Wieczny pokój

Wieczny pokój

Polska zawsze była silna mentalnie. Rodziła się bowiem w bólach, na równinach, które łatwo było zaatakować i niezwykle trudno bronić. Na pograniczu pomiędzy „Rimlandem a Hartlandem”, w geopolitycznym koszmarze, który wyciskał łzy i wykuwał charaktery, scalając kulturę przedmurza, żyjącą w ciągłym zagrożeniu, w cieniu zła.

Kolejne fale ataków Islamu na Europę przebiegały głównie przez jej skrajne, najbardziej wysunięte obszary. Na pierwszej linii tych zmagań była więc Andaluzja w Hiszpanii oraz należące do Rzeczpospolitej – „dzikie pola”. O ile w Hiszpanii muzułmanie świecili tryumfy, tak z terenami Rzeczpospolitej mieli dużo większe problemy. Trudno im było poradzić sobie z dynamiczną, podjazdową taktyką, jazdy lekkiej i miażdżącym uderzeniem ciężkiej kawalerii Rzeczypospolitej. Szybkie łupieżcze wyprawy rozbijali „Lisowczycy”, a te poważne, prowadzone przez Janczarów tureckich, najazdy masakrowała „Husaria”. Wszystkie większe wyprawy wyznawców proroka kończyły się bardzo niekorzystnie wraz z pojawieniem się na polu bitwy niezwyciężonej husarii, a te największe najazdy od zawsze rozbijały się z hukiem o Kamieniec Podolski, tę niezdobytą i potężną twierdzę, aby potem wycofać się z powrotem na południe – w niesławie.

W rezultacie muzułmanie, zrażeni ciągłymi porażkami, zawarli z Polakami „pokój wieczny”. Ten akt z 1632. roku ustanowił relację kultury Islamu wobec dziwnej, odpornej na ich najazdy, elastycznej kultury słowiańskiej Polski i Litwy, przedmurza obojga narodów.

Muzułmanie tylko raz w historii złamali ten pokój, przywożąc 10. grudnia 1671 roku, podpisane przez sułtana, wypowiedzenie wojny. Po spustoszeniu Ukrainy przez powstanie Chmielnickiego, po masowych zniszczeniach Potopu Szwedzkiego połączonych z największym w historii najazdem rosyjskim, zastali w końcu Rzeczpospolitą osłabioną i ranną. Zdobyli Kamieniec w 1672. roku, przy przewadze 75. do 1., i przy wsparciu artylerii francuskiej – ten ostatni fakt wart jest pamiętania.

Wieść o upadku twierdzy szybko się rozniosła – wywołując burzę. Ogromną, groźną, potężną i osadzoną na twardej, litej skale, symboliczną ostoję południa niespodziewanie szybko zajęto, a cała Rzeczpospolita po początkowym szoku zbudziła się w porywie szału jak ogromny i ciągle groźny smok.

W obliczu takiego upokorzenia przeciętna szlachta, a nawet arystokraci oddawali na armię swoje oszczędności, hojnie wyciągając zza pazuchy pieniądze i składając swoje klejnoty rodowe, przez rok zbieraliśmy siły. Poprzez co, było za co wyposażyć trzydziestotysięczną armię, w tym husarię, i wydać Turkom bitwę pod Chocimiem, w 1673. roku. Spośród 35 tysięcy wojska tureckiego, najeźdźcy, z życiem uszło zaledwie kilka tysięcy. Dowódcę polskiej armii, Jana Sobieskiego, nazywano odtąd w krajach orientu „Lwem Chocimskim”. To zwycięstwo wyniosło go także na tron Polski w kolejnym roku i spowodowało coś jeszcze – wytworzyło w świecie Islamu szacunek dla Lachów, bo tak nas ówcześnie nazywano.

To dzięki temu doszło do zmiany strategii Jihadu. Raz wystąpili przed szereg, łamiąc święty, „wieczny pokój” ze Słowianami, którego sami chcieli i do którego dążyli, i źle się to dla nich skończyło. Odtąd omijali Rzeczpospolitą szerokim łukiem, atakując Europę od, trudniejszego do najazdów geograficznie – bo bardziej górzystego, południa.

Jednak w 1682. roku poszczęściło się im, bo na terenie Węgier wybuchło powstanie antyhabsburskie, przez co monarchia austriacka straciła część terytorium i przez aneksje ze strony Francji Ludwika XIV stała się jeszcze bardziej podatna na ciosy.

W 1683. roku turecka strategia dotarcia do centrum Europy od południa zaczęła święcić wielkie sukcesy. Armie sułtana obległy Wiedeń, a papież Innocenty XI słał błagalne listy do króla polskiego o przyjście z pomocą. Deklarował pokrycie wszelkich kosztów, zaklinał, że jeśli Wiedeń upadnie, będzie to początek końca świata chrześcijańskiego, że cała Europa będzie zagrożona upadkiem – wraz z nadejściem nowych władców spod znaku półksiężyca. I jeśli Polski król obawia się grzechu, który obciążałby jego duszę po złamaniu świętej przysięgi „pokoju wiecznego”, to On jako Papież bierze ten grzech na siebie – biorąc go na swoją duszę.

Polski król myślał, ale przybył, uratował świat – doszło do wielkiej „wiktorii wiedeńskiej”, po której cesarz nie zezwolił nawet na tryumf ulicami Wiednia. Jednak odtąd możemy podziwiać na Wawelu namiot sułtana tureckiego, który zdobyto po szarży husarii, bo sułtan uciekał w takim popłochu, że nawet nie zdążono namiotu zwinąć. Tym razem to my „odwdzięczyliśmy się” muzułmanom za to, co wyrządzili przed jedenastu laty w chwili naszego osłabienia, za złamanie „pokoju wiecznego” i zajęcie Kamieńca: niezdobytej ostoi południa

Przekreśliliśmy ich największą szansę na trwałe wdarcie się do centrum kulturowego Europy i odrzuciliśmy – na kilkaset lat, bo złamali święty pokój. Za to zwycięstwo uszanowali nas jak godnego wroga. Tylko Imperium Osmańskie nigdy nie uznało rozbiorów Rzeczpospolitej. Pomimo każdorazowego oburzenia przedstawicieli imperiów zaborczych, na zjeździe ambasadorów w Stambule, przez każde ze 123. lat, kiedy Polski nie było na mapie świata, pytano:

„A gdzie jest poseł z Lechistanu?”,

po chwili wstawał któryś z mistrzów ceremonii, odpowiadając:

„Chwilowo – nieobecny”.

Chwilowo, bo żadna, nawet tak długa, okupacja nie jest w stanie przekreślić takiego hartu ducha.

Udało się to tylko Rzeczypospolitej – jako jedyne państwo na świecie dokonaliśmy prawdziwej kulturowej integracji i „oswojenia” wojującej religii Mahometa, przez co przestała już być agresywna. Muzułmanie – Tatarzy polscy, w pełni zasymilowali się ze Słowianami, czują się Polakami i chcą jej bronić. Stanowią wzór dla Europy – jak należy podchodzić do tematu wielokultowego społeczeństwa i budowania konsensusu pomiędzy wartościami europejskimi a Islamem – w celu uzyskania prawdziwej, bo trwałej, integracji.

Jest rok 2015. – i muzułmanie znowu próbują, uderzają z drugiego końca na Europę, opanowując głównie Francję, Belgię, Wielką Brytanię i częściowo Niemcy. Do Polski, z powodu osłabienia gospodarczego jeszcze nie przybyli, przez co pomiędzy Słowianami a Islamem dalej obowiązuje pokój wieczny. Lecz jest on obecnie bardzo zagrożony i chwiejny, głównie ze względu na działania przyjezdnych, głuchych na ostrzeżenia Tatarów, że „u nas tak nie można”, że „Polacy się wkurzą”.

Muzułmanie nie znają historii, muzułmanie zapomnieli. Starają się im o tym przypominać wyznający tę samą religię Tatarzy polscy, gdyż w Polsce Jihad nie jest dobrym pomysłem – tutaj ta bomba tak naprawdę tylko muzułmanom wypali twarz i wnętrzności, zamieniając ich ciała w różową mgłę.

Były próby, głównie po tym, jak wojsko polskie zaangażowało się w pacyfikowanie Iraku i muzułmanie chcieli odpalić ładunki wybuchowe w polskich kościołach – na Pasterce, ale polskie służby specjalne monitorowały sytuację i jadących na akcję terrorystów co do jednego wyłapały.

Oczywiście wszyscy wiemy, że państwo polskie istnieje tylko na papierze, ale ta sytuacja nie miała nic wspólnego z indolencją sprawczą i intelektualną naszych struktur siłowych i prostych „biurw”. Tutaj sprawa była poważna i każdy wiedział, jak działać pomimo tego, że na co dzień, w większości przypadków – ma swoją pracę dla ludzi i państwa: głęboko gdzieś.

Ten akt antyterrorystyczny, głównie muzułmanom w Polsce pomógł – on ich uratował. Gdyby w Polskę uderzył nagły, krwawy i bardzo symbolicznie krzywdzący akt terrorystyczny, Polacy mogliby wziąć go do siebie – potraktować na poważnie i zaczęłaby się prosta, prowadzona przeważnie przy użyciu tępych narzędzi i maczet, rzeź.

Każdy, kto nie odrobił swojej lekcji historii, jest skazany na jej powtórzenie.

 

Zibikendo

 

 

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *