdzać, iż rząd podejmuje działania w kierunku zmiany systemu na prezydencki.

Niepokojący jest natomiast słaby czy nieczytelny kontakt rządu ze społeczeństwem: PiS nie potrafi w sposób skuteczny tłumaczyć swoich motywacji, projektów i działań. Co prawda kontakt opozycji ze społeczeństwem jest równie słaby, a nawet jeszcze słabszy, ale nie wiwatuję z tego powodu, a wręcz przeciwnie: marzę o normalnej, silnej, państwowej opozycji, która stanowiłaby sobą inteligentną kontrpropozycję dla partii PiS. To, że mamy obecnie słabą, histeryczną, antypaństwową opozycję, jest faktem, nad którym ubolewam.

Protesty przed Sejmem opisuje się wręcz jako „przewrót lipcowy”, ale jest to propagandowe, intencjonalnie przerysowane określenie. Nie mamy do czynienia z żadnym rewolucyjnym przewrotem, a jedynie z histerią. W tej histerii nie zawiera się wola walki ani iskra uczuć narodowościowych – tj. ani cień poczucia wspólnoty z rodakami – a tylko zwykły amok. Te protesty – dość wąskiej grupy społecznej, biorąc pod uwagę skalę naszego społeczeństwa – skierowane są wprost przeciw narodowi czy pojęciu państwa narodowego. Pojęcie narodowości czy państwa narodowego protestujące grupy nadinterpretują jako nazizm i nacjonalizm, podczas gdy same przejawiają ojkofobię i ksenofilię. Nie w ten sposób w historii rodziły się prawdziwie rewolucyjne przewroty – trzeba ten fakt w ocenie obecnych zjawisk brać pod rozwagę.

Podsumowująca ocena bieżących zjawisk na arenie politycznej i społecznej Polski jest następująca:

  • Protest ludzi przed Sejmem naraża nasz kraj na przykrości, absmak w odbiorze tak większości rodaków, jak i w odbiorze Europy, a być może nawet i na niebezpieczeństwa w kontekście relacji europejskich.
  • Spektakularne pod względem treści i zasięgu, warszawskie przemówienie prezydenta Donalda Trumpa do polskiego narodu i do świata; udane spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z prezydent Chorwacji Kolindą Grabar-Kitarović (dotyczące głównie idei Trójmorza, wzajemnej współpracy i rozwoju gospodarczego); rozwijająca się na naszą korzyść idea Trójmorza (szczyt Trójmorza odbył się również w Warszawie); głosowanie w sprawie członkostwa Polski w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych (190 głosów na 190 głosów oddanych – za Polską); szczyt NATO świetnie zorganizowany również w Warszawie – te wydarzenia należy odnotować jako wymierne sukcesy naszego aktualnego rządu.
  • Powyższe sukcesy nie podobają się ideologom komunistycznym i socjalistycznym, którzy określają samych siebie jako liberałów i którzy starają się utrzymać w zaciśniętym od lat węźle przypisanej samym sobie elitarności, na jaką nie zasługują.
  • Tych histerycznych jęków, wynikających z rozpaczy z powodu utraty dojścia do żłobu (do finansów i władzy), nie należy jednak ignorować. Ci ludzie mają własne motywacje moralne oraz własne cele polityczne – i nie usuną się z życia publicznego ani dobrowolnie, ani tym bardziej kulturalnie i spokojnie.
  • Do porażek naszego aktualnego rządu należy zaliczyć pomysł podniesienia cen benzyny. Wszystkie kraje, którym szczerze zależy na rozwoju gospodarki, dążą do obniżenia cen benzyny i ropy.
  • Słaby kontakt partii PiS ze społeczeństwem (bez względu, bez odniesienia do także słabego kontaktu opozycji ze społeczeństwem) – należy zaliczyć do porażek rządu, a porażka ta zuboża kredyt zaufania do rządu przyznany partii PiS w wyborach, który to kredyt zaufania jeszcze nie powinien się wyczerpać.
  • Jeżeli głównym programem opozycji jest tylko niszczenie partii rządzącej, to opozycja nie rozumie swojej roli w państwie. Celem działania opozycji, jak i partii rządzącej, powinno być działanie na rzecz państwa i narodu, a nie wzajemne obarczanie się i obrzucanie błotem.
  • Środowiska opozycyjne często mówią o Polsce „ten kraj”, podczas gdy większość społeczeństwa mówi o Polsce „nasz kraj” – warto zwrócić uwagę na tę semantyczną różnicę. Zaimek „ten” wskazuje na brak wspólnoty z rodakami, brak poczucia tożsamości narodowej i kulturowej – zaimek „ten” jednocześnie sugeruje, że Polska jest wymiarem obcości, czegoś odległego i niewymagającego zaangażowania. Słowo „nasz” (kraj) – odwrotnie – jest wyrazem nie tylko poczucia wspólnoty i tożsamości narodowej, ale i odpowiedzialności za (wspólne) sukcesy i porażki.
  • To, co się dzieje w dużych miastach polskich, gdzie zogniskowane są grupy różnych beneficjentów tzw. starego układu, kończy się dziesięć kilometrów za Warszawą. Tam (10 km za Warszawą) żyją normalni, zwyczajni ludzie. I ich ocena owej tragedii w Sejmie i przed Sejmem – jest zupełnie inna, niż przedstawicieli opozycji i grup protestujących.
  • To nie jest tak, żeby destabilizacja sytuacji w Polsce nie była na rękę naszym głównym przeciwnikom w polityce europejskiej i globalnej. Każdą sytuację polityczną zawsze należy rozpatrywać w szerszym kontekście.

Aktualizacja z dnia 24 lipca 2017 r.:

Prezydent Andrzej Duda zadecydował o zawetowaniu ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS, jednocześnie obiecując, iż osobiście, wraz ze wsparciem innym prawników, w ciągu dwóch miesięcy przygotuje te ustawy. Moja ocena tej decyzji jest następująca: decyzja prezydenta Dudy jest świadomym, strategicznym ruchem, którego celem jest zaakcentowanie, iż Duda nie jest, jak mu to wielokrotnie kolokwialnie zarzucano, „kukiełką Jarosława Kaczyńskiego”, lecz jest niezależnym, bezstronnym prezydentem wolnej, nieskłóconej Polski. Komunikat ten – płynący z wetującej decyzji Dudy – ma za zadanie nie tylko uspokoić nastroje w społeczeństwie, lecz także odebrać opozycji argument, iż prezydent Duda realizuje wolę polityczną Kaczyńskiego. Od chwili zawetowania przez prezydenta Dudę ww. ustaw, argument ten przestał znajdować jakiekolwiek odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/ .

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (9)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

5 komentarzy

  1. „Obecnie przez niski poziom opozycji – rząd również obniża swój poziom”.
    Rząd od początku prezentuje skandalicznie niski poziom. To, że opozycja jest w opłakanym stanie, w ani najmniejszym stopniu nie usprawiedliwia zachowania partii rządzącej i poziomu „debaty” jaki zaprezentowała chociażby podczas minionych wydarzeń. A w tym wpisie widzę próbę obrony PiSu.
    Tylko przypomnę, że ustawy o sądach (zarówno zawetowane jak i uchwalona) były i są niekonstytucyjne, godzą bezpośrednio w trójpodział władzy. Partia, która lansuje się na klimacie patriotyzmu i narodowościowych zrywów, pluje na najważniejszy polski dokument. Ciekawa sprawa.

    • „Rząd od początku prezentuje skandalicznie niski poziom” – a przez niski poziom opozycji, rząd obniża swój poziom: bo opozycja zawsze stymuluje rząd, m.in. taka jest jej rola w państwie. To, jaki był próg wyjściowy kultury rządu, w ani najmniejszym stopniu nie usprawiedliwia zachowania opozycji i poziomu „debaty”, jaki zaprezentowała chociażby podczas minionych wydarzeń 🙂 .

      Tak jak napisałam powyżej: to, że obecnie nie mamy silnej, zdrowej opozycji, jest faktem, nad jakim ubolewam. Marzę o powstaniu nowej partii albo ruchu społecznego, które będą stanowiły godną, mądrą alternatywę dla PiS-u, ponieważ Polska wg wizji Jarosława Kaczyńskiego czy Schetyny nie jest Polską z moich życzeń czy wizji.

      Ani nie usprawiedliwiam PiS-u, ani nie bronię. Próba skomentowania napięć politycznych w Polsce – opisania ich przyczyn i toku – nie zakłada usprawiedliwień.

      Podtrzymuję tu swoją opinię wyrażoną w tym tekście: http://karolakowo.blog.pl/2017/07/26/sad-ostateczny-komentarz-karolakowy/ – „środowiska prawnicze, sądownicze w Polsce od wielu lat stanowią najbardziej hermetyczną, by nie powiedzieć, że skorumpowaną, grupę interesów i nie ma przy tym żadnego znaczenia, czy reformy dotykające wprost tych struktur zostałyby obmyślone i wprowadzone w życie przez PiS, czy przez zupełnie inną partię”.

      Zgadzam się z Panią, że konstytucja to niepodważalnie ważny dokument, ale polska konstytucja jest dokumentem anachronicznym, dodatkowo utrzymanym w tonie religijnym (a nie świeckim), więc wymaga licznych poprawek, zmian. Poprawki te powinny zostać opracowane i wdrożone jak najszybciej, ale nie zostaną, ponieważ obecnie każdy ruch, działanie podjęte przez PiS obarczone byłoby oceną: „zamach na demokrację”. Dlatego właśnie opozycja jest słaba, histeryczna i niemyśląca – skoro musi uciekać się do niskich obelg i inwektyw – a rząd reprezentowany przez PiS wcale nie pozostaje jej dłużny, uprawiając analogiczną histerię, co widzieliśmy na przykładzie żenującego wystąpienia Kaczyńskiego w Sejmie (o czym również wspomniałam w opublikowanym tu artykule).

      I dlatego Polska się nie rozwija; i dlatego Polska wciąż zacina się – na poziomie i nastrojów społecznych, i politycznych – na syndromie „musimy gonić Zachód”. I ten stan rzeczy utrzyma się niestety, póki PiS i PO – będą skupione głównie na wyrywaniu sobie nawzajem kęsów wpływów i władzy, zamiast na interesie obywatela i konstruktywnych reformach.

      Odnoszę wrażenie, że patriotyzm i narodowość traktowane są dziś w dyskursie społecznym jako pojęcia uwsteczniające czy wręcz uwłaczające. Jednak w moim poczuciu nie są one rodzajem „klimatu”, na którym można się „lansować”. Rozumiem, że – zgodnie z aktualnie obowiązującą modą – postępowość utożsamiana jest z koniecznością wyrzeczenia się swego kontekstu kulturowego i wieloletnich tradycji zeń wynikających, ale taki wymiar postępowości z konieczności musi być powierzchowny i rozcieńczony. Ciekawostką jest, że ci, którzy najściślej identyfikują się z tak rozumianym postępem, najgłośniej bronią treści anachronicznych.

  2. O czym zapomniałam napisać w artykule:

    Nowelizację ustawy o zgromadzeniach publicznych również zaliczam do porażek naszego rządu. Zgromadzenia publiczne są czymś, co winno się samoregulować i nie potrzebują one regulacji w postaci dosadnych prawnych dekretów. Oczywistym obowiązkiem państwa pozostaje, aby służby policyjne zabezpieczały i chroniły ludzi biorących udział w tego rodzaju zgromadzeniach i aby nie przerodziły się one np. w akty agresji, przemocy.

  3. Adam Obershalf

    Prezydent chciał pokazać, że nie jest przysłowiowym już „Adrianem”? Może i chciał, aczkolwiek fakty mówią same za siebie. Jego decyzja w sprawie weta nie zmienia faktu, że złożona przez Dudę propozycja rozpatrzenia ustawy ponownie nadal pozostaje w sprzeczności z Konstytucją. O wiele ważniejsze jest to, że w projekcie prezydenckim nie ma propozycji odwrócenia niezgodnej z Konstytucją zasady skrócenia kadencji członków KRS, którą wprowadził PiS. To znaczy, że prezydent zgadza się na łamanie Konstytucji. Andrzej Duda nie opowiedział się po stronie obywateli, którzy – gdy władza wykonawcza weźmie sądy pod but – nie będą mieli gwarancji, że ich sprawy w sądach zostaną rozpatrzone w sposób bezstronny. Prezydent zagroził PiS, że jeśli nie uchwali jego projektu zmian w KRS, to nie podpisze on ustawy o zmianach w Sądzie Najwyższym. Ale nie dlatego, że są one niekonstytucyjne, bo sędziowie Sądu Najwyższego mają być przeniesieni w stan spoczynku, chociaż według Konstytucji są nieusuwalni (art.180). Właściwie nie wiadomo, co prezydent zamierza zrobić z ustawą o Sądzie Najwyższym.

    • Końcowe zdanie Pańskiego komentarza: „Właściwie nie wiadomo, co prezydent zamierza zrobić z ustawą o Sądzie Najwyższym” – jest najważniejszym meritum. Ja tego nie wiem, Pan tego nie wie – nikt nie wie. Pozostaje nam poczekać na rozwój wypadków, które dopiero otworzą przestrzeń dla merytorycznej dyskusji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *