TTIP – droga ku zatraceniu

TTIP – droga ku zatraceniu

Transatlantic Trade and Investment Partnership (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji) ― TTIP ― to w największym skrócie: umowa handlowa o współpracy między Unią Europejską (UE) a Stanami Zjednoczonymi Ameryki (USA). Lecz żeby wytłumaczyć powyższy niepokojący tytuł, narysuję najpierw nieco szerszy kontekst, w jakim dopiero będę tę tajną umowę omawiał.

Dyskusja o prawdziwych zasadach funkcjonowania współczesnej ekonomii paradoksalnie w Polsce ledwie się zaczyna. Przez 25 lat, w społecznej debacie było na ten temat bardzo cicho. Niewiele się działo, gdyż główna linia sporu była na poziomie dychotomii komunizmu i kapitalizmu, lewicy i prawicy. Dyskusja ta była pozorna, bo człowiek żyjący w Polsce, przyjąłby praktycznie dowolne rządy wedle dowolnych zasad, byleby tylko wyrwać się z bloku wschodniego: Wschód był prymitywny i zabijał ludzi. Drugim argumentem było przeświadczenie, że wszystko, co przychodzi z Zachodu, jest dobre, bo tam ludzie są dużo bogatsi. Czyli żeby przestać czuć wstyd za swoje materialne niedowartościowanie, przeciętny Polak zachwycił się Zachodem.

To dlatego prawdziwej dyskusji o zasadach funkcjonowania państwa, o ekonomii w Polsce – jeszcze nie było. Było tylko ślepe “małpowanie” wzorców zachodnich kontra histeryczna petryfikacja starego układu wpływów. Wygrało to pierwsze, bo nie dało się utrzymać w nowych warunkach przy władzy nawet uwłaszczonych ekonomicznie komunistów. Czasami jednak z Zachodu “przychodzi coś złego”, i takie jest… TTIP.

Czym jest demokracja? Jest to ustrój generujący linię konfliktów najmniejszą z możliwych, ze względu na dużą korelację pomiędzy siłą sprawczą (która zależy od liczby osób popierających dany projekt) a formalną możliwością decydowania o stanie rzeczywistości. Tym są rządy większości, kiedy nie wykorzystujemy karabinów maszynowych i czołgów, żeby mniejszość miała przewagę nad tłumem. Drugą formą zdobywania przewagi nad wolą ludów – są banki.

Banki to magazyny informacji – przechowują wiedzę o tym, kto jest komu co winien. Kto jest komu ile winien wysiłku, bólu i upokorzenia, które się z dowolną pracą wiążą. Banki, to nic innego niż rozbudowany rejestr wzajemnych powiązań podmiotów, wedle kryterium priorytetu powinności świadczenia sobie pracy. Dopiero na podstawie tych danych inne instytucje wydają polecenia, kto będzie żył na czyj koszt, gdyż zawsze na zabawę i odpoczynek jednych ktoś inny musi zapracować (do czasu wymyślenia w pełni autonomicznych robotów, i to będących własnością publiczną, a nie własnością korporacji).

TTIP jest umową, która podważy europejską demokrację. TTIP zrobi to poprzez lokalny system prawny, na który będą wpływać amerykańskie banki mówiące politykom, co mają robić ― pod groźbą protestów na ulicach z powodu braku możliwości wyżywienia się, po blokadzie dostępu do własnych pieniędzy.

Pozostawiając na boku dawno rozstrzygnięty spór o to, co jest lepsze komunizm czy kapitalizm bo to już wiedziano na pewno w latach 60. XX wieku (do tego czasu państwa bloku wschodniego zaczynały powoli bankrutować, co było widać w przegranym w 1969 roku wyścigu na Księżyc ― przyp. Z.G.)… Pozostawiając na boku dużo dawniej rozstrzygnięty spór o to, co jest lepsze: etatyzm czy libertarianizm; to już wiedziano na pewno w latach 60. XIX wieku (od tego czasu zaczęto grupować kapitał w rękach korporacji – gdy w 1868 roku, wraz z poszerzeniem zakresu stosowania 14. poprawki do konstytucji, korporacje zaczęto traktować jak ludzi, czyli osoby prawne, bo najbogatsi zaczęli postrzegać wolność konkurencji przekładającą się na społeczną mobilność jako zagrożenie ― przyp. Z.G.)…

Od tego czasu wiemy, że jest tylko jedna ekonomia samopodtrzymująca się: jest to kapitalizm wolnorynkowy, czyli wolna konkurencja pomiędzy ludźmi, a więc taki ustrój gospodarczy, który rozwijał Europę oraz USA w trakcie rewolucji przemysłowej i dał im trwającą ponad wiek supremację na świecie. Ustrój, który na krótko i w okrojonej formie zagościł w Polsce, na około cztery lata, po ustawie Wilczka, która weszła w życie z początkiem 1989 roku. To jedyna forma geometryczna kształtu płatowca gospodarczego, która pozwala na leseferyzm, czyli na puszczenie wolantu – “rząd nie rządzi, a samolot sam leci” – prosto, i wzrost gospodarczy mierzy w 15 procent, tj. mocno i w górę.

Współczesna gospodarka, to przeżarta korupcją niewolnorynkowa, czyli niesamosterowna, a wymagająca ręcznych poprawek urzędników, forma schyłkowa. Niestety taki model gospodarowania jest na siłę implantowany wszędzie na świecie. Kiedy niekonkurencyjny, zmęczony, odhumanizowany, bo oparty o korporacyjne byty wirtualne, Zachód boi się dynamizmu, jaki drzemie w trzewiach biednych i głodnych sukcesu społeczeństw takich jak polskie, wtedy dąży on do unifikacji i asymilacji innych systemów prawnych, by zniwelować potencjalne zagrożenie…

Boi się, że moglibyśmy zdobyć się na prawdziwą dyskusję ekonomiczną i zaimplementować własne lepsze zasady. A nawet gdybyśmy nie odbyli tej dyskusji, to moglibyśmy po prostu skopiować system panujący na Zachodzie w pierwszej połowie XIX wieku, a nasz wzrost gospodarczy zadziwiłby nawet Chiny.

Naszym celem nie może być kopiowanie dzisiejszych systemów prawnych, podstarzałych i leniwych zachodnich społeczeństw, które żyją na dobrej stopie jeszcze jedynie dlatego, że przejadają osiągnięcia swoich dziadów. Nie możemy kopiować schyłkowej „nowoczesności”, lecz przynajmniej powinniśmy spróbować wprowadzić zasady, jakie panowały na Zachodzie wtedy, kiedy wszystkie te kraje były tak biedne jak my, i same dźwignęły się z kolan, wkraczając na ścieżkę dobrobytu bez żadnych dotacji (z Unii), czy innej pomocy z zewnątrz. Mówię: „przynajmniej” te zasady, bo to jest zbiór zasad, jaki sprawdził się dwa wieki temu. Przestarzały oczywiście, że przestarzały. Ale: pewny!

Pewny dlatego, że sprawdził się w krajach małych, takich jak Belgia. I dużych, jak Ameryka. Sprawdził się wszędzie, a więc w miejscach o różnej kulturze. Sprawdził się we wszystkich krajach Europy Zachodniej, a więc w kulturze, w której jesteśmy i my osadzeni… czyli w Polsce sprawdziłby się na pewno.

Od tego czasu, czyli od początku epoki węgla i pary, wymyślono dużo ciekawsze i wydajniejsze rzeczy, lecz paradoks polega na tym, że nie mamy współcześnie “nawet tego”.

Współcześnie wszystko, co ujednolicone się wali. A najdobitniej, niczym papierek lakmusowy, pokazuje to przykład bankructwa Grecji. Grecy byli najsłabszym elementem strefy ujednoliconej waluty przez to, że oszukiwali o stanie swoich finansów już na wejściu. Lecz zawsze przy źle funkcjonującym systemie, najszybciej puszcza najsłabsze ogniwo. Gdyby Grecji nie było w strefie euro, tragedia ekonomiczna w postaci ciągłego kryzysu od 2008 roku spotkałaby Portugalię albo Hiszpanię kogoś innego, ale zawsze najsłabszego z całej tej grupy.

Ludzie chcący się kłócić na poziomie lewicy i prawicy, przewag komunizmu czy socjalizmu nad kapitalizmem, toczą rozstrzygnięte już 50 i 150 lat temu spory. Oni – piewcy takich miałkich intelektualnie rozmów już na szczęście wymierają, i czas zacząć rozważać na poważnie to, co chcemy adoptować z modelu, który jest nam narzucany. Wschód bowiem narzuca ― za pomocą fizycznej siły, Zachód za pomocą siły finansowej, tymczasem efekt jest podobny. Trzeba się zastanowić: co chcemy przyjąć? Trzeba spytać: za ile? Spytać, bez zważania na groźby.

TTIP-–-droga-ku-zatraceniu-1

Umowa TTIP jest rozważana za zamkniętymi drzwiami, co z definicji przeczy europejskim zasadom demokracji. Demokracja jest użyteczna jako system tylko wtedy, kiedy w wyniku funkcjonowania tego systemu wyraża się wolę większości, więc większość nie czuje się pominięta w takim procesie. Nieważne, czy ta, czy inna zasada funkcjonowania zadziała; ważne, czy społeczeństwo miało udział w wyborze swojego losu. W wyniku utajnienia treści umowy, jak i samych negocjacji, społeczeństwa europejskie nawet nie wiedzą, co same mogą o tych umowach i negocjacjach myśleć.

Kiedy nie ma demokracji bezpośredniej gdy umowa nie jest zatwierdzana w referendum wówczas traci się bardzo wiele. Demokracja przedstawicielska, to tylko proteza prawdziwej demokracji. Lecz w przypadku TTIP panuje dużo gorszy system. To rządy przedstawicieli (do tego uważających, że społeczeństwo jest za głupie, aby mieć w sprawie tej umowy jakiekolwiek zdanie czy opinię), więc zgodnie z ich myśleniem: nie powinno się ujawniać treści tego rodzaju umowy, aby nie prowokować niepokojów. Z nikim nie prowadzi się toteż dyskusji na ten temat nawet przedstawicieli parlamentarnych negocjatorzy stawiają przed faktem dokonanym.

Tylko sam fakt utajnienia treści umowy sprawia, że należy ją odrzucić z powodu podejrzenia, iż jej postanowienia będą dla europejskich społeczeństw niekorzystne.

Dyskusja o zasadach powinna dotyczyć ich samych, a nie filozofii i ideologii, z jakich wynikają konkretne zasady są bowiem albo dobre albo złe: tak jak rozwiązania problemów są w danych warunkach mniej lub bardziej dla społeczeństwa korzystne. Zamiast tego, przez ostatnie ćwierćwiecze byliśmy świadkami zaniechania prawdziwie konstruktywnych rozmów i wyciągania wniosków z dyskusji. Nie tylko w mediach, bo i w świecie naukowym, na konferencjach, można powiedzieć na dowolny temat prawie wszystko.

Dyskutowano o tym, co jest lepsze:

  • pseudosamosterowanie się” gospodarki poprzez działania kapitalistów przy zasadach ręcznie ustalanych przez grupy interesów broniących się przed wpływem pchającej się do władzy konkurencji
  • rabunek wybranych grup społecznych przez inne grupy; w imię wyrównywania dochodów

Wszystko przekazywano dla uprzywilejowanych społecznie, czyli zamiast ciężką pracą potrafiących kombinować inaczej.

A zatem:

  • czy lepiej dać nieco bardziej wolną rękę ponadnarodowym właścicielom kapitału, łudząc się, że będą oni pozbawieni preferencji narodowościowych oraz będą grali w tej grze uczciwie;
  • czy “nachapać się” nieco poparcia społecznego od mas, w zamian za “kiełbasę wyborczą dla nierobów”?

Absurdalność tego sporu przypomina przepychankę i dyskusję przy sterze okrętu zamiast cywilizowanej dyskusji w kajucie kapitana. Miast dyskusji o kierunku, w którym należy płynąć, ekonomiści z szacownymi minami dywagują w mediach wespół z infantylnymi dziennikarzami, a nie między sobą na merytoryczne argumenty. Poziom dyskursu sprowadza się więc do “papki dla ludu”. Lepiej postawić przed kołem sterowym popularnego wśród załogi muzyka, czy lepiej żeby przy sterze nie było nikogo, ale koło sterowe będzie przywiązane “na sztywno” i będzie sterowało “lekko w lewo”. Zaś nikt nie rozmawia o kierunku, w którym należy płynąć. Tzw. rozmowy na poziomie prowadzą w tym kraju tylko lobbyści patrycjuszy realizując interesy kast namaszczonych przez służby specjalne dyrektorów.

Po co nam ta wolność, skoro nie chcemy z niej skorzystać, i wkoło rozglądamy się za jakimś wzorcem do skopiowania? Po co nam suwerenność decydowania o kierunku przemian w kraju, skoro nikt nie prowadzi publicznej dyskusji o tym, do czego powinniśmy zmierzać?

Nie ma lewicy i prawicy to są dyskusje XX wieku, a on… już minął. Tamte rozwiązania nic nam nie powiedzą powinniśmy o nich zapomnieć i na nowo rozpoznać możliwości, podsumować dane i wyznaczyć cele.

Wiemy na pewno, że model wschodni się nie sprawdza, bo zbankrutował w 1991 roku. Wiemy na pewno, że model zachodni się nie sprawdza, bo zbankrutował w 2008 roku tylko że system gospodarczy nie upadł, bo społeczeństwo było jeszcze na tyle bogate, by udźwignąć na swoich barkach wykupienie toksycznych aktywów, czyli społeczeństwo przełknęło zapłatę rachunku: za nie swoje winy.

Dzisiaj: jesteśmy już w nowej rzeczywistości.

Teraz sami decydujemy o naszej przyszłości. I nie powinniśmy robić tego, co nie leży w naszym interesie, a co nam narzucają inni. Jeżeli już się na coś decydujemy, to tylko za bardzo wysoką korzyść dodatkową. Musimy zacząć się cenić. Tylko niewolnikom się coś narzuca ― za darmo. W tej chwili, przez tajność umowy TTIP, nikt nie może nam odpowiedzieć na pytanie: co z tego będziemy mieli?…

Bez względu na treść umowy TTIP, narzuci ona na nas większą integrację z systemem ekonomicznym USA. Oznacza to, że będziemy bliżej źródeł kryzysu z 2008 roku. Przypominam przy tej okazji, że tylko ze względu na dużą separację gospodarczą m.in. brak przyjęcia euro w 2009 roku byliśmy “zieloną wyspą” (w roku kryzysu, czyli w roku 2009, tylko Polska spośród krajów unijnych osiągnęła niewielki, bo 2,6-procentowy wzrost gospodarczy ― przyp. Z.G.).

System gospodarczy świata zachodniego, to “kolos na glinianych nogach”, gdyż od początku tego wieku rządzą nim zasady prowadzące do upadku. Od początku tego wieku system gospodarczy świata zachodniego znajduje się na drodze ku zatraceniu.

Po kryzysie dot com (tzw. bańka internetowa ― przyp. Z.G.) z 2000 roku, czyli opamiętaniu indeksów akcji, po okresie nadmiernych inwestycji w rynek internetowy: świat zachodni zwariował. System nie ukarał osób prowadzących gospodarczą dezinformację i wmawiających ludziom, że wszystko, co związane z Internetem, to złoty interes. System zdjął jeszcze bardziej regulacje, pozwalając na bezkarne działanie ludziom, którzy nakręcili dużo większą ― tym razem opartą na rynku nieruchomości ― bańkę, która pękła dopiero w 2008 roku.

Kryzys 2000 roku powinien być opisany w archiwach wyroków sądów i w literaturze ekonomicznej: już w roku następnym. To był kryzys bardzo prosty do opisania!

Internet wówczas dopiero raczkował. Ludzie jeszcze nie byli świadomi, czym są komputery. Bardzo łatwo więc było wmówić inwestorom, że alokacja kapitału w tę czy inną stronę internetową ― się sprawdzi, tymczasem w ogromnej większości ― to były zwykłe kłamstwa. Co doprowadziło do nadmiernego przeinwestowania i wzrostu kursu akcji, który wcześniej bądź później musiał być zweryfikowany podsumowaniem realnych wpływów z tych inwestycji. Ludzie zaczęli się ich (inwestycji) pozbywać, bo nie przynosiły pożytku, w rezultacie kursy bardzo wielu spółek zredukowały się nader szybko praktycznie do zera.

TTIP-–-droga-ku-zatraceniu-2

W pierwszym roku kolejnego wieku, a więc w roku 2001, już powinny zostać wyciągnięte miarodajne wnioski. Ludzie, maklerzy, którzy szerzyli dezinformację, z pełną premedytacją działając na szkodę własnych klientów, winni być skazani za defraudację i osiąść w więzieniach. Zamiast tego, postanowiono jeszcze więcej rozluźnić nadzór, legalizując tym razem nie tylko kradzież pieniędzy inwestorów, lecz także kradzież oszczędności przeciętnych obywateli ― i to na masową skalę.

Ludzie w Ameryce ― na kryzysie roku 2008 ― stracili dorobek całego życia. Część z nich kupiła dom po mocno zawyżonej cenie. Część zaciągnęła mocno zawyżony kredyt na mieszkanie. Część ulokowała oszczędności na starość, w firmach inwestujących w nic niewarte papiery wartościowe, gdyż skorumpowane agencje ratingowe wmawiały funduszom emerytalnym, że te ― są bezpieczne. W ostatecznym rozrachunku na długi banków zrzucili się wszyscy podatnicy, zmniejszając oszczędności tych, którzy w nic nie inwestowali, w największym w historii świata wykupie toksycznych aktywów. Dzięki temu, że społeczeństwa Zachodu były w drugiej połowie XX wieku w miarę dobrze zarządzane, a musiały być, żeby utrzymać machinę zbrojeniową zimnej wojny, to można było odpisać od majątku taką stratę, przez co sprawa największego przekrętu finansowego ekonomii modelu zachodniego mogła zostać “zamieciona pod dywan”.

Teraz stopy procentowe są niskie (za niskie), co oznacza, że nie będzie można już tak łatwo, bezpośrednio dobrać się do oszczędności podatnika, drukując w systemie bankowym masę pieniędzy. Bo teraz świata Zachodu już nie będzie stać na przetrwanie kolejnego kryzysu…

W zasadach działalności rynków od 2008 roku nic się nie zmieniło, więc kolejny kryzys nadejdzie ― to nie jest pytanie o to, czy, tylko: kiedy? Co więcej: będzie jeszcze gorzej…

W 2001 roku, po pierwszym kryzysie dot comów z 2000 roku, bankierzy inwestycyjni dowiedzieli się, że kradzież jest legalna, skutkiem czego nakręcili dużo większy kryzys na rynku nieruchomości. Teraz wiedzą dodatkowo, że zachodnie społeczeństwa zrzucą się najbardziej na tych, którzy najwięcej zaryzykują i którzy okażą się nader chciwi. Taki wniosek wynika z procesu wykupu długów z 2009 roku, gdzie największy przydział publicznych pieniędzy miały te korporacje, które były w największych tarapatach finansowych, czyli były najgorzej zarządzane.

Jesteśmy świadkami odwrotności systemu rynkowego, w którym wygrywa najlepszy. Teraz najbardziej opłaca się źle zarządzać firmą ― tego typu zasady prowadzą do upadku, tak samo silnie jak wolna konkurencja nagradzająca najlepszych prowadzi do wzrostu gospodarczego. Prawdopodobieństwo wystąpienia kryzysu szybko rośnie, bo od 2008 roku jakość zarządzania w bankach inwestycyjnych spada o 10 % do 15 % rocznie, na zasadzie analogii, bo taki jest naturalny wzrost gospodarczy kraju, w którym rządzą zasady wolnorynkowe.

Czeka nas kryzys światowy, bo w skali krajów, nie tylko pojedynczych firm, jakimi są banki inwestycyjne, w modelu zachodnim dzieje się to samo. Największa jednorazowa pożyczka w dziejach świata, w całej jego historii, opiewała na 130 miliardów dolarów i została wypłacona w 2010 roku Grecji, czyli najbardziej niewypłacalnej gospodarce na skraju bankructwa. Wedle logiki faktów, według europejskich banków, Grecja miała największą zdolność kredytową wtedy, kiedy miała najmniej pieniędzy. Co więcej obostrzenia związane przyjmowaniem kolejnych kredytów ― prowadzą do skurczenia gospodarki, a nie do jej rozwinięcia, co byłoby wszak konieczne, żeby jakiekolwiek oprocentowane długi spłacić…

W dzisiejszym modelu zachodnim obowiązują absurdy decyzyjne. Niektóre wynikają z braku zainteresowania czy niekompetencji rządzących. Jednakże większość z nich wynika z powodu niemożności przyznania się do błędu i zawrócenia ze źle obranej drogi. Bo przecież w efekcie poważnej zmiany kierunku działań, musiałby się zmienić urzędnik zarządzający.

Urzędnik zarządzający czy polityk ― musi ustąpić, ponieważ zaburzył zbyt wiele interesów i układów wewnątrz systemu, czyli “kliki” ludzi, która to klika sprawuje kontrolę. Dlatego model zachodni chyli się ku upadkowi, jako że zakazuje on mówienia do ludzi ― prawdy. On to (ów zachodni model) doprowadził do ogromnego krachu w Grecji, której PKB spadło o jedną trzecią. Bezrobocie podniosło się z 8 % na 28 %, co oznacza, że co druga rodzina nie ma w tym kraju ani jednej osoby zatrudnionej. Na pewno nie chcemy czegoś podobnego w Polsce…

Są dwie drogi ucieczki od tego krachu. Potrzebujemy powrotu do samosterującej się gospodarki wolnorynkowej, ale ludzie nie rozumieją już zasad XIX wieku… I ze względu na “starożytność” tych zasad, nie będą chcieli ich wprowadzenia, bojąc się, że cofną się w rozwoju.

XX-wieczna idea postępu jest w nas nadal bardzo żywa. To, co jest dzisiaj, musi być lepsze od tego, co było wczoraj, i ludzie chętnie kupują coś, co jest nowe…

Dlatego, żeby przywrócić normalność, musimy opowiedzieć się po stronie praw człowieka rozumianych przez minimalny poziom dobrobytu, w jakim powinien żyć człowiek, żeby zachować swoją godność, chroniąc polskie społeczeństwo przed kryzysem, który nadejdzie z Zachodu i będzie się starał nas ograbić ze wszystkiego. Przed kryzysem, który spowodowała korupcja i etatyzm, musimy głosić tezę, że skończył się kapitalizm, bo ta nazwa została już przez korporacje zawłaszczona. Dzisiejsze rządy gospodarcze nie mają niczego wspólnego z XIX-wieczną ideą „od pucybuta do milionera”, lecz nie da się już ludzi przekonać do tezy, że to nie jest kapitalizm i że z Zachodu nie płynie do nas dobrobyt społeczny. Płynie tylko dobrobyt materialny wypracowany przez szereg poprzednich pokoleń, i technologia. Zasady gospodarowania, czyli cała pseudoekonomia proponowana przez Zachód, to droga ku zatraceniu, bo zadłużyła ona swoje społeczeństwo i przy ciągłym wzroście produktywności, nie podnosi prawie w ogóle pensji, koncentrując kapitał i władzę coraz bardziej w rękach nielicznych. To zatracanie się w biedzie klasy średniej coraz bardziej wkurza społeczeństwo, a skończyć się może rewolucją, której nie chcielibyśmy tutaj.

Kiedyś socjalizm mógł być tylko wprowadzony metodami, których żaden socjalista by nie pochwalił, czyli terrorem, bo ludzie wiedzieli, że to coś złego. Dzisiaj, poprzez chichot historii, powrót do wolnego rynku i zdrowych zasad nagradzających za pracę, innowacyjność oraz i przede wszystkim uczciwość, będzie możliwy tylko przez szerzenie idei wyglądających z pozoru jak tezy socjalizmu, czego nie pochwaliłby żaden kapitalista wolnorynkowy.

Z kolei w systemie politycznym Unii Europejskiej potrzebna jest dużo głębsza rewolucja, która zachwieje tym chorym systemem, naroślą na narodowej, politycznej władzy. Teraz struktura Unii, to prywatny klub. Klub ludzi, którzy zostali wybrani w demokratycznych wyborach do władzy, z domieszką ludzi, którzy sfinansowali im kampanie.

Aktualne establishmenty partyjne, formujące rządy państw członkowskich, oprócz zarządzania własnym krajem, do czego mają pełne prawo, bo do tego zostali wybrani przez ludzi, zrobili sobie miejsce schadzek i tajnych spotkań, nazywając je Unią Europejską. Spotykają się za zamkniętymi drzwiami, wydając pieniądze z własnych budżetów na jakieś międzynarodowe projekty. Jest to coś, do czego nie mają prawa, bo społeczeństwo upoważniło ich tylko do rządzenia własnym krajem i do lokalnego dysponowania budżetem.

Polacy składają się w podatkach do wspólnej kasy i oczekują, że pieniądze te zostaną wydane lub nawet zdefraudowane, ale przez Polaków, na różne czasami dziwne sprawy w Polsce. Mogą to być inwestycje nietrafione, bo władza państwowa zawsze wydaje mniej optymalnie niż właściciel prywatny, ale mają to być inwestycje krajowe, bo podatki były krajowe.

Natomiast oni, czyli osobowo rozumiane rządy państw Unii, utworzyły jakieś skomplikowane systemy przelewania pieniędzy między budżetami poszczególnych krajów, płacąc przy tym ciężkie pieniądze na urzędników unijnych obsługujących ten teatrzyk bez znaczenia. Dzięki temu struktury partyjne mają co obiecywać swoim epigonom, bo Unia Europejska w praktyce, to głównie synekury. Nawet parlament europejski, jest parlamentem tylko z nazwy. Ludzie tam siedzą i dyskutują w różnych językach, zarabiając ciężkie pieniądze, ale na pewno nie są żadnymi posłami ― bo opiniują jedynie, a nie stanowią prawa.

Wewnątrz Unii Europejskiej krzyżują się różne grupy interesów, przez co społeczeństwo Polskie w 2016 roku więcej wpłaci pieniędzy do UE, niż z niej otrzyma. To oznacza, że biedni w porównaniu do zachodnich Europejczyków Polacy, zaczną finansować starzejące się gospodarki starej Unii. Do takiego transferu gotówki wybieralna lokalnie władza polityczna, nie ma żadnego prawa. Bo polityk Polski ma decydować, na co zostaną wydane polskie pieniądze w Polsce i nie może ich przekazać do innego państwa, bez dodatkowej legitymizacji demokratycznej.

Cartoon by David Simonds. Angela Merkel's hard line on debt threatens the euro project.

Takich dodatkowych, demokratycznych wyborów do władz Unii Europejskiej ― po prostu nie ma. Dlatego Unia Europejska w obecnym kształcie prawnym, ten projekt antydemokratyczny, a przez to twór pseudopolityczny i coraz bardziej autokratyczny, jest skazany na porażkę, bo jest zaprzeczeniem wartości europejskich i społecznego samostanowienia.

Zamiast klubu dyskusyjnego rządów i fabryki synekur w UE, państwa członkowskie muszą wypracować system organizacji wyborów swoich przedstawicieli. Ludzi, którzy będą podejmowali decyzje na szczeblu europejskim. Decyzje te muszą być ograniczone w swojej dowolności poprzez dokument prawny, gwarantujący wolność społeczną i zachowanie wpływu społeczeństwa na swoich przedstawicieli, czyli poprzez Konstytucję Europejską.

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (8)
  • w porządku-niezła grzanka (6)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

8 komentarzy

  1. Pingback: TOSTER PANDORY 2016 – BILANS ROCZNY I WYBRANE ARTYKUŁY – Toster Pandory

  2. Agnieszka Kozak

    Dziękuję za te słowa Justyno, napawają nadzieją i jakby dodają otuchy w tym wszechobecnym zakłamaniu.
    Przez tak szybki pęd cywilizacji, ludzie stają się coraz bardziej leniwi (obserwacja własna) i jakby głusi… łatwiej udawać małpkę (nie widzę, nie słyszę, nie mówię).
    Osobiście w umowach TTIP / CETA widzę III wojnę światową (która notabene już trwa – ACTA). Czy warto zaprzedać najcenniejsze skarby ziemi za garść miedziaków i kolejne obietnice…
    Jak wiesz (do Pani Justyny) również piszę pracę w tym temacie. Staram się z całych sił, nie płynąć emocjami – co jest potwornie trudnym wyzwaniem, wobec kolejnych rewelacji których wokół pełno. Trzeba jakoś mądrze informować ludzi… pozwolę sobie wstawić kolejną linkę:
    http://www.bbc.co.uk/programmes/p03yzydb

    • justynakarolak

      Agnieszko,

      szczerze powiedziawszy, moje osobiste myśli również skłaniają mnie, niestety, do refleksji o III Wojnie Światowej, i zdaje mi się, że jest ona nad wyraz prawdopodobna. Zupełnie odrębną kwestią jest, że wojna – „jakaś”, „gdzieś” – przez cały czas trwa… że „pewne rzeczy” dzieją się: już dziś.

      Ale, jak powiadają: w każdej beznadziei kryje się nadzieja. Warto się jej (nadziei) chwycić, starać się być czujnym, mądrym… i przede wszystkim warto rozmawiać: merytorycznie, powściągając swą żywiołową emocjonalność (rozumiem Cię w zupełności: mnie też moja wrażliwość, emocje często przeszkadzają).

    • Zbigniew Galar

      Dziękuję za te przydatne linki poszerzające naszą dyskusję na ten temat.

      Tak naprawdę ta dyskusja dopiero się zaczyna i musi być prowadzona, bo gdy nie funkcjonuje stary system trzeba zakasać rękawy i zamiast zajmować się życiem codziennym zacząć projektować przyszły – lepszy system. Dla dobra przyszłych pokoleń.

      • Agnieszka Kozak

        Ciekawie wyszło z Pana odpowiedzią – u mnie akurat alarm z zakażoną wodą (czyli przyziemne sprawy są jak najbardziej wołające o uwagę).

        Jednakże – rękawy zakasane – obserwuję także i tę sprawę: http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/956587,rzad-chce-wdrozenia-umowy-ceta-jeszcze-przed-jej-ratyfikacja-przez-polske.html
        Moje pytanie – co możemy zrobić? Czy nasza wymiana komentarzy jest w stanie cokolwiek zmienić? Wychodzi na to, że w rządzie same osoby z wykształceniem albo ekonomicznym albo prawnym… (nie sprawdzałam, jednakże decyzje są mocno nieludzkie). I tak jeszcze mi przyszło do głowy – piszemy na „Tosterze Pandory” – Pandora otworzyła puszkę…

        • justynakarolak

          Agnieszko, znów celne i istotne przemyślenia z Twojej strony, dziękujemy Ci wspólnie, redakcyjnie za Twoją aktywność, miło nam 🙂 .

          Mam nadzieję, że Zbigniew w swoim czasie odniesie się bardziej merytorycznie do Twojego komentarza, ja ze swej strony chcę jedynie podkreślić, że tak, że moim zdaniem nasze komentowanie ważnych spraw społecznych już cokolwiek zmienia: „Bądź zmianą, którą chcesz zaobserwować w świecie”, chyba Gandhi to powiedział; i ja się z nim zgadzam, moim zdaniem jesteśmy na właściwej ścieżce, broniąc tego, co ważne 🙂 .

          Masz rację: Pandora otworzyła swoją puszkę, czy też beczkę… a może ta beczka nigdy nie została szczelnie zamknięta po tym, jak wysypały się z niej i zalały świat wszelkie nieszczęścia… pamiętajmy jednak i o tym, że według pierwotnego mitu o Pandorze, na dnie rzeczonej beczki, pod spodem wszystkich chorób, zła i nieszczęść, kryła się wszak pozytywna, budująca NADZIEJA… 🙂

  3. Agnieszka Kozak

    Witam. Tekst ciekawy i jakby z drugim dnem… tylko co możemy zrobić? Jak powstrzymać coś takiego?
    Proszę zerknąć (filmik trwa ok 6 min): http://wolna-polska.pl/wiadomosci/pokoj-czytan-ttip-irlandzki-europarlamentarzysta-ujawnia-procedure-wideo-2016-05
    Ja nie chcę nikogo straszyć, jeśli to jest prawdziwe nagranie… to wszystkie piękne hasła zjednoczonej Europy tracą sens…

    • justynakarolak

      Droga Agnieszko,

      nie chodzi o straszenie nikogo – „wszystkie piękne hasła zjednoczonej Europy” to wydmuszki, więc oczywiście, że tracą sens, ponieważ wydmuszka musi pęknąć, rozkruszyć się.

      Nie należy się bać – owszem, „zło czyha”, ale ono nie tylko czyha, ono dzieje się codziennie, wojuje… Co możemy zrobić? Choćby zdrowo dyskutować właśnie, „atakować” swoimi komentarzami tematy, które są dla społeczeństw niedobre, szkodliwe. Wbrew pozorom, toczenie takich dyskusji nie jest „niczym” – jeśli ludzie rozmawiają o problemach, problemy stają się wymierne, przestają wisieć nam na karkach, jak nieznane, czające się zło. Trzeba złu spojrzeć w twarz, a głośne rozmawianie, dyskutowanie, komentowanie problemów pozwala ludziom przytrzymać się słusznych wartości, widzieć zagrożenia, bronić się… a to nie jest „nic” – to bardzo, bardzo dużo (nie jesteśmy wyłącznie bezsilni).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *