Wojna światów ze zdrowym rozsądkiem. Szkoła Frankfurcka

Nagle budzi się zdrowy rozsądek, jeszcze nie u wszystkich, ale już powoli widać symptomy odzyskiwania mózgu. Jest to proces wielce bolesny i nie może się odbywać bez wierzgania. Milcząca większość się wkurzyła i postanowiła zapanować nad rozdokazywanym establishmentem. Jeszcze nie wszędzie, wciąż powoli, ale fala idąca przez świat jest praktycznie nie do zatrzymania. A kluczowym momentem stało się wybranie Trumpa na prezydenta USA.

I nie chodzi tu, kochani, o prawicowość czy lewicowość; chodzi o pewien psychiczny amok, w który powpadały środowiska mainstream’owe. Z niewiadomych powodów środowiska te poczuwają się do roli awangardy narodów, podkreślając swoją rolę jako światłego przewodnika, natomiast prawie nigdy nie biorą one odpowiedzialności za skutki swoich działań, przerzucając je na resztę społeczeństwa, a w najlepszym razie na rządzących w danej chwili.

Chciałbym je nazwać socjal-liberalnymi, lewicowymi, ale tak naprawdę nie mają one nazwy i nie są związane z żadnym kodem politycznym; są rodzajem obłędu. Występuje jednak pewna prawidłowość w tym obłędzie, jej wykładnią są społeczne środki na utrzymanie tych ludzi. Bo tylko część z nich jest produkcyjna, a większość kryje się za różnego rodzaju instytucjami i mechanizmami pozyskiwania pieniędzy społecznych. Ludzie ci muszą na wszelkie sposoby przekonywać społeczeństwo do swoich racji, etykietując je jako niezależne, postępowe, nowoczesne, ekologiczne, humanitarne i co byście tylko nie chcieli, a na co byście mogli wpłacić datek, plus oczywiście dotacja rządowa, czyli też nasze pieniądze, bo wszak rząd nie posiada swoich.

Drugą prawidłowością jest malownicza obecność w tych ekscentrycznych szeregach wszelkiego rodzaju mniejszości i diaspor, które istnieją w społeczeństwie tylko jako nisze społeczne, ale przez swoją agresję i dynamikę narzucają reszcie społeczeństwa własną wizję świata. To, co jest zaledwie zakłóceniem w szerokich wodach społecznych, opierając się o tolerancję i humanitarną świadomość społeczną, żąda dla siebie praw i uznania, jak gdyby sensem istnienia społeczeństw były te mniejszości właśnie. No, jednak nie są. W skrajnych sytuacjach nisze te natychmiast znikają, a ich przeżycie możliwe jest wyłącznie dzięki społeczeństwu – same nie są w stanie przetrwać.

Najpierw środowiska mniejszości zabiegają o tolerancję. Dobrze – mówi społeczeństwo – jesteście dorośli, jesteście przekonani co do tego, co robicie, zgadzacie się na to i nikt przy tej okazji nie jest krzywdzony, więc bądźcie sobie, jacy chcecie.

Ale wy nas nie kochacie! – krzyczy mniejszość. A po co mielibyśmy was kochać? – odpowiada społeczeństwo. – Tolerujemy was, przecież…

Musicie nas pokochać, jesteśmy piękniejsi, bardziej kolorowi, mądrzejsi, zdolniejsi i w ogóle to dzięki nam się rozwijacie; gdyby nie my, panowałby wśród was ciemnogród – jesteście złem, a my kolorowym motylem z waszych marzeń.

Raczej Kaczką Dziwaczką…  – odpowiada społeczeństwo.

To ksenofobia, rasizm, homofobia, mowa nienawiści i faszyzm, a w ogóle to jest niepoprawne politycznie – oskarżają oni.

Należy was za to ukarać i będziecie odpowiadać przed sądem. Wy, większość, wy podli, wy – którzy nie chcecie się wyzwolić i wciąż tkwicie w waszych schematach – bo to my jesteśmy przyszłością i nadzieją.

Lecz czy prawdą jest, że nie wiemy, skąd się bierze ten cały bełkot?

Otóż wiemy, znamy bardzo dokładnie historię powstania tego obłędu, znamy nawet ludzi, którzy za tym stoją i którzy wymyślili, jak stworzyć ten porażający chaos pojęć i poglądów, a co najważniejsze, zrobili to świadomie i dalej to czynią.

Wszystko jak zwykle zaczyna się w patologicznym XX wieku. Wielka rewolucja październikowa miała ogarnąć cały świat, zniewolone narody miały sięgnąć do zdrowego źródła swego dobrobytu, klasy robotniczej i pod jej światłym przywództwem wywrócić porządek świata, wprowadzając marksizm jako nowy porządek. Miały. Ale się nie przyłączyły. Dzielna komunistyczna międzynarodówka ze swoimi przyczółkami propagandowymi we wszystkich krajach Europy – poniosła klęskę. Klasa robotnicza w krajach, które miały się przyłączyć do rewolucji, nie podjęła jej płomienia, a w dodatku niejaki Piłsudski zatrzymał marsz komunistycznych chord na Europę.

Komuniści byli w szoku: jak to? A ponieważ idea była „słuszna”, w takim razie musiała zawieść rzeczywistość. Lenin nawet podjął działania, zwołując międzynarodówkę w Moskwie w 1922 roku, podczas której  przy udziale wielu wybitnych marksistów próbował znaleźć odpowiedź na pytanie – dlaczego się nie udało? Ale Lenin umarł, a Stalin nie pozował na intelektualistę, a co więcej był antysemitą, więc ci, co pozowali, uciekli głównie do Francji i Niemiec, i tam jako uciśnieni i prześladowani przez stalinizm – rozpoczęli działalność. W 1924 r. jeden z najbardziej wpływowych i bogatych renegatów z marksizmu, Georg Lukács (żyd węgierskiego pochodzenia, z bogatej rodziny bankowców – czy wam to czegoś nie przypomina?…) przewodniczy na uniwersytecie frankfurckim pierwszemu spotkaniu socjologów o orientacji socjalistycznej; grupy, która doprowadziła do powstania Szkoły Frankfurckiej.

Szkoła Frankfurcka, znana również jako Instytut Badań Społecznych (Institut für Sozialforschung), działa z powodzeniem do dziś – we Frankfurcie oczywiście.

Jednak kiedy do władzy doszedł w Niemczech Hitler, też antysemita, ludzie ci musieli uciekać i wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Tam włączyli się w nurt życia akademickiego, na uczelniach takich jak Columbia, Princeton, Brandeis oraz California w Berkeley. Niektórzy przeprowadzili się do Hollywood, a niektórzy przeniknęli nawet do wysokich władz, stając się doradcami lub ekspertami nawet dla służb takich, jak poprzedniczka CIA , OSS (Office of Strategic Services).

Najwybitniejszymi postaciami tamtego okresu są ludzie tacy, jak Horkheimer, Theodore Adorno , Erich Fromm i Herbert Marcuse.

Po wojnie część aktywistów powróciła do Niemiec, część pozostała w Stanach, inni z kolei założyli francuską odnogę przy paryskiej École normale supérieure.

Odegrali kluczową rolę w działaniach na rzecz połączenia Niemiec, i dzięki temu posiadają bardzo silną pozycję w tym kraju.

Jednak główną działalnością tego ugrupowania nie była analiza, ale dynamiczna krytyka kapitalizmu na bazie marksizmu i stworzenie czegoś, co dziś nazywamy marksizmem kulturowym. W bardzo szerokim dorobku tej szkoły znajdujemy prace, które stały się podstawą do powstania takich pojęć i rozwiązań, jak – poprawność polityczna; wprowadzanie do szkół nauczania dzieci – świadomości seksualnej i homoseksualnej; walka z pojęciem państwa narodowego; zdeklarowanie uciemiężonej wobec mężczyzn roli kobiet; przeniesienie roli wychowawczej z rodziców na szkołę – w jak najwcześniejszym okresie; wyzwolenie seksualne i traktowanie seksu jako środka w dążeniu do szczęścia; zmiana standardu rodziny poprzez zamianę ról matki i ojca oraz rozszerzenie pojęcia rodziny; wyzwolenie dzieci od wpływów rodziny; ustanowienie propagandowej roli mediów i ustawienie ich standardów w odniesieniu do minimalnego zapotrzebowania intelektualnego; zideologizowanie kulturowej misji mediów – w tym filmu, jako ich czołowego reprezentanta; walka z religią katolicką i kościołem; demontaż systemu wartości i jego relatywizacja.

Zakres tej działalności jest ogromny i przypomina falę zagarniającą coraz szersze kręgi intelektualistów omamionych pozytywnym wydźwiękiem postulatów głoszonych oficjalnie przez aktywistów, za którymi jednak kryje się podstawowy cel ojców założycieli Szkoły Frankfurckiej, a więc dekonstrukcja społeczeństwa i kultury nazywanej przez nas Zachodnią.

Narzędziami tejże dekonstrukcji (pojęcie to zostało stworzone właśnie przez Szkołę Frankfurcką) stało się wprowadzenie do użytku bezpośredniego „teorii krytycznej” i wyposażenie jej w metody pozyskane z psychologii. Teoria ta traktuje rzeczywistość jako pole testów, i tak długo poddaje je krytyce, aż dochodzi do kryzysu. Natomiast krytycy nie przyjmują na siebie żadnej odpowiedzialności za ten kryzys, wskazując społeczeństwo jako jego źródło. Mówią oni – oto poddaliśmy krytyce wasz system, i rozpadł się, ponieważ był chory, ale to nie nasza wina, my tylko sprawdzaliśmy, czy rzeczywiście jest on spójny, czy nie.

Celem tego artykułu nie jest dokumentowanie działalności Szkoły Frankfurckiej i jej wpływów, ale raczej wskazanie na to, iż nic nie dzieje się przypadkowo; że to nie jest tak, iż świat samoistnie oszalał i to, co obserwujemy obecnie, jest wynikiem samodzielnego staczania się naszej cywilizacji ku upadkowi. Wiem, jak trudno uwierzyć, że za przemianami, jakie obserwujemy i jakie wydają nam się absurdalne, stoją konkretni ludzie. Że ewidentny bełkot,  jaki godzi w nasz zdrowy rozsądek, wynika z czyichś postulatów. Ale prawda jest taka: rzeczywiście mamy tu do czynienia z wynikiem pewnego rodzaju szarlatanerii naukowej, gdzie narzędziami współczesnej wiedzy dąży się do nieinwazyjnej przemiany społeczeństw, zaprogramowanej jako długi i nieodwracalny proces.

Aby dać czytelnikom może szczątkowy, ale jednak wgląd w ten rodzaj logiki, zaproponuję kilka cytatów z dzieł i poglądów najwybitniejszych przedstawicieli tego kierunku:

Willi Münzenberg (1889 – 1940): „Zorganizować intelektualistów i wykorzystać ich w taki sposób, by z Zachodniej cywilizacji zrobili odrażający smród. Tylko wtedy, kiedy już zepsują wszystkie jej wartości i uczynią życie niemożliwym, będziemy mogli narzucić dyktaturę proletariatu”.

Wilhelm Reich (1897 – 1957), Psychologia masowa faszyzmu (The Mass Psychology of Fascism): „Matriarchat był jedynym typem prawdziwej rodziny i naturalnego społeczeństwa”.

Erich Fromm (1900 – 1980): „Męskość i kobiecość nie były odzwierciedleniem zasadniczych różnic płci, jak myśleli romantycy, ale pochodziły z różnic w funkcjach życia, które były częściowo określone społecznie”.

Bertrand Russell (1872 – 1970)  w dziele pt.: Wpływ nauki na społeczeństwo (The Impact of Science on Society) powiedział, że „fizjologia i psychologia dają pole metodzie naukowej, która nadal czeka na rozwój. Znaczenie psychologii masowej zostało znacznie zwiększone poprzez wzrost nowoczesnych metod propagandy. Najbardziej wpływowa z nich nazywa się edukacją. Psycholodzy społeczni przyszłości będą mieli klasy uczniów, w których będą próbować różnych metod tworzenia niezachwianego przekonania, że śnieg jest czarny. Wkrótce otrzymają różne rezultaty. Pierwszy, że dom ma wpływ obstrukcyjny. Drugi, że niewiele można zrobić, jeśli indoktrynacja nie rozpocznie się w wieku poniżej 10 lat. Trzeci, że bardzo skuteczne są ułożone do muzyki wersety i wielokrotnie intonowane. Czwarty, że opinia, iż śnieg jest biały, musi być podtrzymana, żeby pokazać chorobliwy smak ekscentryczności. Ale uważam, że w przyszłości naukowcy sprecyzują te maksymy i odkryją dokładnie,  jaki jest koszt na głowę, żeby dzieci uwierzyły że śnieg jest czarny; i o ile mniej będzie kosztować to, żeby uwierzyły, iż jest ciemnoszary. Kiedy udoskonali się tę technikę, to każdy rząd, który kierował edukacją przez jedno pokolenie, będzie mógł bezpiecznie kontrolować swoich obywateli bez potrzeby armii czy policji”.

Theodor Adorno (1903 – 1969) powiedział z kolei, że „Amerykę można rzucić na kolana, wykorzystując radio i telewizję do promowania kultury pesymizmu i rozpaczy. Trudność polega właśnie na stworzeniu takiej formy sztuki, w taki sposób, aby było możliwym, z czystym sumieniem, stwierdzenie, że jest to wyższa forma sztuki. Dialektycznie rzecz ujmując, trzeba będzie tworzyć kicz, by tym samym zbliżyć się do mas, by potem jednak go pokonać. Dzisiaj jedynie film może podjąć to zadanie; przynajmniej jest to zadanie, które leży w zasięgu urzeczywistnienia”.

„Nowy występek właśnie się narodził, kolejny szał został dany ludzkości: surrealizm, dziecko szaleństwa i mroku (…). Ten występek zwany surrealizmem polega na niekontrolowanym, namiętnym wykorzystywaniu narkotyku obrazu lub raczej niekontrolowanej prowokacji obrazu dla własnego dobra… Cudowna dewastacja! Zasada narzędzia stanie się obca dla wszystkich tych, którzy praktykują ten doskonały występek. Dla nich duch ostatecznie przestanie się stosować. Ujrzą jego nawracające granice, będą dzielić to zatrucie z tymi, których świat zalicza do marzycieli, jak i niezadowolonych. Młodzi ludzie poświęcą się tej poważnej i bezowocnej grze, w pasji porzucając rzeczywistość. Będzie wypaczać ich życie”.

„Stare ograniczenia formy stoją jako alegorie nie wobec tego, co było, ale tego, co ma nadejść… Oba występują, być może, w muzyce Mahlera: w rozpadającej się alegorii rozciągniętej poza jej granice, końcowy gest lucyferańskiego buntu w rzeczywistości może oznaczać pojednanie, a dla tych, którzy pozbawieni są nadziei, płomienie zniszczenia buchające w pobliżu, mogą w rzeczywistości być świecącym na nich odległym światłem zbawienia”.

W Filozofii nowej muzyki Adorno powiedział: „Wzięła na swe barki całą mroczność świata i całą jego winę. Swe jedyne szczęście widzi w poznaniu nieszczęścia; całe swe piękno w rezygnacji z fikcyjnego piękna. Nikt jej nie chce znać, ani indywidualiści, ani kolektywiści. Przebrzmiewa niesłyszana, bez oddźwięku. Wokół muzyki słuchanej czas tworzy promienny kryształ; muzyka niesłuchana pada w pusty czas jak śmiercionośna kula. Nowa muzyka jest już z góry nastawiona na to najgorsze przeżycie, jakiego muzyka mechaniczna doznaje co godzinę. To jest prawdziwa wiadomość nowej muzyki, jest ona najprawdziwszym wołaniem o pomoc SOS”. Oraz: „Ostatnią perwersją stylu jest uniwersalna nekrofilia, którą wkrótce trudno już będzie odróżnić od normalności, będącej jej przedmiotem – od tego, co utrwaliło się w konwenansach muzyki jako jej druga natura”.

Herbert Marcuse (1898 – 1979) powiedział, że „można słusznie mówić o rewolucji kulturalnej, ponieważ protest jest skierowany w stronę całego establishmentu kulturowego, w tym moralności istniejącego społeczeństwa. (…) jest jedna rzecz, którą możemy powiedzieć z całą pewnością. Tradycyjna idea rewolucji i tradycyjna strategia rewolucji została zakończona. Te pomysły są staromodne (…) to, co musimy podjąć, to jest rodzaj dyfuzji i rozproszenia, rozpad systemu (…). Twierdząca kultura w jej burżuazyjno-idealistycznych i faszystowsko-bohaterskich formach lub prawdziwa transcendencja kultury w formie rzeczywistości, która byłaby  tańcem na wulkanie, śmiechem pośrodku smutku, grą ze śmiercią”.

Cytaty te, choć niezwykle barwne, nie oddają zakresu przestrzeni, jaką zagospodarowali twórcy Szkoły Frankfurckiej i jej spadkobiercy. Intelektualne postulaty Marcuse’a i Adorno – teraz – całkowicie zdominowały uniwersytety, nauczając studentów, że zamiast rozsądku proponuje się ćwiczenia z rytuału politycznej poprawności. Obecnie w Ameryce i Europie publikuje się bardzo niewiele teoretycznych książek o sztuce, filozofii czy języku, które otwarcie nie potwierdzają długu wdzięczności względem Szkoły Frankfurckiej. Polowanie na czarownice na uczelniach, to tylko narzucanie koncepcji Marcuse’a o tolerancji represyjnej  – tolerancji ruchów lewicowych, a nietolerancji prawicowych  – wymuszanej na studentach Szkoły Frankfurckiej.

To, co obecnie możemy obserwować w Polsce, jak i na świecie, to m.in.:

  • promocja homoseksualizmu (jako istotnego elementu demokracji; wyraźne jest również wdrażanie zielonej etyki jako swoistej religii), rozwodów, konfliktów rodzinnych
  • atak na instytucję rodziny
  • promocja aborcji
  • promocja spożywania narkotyków
  • wulgaryzacja relacji kobieta-mężczyzna i międzyludzkich
  • promocja hedonizmu i singli
  • atak na język i jego minimalizacja
  • atak na edukację
  • promocja pornografii w mediach głównego nurtu,
  • edukacja śmierci
  • promocja modyfikacji genetycznej ludzi, hybrydyzacji i eugeniki

Nie opisałem w tym artykule nawet połowy problemu, jest to zaledwie wskazanie kierunku poszukiwań i ujawnienie źródeł. Każdy, kto jeszcze zachował odrobinę zdrowego rozsądku, może podjąć poszukiwania na własną rękę i zbadać temat. Temat jest obecny w Internecie – tak jako materiał źródłowy, jak i krytyczny – chciałbym natomiast zwrócić uwagę czytelników, iż często za bardzo pozytywnym idealistycznym postulatem kryje się bardzo niejednoznaczna intencja.

To jest jak w polskim filmie, gdzie widzę obraz polskiej rodziny jako patologicznego środowiska, w którym mężczyzna to pijana świnia bijąca żonę i okradająca rodzinę; w którym kobieta jest puszczającą się dziwką, a na to wszystko patrzy biedne, opuszczone dziecko. Kiedy rozglądam się wokoło, widzę ciężko pracujących, umęczonych rodziców, dbających o dom i dzieci, przeliczających każdy grosz po kilka razy; widzę środowisko, gdzie babcia i dziadek zadłużają się, by pomóc rodzinie,  i aktywnie uczestniczą w jej życiu, opiekując się dziećmi, gdy rodzice harują na chleb; gdzie kiedy nadchodzą święta, wszyscy spotykają się przy stole, marząc o odrobinie szczęścia. Właśnie takich rodzin są setki tysięcy, a patologia jest marginesem – jednak to ona jest treścią filmów o polskiej rodzinie: dlaczego?

Teraz już wiecie.

Leonard Jaszczuk

 

Artykuły uzupełniające:

Wojna światów ze zdrowym rozsądkiem. NWO.

Eugenika – krótka historia, dla kompletnych żółtodziobów

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (7)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *