Wierzę albo nie wierzę

 

Wierzę albo nie wierzę

To, w co wierzę, dla mnie osobiście jest cenne, lecz nie może mi przesłonić perspektywy. To, w co nie wierzę, odrzucam bez emocji jako zupełnie zbędną dla mnie hipotezę, aby zachować czystą perspektywę – jeśli zaś głoszę, że to, w co wierzą inni, a w co ja nie wierzę, na pewno nie istnieje, staję się krzewicielem antywiary, więc niczym nie różnię się od człowieka wierzącego.

Granica między wiarą a niewiarą jest cienka. Zanim się ją narysuje, dobrze zdać sobie sprawę, co chce się wyrazić – jeśli przejawiam potrzebę wyrażenia czegokolwiek, bez poprzedzających moje przekonanie głębokich przemyśleń owocujących argumentami, powinnam zachować milczenie. Mówienie czegokolwiek przypomina dziecięce igranie z niebezpieczeństwem, którego skalę dziecko deprecjonuje lub wcale nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa (nie dysponuje danymi na temat spotkanego zjawiska, ponieważ spotyka je po raz pierwszy) – dziecko na przykład, dla zabawy, próbuje strącić patykiem gniazdo os w szczerym lesie; mówienie czegokolwiek przypomina tego rodzaju zabawę dziecka. Trzeba dodać, iż zachowanie dziecka w podanym przykładzie jest zrozumiałe – dziecko nie dostrzega bezpośredniego związku między sobą a rzeczywistością (raczej eksploruje rzeczywistość bez świadomości swoich ograniczeń i doświadczeń, do jakich ta bezkompromisowość może doprowadzić), odbiera świat osobiście, spontanicznie i eksperymentalnie oraz nie przewiduje konsekwencji – tymczasem analogiczne zachowanie dorosłego może zostać poddane próbie zrozumienia, ale nie może być akceptowalne ani usprawiedliwione.

Wierzę albo nie wierzę 1

Trudno mi jednoznacznie określić, kiedy pojęcie nauki oddzieliło się od pojęcia wiary, lub kto ten podział zapoczątkował. Intuicja korci mnie, by początku tego szukać wokół Newtona, ale z dużym prawdopodobieństwem mogę się mylić. Natomiast obserwuję czas teraźniejszy – rzeczywistość, w której egzystuję jako osobnik dorosły – i stwierdzam, że pewien prąd pcha ludzkość w stronę ponownego połączenia tych dwóch pojęć. Martwi mnie ten prąd, bo nie potrafię zrozumieć sensu usilnych prób odnalezienia punktu stycznego między liniami równoległymi.

Dualny charakter świata jest łatwiejszy do zrozumienia i milszy do zaakceptowania. Odróżnienie jednej sfery od drugiej, podział między dwiema dziedzinami, oddzielenie jednego słowa od drugiego – uchwycenie różnic w wyrazach bliskoznacznych, wydaje mi się o wiele bardziej racjonalne, a i o wiele bardziej atrakcyjne od starań polegających na wymieszaniu wszystkiego w pojedynczym, wspólnym kotle.

Jeśli nawet świat byłby jednością, człowiek jest istotą ograniczoną ramami ludzkich możliwości poznawczych – ramami intelektualnymi i emocjonalnymi, jak i cielesnymi (doczesnymi) – zatem i tak nie jest w stanie dostrzec tej jedności. Pojedyncza perspektywa nie może być wystarczająca do zobaczenia całości. Skąd więc ten nienaturalny pęd, by wyginać osie budujące daną perspektywę, by na jeden obraz nakładać wiele odmiennych obrazów i upierać się, że wszystkie kawałki układanki na pewno do siebie pasują?

Wierzę albo nie wierzę 3

Obiektywizm, to szalone, nienormalne miano – człowiek powinien go unikać. Zamiast mówić „wiem”, lepiej powiedzieć „odniosłem wrażenie, że”, „przeczytałem, że”, „rozumiem, że”, „sądzę, że”.

Subiektywizm, to z kolei szalenie wyświechtane miano – rozwijający się człowiek, powinien go unikać. Zamiast mówić „to tylko moje zdanie”, „z mojego punktu widzenia”, „być może nie mam racji, ale”, lepiej powiedzieć „odniosłem wrażenie, że”, „przeczytałem, że”, „rozumiem, że”, „sądzę, że”…

Zawsze, nigdy, wczoraj, jutro; wiem, jestem pewien; skąd mogę wiedzieć – nie mam pojęcia, gdzie leży prawda…

ileż nieprecyzyjnych pojęć zalewa moje myślenie. Dwie perspektywy usilnie nakładają się na siebie, pchane nieokreślonym prądem, a są tak różne – oddzielne – że prawie niemożliwym staje się zachować umiar i rozum.

Wierzę albo nie wierzę 4

Kiedy mówię, że wierzę, nie próbuję przekonać nikogo do moich poglądów. Kiedy mówię, że nie wierzę, to znaczy, że przyznaję sobie prawo do wątpienia i podważania. Kiedy mówię, że to dobrze, że wiara i nauka stały się oddzielne, to znaczy, że cieszą mnie ścieżki równoległe, że wielość niepogodzonych ze sobą perspektyw raduje mój umysł, świadcząc o bogactwie świata tego.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (6)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Zbigniew Galar

    Kiedy mówię „wierzę” to znaczy, że nie mam argumentów i nie wiem na pewno. Wbrew pozorem człowiek może coś wiedzieć na pewno, bo i tak każde wypowiadane przez niego zdanie, to jego subiektywna opinia.

    Stwierdzenia: „rozumiem, że” oraz „z mojego punktu widzenia wygląda to tak” są równoważne i oba wypowiadają subiektywną opinię.

    Wbrew pozorom istnieje coś takiego jak obiektywna opinia, to opinia oparta o doświadczalne fakty, które każdy może subiektywnie sprawdzić.

    Kiedy mówię „wierzę” to wiem, że nie mam argumentów, inaczej nie musiałbym wierzyć i mógłbym wiedzieć – dlatego nie próbuję do swojej wiary nikogo przekonać, ale emocjonalnie jest mi lepiej, jeśli mogę z kimś tę samą wiarę podzielać.

    To nadaje życiu niedoskonałych bytów poczucie wspólnoty. Płynąć na wzburzonych falach na łupinie orzecha, to wzruszające kiedy wielu spojrzy w tę samą stronę.

    Kiedy mówię „wiem” to wiem, ale bez kropki. To moja obiektywna prawda. To wyzwanie rzucone światu – sprawdź czy się mylę. To prośba o sprawdzenie. Dlatego – także dla dobra świata i rozwoju własnego poziomu intelektualnego – bardzo często mówię do świata „wiem”. Niech spróbuje…

    Wiem i się tego nie wstydzę, że wiem, tam gdzie inni muszą wierzyć.

    • justynakarolak

      Jeśli opinia, to na pewno nie obiektywna – w mianie obiektywizmu może mieścić się tzw. fakt, ale nie osąd, przekonanie (opinia) 🙂 .

      A i z samymi faktami ciągle mamy sporo roboty – wiedzieć coś na pewno? Hmm… A słyszał sentencję: „Wiem, że nic nie wiem” (czy też: „Nie wiem i nie sądzę, że da się wiedzieć”)?

      Hi hi, a ja tam myślę, że nuta wstydu zawsze dobrze robi na ego 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *