Więźniowie wyimaginowanych światów

Więźniowie wyimaginowanych światów 1

Tylko psychopaci mówią prawdę – ludziom, którzy mają nad nimi władzę, jaką sprawują czy to przez fizyczną, czy intelektualną kontrolę. Jeśli wbrew woli osoby nadzorowanej i kontrolowanej wymuszane są pewne decyzje – zniekształcanie docierającej do przywódcy informacji staje się jedynym narzędziem wpływu wtórnego, odroczonym w czasie sposobem reakcji, metodą na wyrównywanie szans.

Nie można przełożonemu – po prostu nakłamać, w zamian przemilcza się niechciane informacje, wypacza je – potem w inny sposób ubiera. Zmienia się przekaz relacji o ułamek stopnia – kątową sekundę; tak, żeby wódz nie zauważył. Czasem o milimetr nagina się fakty przy minimalnym ryzyku redukcji ich wiarygodności. Jednak skumulowany wpływ takiego systemowego i ukierunkowanego dezinformowania prowadzi do „ugotowania” naszego pana – bo odizolowuje go od nas kompletnie. Będzie on jak żaba w naczyniu, w którym wystarczająco wolno podnosi się temperaturę – aż od momentu, gdy nie ma już siły wyskoczyć. Wtedy przywódca jest stracony; zwłaszcza, gdy zaślepiony władzą, nadal łudzi się. Jego dalsze istnienie jest zaledwie parodią każdej dawnej potęgi i mocy. Stając się marionetką w rękach kontrolującego wszystko dworu – będzie ledwie wygodną fasadą dla gawiedzi, le chapeau qui rend invisible.

To dlatego opisywani w legendach miejskich dobrzy władcy – królowie – poszukiwali źródeł nieprzetworzonej informacji w strojach żebraków, złaknieni kilku słów prawdy: byli gotowi nawet poniżać się i ryzykować śmiercią.

Eliminacja wiarygodnej strawy informacyjnej potrafi odizolować i zatruć nawet najbardziej inteligentny i oświecony umysł. Smutny, i pełen obłędu płynącego z niemocy, przywódca rzuca się, nie wiedząc, dokąd skierować swoją coraz mocniej nieskupioną potęgę. Podobny koniec spotyka wszystkich zbyt namiętnych koneserów władzy, którzy nie potrafią jej z gracją adorować i z umiejętnością obchodzić się z nią.

Sprawowanie władzy zawsze będzie jak stąpanie słonia pomiędzy serwisami porcelany – jak podroż z przywiązaną poziomo do bioder bardzo długą żerdzią przez komnatę kryształów, niekiedy we mgle. Każdy obrót, najmniejszy nawet krok, bądź nieznaczący niuans, może mieć bardzo poważne, głównie dla „maluczkich”, konsekwencje. Sprawowanie władzy zawsze będzie mierzalne ludzkim życiem – co wywołuje skrajne emocje i magnetyzuje je ku sobie.

Będą się dalej uśmiechać, a w głębi będą nienawidzić. Będą rzucali swoje marzenia pod stopy – z wielką nadzieją, że w końcu się one spełnią. Tymczasem należy stąpać ostrożnie zwłaszcza po marzeniach, nawet jeśli są głupie i pozorne – należy je szanować. Zawieść oczekiwania albo za wiele oczekiwań na raz, za szybko je spełniając, pozostaje tak samo niebezpiecznie. Nagła pomoc potrafi ludzi identycznie mocno, intensywnie poniżyć, co bezpośrednia zniewaga. Kiedy dobroć jest jak łaska wykazująca różnicę, może stać się czymś nieznośnym – bo dług, którego nie da się spłacić, upadla, i czasem jest jak cierń.

W ten czy inny sposób, władca wcześniej czy później zapewni sobie wrogów – tak dzieje się za każdym razem, kiedy się coś wokoło zmienia, bądź kiedy coś wywołuje zazdrość samym faktem istnienia, i wtedy rozpoczyna się ogólna dezinformacja. Zamiast bezpośrednio nastawać na pozycję suwerena, otacza się go szczelnym kordonem pochlebstw, aby skutecznie pozbawić go źródeł na niezależną i niezmanipulowaną informację. Po pewnym czasie uścisk takiego kłamstwa wywołuje paranoję, i wtedy nawet poznanie prawdy nie zmienia niczego, bo władca w nią po prostu nie uwierzy, po czym –  już całkowicie sam – odizoluje się.

Tylko psychopaci mówią przywódcom prawdę i są to osobnicy wielce szczególni, u których poniesienie konsekwencji za słowa nie wywołuje już praktycznie żadnych emocji – zero wrażenia, bo tak właśnie postanowili i się nie cofną. Reszta ludzkości zawsze będzie „coś ugrywać”, co akurat ma aktualnie do załatwienia, będzie nieszczerze upewniać cesarza przy wszystkich pozbawionych rzeczowości osądach. Zrobi to taktycznie i prawie automatycznie, a przez skromność dopiero po wszystkim – „obliźnie się”.

Władza więc zawsze będzie nieco oderwana, ślepa na bardzo wiele kluczowych aspektów rzeczywistości, bo to wynika z jej hierarchicznej natury, a więc wymagającej wielostopniowej akceptacji i pośrednictwa struktury. Kiedy ktoś z takiej władzy bezpośrednio korzysta – automatycznie trzyma przy czyjejś głowie pistolet, a komuś takiemu mówi się wszystko, co chce usłyszeć, natomiast nigdy prawdy, bo prawda jest niebezpieczna: wywołuje skrajne emocje, które eliminują opcje wyboru. Im więcej możliwości, tym więcej potem szans na dostatnie ludzkiego życia. Dlatego interesem wszystkich będzie zamglenie i niepewność, zwłaszcza w środowiskach mających władzę, bo w mętnej wodzie bezpieczniej się pływa.

Partycypacja we władzy poprzez dozowanie prawdy realizuje się w postaci odcięcia i monopolizacji źródeł wiedzy. Czasami w formie fizycznej eliminacji źródeł informacji, czy odsunięcia od otoczenia przez skłócenie jednostek, którym przywódca ufał. Tak właśnie działa sztucznie wywołany deficyt, stający się skutecznym środkiem rozmywania i współuczestnictwa w systemie kontroli, która na pośrednikach w podobnym mechanizmie, również się rozprasza.

Generuje to z czasem sytuację patową – organizację będącą kwintesencją chaosu, pozbawioną widocznego konstruktu i przewodnictwa systemową niezdolność do działania, spowodowaną głównie brakiem informacji, kto i od kogo zależy, oraz wiedzy, czym w końcu pozostaje „ta prawda”.

Bierność elit, przejawiająca się zakłamywaniem, czy ślepotą na rzeczywistość, odbiera jej przedstawicielom możliwość reagowania na zmiany. Petryfikując tyranię konsensusu, umniejsza się luzy do zagospodarowania, co usztywnia i cementuje, niezdolny do działania oraz wewnętrznych reform, system. Potrzeba wtedy impulsu z zewnątrz, aby zastąpić i na nowo uelastycznić coraz bardziej nieadekwatną wobec zmiennej rzeczywistości strukturę.

Gardzący otoczeniem przedstawiciele establishmentu są od niej zależni, warunkowani strachem przed utratą pozycji – będą się radykalizować, tym bardziej zatapiając się w ślepym widzie i otorbiając się.

Kiedy zbliża się zarzewie rewolucji władza jest jak zawsze bezradna, bo miłościwie panujący nie wiedzą, że wcale jej już od pewnego czasu nie sprawują. Bawiąc się i zarządzając w poczuciu siły, tym narkotyku emocji, powoli stawali się bowiem więźniami stworzonych na ich użytek wyimaginowanych światów, a w tym czasie systematycznie i powoli wszystko przejmowała wszechwładza status quo. Radykalny postulat o braku miejsca, pełen niezdolności do jakichkolwiek korekt…

Skoro nie mogą zmienić się choć trochę, stabilność tej iluzji uśmierzy ich w końcu – aż wreszcie nadejdzie zapowiedziany, ale przez nich kompletnie niespodziewany, zupełnie nowy dzień, w którym na raz odmieni się dosłownie wszystko.

Zibikendo

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *