Wegetariańska hipokryzja

Wegetariańska hipokryzja 4

Ludwig Andreas Feuerbach twierdził, że człowiek jest tym, co je. Twierdzenie niemieckiego filozofa ma znaczenie metaforyczne, ale każdy, kto interesuje się zdrowym odżywianiem, rozumie je nieomal dosłownie. Pokarm, który spożywamy, którym się żywimy, oprócz składników pokarmowych i odżywczych, jednocześnie jest również nośnikiem określonej energii, która naszemu organizmowi może posłużyć, bądź przeciwnie. Między innymi dlatego wegetarianie toczą gorący bunt przeciw rytualnemu ubijaniu zwierząt i po przeanalizowaniu tego problemu rzeczywiście trudno uznać, iż mięso stworzenia, które umierało w ogromnym strachu i bólu, iż mięso stworzenia, z którego krew wydostawała się powoli, żmudnie, w czasie jego psychicznego cierpienia – może być pokarmem o „dobrej energii”, czyli zdrowym. Bo najzdrowszy pokarm, to ten, który leczy; powtarzając za niezwykłym filozofem i medykiem Avicenną: „Najwartościowsza jest żywność, która leczy”. Naprawdę trudno powiedzieć o mięsie pozyskanym w wyniku uboju rytualnego, by mogło posiadać walory uzdrawiające. Jedzenie bowiem, to nie tylko materia, to przede wszystkim głęboki i złożony proces prowadzący od polowania bądź zbieractwa, przez hodowlę i uprawianie, po ubój i zbiór plonów. Na każdym z etapów tego procesu, czy mówimy tu o hodowli zwierząt, czy uprawie roślin – nasz przyszły pokarm chłonie, nabywa pewnych cech pochodzących z zewnątrz, z warunków, w jakich najpierw wzrasta i dojrzewa, w jakich następnie jest pielęgnowany i opiekowany, w jakich ostatecznie zostanie sprawiony i przetworzony na gotowy do spożycia posiłek.

Ci, którzy aktywnie interesują się zdrowym odżywianiem, to przede wszystkim wegetarianie. Wegetarianinem zostaje się jednakże w rezultacie trzech odrębnych powodów (to znaczy, że na co dzień możemy spotkać trzy zupełnie różne typy wegetarian). Po pierwsze dlatego, że empatia wobec zwierząt ma za zadanie przezwyciężyć apetyt na mięso. Po drugie dlatego, że duchowa lub mentalna potrzeba poszukiwania alternatywnych dróg rozwoju i odżywiania jest silniejsza od mechanicznych przyzwyczajeń kulturowych i kulinarnych wpajanych nam w dzieciństwie, czyli od tłustych kotletów serwowanych przez babcie wraz z komentarzem „musisz”. Po trzecie dlatego, że już od wczesnego dzieciństwa organizm odmawiał posłuszeństwa w trawieniu pokarmów pochodzenia zwierzęcego, zaś naturalnie sympatyzował z pokarmami roślinnymi.

W trzecim przypadku, gdzie dorosły człowiek wybiera dla siebie wegetarianizm jako własny sposób odżywiania i drogi życia, mowa o prostym i czystym związku przyczynowo-skutkowym. Taki człowiek przede wszystkim pozostaje wierny samemu sobie. Nie został wegetarianinem dlatego, iż uległ ideologii ekologizmu albo modzie New Age. W podjęciu decyzji o sposobie odżywiania nie pomogła mu również empatia w stosunku do zwierząt – wręcz jego rozumowania i odczuwania nie zakłóciła wykreowana i nabyta, wystudiowana etyka czy moralność. Jego wybór, to naturalne spadkobierstwo cielesnego instynktu czy impulsów płynących z ciała. Jeśli taki człowiek dodatkowo – oprócz wierności samemu sobie i ścisłej łączności swojego umysłu i duszy z ciałem,  będącej w zgodzie z maksymą Mens sana i corpore sano (z łac.: W zdrowym ciele, zdrowy duch) – nie szkodzi swoim wyborem innym oraz sobie, jest to wybór, nad którym nie ma co wszczynać dyskusji, można go wprawdzie wewnętrznie nie akceptować, ale należy uszanować. Cytując Hipokratesa: Primum non nocere (z łac.: Po pierwsze, nie szkodzić). Póki ta zasada pozostaje przestrzegana, póty cudzy wybór będzie bezpieczny i nienaruszalny.

Ale pierwszy przypadek może być przykładem zarówno idealizmu i szlachetności, co ilustracją hipokryzji. Jeśli na samą myśl o mięsie cieknie Ci ślina, zaś Ty postanawiasz wymusić na sobie „mięsną abstynencję” w imię „walki o prawa zwierząt”, jesteś hipokrytą – prócz tego, że będziesz także wegetarianinem. Na nic się zdadzą Twoje rozpaczliwe okrzyki nawołujące szumnie do krzewienia wegetarianizmu jako jedynej słusznej drogi życia – nie jesz mięsa nie dlatego, że nie lubisz, tylko dlatego, że wybrałeś żyć w zgodzie z ekologicznym światopoglądem. Twoje ślinianki pulsują natarczywie wbrew Twojej świadomej woli, kiedy mijasz budkę z „ohydnym” kebabem, a Ty powtarzasz sobie w myślach – zamkniętych i niedostępnych dla nikogo – mantrę: jestem lepszy, będę lepszy, wznoszę umysł ponad sprawę.

Świadoma wola człowieka potrafi być zadziwiająco silna, dominująca i imponująca. Ale sentencje „Na złość mamie odmrożę sobie uszy” oraz „nie będę jadł mięsa, chociaż uwielbiam”, to  postawy świadczące nie tylko o zacietrzewieniu, bo głównie o hipokryzji.

Człowiek potrafi wymóc na swoim organizmie niebywałe posłuszeństwo względem obranej idei. A stąd już tylko pół kroku do fanatyzmu lub do rozwijania agresywnych i nader restrykcyjnych obostrzeń nakładanych na własne ciało i ducha.

Wegetarianizm może być takim samym wyznaniem, co ekologizm albo ateizm albo nauka. Inny w tych postawach jest tylko obiekt kultu, inne są obrzędy i rytuały, mechanizm natomiast,  rozumiany tu jako motor napędowy – pozostaje jeden, ten sam. Jak człowiek głęboko wierzy, z czasem wierzy coraz głębiej. Najpierw odrzuca mięso (wegetarianizm), potem nabiał i wszystkie pokarmy pochodzenia zwierzęcego (weganizm), następnie wszystkie pokarmy po obróbce termicznej powyżej około 42. stopni Celsjusza (witarianizm), następnie wszystkie pokarmy, które samoistnie nie zerwały się z drzewa (spady owocowe)… Na końcu tej drogi czeka odżywianie się praną, ale tę ideologię naprawdę ciężko na sobie wymusić, gdyż rychło skończy się śmiercią – innymi słowy, autentyczny duchowy rozwój, to zgoła co innego, niż wpychanie się w pole światłych lektur, codzienne afirmacje i „ćwiczenie medytacji”.

Najzdrowszy sposób odżywiania nie polega na intelektualnym kreowaniu niszy i ekspansywnych próbach wprasowania tejże niszy do głównego strumienia. Najzdrowszy sposób odżywiania to ten, który opiera się na współgraniu z warunkami zewnętrznymi – geograficznymi, temperaturowymi, surowcowymi. Główny strumień nie kształtuje się z powietrza, jest on wypadkową określonego ekosystemu, a zaprzeczanie ekosystemowi, w którym się egzystuje, jest hipokryzją.

Jeśli mieszkasz w wiosce rybackiej, nad brzegiem morza, głupotą Twoją i hipokryzją będzie uzbrajanie się w dehydrator (przyp. red.: urządzenie „zastępujące” witarianom garnki, czyli sprzęty kulinarne służące do obróbki termicznej, kosztujący około 700 zł.), kiedy Twój organizm w naturalnym trybie rozwoju biologicznego i kulturowego przystosowany jest do spożywania mięsa ryb. Jeśli chcesz być witarianinem w Polsce, gdzie klimat bywa zimowy i z tegoż powodu nie do końca łatwy i przyjazny, licz się z koniecznością wydawania niebotycznej ilości pieniędzy na przeogromne ilości drogich owoców egzotycznych, a więc dla Ciebie obcych, na niebywałe kilogramy bananów etc.,  na równie drogie orzechy i nasiona, spirulinę, kakao oraz na wiele, wiele innych alternatywnych racji żywieniowych w olbrzymich podażach, które dopiero będą w stanie zapewnić Twojemu organizmowi tę porcję niezbędnej energii cieplnej, jaką potrafi zapewnić np.: mała salaterka gorącej zupy pomidorowej z makaronem, przyprawionej imbirem. Jeśli chcesz powiedzieć górnikowi ze Śląska, że powinien zostać wegetarianinem, bo to dla jego dobra i zdrowia, bo „goryle jedzą tylko banany, a są silniejsze od komandosów”, licz się z tym, że zostaniesz wyśmiany jako totalny ignorant dziedziny, jaką jest życie. Jeśli swojego kota karmisz specjalną karmą bezmięsną, która kosztuje „fortunę”, licz się z tym, że zostaniesz wyśmiany jako hipokryta.

Tak, masz prawo do swobody przekonań, do poszukiwania alternatywnych dróg rozwoju i odżywiania, do egzystowania w dowolnej, wybranej wyłącznie przez siebie samego, niszy. Ale nie wpychaj swojej niszy w gardła wszystkim dookoła z przekonaniem, że wpychasz im najzdrowszy z możliwych kęsów – jeśli nie chcesz być hipokrytą.

 

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Dokładnie o tym piszę w swoim artykule – o niezdrowym, krzywdzącym fanatyzmie. Jest różnica pomiędzy dzieleniem się ideą, w którą wierzymy, a natarczywą „zieloną” hipokryzją.

  2. Karmienie innych własną ideologią jest słuszne – gdyż dzięki temu rozprzestrzenia się podzielana przez nas idea – wmuszania innym tego co przyjęliśmy za pewnik – czyli własnym fanatyzmem – jest niezdrowe i napełnia świat krwiożerczą energią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *