Trudne słowo – patriotyzm

Pytanie o patriotyzm Polaków, to przede wszystkim pytanie o sens naszej państwowości. Jej wymiar określają obywatele, których wiąże tradycja, kultura oraz język, a także, co niesłychanie ważne, perspektywa przyszłości.

Wiele narodów w przeszłości, które posiadały wszystkie te elementy wspólne prócz nadziei – zaginęło w mrokach historii, wtapiając się w większe, silniejsze i bardziej prężne organizacje społeczne. Jest też wiele przykładów na to, iż prześladowane, dręczone i pozbawione państwowości narody, potrafiły przetrwać, opierając się li tylko na wizji przyszłości.

Tym, którzy mówią, iż nadzieja jest domeną głupców, odpowiadam, iż lepiej być głupcem z nadzieją niż beznadziejnym, a każda osoba, która dąży do zniszczenia twojej woli życia, jest twoim wrogiem; odbierając ci wizję przyszłości, dąży do tego, byś został niewolnikiem, zadowolonym, sytym, może nawet szczęśliwym, ale niewolnikiem, tym właśnie różni się pies od wilka.

Państwowość nie jest nadaniem prawa naturalnego i nie ma żadnego innego postulatu na jej istnienie, prócz woli narodu, który dąży do jej ustanowienia. Państwowość nie jest wypadkową traktatów, prawnych konwencji, ustaleń międzynarodowych – zawsze wynika tylko z woli narodu chcącego projektować swoją przyszłość w obrębie swojego państwa.

Dlatego to nie przepisy i nie prawa, ani też mechanizm systemu ustanowią, czym jest patriotyzm, ponieważ patriotyzm to uczucie i albo ono w tobie jest, albo go w tobie nie ma. I gdyby wyszyć na piersi każdego obywatela w danym kraju złotą nicią imię jego nacji: nic się nie stanie. Ludzie ci rozejdą się w swoje strony, jeśli nie uwierzą w to uczucie w swojej piersi. A odchodząc, będą się uśmiechali z przekąsem, mówiąc: tylko głupcy chcą ginąć w imię uczuć, romantyzm jest dla idiotów, a patriotyzm – czy to się da zjeść?

To nie lista krwawych bohaterów ustanowi wzorzec patriotyzmu. To nie ilość ofiar, jakie poniesiono w trakcie wojen ustanowi ten wzorzec, nie ustanowi go również celebracja tradycji. Cena za bycie patriotą jest bardzo czytelna, jest nią życie. Ponieważ pytanie o to, czy jesteś patriotą, jest zawsze to samo, a jest nim pytanie o to, czy jesteś gotów poświęcić swoje życie. I nie ma pytania, kto jest większym ani lepszym patriotą, gdyż cena jest ostateczna i graniczna, a nie ma bardziej lub mniej ostatecznej granicy.

Co w takim razie jest fundamentem tworzenia się patriotyzmu?

Po pierwsze, jest nim wiara w przyszłość oparta o swoją rodzinę, jest to warunek biologiczny, atawistyczny i statystycznie niepodważalny. Bronisz swojej rodziny i jej przestrzeni życiowej – domu. Miejsca narodzin twoich, i twoich dzieci. Twój sąsiad, także broni tego samego – razem jesteście silniejsi. Ty bronisz jego, on broni ciebie. Tworzycie społeczność – macie wspomnienia, tradycję i wspólne cele. Razem bronicie wsi, osiedla, w końcu kraju – to kraj wam gwarantuje przyszłość dla waszych dzieci, wolność od strachu o swoje życie, i nadzieję na przyszłość.

Czy to już odpowiedź na pytanie, czym jest patriotyzm? Nie!

Ze zjawiskiem tym wiąże się wiele więcej, a szczególnie nawarstwienia kulturowe oraz historyczna ciągłość pojęć pojawiająca się na danym terenie. Należy dodać tu także religię, język i kulturę, jako elementy spinające w całość pojęcie – naród.

Siłą rzeczy na potrzeby tego artykułu dokonujemy pewnych skrótów myślowych, pozwalających na to, aby nie ugrzęznąć w dywagacjach, jednakże zdajemy sobie świetnie sprawę, iż są to ułatwienia. Tym niemniej uproszczenia te, wbrew pozorom, nie dotyczą zagadnień podstawowych, kluczowych dla tematu artykułu. Od nich bowiem wszystko się zaczyna i na nich się kończy. Gdy górnolotne, pretensjonalne, i często niedorzeczne, postulaty ideologiczne nie znajdują swojego potwierdzenia w rzeczywistości, poszukuje się przyczyn w rozważaniach pełnych bełkotliwego manieryzmu naukowo-moralizatorskiego, a tymczasem prawda jest banalna, wręcz prostacka.

Gdzie kończy się patriotyzm?…

Kończy się w momencie, kiedy kobiety przestają chcieć rodzić dzieci. Ta prosta, wręcz brutalna, prawda sprawdza się niezależnie od siły tak naukowych, jak poetyckich argumentów. Można stworzyć najpiękniejsze przemówienie, można wyprodukować najwspanialsze dzieło sztuki, a nic to nie zmieni – kobiety nie rodzą dzieci! Tak oto umierają narody: zwyczajnie i po prostu. Nie ma tu miejsca na tajne stowarzyszenia, na magię ani mistykę, nawet najbardziej bohaterska postawa nic nie da. Patriotyzm w takiej sytuacji przypomina coś, co w nauce nazywamy postępem wstecznym. Dla unaocznienia tego zjawiska wytłumaczę je na przykładzie kolumny poruszających się w kierunku morza mrówek, które zalewa fala morska. Idąc do przodu: cofają się.

Dlaczego polskie kobiety nie chcą rodzić dzieci? Bo nie są głupie!

Aby mieć dzieci, trzeba wierzyć w przyszłość. Sens tego banalnego stwierdzenia jest głębszy, niżby się wydawało. Człowieczeństwo opiera swoje istnienie o wolę przetrwania, wola przetrwania i ciągłość istnienia jest możliwa dla człowieka tylko poprzez przekazywanie swoich genów.

Co się stało, iż Polacy przestali wierzyć w sens swego istnienia, chociaż nie utracili tej wiary ani w okresie zaborów, ani w okresie kolejnych okupacji; trwali, wciąż odnawiając swoje siły witalne i wierząc w to, iż czeka ich jakaś przyszłość.

Co się stało, iż jeden z najbardziej dynamicznych i witalnych narodów w Europie, przestał się rozwijać?

Przestaliśmy wierzyć w przyszłość?

Tak!

A dlaczego?

Nikt nie interesuje się powiększającą się strefą lumpen-proletariatu, ani jego losem, ani jego statusem, ani jego przyszłością. Ludzie ci pozbawieni są jakiejkolwiek opieki zdrowotnej i socjalnej, a edukacyjna jest tak wątła, iż budzi tylko ich agresję. Coraz liczniej w poszukiwaniu przestrzeni życiowej ta grupa społeczna zasila przestrzeń dewiacji społecznej, stając się zapleczem rozrastającej się patologii, co budzi zagrożenie u reszty społeczeństwa, pozbawionej jakiejkolwiek osłony, własnej, prawnej, czy też policyjnej. Społeczeństwo nie może się bronić nie tylko dlatego, iż nie posiada uprawnień do posiadania broni, ale także dlatego, iż pojęcie obrony koniecznej zostało dawno temu uregulowane na potrzeby okupanta, a nie na potrzeby obrony własnej społeczeństwa.

Średnia klasa społeczna została zastąpiona kastą urzędników korzystających ze specjalnych uprawnień ochronnych oraz ze szczególnych praw społecznych. Ich szczególny status wynika z hierarchii w strukturze zarządzania państwem, a nie z funkcji jaką de facto powinni pełnić jako służby społeczne. Konstrukcja służb urzędniczych opiera się w całości o system zależności politycznych, będących wsparciem dla elit w procesie wyborczym.

Elity w pełni się wyalienowały, traktując społeczeństwo jako statystyczny wymiar zapotrzebowań wyborczych. Oderwanie to jest tak głębokie, iż zaczyna się pokrywać z zapotrzebowaniem na wizję własnej wyjątkowości bez potwierdzenia w faktach. Faktyczna opozycja w obrębie zagadnień politycznych nie istnieje, ponieważ jest skoncentrowana głównie na własnych potrzebach i nawet w momencie przejęcia władzy, nie gwarantuje realnej zmiany statusu życia reszty społeczeństwa.

Społeczeństwo zostało zatomizowane wysiłkiem zideologizowanej elity politycznej, religijnej, artystycznej, która dążąc do realizacji własnych celów, nie liczy się z żadnymi kosztami społecznymi swoich postulatów, których źródło prawie zawsze tkwi w interesie tylko tych elit, a prawie nigdy w interesie społecznym. Dotyczy to tak realnie spełniających władzę, jak i opozycji, a także środowisk kulturalnych.

Realna ocena statusu życia społeczeństwa odbiega w sposób zdecydowany od statystycznej, którą posługują się elity i nie zapewnia stabilizacji podstawowego organizmu społecznego, jaką jest rodzina.

Obywatel nie może liczyć na żadną stabilizację w podstawowych potrzebach na drabince potrzeb życiowych: ochrona zdrowia, dochody, bezpieczeństwo biologiczne, edukacja dzieci.

Obywatel został sprowadzony do najprostszych funkcji społecznych, a jego wola nie jest wyznacznikiem decyzji wybieranych przez niego władz państwa.

Odpowiedź!

W sytuacji poczucia zagrożenia podstawowych potrzeb ludzkich, społeczeństwo się degeneruje, zatracane są nie tylko wyższe funkcje społeczne, jak poczucie jedności, więź duchowa, kulturowa i moralna czy patriotyzm, ale nawet te, które leżą u podstaw instynktu samozachowawczego narodu i jego biologicznego istnienia.

A oto jak widzą nas Rosjanie:

Artykuł pochodzi z  „Российская газета” – Федеральный выпуск №6633 (62) от 26 марта 2015 г.

Tłumaczenie artykułu z portalu rosyjskiego pod nazwą –RG.RU adres – m.rg.ru:

http://m.rg.ru/2015/03/25/polsha-site.html

Поляки не хотят воевать

Polacy nie chcą walczyć

Tylko jedna czwarta Polaków jest gotowa bronić swego kraju z bronią. Ministerstwo Obrony Narodowej RP postanowił podnieść morale obywateli i ogłosił bezprecedensowy program szkolenia wojskowego rezerwistów.

Po raz pierwszy od siedmiu lat, polski minister obrony wzywa rezerwistów do szkolenia wojskowego, i obiecuje robić to co roku. W 2015 roku, będzie wezwane 12 000 osób w wieku 18 do 60 lat, w następnym roku – 38 500.

Urzędnicy twierdzą, że nagłe działania nie mają nic wspólnego z konfliktem na Ukrainie, ale w kraju trwa bezprecedensowa kampania zastraszania ludzi rzekomą możliwością wojny z Rosją, oraz wzrosły wydatki obronne ponad wymagane w NATO dwa procent PKB, jest również aktywny program przezbrojenia armii.

Tymczasem zwykli Polacy nie są chętni do walki. Według sondażu przeprowadzonego przez Millward Brown dla kanału TVN24, jeśli Polska ulegnie zbrojnej napaści przez inne państwo, do walki o swój kraj zbrojnie będzie chciało stanąć  tylko 27 procent populacji. 37 procent wyraziło gotowość do podjęcia innych nie wojskowych działań, a 19 – będzie chciało wyemigrować do innego kraju. Pięć procent otwarcie przyznało  chęć poddania się.

Dlatego właśnie, by poprawić morale Polaków zdecydowano o powołaniu do wojska rezerwistów, którzy otrzymają wezwanie, i w terminie czterech godzin, powinni stawić się do jednostki wojskowej, do której są przypisani. Rekompensaty pensji mogą trwać do trzech miesięcy.

Wszystko to spowodowało że obywatele Polski mają wiele pytań. Po pierwsze, według Głównego Urzędu Statystycznego, ponad dwa miliony Polaków mieszkają za granicą. Cztery godziny by się spakować to za mało. Po drugie, większość zdolnych do walki polskich mężczyzn, którzy będą powołani, mają zobowiązania finansowe i inne, które ktoś musi wykonać.

„Zastanawiam się, kto będzie siedzieć z moim dzieckiem? Ministerstwo Obrony będzie zatrudniać opiekunkę?” – Pyta jeden z internautów, którego cytuje TVN24. „A jeśli w tym czasie, zostanę zwolniony z pracy?” – interesują się inni. „Ogólnie rzecz biorąc, jestem – za, ale mam jedno pytanie: kto zapłaci rachunki?Czy armia zapłaci za moje zobowiązania kredytowe, kiedy mnie wezwą, kto poprowadzi przez trzy miesiące moją firmę? – Brzmi  kolejne pytanie.

Ministerstwo Obrony nic konkretnego odpowiedzieć nie może. Prawo powszechnego obowiązku obrony, które reguluje odszkodowania dla rezerwistów uchwalono w 1967 roku, kiedy Polska była jednym z krajów Układu Warszawskiego. Zmobilizowani do szkolenia wojskowego mają prawo do odszkodowania od państwa, ale nie może ono przekraczać  pewnej kwoty. Nie mówiąc już o tym, że jest niemożliwe, aby zrekompensować  90 dni normalnego spokojnego życia z najbliższymi.

Być może dlatego na pytanie TVN24  – „Czy popierasz,  wezwanie rezerwistów do szkoleń wojskowych” 67 procent respondentów odpowiedziało „nie”.

 …

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (9)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

3 komentarze

  1. Bardzo ciekawe zwrócenie uwagi na przyszłość, bo zwykle rozpatrujemy to pojęcie strasznie skupiając się na przeszłości. Co do teraźniejszości, to nigdy problemem Polski nie był brak pieniędzy – tym bardziej przy dzisiejszym poziomie technologii również i dzisiaj nie jest. Naszym problemem jest rabunek i dystrybucja – dlatego pierwszym celem naszych wojsk musi być nasza stolica – dopiero potem będą miały czego bronić.

    • Ja myślę, że to kolejny Leonarda mocny, przenikliwy i cenny artykuł na naszym Tosterze. Jakkolwiek powiedziałabym Autorowi, że chociaż odpowiedział na pytanie, gdzie się kończy patriotyzm, to nie odpowiedział jednakże jasno, gdzie się patriotyzm zaczyna… Ja lubię w swoich przemyśleniach sięgać do korzeni (lub przynajmniej ich głęboko poszukiwać dla każdego opisywanego zjawiska), więc z uwagi na osobiste preferencje, odrobinę mi takiego „kopiącego głęboko” spojrzenia w tym tekście zabrakło…

      Patriotyzm jest postawą związaną z konkretnym – moim – terytorium. Problem współczesnego braku patriotyzmu w Polsce wynika stąd, że ludzie nie czują się związani z gruntem polskim – z polską ziemią, w znaczeniu bezpośrednim, dosłownym, geograficznym. Staliśmy się oderwani od gruntu, od naszego własnego podłoża, wolimy być obywatelami świata, wolimy emigrować – i nic w tym dziwnego, skoro ten kraj, „nasz” kraj staje się dla nas obcy, niczego nam nie zapewnia, staje się ubogi i niczyj wręcz, a już na pewno nie jest on nasz – nie należy do nas, do społeczeństwa, do zwykłych jednostek ludzkich. Pytanie, czy będąc polskim przybyszem w innej – lepszej, łaskawszej – krainie, z czasem czujesz się z nią głęboko związany na tyle, że za tę nową, lepszą swoją „ojczyznę” będziesz gotów oddać życie? Nie, nie sądzę.

      Dziś Polacy są „Nomadami”. Nie tylko nie należą do żadnej ziemi – dzieje się z nami, z młodymi Polakami, coś jeszcze bardziej zaawansowanego, niż idea, którą opisał Márquez w „Stu latach samotności”: „Człowiek nie należy do żadnej ziemi, dopóki nie ma w niej swoich bliskich”. Wielu z nas, młodych Polaków, ma już swoich bliskich złożonych w polskiej ziemi, więc… zobaczcie proszę, jak dalece postąpił proces rozpadu naszego kraju, skoro potrafił zerwać takie archetypowe więzi, jak nasz osobisty kontakt z historią… Mamy tu swoich bliskich, ale to przecież nie ma ŻADNEGO znaczenia, gdy przychodzi zmierzyć się z osobistymi demonami – z walką o byt dla swojej rodziny/dzieci, albo z walką o pragnienie założenia swojej rodziny, na co warunków obecnie w Polsce nie ma. Więc? Emigrujemy. Jednak i w nowej, drugiej „ojczyźnie” pozostajemy już jednakowo oddaleni od uczuć tak zwanych patriotycznych.

      • Kiedy przyjdą barbarzyńcy już nikt nie będzie walczyć za Imperium, oderwanie, wtórny Nomadyzm, to właśnie robią z nami wirtualne światy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *