Wojna Pokemonów z Lemingami

Wojna Lemingów z Pokemonami

Świat podąża w swoim kierunku, przelatują nad nami komety, zmieniają się papieże, rodzą się i umierają ludzie. Wybuchają i gasną konflikty. Natomiast w naszym parlamencie jakby czas się zatrzymał i w najlepsze trwa zabawa w wojnę pomiędzy Pokemonami a Lemingami .

Odnosi się wrażenie, iż nie są istotne żadne kwestie na świecie i nawet gdyby groziła nam totalna, globalna katastrofa Pokemony i Lemingi objęci jak kochankowie trwali by w tym uścisku.

Nie możemy się wydobyć poza ten nasz wrzący kociołek, ponieważ polski bigos gotuje się sam. Nad tym kotłem nie stoi żaden diabeł. Natomiast nadają go w piekle na specjalnym kanale rozrywkowym pt. „Polish joke”.

Tu nie chodzi o język nienawiści, tu nie chodzi o politykę, o Polskę, ani o naród, to poprostu radośnie żałosny spektakl amatorszczyzny w najgorszym wydaniu. Pokemony uprawiają antypolitykę z zasady bo taki ma charakter naczelny mandaryn, Lemingi natomiast uprawiają antypolitykę bo tego wymaga marketing

Jak to się ma do poprawiających się warunków rozwoju naszego kraju. Nijak. Kraj sobie, elity sobie a ludzie sobie, każdy sobie rzepkę skrobie. Nie najlepiej to świadczy o naszych preferencjach społecznych i nie rokuje dobrze na przyszłość. A jeśli ktoś myśli, że narodowcy, czy ekstremiści prawicowi mają do tego inny stosunek to się głęboko myli. Pokemony mają swoją filozofię świadomości społecznej i robią to po pierwsze: żeby pokazać innym polakom, że są lepszymi polakami i można dać komuś gorszemu po mordzie, po drugie: żeby dać wyraz swej głębokiej frustracji ekonomicznej, tak naprawdę pokemony żyją w innym kraju i w innym czasie teraźniejszym. Lemingi natomiast w ogóle nie są zainteresowane niczym innym jak tylko sobą samym. Każdy leming mimo swej nazwy żyje w własnym kraju. Lemingi nawiązują kontakty bilateralne pomiędzy sobą, aby uzgodnić ogólna opinię, ale nie opuszczają nigdy swej ojczystej „Nibylandii”. Na czym więc polega wojna, bo wydawałoby się, iż w tych warunkach jest niemożliwa, a jednak trwa. Wojna jest oczywiście o miejsce przy korycie, a ponieważ w korycie jest coraz mniej, więc jest coraz bardziej zdeterminowana. To nie jest tak żeby obydwie strony czuły się jakoś specjalnie nieszczęśliwe. W cieplarnianych warunkach rozwijają swoje poetyckie koncepcje i już dawno odleciały na swoje rodzinne planety obserwując życie polaków przez teleskopy statystyk. Czasem naczelny Pokemon weźmie udział w jakimś marszu pokazowym przyjmując zgodnie z swoją wschodnią proweniencją minę i pozę mandaryna, czasem naczelny Leming niczym meteor przeleci tuż nad społeczeństwem, ale obydwaj nie maja już nic z nami wspólnego to „xenomorfy”. Już nie tylko satrapowie, ale także ich dwory są kompletnie wyalienowane i nie zrozumieją ani naszej rzeczywistości, ani nas, ponieważ nasza rzeczywistość jest dla nich przerażająca.

Walka odbywa się, w ciekawy i zrytualizowany sposób. Jedna i druga strona nie mówią do siebie, bo niby, o czym mieli by ze sobą rozmawiać. Oni, – czyli pokemony i lemingi mówią do siebie poprzez nas. Naczelny pokemon wraz z swoim chórem mówi do swoich wyznawców – i naucza „dziel i rządź”. A naczelny Leming z swoim dworem do swoich wyznawców – i naucza „reklama dźwignią handlu”. Czasem żeby zelektryzować swoją wypowiedź jedna i druga strona obrzucają się wzajemnie gównem i pomyjami, ale oczywiście nie zrobią sobie zbyt dużo krzywdy, trwając w tym klinczu muszą się liczyć z smrodem przeciwnika, nie ma wyjścia.

Jednak jedna rzecz ich łączy, prócz oczywiście narkotyku posiadania władzy, nie wiedzą nic, absolutnie nic, o naszym życiu codziennym i myślę, że nie są nim zupełnie zainteresowani, dla nich jesteśmy – podatkiem.

Antykwariusz

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Podatkiem to jesteśmy niestety dla ich zaplecza – podatkiem jesteśmy dla urzędnika, a nie polityka.

    Dla polityka z kolei jesteśmy tylko i wyłącznie motłochem, pomiotem, który przekupuje się billboardami i obietnicami. Nie mają oni powodu, aby traktować lud inaczej jak stada owiec idących za paradygmatem i oni starają się do tego przywódczego paradygmatu dostosować.

    W praktyce wszystko sprowadza się do kasy, albo ona jest i wygra się wszystko, albo tej kasy nie ma – wtedy trzeba kombinować i brudzić się rozmową z wyborcami, a wynik i tak nigdy nie jest pewny.

    Szczęśliwi po wyborach zajmują się podziałem stanowisk, czy wojną buldogów pod dywanem i to zajmuje ich przez 80% czasu, a wyjątkiem tych krótkich chwil przed wyborami, kiedy walczą oni o prawo dalszego udziału w tej grze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *