Utracona droga do Raju

Świat jest do tego stopnia dziwny, że można oszaleć.  A szaleje się łatwo, bo to bardzo naturalny proces. Człowiek budzi się pewnego dnia i po prostu czuje, że ma w sobie wariata…

Nie ma ludzi normalnych – są tylko niezdiagnozowani. To modna teza, a przede wszystkim szalenie wygodna. Bo szaleństwo jest wygodne.

A normalność nie jest wygodna, ani trochę. Normalność jest nudna i uwiera.

Nie ma nic malowniczego w przyzwoitym wstawaniu o szóstej rano – codziennie od dwudziestu lat. Nie ma nic ciekawego w tkwieniu w kolejce do kasy. Nie ma nic wesołego w ustępowaniu starcowi miejsca siedzącego w autobusie. Nie ma nic wspólnego z wygodą tulenie zapłakanego dziecka. Nie ma nic miłego w planowaniu jutra, w obawach o przyszłość, w zabieganiu o materialny byt. Nie ma nic sympatycznego w systematycznym opłacaniu rachunków za prąd.

Normalne życie jest niewygodne, uwierające. O normalne życie trzeba się starać, trzeba o nie walczyć, zmagać się z nim, uwodzić je, wkupiać się w jego łaski. Nie można być normalnym na byle pstryknięcie. Potrzeba nienormalnego mozołu, żeby być normalnym.

A szaleństwo jest łatwe i atrakcyjne. Popaść w szaleństwo? Żaden wysiłek.

Wystarczy tylko odrobinę się zaniedbać, zaniechać codziennych starań. Starczy machnąć ręką, burknąć pod nosem: – A co mi tam! To w zupełności wystarczy, żeby zacząć szaleć.

Jak nie pracujesz nad sobą – nie dbasz o głowę, o to, żeby utrzymać ją w pionie, to ci poleci głowa na łeb, na szyję. Jak nie będziesz czytał literatury klasycznej, to się nie dowiesz, po co ktoś ją napisał i dlaczego zmusza się dzieci, żeby „to” czytały. Jak się nie zmusisz, jak nie przeczytasz, jak nie przeżyjesz Zbrodni i kary tak, że aż pot ci pocieknie po dłoniach i wzdłuż kręgosłupa – to nie utrzymasz głowy w pionie. Jak samodzielnie nie podejmiesz długofalowego trudu dbania o higienę intelektu – nie będziesz potrafił być normalny. Wszystko ci się wymknie spod kontroli. Nic nie będziesz rozumiał ani wiedział.

Człowiek zaniedbany umysłowo – pewnego dnia budzi się rano i po prostu czuje, że ma w sobie wariata. A wariatom jest w życiu łatwiej, wygodniej. Dlatego, że nie muszą brać odpowiedzialności za swoje życie, a tym bardziej za losy świata. Nie muszą wiedzieć, co dzieje się w rodzimej i światowej polityce. W ogóle nic nie muszą. Mogą być intelektualnymi impotentami. Mogą sobie powiedzieć bez kropli krępacji, bez cienia zażenowania: – Polityka jest wstrętna, a ja jestem pięknie apolityczny, bo mam ciekawsze rzeczy do robienia, niż oglądanie politycznych debat i kłamliwych wystąpień!

Świat to dziwne, nienormalne miejsce. Zdumiewające, ilu jest ludzi mianujących się humanistami, którzy nie interesują się polityką. Jeszcze nie tak dawno temu, bo w czasach mojej młodości, bycie humanistą wymagało od człowieka oczytania. Wymagało poszerzonej, nie podstawowej, znajomości filozofii. I wymagało pewnej wiedzy – orientacji w obszarze polityki ojczystej oraz światowej.

Dziś wystarczy nie lubić matematyki, żeby nazywać się humanistą. Humanizm stał się frywolną maską, za którą chowają się intelektualni lenie, intelektualni impotenci, a nawet intelektualne kaleki. Tym ludziom wydaje się, że nauka jest oszustwem, że postęp technologiczny to fatamorgana, że medycyna stoi w miejscu. Że nie istnieje coś takiego jak normalny obraz świata. Że absolutnie wszystko jest w pełni subiektywne, względne. Myślą w ten sposób – ponieważ nie nauczyli się myśleć. Ponieważ odrzucili intelektualne wymagania, jakie stawiano im w dzieciństwie. Przyzwyczaili się, że nie muszą myśleć, żeby przetrwać. Nie muszą zajmować się cudzym podwórkiem, żeby we własnym domu utrzymywać porządek. I dopóki ktoś nie zrobi im kupy pod oknem, nie zainteresują się tym, że całe miasto jest obłożone fekaliami.

Cóż dopiero obchodzić by ich miała sytuacja całego regionu – nie miasta – czy tym bardziej całego państwa, czy tym bardziej relacje między państwami? Co wiedzą o wojnie w Syrii? Ano to, że sieroty z Aleppo na zdjęciu w gazecie wyglądają słodko i zasługują na zaadoptowanie przez jakąś miłą europejską rodzinę. Kontekst geopolityczny pozostaje im nieznany. Że o kontekście historycznym nie wspomnę – toż wszak wiedza nieomal okultystyczna.

„Humanista” XXI wieku stał się bezpiecznym, wygodnym wariatem, który nic nie musi. A nic nie musi z tej przyczyny, że złapał się jak prymitywna ryba na haczyk ukryty w smacznym robaku – a tym smacznym robakiem jest wszechobecny postulat, że w życiu chodzi o to, żeby było miło.

Że nie trzeba czytać książek, żeby umieć myśleć.

Że nie trzeba umieć myśleć, żeby mieć wyobraźnię.

Że nie trzeba łamać sobie głowy, żeby uznać się za człowieka inteligentnego.

Że nie trzeba się angażować w kwestie polityczne, bo można wieść szczęśliwe życie, mając inne zainteresowania.

Zdradzę wam sekret – coś, o czym od dawna śniło się filozofom. I właśnie dlatego, że im się umiało przyśnić, filozofia jest matką nauk. A ten sekret brzmi: w życiu nie o to chodzi, żeby było miło. Nawet nie o to, żeby było szczęśliwie. Również nie o to, żeby było wygodnie – żeby nie uwierało.

W życiu chodzi o to, żeby spróbować opuścić świat lepszym, niż się go zastało. Żeby uczynić świat lepszym. I przy tej okazji, żeby samemu odejść lepszym. Właśnie o to chodzi w życiu – to jego istota, esencja, główny sens. A droga do tego sensu prowadzi niestety poprzez trudności, poprzez problemy, które trzeba rozwiązywać, łamiąc sobie nad nimi głowę.

Właśnie dlatego mówi się, że myślenie boli. Bo ma boleć. Jeśli ma być konstruktywne, wtedy musi boleć. Jak zasiadasz nad Zbrodnią i karą, to ma cię szczypać w czaszce – to uczucie jest słuszne, powinieneś je czuć w trakcie lektury. Bo tylko to uczucie – wrażenie szczypiącego mózgu – prowadzi do postępu. Nie ma postępu bez pokonywania trudności. Nie ma postępu w warunkach cieplarnianych, pod skrzydłami opiekuńczej kwoki. Postęp jest wtedy, jak sam idziesz pod prąd, jak zacinający deszcz atakuje ci twarz, jak jest ci zimno. Tylko wówczas jesteś w stanie wymyślić, jak rozpalić ogień – jak ogrzać się w niesprzyjających warunkach.

I właśnie tym jest normalny obraz świata: normalność to postęp. A postęp to życie. Łatwe, szalone szczęście – to tylko wegetacja, nie życie. Gdyby istotą życia było sprawianie sobie przyjemności, to małpa bonobo zbudowałaby Kaplicę Sykstyńską oraz namalowałaby Giocondę, a nie człowiek.

Po to czyta się Zbrodnię i karę. Żeby bolało. Żeby pokonując wysiłek umysłowy, móc w rezultacie rozwinąć swój intelekt. Żeby mieć siłę podnosić się z łóżka o określonej godzinie i iść do pracy. Nie po to, żeby mieć ochotę, lecz siłę. Bo świadomy rozum i siła woli są niezbędne do bycia człowiekiem. Dlatego jeśli nie chcesz cofnąć się w rozwoju do poziomu małpy bonobo, musisz czytać książki. I musisz spotkać się z literaturą piękną – z klasycznymi dziełami.

Po to trzeba interesować się polityką – żeby nie zostać małpą bonobo. Małpy bonobo nie zajmuje problematyka społeczna – człowieka powinna. Nie ma obowiązku studiowania politologii, ale zwyczajne obserwowanie tego, co dzieje się w ojczyźnie i poza jej granicami – jest objawem zdrowia psychicznego, a nie przejawem osobistych zainteresowań. Przecież chcesz być człowiekiem, a nie małpą bonobo. A skoro jesteś człowiekiem, to jesteś obywatelem. A obywatel śledzi wydarzenia i tarcia polityczne, ponieważ rozumie, że niezależnie od tego, co mu się osobiście podoba, a co nie, wydarzenia te wpływają na jego osobistą rzeczywistość. Polityka – to nie są cudze, brudne sprawy. To twoja własna codzienność. Więc przypatruj jej się pilnie – w przeciwnym razie będziesz jedynie bezwiednym konsumentem życia, jak małpa bonobo.

Może myślisz, że człowiek jest jedynie podłym wrzodem na skórze Ziemi, że prowadzi swój własny gatunek do rychłego upadku. Może masz o gatunku ludzkim jak najgorsze zdanie. Może brzydzisz się wojną i z tego względu nie czytasz o tym, co dzieje się w Syrii. Tymczasem prawda jest inna – otóż na miano człowieczeństwa trzeba sobie zasłużyć. Człowiek – to brzmi dumnie. Jak tego nie pojmiesz – jak nie będziesz się starał zasłużyć na siebie samego, to nie ulepszysz ani świata, ani sam nie znikniesz, będąc lepszym.

Świat jest do tego stopnia dziwny, że można oszaleć. I ja to rozumiem. Rozumiem, że ci się nie chce. Że nie wiesz, komu ufać, ani co warto uznać za prawdę. Że szaleństwo to kusząca perspektywa. Że łatwiej popaść w obłęd, niż wstać o szóstej rano – niż wstawać o szóstej rano codziennie przez dwadzieścia lat. Niż zostać przyzwoitym człowiekiem. Niż być normalnym…

Ja też często nie wiem – w co wierzyć i co sądzić. Jednak każdego dnia mojego marnego życia podejmuję ten koszmarny wysiłek, jakim jest próba zasłużenia na miano człowieka. Każdego dnia zrywam z drzewa to samo zakazane jabłko i tracę Eden – codziennie od nowa dokonuję mojego wyboru, że chcę wiedzieć, że chcę iść w świat. I co? I – uwiera i boli. Robi się trudno i niewygodnie. Ale za to – jest normalnie.

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

Ilustracja – „Wygnanie z Raju” Michała Anioła.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *