Władza ewolucji – ewolucja władzy

Władza ewolucji – ewolucja władzy 2

Sieciocentryczna organizacja plemienna była wielkim wynalazkiem człowieka. Zwłaszcza w stosunku do pierwotnego, i stosowanego przez wiele gatunków zwierząt, przywództwa opartego na fizycznej sile. Pozwoliła ona bowiem prawie dziesięciokrotnie zwiększyć liczbę niekonfliktujących się i mocno wspierających się wewnętrznie grup.

Wioska, której system władzy został oparty na liderze, jest w stanie osiągnąć stan liczebny najwyżej kilkudziesięciu osobników. Powyżej tej wielkości zaczynają się systemowo generowane konflikty. Tylko w tak małej grupie ogromnie łatwo jest wskazać najsilniejszego członka stada i jest on w stanie nieustannie udowadniać w grupie swoją siłę. Kiedy potencjalnych konkurentów jest więcej niż kilkunastu, wtedy automatycznie każdy samiec alfa przegrywa z kolejnym już pretendentem, głównie od nawarstwiających się urazów, jakie otrzymuje on w walkach w obronie supremacji. Sprawia to, że przywództwo staje się dla niego nieopłacalne. Dlatego grupa musi podzielić się, uczynić mniejszą, aby znowu uzyskać warunki, w których długoterminowe korzyści płynące z przywództwa zachęcą samców konkurować o samice.

Drugim czynnikiem, który wymusił rozwój metod zarządzania, było ludzkie uspołecznianie się. Nawet najbardziej waleczny samiec alfa, w bezpośredniej konfrontacji musi ustąpić przed kilkoma przeciwnikami będącymi wojownikami. Nie ma więc możliwości utrzymania posłuchu i fizycznej władzy w wiosce, kiedy jego despotyzmowi przeciwstawi się kilku współpracujących ze sobą i wspierających się wzajemnie oponentów. Kiedy ludzie odkryli tę prostą zależność, że władza fizyczna płynie z ilości – nie z jakości, powrót do zwierzęcej organizacji władzy przestał być możliwy.

Wojnę pomiędzy dwoma plemionami prawie zawsze wygra to liczniejsze. Stąd też zaraz po wykształceniu się formy zarządzania sieciocentrycznego – przez możliwość budowania za jego pomocą większych grup, podbiło ona jako domyślna metoda formowania grup prawie cały prehistoryczny świat. Człowiek od tego momentu nauczył się żyć i rozwijać nie tylko w małych rodzinnych plemionach, lecz w znacznie większych tworach organizacyjnych, które posiadały trwały system kontroli władzy – władzy, której praktycznie nie było. Przestała być ona widoczna w bezpośredniej formie, bo wioska została trwałego przywództwa pozbawiona. Było ono formowane tylko w potrzebach – kiedy należało zbudować mechanizm wydania oraz wykonywania poleceń.

Sieciocentryczność jest pojęciem z dziedziny zarządzania. Jest ona najskuteczniejszą formą zarządzania społecznością, a polega na samoświadomości grupy – dogłębnej wiedzy o niej samej. Dzięki sieciocentryczności społeczność reaguje na wyzwania najlepiej, bo zawsze ustanawia się w takiej strukturze hierarchia ad hoc, w zależności od zagrożenia, któremu należy sprostać, czy zadania, które trzeba wykonać. Nie ma przywódcy, istnieje wyłącznie organizacja w czystej formie.

Po ustanowieniu sieciocentryczności, na przykład negocjacje z innym plemieniem zawsze przeprowadzi najbardziej doświadczony i jednocześnie najbardziej intelektualnie sprawny człowiek. Grupa doradcza dla negocjatora stworzy się sama, a do kręgu wsparcia wejdą najbardziej predystowani do tej roli, np.: przedstawiciele starszyzny. Kiedy do wioski wtargnie lew, grupę szybkiego reagowania na zagrożenie stworzy najlepszy myśliwy. To na niego spojrzą wszystkie oczy w sytuacji zagrożenia ze strony dzikiego zwierzęcia-intruza. Każdy w wiosce wie, kto jest najlepszy w danej dziedzinie. Organizacja sieciocentryczna zadziała bez ustalania, kto powinien rozpocząć wydawanie poleceń, bo każdy zna każdego na tyle mocno, aby wiedzieć, gdzie jest czyje miejsce w gradacji profesjonalizmu.

Ograniczeniem liczebności takich grup była wiedza na własny temat, jaką mogli posiadać jej członkowie. Dlatego można było zarządzać w ten sposób większymi grupami, gdy to kobiety rozpowszechniały wśród wszystkich członków plemion wewnętrzną informację – wiedzę o preferencjach i talentach jednostek – każdej z osobna.

Matriarchat stał się wtedy dominujący. W skali mikro, mężczyźni nadal nie zdawali sobie jeszcze sprawy, że ich udział jest niezbędny do urodzenia się dzieci – magia, miękki atrybut, była więc obecna w postrzeganiu ważności kobiet i przechylała jej szalę ku nim. W skali makro, to kobiety zaś były bardziej predystynowane do sprzyjania poznawaniu się członków plemienia. Utrwalanie przez dyskusje kobiece wzajemnej wiedzy na temat charakterów i właściwości członków społeczności, pozwalało zachować samoświadomość tej społeczności – przy dużo większym objętościowo plemieniu. Pozwalało to grupom, w których najważniejsze były kobiety, na zbudowanie większej, a przez to silniejszej grupy – przez co społeczności te przez przewagę fizyczną wynikającą z liczebności, wygrywały konkurencję z innymi mniejszymi plemionami. Kobiety – słuchane i niespychane na drugi plan przez mężczyzn, dawały też twarde korzyści – wynikającą ze spójności siłę.

Przy tym systemie zarządzania ograniczenia ludzkiej pamięci, pozwalały na zbudowanie społeczności liczącej maksymalnie około dwustu członków w sile wieku. Dzieci i starcy w sensie ograniczeń dla sieciocentryczności nie mieli znaczenia, bo nikt nie musiał zapamiętywać ich predyspozycji. Były one w każdej dziedzinie pomijalnie małe.

Liczba graniczna około dwustu osobników jest tak niewielka, gdyż nie chodzi o maksimum zdolności kształtowania się pamięci u najwybitniejszych, lecz o zdolności utrzymywania wiedzy wewnętrznej wśród ogółu, przez najbardziej dynamiczną część grupy. Warunkiem, żeby sieciocentryczność zadziałała, jest konieczność stałego uaktualniania informacji. Musimy wiedzieć nie tylko, kto się w czym specjalizuje, ale również mieć pojęcie o hierarchii tej specjalizacji oraz wiedzieć, jak dany członek społeczności mniej więcej się teraz czuje. Cóż z tego, że jeszcze tydzień temu ktoś był najlepszym wojownikiem, skoro od pewnego czasu jest chory i nie będzie mógł organizować taktyki w walce?

Tego typu organizm społeczny, oparty na wiedzy, zawsze będzie ograniczony rozmiarem. Aby poszerzyć możliwości ludzkości, potrzebny był więc kolejny wynalazek, mianowicie: innowacja w postaci zdolności budowania społecznej drabiny. Powszechnie uważa się, że następcą, chociaż nie spadkobiercą, sieciocentryczności jako formy sprawowania władzy, była struktura hierarchiczna. Jest ona o około 30% mniej wydajna, lecz pozwala ona na wielce skalowalny rozrost gabarytów kontrolowanej grupy. Tyle, ile jest stopni wojskowych, tyle poziomów wiedzy o ludziach możemy na sobie nabudować. Tylko bezpośredni przełożony musi znać swoich ludzi, oficer wyższy stopniem kontaktuje się już z liderami jednostek – wielkość organizmu, jaki można w ten sposób kontrolować, mierzy się już w tysiącach.

Władza w obecnym rozumieniu nie jest rezultatem przewagi intelektualnej przywódcy, nie jest ona również emanacją fizycznej siły. Władza przestała być utrzymywana za pośrednictwem najlepiej zorganizowanej i wyposażonej kasty – wojskowych. Oczywiście za wyjątkiem kilkunastu państw, pozostających jeszcze pod intelektualnym wrażeniem organizacji społecznej kontroli sprawowanej za pośrednictwem prymitywnej struktury hierarchicznej. Cofamy się w rozwoju do tej anachronicznej, opartej na rozkazach formy tylko, gdy wprowadzamy „stan wojenny” – czyli w czasach kryzysu.

Kiedy kryzysu nie ma – wprowadzenie stanu wojennego uważa się za barbarzyństwo, które jest powszechnie uznawane za nadużycie ze strony uprzywilejowanej fizycznie wojskowej kasty. Traktowane jest jako działanie burzące spolegliwość społeczeństwa i pchające je w objęcia najbardziej wyrafinowanej formy władzy, tj.: umowy.

Pojawienie się społecznej umowy jako źródła władzy – jest zjawiskiem względnie młodym. Mowa o władzy bezpośrednio płynącej ze społeczeństwa i powierzanej przywódcom dobrowolnie, a nie będącej efektem bezpośredniej przewagi elit nad pospolitym ludem w postaci magii (reprezentowanej obecnie przez medialną propagandę), czy siły. Jako koncept intelektualny, „umowa powierzająca kontrolę nielicznym”, istnieje z przerwami od zaledwie kilku tysięcy lat. Okresy przerw brały się z oporu arystokracji. Przez niego prawie nigdy „umowa” nie była wprowadzana w życie do końca. Jej idea stawia bowiem naród na piedestale, przez co każdy przedstawiciel władzy zobowiązany jest mu służyć. To spotyka się z oporem lepiej uposażonej części społeczeństwa skażonej wirusem „władzy”, który każe jej „zarządzać”. Do zaistnienia „umowy” –  potrzeba warunków wzrostu dla pokolenia świadomego swoich celów, które nie spotkało się w swojej przeważającej części z sytuacjami deprawacji władzy. Do rozmycia sieci kontroli, potrzeba też ograniczenia wpływów posiadanych przez arystokrację, przy jednoczesnym zachowaniu dobrobytu i spokoju. Może to nastać tylko w przedłużonym czasie wzrostu, jakiego doświadczaliśmy jeszcze do niedawna.

Czy udało nam się zapewnić sobie wystarczająco długi okres dobrobytu, aby wykształcić pokolenie świadome społecznie? Tak, z pewnością.

Czy udało nam się odsunąć genetycznie uprzywilejowane, a nie kompetencyjnie ukształtowane elity – uniemożliwiając im nepotyzm i budowanie szklanych sufitów dla aspirujących do lepszego życia? Nie, to jeszcze przed nami…

 

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *