Utopijna „natura”

utopijna natura

Projekt, żeby coś zrobić; najpierw potrzebny jest projekt… Projekt można przetestować, poddać warunkom brzegowym – sprawdzić. Spalić, gdy jest wadliwy w założeniach – poprawić, gdy można z nim jeszcze coś zdziałać. Co innego naturalny wzrost. Kiedy ludzie czegoś chcą – wtedy trudno o projekt i zmagamy się efektami naturalnego wzrostu, którego konsekwencje są drogie do odwrócenia.

Co naturalne, jest dobre – prawda? No, jest przecież naturalne, a natura istnieje od wielu miliardów lat i jakoś żyje?

Była sobie kiedyś wyspa porośnięta trawą. Potem na wyspie pojawili się ludzie. Niczego nie zepsuli, trochę zabawili i popłynęli dalej – oprócz trawiastych łąk nie było na niej przecież niczego ciekawego. Jednak poprzez brak miejsca na statku na wyspie pozostawili roślinożerne zwierzęta. Ze względu na brak naturalnych wrogów – zwierzęta te szybko namnożyły się jak wirusy. Wygryzły każde źdźbło trawy i zaczęły masowo ginąć z głodu. Kiedy padło ostatnie zwierzę, trawa zaczęła się powoli odradzać i „natura” powróciła do równowagi. Tylko jedno się zmieniło – sielankowy widok na trawiaste łąki zakłócało gęste morze szkieletów.

Morał z tej historii jest straszny. Natura jest ślepa, głupia, agresywna i mało przewidująca. Każdy stan równowagi jest utrzymywany w niej na zasadzie walki przeciwieństw w układzie dynamicznym. Gdyby dać szansę dowolnemu gatunkowi – rozwinąłby się on ponad miarę – zniszczył do szczętu środowisko konkurencji, następnie swoje własne środowisko naturalne i wyginął. Obrałby dokładnie tą samą ścieżkę jaką dzisiaj podążają ludzie.

lorenz

Jest tylko jedna różnica. Nam przewagę dały – nie większe zdolności rozmnażania, kły czy pazury, lecz rozum – dlatego potrafimy myśleć o czymś więcej niż o jedzeniu i poszerzaniu zakresu gatunkowego bytu. Jest więc w nas zatem iskra nadziei, że będziemy w stanie poprawić ostateczne zło – naturę, i zrobić z naszym gatunkiem coś konstruktywnego.

Celem – wielkim planem i projektem – tępej natury jest rozwój. Rozwój rozumiany jako ślepa siła zasiedlająca, mnożąca się i pokrywająca swoim jestestwem każdy skrawek możliwej do opanowania niszy. Aż do wyciśnięta każdego, ostatniego zasobu, aż do wyskubania najlichszego skrawka i podcięcia gałęzi na jakiej się siedzi – aż do ostatecznej wielkiej zagłady, do 100. procent wymarcia.

Natura – gdyby tylko mogła, zniszczyłaby samą siebie. Nawet kiedyś próbowała i niewiele brakowało, a ten glob wyjałowiłby się zupełnie. 90% gatunków zginęło w momencie, w którym bakterie zachłysnęły się swoją przemianą materii ( źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Great_Oxygenation_Event ). Stwierdzenie, że cały świat utonął w fekaliach, jest logicznie spójne, chociaż nieco mylne. Bakterie wydalały bowiem tlen, który był dla nich toksyczny. Reagował on również z metalami (tworząc rdzę), lecz, co ważne, również z metanem, bardzo wydajnym gazem cieplarnianym. Po usunięciu tego gazu (przez utlenienie), nadeszła epoka lodowcowa. Nie doszło wtedy do zaledwie częściowego pokrycia planety lądolodem, lecz do całkowitego zamarznięcia Ziemi. W efekcie nastąpiło największe wymieranie w historii. Natura nie przewidziała tej katastrofy, co więcej – w swojej perfidii uskuteczniła ją.

Obecnie właśnie z powodu powszechności tlenu dalej możemy podziwiać wokoło życie. Zapędy natury zostały ograniczone przez ten szkodliwy dla bakterii siarkowodorowych gaz. Jednak co kilkadziesiąt milionów lat pojawia się okresowo stan anoksji, czyli zubożenia wód oceanicznych w zasoby tlenu. Wtedy na światło dzienne wychodzi natura – czyli bakterie produkujące siarkowodór używające światła słonecznego jako siły napędowej dla tych autodestrukcyjnych działań. Cały świat dusi się wyziewami tego potwora, a różnorodność gatunków zmniejsza się.

Dlatego właśnie tak bardzo niebezpieczny, nieprzewidywalny i szkodliwy na dłuższą metę – jest „naturalny wzrost”.

Żeby się przed nim ustrzec, musimy sobie zadać pytanie – gdzie możemy go szukać? Odpowiedź jest prosta: wszędzie tam, gdzie rozwój jest najwydajniejszy. Żaden projekt czy plan nie może bowiem równać się z wydajnością i skutecznością naturalnego przyrostu.

Miasto, takie jak Mexico City – tworzone bez żadnego centrum, wymogów przepustowości ulic, czy planów budowlanych. Po przekroczeniu 30. milionów mieszkańców zamieniło się w afunkcjonalnego potwora – tak, jak zaplanowała to w swojej głupocie natura. W mieście tym nie istnieje centrum. Nie ma możliwości awansu społecznego do lepiej utrzymanych lokali i wyższych standardów życia. Wszyscy kiszą się w jednej amorficznej strukturze. Budynki wielopiętrowe – postawione bez testów wytrzymałości i projektu budowlanego – przypominają samotne drzewa w otoczeniu niskopiennej zabudowy. Nikt nie zbuduje obok niepewnego wieżowca kolejnego, bo boi się o efekt domina, gdy któryś z fundamentów bez naddatku wytrzymałości przy następnym trzęsieniu ziemi zawiedzie. Ta struktura nie ma perspektyw – jej pierwszym i ostatecznym celem jest istnienie, a koszty funkcjonowania rosną.

Infrastruktura, która rozrasta się naturalnie, jest chora i nie posiada w sobie skalowalności – brak zdolności do wzrostu ma zaszyty w swojej, nieprzewidującej konsekwencji, działalności naturalnej. Skutek działań nieprojektowanych, to puste miasta – pełne samochodów, a pozbawione przechodniów. Bo nikt nie pochylił się nad planem, który ułatwiałby ludziom życie, a zamiast tego reagował na bieżąco na zwiększające się potrzeby komunikacyjne.

Ludzie dążący do wygody poruszania się samochodem, ruszyli za tą myślą jednym, wielkim stadem – pozostawiając w tyle wszystkich, którzy nie chcieli iść z postępem, bo nie mieli pieniędzy bądź woli. W rezultacie biedne, zacofane z powodu braku pieniędzy społeczeństwa posiadają nadal miasta, w których daje się żyć i pracować. Z kolei bogaty zachód tak przebudował wszystkie arterie, że bez mechanicznego pomocnika w postaci czterech kółek – człowiek jest objęty miejskim wykluczeniem społecznym. W betonowej pustyni pozbawiony jest celu podróży i miejsca socjalizacji – możliwości integracji z otoczeniem i codziennych spotkań.

Nie ma niczego wydajniejszego i skuteczniejszego niż wolny rynek – wtedy właśnie pozwalamy działać naturze. Jego zasady rozwijają wszystko, co swobodnie może korzystać z zastanych i za darmo dostępnych dóbr. Dlatego tak doskonale radzi on sobie, kiedy musimy pozyskać zasoby surowcowe i wyrwać co nieco naturze.

Lecz zwróćmy uwagę na moment, w którym musimy ten bezrozumny proces zatrzymać. Odnieśliśmy sukces – wytępiliśmy konkurencję i opanowaliśmy terytoria. Niemożliwy jest dalszy rozwój bez refleksji nad dalekosiężnymi konsekwencjami – bez namacalnego i testowalnego projektu: bez planu.

Właśnie dlatego musimy nauczyć się liczyć z kompleksowymi skutkami naszych działań i przewidywać je za pomocą niewielkich eksperymentów.

Właśnie dlatego musimy nauczyć się tworzyć ekosystemy nie potrzebujące pomocy z zewnątrz i wznowić już nieco zapomniany projekt Biosfera:

Kliknij link, jeśli chcesz pobrać plik:

Projekt Biosphere 3 pdf – plik do pobrania w formacie PDF o pojemności 310 Kb w języku angielskim

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *