Uchodźcom mówię: nie

 

Uchodźcom mówię nie

Drodzy i szanowni Czytelnicy, wątek uchodźców z Syrii (głównie), to jeden z tych aspektów problematyki społecznej, którego ludziom parającym się publicystyką – przemilczeć zwyczajnie nie wypada. Dlatego na łamach Tostera Pandory spróbujemy przyjrzeć się temu tematowi z kilku perspektyw, przy czym już na wstępie jasno zaznaczmy, że każdy z naszych artykułów na ten temat będzie prowadził do jednolitego i wspólnego wniosku: członkowie naszej redakcji uznają jednogłośnie – uchodźcom mówimy „nie”. A dlaczego? Oto i spieszę z odpowiedzią.

Nikt z nas nie przeczy znanym powszechnie faktom, że w Syrii trwa wojna, Syryjczycy giną, i mają się źle. Nikt z nas nie twierdzi, że ponury rozlew krwi i ludzkie nieszczęście nie zasługują na współczucie i pomoc (choć właściwe pytanie brzmi: które dokładnie elementy/zdarzenia zasługują na współczucie i jakiej pomocy można bądź należałoby udzielić?). Część z Was, która zdążyła już poznać profil działalności Tostera, w tej chwili może się dziwić, że wielokrotnie pisząc o człowieczych dramatach i odwołując się do humanizmu, dziś – w kwestii uchodźców – prezentujemy konkretne czy ostre stanowisko wyrażające niechęć, by Polska udzieliła uchodźcom wsparcia w postaci przyjęcia ich na swój teren i przyznania zapomóg. Dlatego chcę przypomnieć, że humanizm nie polega na dziecięcej, by nie powiedzieć dziecinnej, radości ze współodczuwania odległej od siebie porcji cudzego cierpienia, ale jest to postawa ogniskująca się na człowieku i człowieczeństwie, oparta na racjonalizmie i rozumnym postrzeganiu, interpretowaniu i układaniu rzeczywistości. Dlatego też trudno mi pojąć, dlaczego każdy Polak, który wyraża swój głęboki niepokój z powodu potencjalnego napływu do naszego kraju obcej i niebezpiecznej kultury – wyznawców islamu – interpretowany jest jako rasista i ksenofob. Wszelkie fobie oparte są bowiem na nieracjonalnym i nie mającym logicznego uzasadnienia uprzedzeniu w stosunku do danego zjawiska, tymczasem mój lęk, który żywię – pozostaje doskonale uzasadniony. Jest to logiczny i zracjonalizowany lęk, czy niepokój bądź obawa przed tym, co dla mnie, moich bliskich, sąsiadów i rodaków, z pewnością okaże się złe, krzywdzące i bolesne. Dla mojego niepokoju – istnieją konkretne powody, dane i znaczniki, dlatego też ten artykuł, jak i nasza wspólna redakcyjna postawa, nie mają nic wspólnego z żadną formą uprzedzenia ni zamknięcia się na inną kulturę.

Zacznę od tego, że humanizm współcześnie mylony jest z miałką poprawnością polityczną pro-europejską. Zjednoczona dziś Europa, to taki miłosiernie zaślepiony twór, który otwiera granicę i ramiona – dla pustej zasady: bo trzeba, czyli wypada. Infantylność tej postawy nie mierziłaby mnie nazbyt, gdyby nie wyrządzała ona szkody mojemu krajowi, społeczeństwu, w którym żyję. W sieci romantyczne iście memy, ukazujące biedne łodzie z biednymi kobietami i płaczącymi dziećmi – rozpowszechniają głównie te same osoby, które wcześniej opatrzyły na Facebooku swoje zdjęcia profilowe tęczowym filtrem. Żadna z tych osób najwyraźniej nie zdobyła się na prostą refleksję: muzułmanie, którzy zostaną przyjęci do naszego kraju i z naszego budżetu otrzymają zasiłki, nie będą uznawali naszej kultury liberalnej, za to na pewno wykorzystają ją dla swoich wygód. Wykorzystają na wiele sposobów, spośród których wyrachowany cynizm będzie tym najsubtelniejszym. Innymi słowy, w czytelnym skrócie: prawo Szariatu jest najważniejsze i ponad wszelkimi innymi prawami, homoseksualiści będą w imię tego prawa surowo w społeczeństwie kompresowani aż do stanu przezroczystości, a liberalność społeczeństwa, do którego się przybyło po ratunek, będzie wykorzystywana do ochrony i krzewienia swojej religii. Żeby to zrozumieć, wystarczy uzmysłowić sobie zaledwie kilka podstawowych wartości, w które wierzą muzułmanie. A żeby je sobie uzmysłowić, nie potrzeba wcale wybitnego wykształcenia ni „otwarcia na inne kultury”, ni doskonałej znajomości treści Koranu, w zupełności wystarczy stary dobry, zdrowy rozsądek, którego właśnie niestety zdecydowanie brakuje w owym naszym europejskim infantylnym pędzie do bycia wszech tolerancyjnymi i głupio liberalnymi, co z lubością określa się obecnie „humanizmem”.

Zatem w co wierzą muzułmanie? Przede wszystkim w swoją lepszość – w lepszość islamu, w lepszość swojej duchowości od wszelkich innych postaw duchowych i życiowych, i religijnych. Nieistotne, Polaku, czy jesteś chrześcijaninem, agnostykiem, czy ateistą, dla nich – dla tych ludzi na tych biednych łodziach – to Ty pozostajesz inny, i z Twojej inności należy Ciebie leczyć. Nie Ty jesteś gospodarzem swojej ziemi, którą otworzysz i uczynisz gościnną, empatyczną i troskliwą dla biednych i pokrzywdzonych – to imigranci są gospodarzami Twojej ziemi. W ich poczuciu jesteś bowiem gorszy, jesteś wcielonym złem, Twoja kultura jest zepsuta, a każde zepsucie leczy się, stosując radykalne środki w imię świętego celu – mianowicie zepsucie należy albo zneutralizować poprzez kształtowanie chorej dotychczas tkanki na swój obraz i podobieństwo, albo należy je amputować. Ci „biedni” muzułmanie nigdy nie uszanują Twojej kultury, natomiast będą Twoją kulturę gładko wchłaniać, rosnąc tu w siłę liczebną, lub będą Cię nawracać – najpierw niezbyt brutalnie czy ostentacyjnie, ale z czasem z wykorzystaniem siły, by nie powiedzieć przemocy, kiedy już będzie ich tutaj wystarczająco wielu. Zgodnie z wierzeniami tych ludzi, duchowość to synonim polityczności. Islamizacja Europy jest planowym postulatem ich codziennych poczynań duchowych i religijnych, którego wszyscy biedni ludzie na dziurawych łodziach są najpełniej świadomi. Ten postulat płynie w ich krwiobiegu, ludzie ci nigdy nie będą myśleć inaczej, z tym postulatem w żyłach z łodzi wysiadają, ani na chwilę nie zapominając o swojej duchowej, czyli politycznej misji. My chcemy – podobno – humanizmu, czyli poszanowania praw człowieka, równości w człowieczeństwie bez względu na płeć czy orientację seksualną, chcemy zdrowej demokracji, ale jeśli nie odmówimy przyjęcia uchodźców, możemy natychmiast o tych pragnieniach i postawach zwyczajnie zapomnieć, ponieważ zostaną one wskutek postępującej islamizacji stłamszone.

Ci ludzie uciekają przed wojną, powiecie, próbują uratować swoje życie. Otóż – nie do końca prawdziwe to twierdzenie. Bóg islamu, to bowiem „bóg wojny”, i z imieniem takiego boga na ustach przybywają do nas uchodźcy. Tak, tak – islam, to przecież religia pokoju, i tylko fundamentaliści uważają inaczej. Problem polega na tym, że nie jesteś w stanie odróżnić groźnego muzułmańskiego terrorysty od miłującego pokój wyznawcy islamu, co wyśmienicie ilustruje przytoczony rysunek Mleczki.

Muzułmanin Mleczko

Jak mówi Piotr Ślusarczyk, współtwórca portalu Euroislam, który krytykuje islam i muzułmanów: „Według ostatnich badań profesora Ruuda Koopmansa z Berlińskiego Ośrodka Nauk Społecznych w zachodnioeuropejskich wspólnotach muzułmańskich, około połowy wyznawców islamu zwraca się w stronę fundamentalizmu religijnego. Połowa europejskiej populacji muzułmańskiej wybiera szariat. Ponadto jedna czwarta badanych popiera sięganie po przemoc, jeśli interesy islamu są zagrożone” (źródło: Piotr Ibrahim Kalwas, „Twórcy portalu Euroislam: Otwórzcie oczy. Szariat jest nie do pogodzenia z kulturą europejską”, Wyborcza.pl z dnia 10.09.2015.).

A cóż Ciebie obchodzi Szariat, odpowiesz. Ależ wkrótce zacznie Cię obchodzić, zacznie bez wątpienia – kiedy już w Polsce, tak jak obecnie np.: we Francji, do szkół naszych będzie uczęszczała młodzież muzułmańska, której rodzice w imię europejskiej tolerancji, poprawności politycznej oraz wolności religijnej, na której tak Ci zależy, bo przecież jesteś człowiekiem oświeconym i akceptującym inność oraz wszelakie mniejszości, zaczną organizować sądy szariackie, mające na celu rozwiązywać różne problemy zgodnie z ideą wolności i tolerancji.

Zacznie Cię obchodzić muzułmańska obyczajność, kiedy w przysłowiowy biały dzień – będziesz się bała minąć piechotą muzułmańską dzielnicę, ubrana w spódnicę przed kolano. A Ciebie, Mężczyzno, zacznie obchodzić, kiedy przypadkowo spojrzysz z zaciekawieniem na kobietę całą ukrytą w chuście, a ona okaże się czyjąś żoną, córką albo siostrą. Zacznie nas obchodzić, kiedy my, kobiety, będziemy grały role przedmiotów, zgodnie z naszym prawdziwym powołaniem, do jakiego zostałyśmy stworzone. I zacznie obchodzić nas, mężczyzn, kiedy zostaniemy zmuszeni do grania roli krzewicieli islamu oraz obchodzenia się z kobietami jako przedmiotami, co należy do naszych oczywistych obowiązków moralnych. Brzmi karykaturalnie, trochę zabawnie – prawda? Owszem. Bo różne zagrożenia majaczą sobie jeszcze daleko, przed i poza nami. Zważ jednak, że zbliżają się, są coraz bliżej. Islamizacja Europy, która postępuje, to gigantyczny i makabryczny w skutkach problem, z którym nie poradziły sobie inne kraje, jak choćby wspomniana już Francja, ale Polska zdaje się cofnięta w swej mentalnej ewolucji i ciągle nie potrafi konkludować na podstawie cudzych bolesnych błędów, należy się więc spodziewać, że je powieli po prostu, zawczasu nie bacząc na dotkliwe konsekwencje, które niechybnie nas spotkają. I Ciebie, i mnie.

A co z humanizmem? Spytacie. Czyż człowieczeństwo prawdziwe, dobre i słuszne nie winno aby kierować się empatią? Czy nie powinniśmy pomóc biedniejszym od nas, pochylić się nad ich cierpieniem i tak dalej, i tak dalej? A czemu nie? Czemu by istotnie – nie pomóc? Nakarmmy ludzi na biednych łodziach, podzielmy się, czym możemy, kurtką, kocem i lekarstwem – po czym odeślijmy łodzie, skąd przypłynęły, lub gdzie indziej…

W Polsce pracownicy socjalni po przeprowadzonym „inteligentnie”, nader rzetelnym i wnikliwym wywiadzie środowiskowym – odebrali rodzicom ośmioro dzieci, umieszczając je w różnych domach dziecka i rodzinach zastępczych. Rodzice nie byli alkoholikami – to nie była tak zwana patologiczna rodzina. W uzasadnieniu podano, iż rodzice za mało zarabiali, a w mieszkaniu nie było łazienki. Inna młoda kobieta tuż po urodzeniu synka – zostanie bezdomna albo „bezdzietna”. Wcześniej zmarła jej babcia, z którą kobieta mieszkała, a urząd odmówił przepisania umowy najmu tegoż lokalu mieszkalnego na kobietę. Ponieważ jednak kobieta była w ciąży, nie można było eksmitować jej od razu. Naliczono więc podwójny czynsz (który kobieta na bieżąco uiszczała), jako że kobieta zajmowała ów lokal mieszkalny bezprawnie. Po porodzie zostało jej przyznane mieszkanie socjalne – ogrzewane piecem węglowym i bez łazienki. Dlatego dziecko zostanie kobiecie odebrane, ponieważ mieszka ona w mieszkaniu (socjalnym), które nie spełnia warunków do wychowywania noworodka. Te dwa malownicze przykłady biedy w naszym kraju nie są wcale odosobnione, pojedyncze. Bezsporną prawdą jest, że nasze społeczeństwo pustoszeje – starzeje się i wymiera. Że brakuje Polsce klasy średniej, bo przeciętni obywatele borykają się z uśrednioną postacią chronicznej i źle rokującej biedy, inna część pretenduje do skrajnego ubóstwa. Prócz garści celebrytów i nielicznych ludzi na dorobku, społeczeństwo ubożeje i wymiera. Bezrobocie nie maleje, ubywa perspektyw na normalnie przeżycie, na trwanie. Budżet państwa nie dysponuje środkami, które należałoby przeznaczyć na wsparcie dla samotnych matek i rodziców, nikt zwykłych przeciętnych rodzin polskich nie zamierza efektywnie dotować, młodych ludzi bez szans na wyprowadzenie się od rodziców i założenie własnych rodzin trawi depresja, natomiast podarowanie dachu nad głową i solidnych zastrzyków finansowych – uchodźcom, ma być normą w aspirowaniu do bycia godnym obywatelem Europy…

Idea multi-kulti już jest anachronizmem – sztucznie stworzonym z nieprzemyślanej tolerancji bytem, który w praktyce się nie sprawdził. Kraje, które w swej tolerancyjnej misji przygarniania muzułmańskich imigrantów poległy – poległy dlatego, że zamiast kłaść nacisk na umacnianie naszej (europejskiej) kultury, zachłysnęły się własną otwartością na inność, na cudze „bogactwo kulturowe”, czego efekty są tragiczne. Te efekty można by przewidzieć, bo każdy przytomny umysł jasno zdaje sobie sprawę z faktu, iż prawdy islamu są nie do pogodzenia z kulturą europejską. Tych dwóch światów nie da się pogodzić, w związku z czym nie mogą one egzystować pod jednym dachem, w jednej wspólnej rzeczywistości. A skoro się nie da i skoro nie mogą – musi dojść do konfliktu. A skoro musi dojść do konfliktu, to znaczy, że będą zwycięzcy i przegrani, będą oprawcy i ofiary. Ten konflikt musi urosnąć, aż poleje się krew – na tym polu awykonalny jest pat, swoiste zawieszenie w wyznawaniu prawd nie do pogodzenia. Remis dwóch mentalnych, kompletnie przeciwstawnych frontów pozostaje niemożliwy, gdy nie sposób znaleźć dla nich wspólnego mianownika, gdy nikt nie jest w mocy skłonić ich do zrównoważonej korelacji, gdy niemożliwym pozostaje normalny, zwyczajny dialog.

Na czym więc polega humanizm? Cóż, na zobrazowanym w tym artykule tle, humanizm maluje się jako wartość albo zbyt miękka i wskutek tego bezkrytyczna i skazana na porażkę, albo jako wartość, za pomocą której możemy solidnie okopać się głęboką fosą. Humanizm może stać się naszym paszportem do piekła, albo naszym twardym murem obronnym – chroniącym nie tylko przed, dążącą do zmiażdżenia nas, obcą kulturą islamu, ale również przed naszym własnym infantylizmem nadmiernej i nie popartej racjonalnym argumentem modnej „tolerancji” wszem i wobec.

Jeśli nasz współczesny europejski humanizm nie ubierze się w swoisty pancerz, pozostanie mu ubrać się w obszerną chustę w kolorze czarnym, i modlić o cud, który się nie zdarzy…

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (22)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (6)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (3)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *