Upadek koncepcji państwa obywatelskiego na przykładzie Polski

Upadek koncepcji państwa obywatelskiego na przykładzie Polski

Prasa w zdumieniu skonstatowała, iż zaledwie 1/3 Polaków chciałaby bronić swojej ojczyzny. Politycy oddali się natychmiast energicznej propagandzie naszych narodowych wartości, a media unurzały się w rozpaczy nad upadkiem naszego, tradycyjnego przecież, patriotyzmu.

Tymczasem nie ma się czemu aż tak dziwić. Zdarzenie, jakiego jesteśmy świadkami, jest przecież wypadkową całego szeregu poczynań i ciężkiej pracy, jaką włożono w to, aby uzyskać niniejszy efekt. Brały w niej – w tej pracy – udział te same siły, które teraz z takim zaskoczeniem przyglądają się wynikom własnego wysiłku. Świadczy to nie tylko o ich głupocie, ale przede wszystkim o kompletnej samowystarczającej i niereformowalnej pysze. Wynik, w którym dwie trzecie społeczeństwa okazuje niezainteresowanie własnym krajem, jest pochodną ślepoty elit oraz ich zadufania w sobie. Politycy, urzędnicy, media, a nawet ludzie kultury i sztuki, stworzyli coś w rodzaju świata „wsobnego”.

Świat wsobny jest formą istnienia, w której petryfikują się schematy i system zależności – kosztem otoczenia. Świat ten nie mógłby istnieć samodzielnie i zawsze ma charakter pasożytniczy. Jest jedną z najuciążliwszych form wynaturzenia społecznego, prowadzącą do degeneracji społeczeństwa, jego sił witalnych oraz dynamiki gospodarczej.

Każda z wymienionych grup jest utrzymywana przez społeczeństwo i każda manifestuje bardzo głośno swoją społeczną misję, aby uzasadnić swoje dochody. Dochody te zresztą znacznie odbiegają od średniej krajowej, ponieważ w rozumieniu tej grupy – są potwierdzeniem jej niezbywalnego prawa do reprezentatywnej roli w społeczeństwie.

W normalnie działających społeczeństwach – przebieg relacji społecznych zapewnia przemieszczanie się najbardziej zaangażowanych członków społeczeństwa do grup o wyższym statusie społecznym. Awans ten zapewnia wzrost potencjału elit oraz przewietrzenie skostniałych struktur. Daje również możliwość dalszego rozwoju społecznego grupom, które walczą o swoje nowe przestrzenie społeczne, socjalne i gospodarcze. W ramach takiej struktury istnieje zakładana równowaga pomiędzy bogatą a biedną częścią społeczeństwa, a droga do awansu jest uzależniona głównie od osobowości, wytrwałości i zaangażowania. Przy stałym, przewidywalnym, czyli niezmniejszającym się wskaźniku urodzeń, grupa ludzi dążących do zmiany statusu – jest siłą napędową społeczeństwa i zapewnia mu energetyczny zapas sił do utrzymywania poziomu średniej dobrobytu społecznego.

W innej sytuacji dochodzi do kompresji potrzeb i następują konieczne zmiany. Zmiany te zachodzą w oparciu o dwie jakości: jedną – są demokratyczne wybory lub, jeśli to niemożliwe, rewolucja. Jeśli system jest drożny, zmiany zachodzą w sposób naturalny, na zasadzie wymiany pokoleń; jeśli nie jest drożny, konieczne są rozwiązania z zakresu drastycznych. Zmiany można zatrzymać, w tym celu stosowanych jest kilka znanych chwytów. Z najbardziej popularnych, to terror ideowy, w tym religijny i ekonomiczny; wywołanie wojny oraz emigracja. W Polsce skorzystano z tego ostatniego rozwiązania, powstrzymując presję społeczną. Rozwiązanie to pozwoliło się wykrystalizować naszej swoistej oligarchii i nie dopuścić do rozwoju społeczeństwa w pełni obywatelskiego, nie powstrzymało natomiast degeneracji społeczeństwa jako takiego.

Wciąż obniżający się wskaźnik urodzeń, wzrastająca emigracja oraz zapaść w strefach żywotnie decydujących o stabilności społeczeństwa, w dziedzinach takich jak sądownictwo, lecznictwo, ubezpieczenia czy edukacja, są oczywistymi dowodami na bezradność elit, a także na brak ich zaangażowania w losy kraju. Elementy te szczególnie mocno kontrastują w sytuacji poczucia zagrożenia tworzącego się tuż u granic naszego państwa, i jestem głęboko przekonany, iż nasi potencjalni przeciwnicy mają ich pełną świadomość.

Dlaczego państwo obywatelskie poniosło klęskę w naszym kraju?

Z kilku powodów, a pierwszym z nich jest brak jakichkolwiek doświadczeń w tym względzie, tak społecznych, jak i w zakresie zarządzania państwem. Państwo stało się elementem przetargu wewnętrznie niespójnych koncepcji kilku grup dążących do podniesienia ciężaru władzy. Postulatywny charakter niektórych wystąpień, w ramach których zapowiadano powstanie takiego państwa, w ostatecznym rozrachunku okazał się tylko działaniem reklamowym, sprowadzającym się do kojarzenia postawy obywatelskiej jako aktywności w ramach honorowego dawstwa krwi, obrony różnorodnych mniejszości lub też niedeptania trawników. Nie ma to nic wspólnego z naturalnymi tendencjami, jakie miały miejsce tuż po przewrocie solidarnościowym; zostały one stłumione lub też zastąpione fasadowymi działaniami typu – rzecznik praw obywatelskich, i tym podobne.

Państwo stało się areną rozgrywki pomiędzy kilkoma środowiskami, których skład został ostatecznie ustalony w trakcie negocjacji po przewrocie solidarnościowym i nie podlega on zmianie. Jest to konglomerat interesów i interesików grup wpływów wywodzących się z Polski postsowieckiej oraz nuworyszów dążących do ustabilizowania swojej pozycji ekonomicznej i spełnienia egoistycznych ambicji dołączenia do establishmentu w imię pochodzenia, wykształcenia lub, bardziej czy mniej, przypisywanych sobie zasług. Ambicje tychże środowisk mają wymiar jednakże niełączący się ze wskaźnikiem dochodu narodowego, lecz z wyobrażonym poziomem życia elit europejskich, co tłumaczy ich zachłanność i bezpruderyjny stosunek do takich wartości, jak kłamstwo, kradzież, oszustwo, czy też egoizm. Co więcej, permanentnie stosowany chwyt podwójnej moralności, w której jedno się mówi, drugie myśli, a trzecie robi – doprowadził do sytuacji, w której elity uwierzyły we własne posłannictwo. Bycie członkiem establishmentu, możliwość manifestacji poprzez media własnej osobowości – doprowadziła do sytuacji, w której pojęcia: społeczeństwo, naród, kraj – stały się nie tyle truizmami, co raczej synonimami czegoś prostackiego i brudnego. W ten właśnie sposób elity wyalienowały. Zasadą jest więc, iż wszystko jest możliwe, ale tylko we własnym środowisku, reszta jest traktowana pogardliwymi określeniami: wyborcy, odbiorcy, słuchacze – synonimami określeń: petent, klient. W środowiskach tych kursują żarty będące elementem strategii psychologicznej, dzielenia się – na nas i na nich. I może to być zaskoczeniem dla badaczy, ale rzeczywistym twórcą podziału społecznego na „my i oni” – są właśnie elity. Karą za złamanie zasad jest oczywiście wykluczenie, dowcip polega jednak na tym, iż karana jest nie moralność, lecz głupota, albowiem oczywistym jest, iż zasady łamią wszyscy, natomiast chodzi o to, aby nie dać się na tym złapać.

Przestrzeń społeczna dla tych, którzy „mają”, w stosunku do tych, którzy „nie mają”, jest coraz węższa; środowisko to coraz bardziej się petryfikuje i coraz mniej w nim siły na jakikolwiek ruch. Tu już nie chodzi nawet o jakikolwiek potencjał, to kwestia przetrwania. Elity nie mają żadnych witalnych ani intelektualnych sił na jakąkolwiek inicjatywę, tak naprawdę nie są nawet w stanie przetrawić tego, co spływa do nich z Unii Europejskiej. Żadna ze stron wewnętrznego pata elit – nie jest w stanie wykrzesać nawet sił na to, aby stworzyć jakąkolwiek wizję państwa; nie chodzi o jakąś strategiczną koncepcję, ale dokładnie „jakąkolwiek”, zamiast patriotyzmu mamy martyrologię i kibiców, zamiast ekonomii – szarą strefę, zamiast polityki – karczemne awantury, zamiast strategii społecznej – kabaret afer.

W swej bezsilności elity jednak mogą stać się niebezpieczne, ponieważ ich strach może być silniejszy niż wola życia. A w sytuacji, kiedy nie mają nic do zaoferowania, każde nawet ekstremalne rozwiązania – mogą stać się atrakcyjne.

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (61)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (7)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (2)

19 komentarzy

  1. Nic dodac nic ująć!

  2. Cholera, to widzę, że w Niemczech jeszcze gorzej bo tam odsetek chętnych do obrony niższy niż w Polsce. Tylko kto ich okupuje?

  3. Bardzo ciekawy i dosadny tekst. Autor ma niezły warsztat. Oby więcej takich artykułów!

  4. Wiem, że to uproszczenie, dla niektórych niedopuszczalne porównanie, ale mam mocne wrażenie, że ten tekst wpisuje się w to, o czym mówił Mariusz Max Kolonko w swoim ostatnim długim przekazie: podzielił Polaków na tych którzy mają i tych, którzy nie mają „HAVES” i „HAVE-NOTS” – https://youtu.be/ySjKLH7ZD_M

  5. Bardzo ciekawy tekst. I prośba do autora i redakcji – zainwestujcie w korektę. Tekst z tyloma błędami traci na wiarygodności autora. Losowe wstawianie przecinków jest gorsze od ich braku w ogóle.

    • justynakarolak

      Zgadzam się i dziękuję za ten komentarz – ja, redaktor działu Literatura i odpowiedzialny za korektę tegoż, opóźnił się w pracy… już za chwilę zabieram się do dzieła 🙂 .

  6. po czwartym zdaniu z błędami interpunkcyjnymi odechciało mi się czytać…

    • Ale pewnie doczytałeś do końca treść, a potem dopiero umieściłeś swój komentarz o formie.

    • justynakarolak

      Forma też jest treścią – jako pisarz zgadzam się bardziej niż bardzo 🙂 . Lecz jednak – forma nie jest całością treści, za jej „ubranie” zabieram się za moment w ramach korekty 🙂 . Dzięki natomiast Autorowi tego tekstu, dzięki zawartości tego tekstu – mam naprawdę: po co, zadbać o wszelakie przecinki… co niniejszym zapowiadam, że uczynię w ciągu najbliższych 10. minut… Pozdrawiam serdecznie 🙂 .

  7. Nawet.
    Ale nie lepiej napisać, że po prostu jesteśmy okupowani?
    Nasi Dziadowie przegrali wojnę, a nam – jak dotąd – nie zechciało jej się wygrać.

    • Kiedyś tj do 1993 roku, mieliśmy na swoim terytorium obcą armię, teraz mamy raptem kilkuset mafiozów – znacznie taniej i łatwiej się z tym uporać – trzeba tylko chcieć…

  8. Zmień dilera i naucz się pisać, bo ciężko to się czyta.

    • bardzo dobry tekst. naucz sie czytac 🙂

    • dobrze napisane tak samo to widzę, góra tylko wyciąga łapy po kasę i powoli dojeżdża klasę średnia która tak naprawdę utrzymuje Państwo. A Ty MISIEK otwórz oczy.

    • Według mnie właśnie poziom językowy i stylistyczny jest na wysokim poziomie. Może trochę zbyt wysokim, przez co ciężko strawnym dla typowego czytelnika.

      Śmiać się można, ale wiele w tym prawdy. Może ostatni akapit wydaje się trochę zbyt dramatyczny, lecz tylko odrobinę. Widać rosnące napięcie na scenie politycznej, więc skoro emanuje ono na zewnątrz, to pomyśl sobie co dzieje się wewnątrz…

      Te wybory będą moimi ostatnimi. Jeśli nic się nie zmieni przez kolejną kadencję, to bronię habilitacje i zmykam na zmywak do Anglii 😉

      • Skończyć studia, albo obronić doktorat, albo habilitację i wyjechać – zostawać tylko jak jest szansa na profesurę 🙂

        • Można, tylko człowiek sobie robi kontakty na uczelniach i placówkach badawczych. Więc warto by było tą profesurę(tudzież nawet habilitację) próbować robić za granicą. Wtedy jest szansa na miły start ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *