Wojna światów ze zdrowym rozsądkiem. NWO

Blisko siedemdziesięcioletnia koncepcja globalizacji właśnie stanęła w obliczu restytucji pojęć – wydawałoby się: już dawno porzuconych. Koncepcja, która narodziła się po opisaniu przez McLuhana globalnej wioski i odnosiła się do pojęć komunikacji, wzrastała następnie na ekonomicznym podłożu międzynarodowych potężnych korporacji i przybrała postać końcową jako „nowy porządek świata”. Wielokrotnie najwybitniejsi przywódcy świata zachodniego w swoich wystąpieniach nawoływali do utworzenia takiego projektu, który podzieliłby świat na trzy strefy, a następnie połączył cały pod jednym globalnym zarządem. Podstawą takiej koncepcji było utworzenie trzech unii, Unii Europejskiej, Unii Amerykańskiej lub jak kto woli – Północno-Amerykańskiej oraz unii azjatyckiej. O ile udało się utworzyć dwie pierwsze, to znaczy Unię Europejską oraz Unię Północno-Amerykańską, w skład której weszły Meksyk, Kanada i USA (przynajmniej formalnie), o tyle w kwestii unii azjatyckiej podjęto zaledwie kroki do powstania wspólnych przedsięwzięć ekonomicznych, jednak dynamiczna postawa Chin i ich dominacja na rynku wschodnim burzy zakres tych kroków. Czynnikiem wiążącym dla poszczególnych elementów tej układanki miały stać się międzynarodowe umowy handlowe typu CETA i TTIP, które umiejscawiały korporacje jako partnerów równoważnych dla państw.

Komasacja światowych środków ekonomicznych w rękach bardzo niewielkiej kasty ludzi wprowadziła te kręgi w nieco oniryczne poczucie wszechwładzy i potęgi według zasady – „dajcie mi pieniądze, a władza sama przyjdzie”. To waśnie w tych kręgach przechowywana jest i pielęgnowana koncepcja utworzenia nieco feudalnej wizji całego świata pod jednym światłym przywództwem.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku bardzo intensywnie wprowadzano w życie te koncepcje poprzez kolejne konwenty przywódców państw, które z kolei były silnie kontestowane przez światowe ruchy antyglobalistyczne i alterglobalistyczne.

Wracając do McLuchana i jego odkryć, stwierdził on również, iż w obliczu nowoczesnych środków masowego przekazu następuje przewartościowanie, w ramach którego forma staje się treścią. Stwierdzenie to odnosiło się głównie do telewizji. Chociaż McLuchan przewidział nadejście, jak to nazwał, „wieku informacji”, to jednak nie mógł opisać współczesnego wymiaru i zasięgu tego medium.

Jednak istotą tej informacji jest to, iż dzięki telewizji osiągnięto nowy wymiar indoktrynacji społecznej. Informacja po pierwsze stała się masowa, a po drugie jej treść została dostosowana do niezbędnego minimum, za to podkreślano jej formę w postaci szczególnie atrakcyjnych lektorów – w tym, co charakterystyczne, pięknych kobiet. I chociaż współczesne dziennikarstwo nie ma nic wspólnego z funkcją tego zawodu na przełomie XIX i XX wieku, to jednak dla szerokich mas stało się źródłem codziennej pożywki oraz wiedzy o współczesnym świecie.

Ale dlaczego o tym mówimy?

Otóż masowe media stały się narzędziem do sterowania poglądami społecznymi, tak aby wspierały one działania globalistyczne. Nie robi się tego oczywiście wprost, stosuje się tu swoistą zasłonę dymną w formie tzw. poprawności politycznej, a za mechanizmy bezpośredniego oddziaływania służą ideologie, w tym przede wszystkim tzw. „głęboka ekologia”, i wszystkie inne ruchy wspierające, wykorzystane bardziej lub mniej świadomie, ich uczestników. Chodzi tu o tak zwany „zrównoważony rozwój”. Znamy rozwój dynamiczny, naturalny, a obecnie wprowadzono nową kategorię tzw. zrównoważonego rozwoju. Cóż on oznacza? Oczywiście rozwój kontrolowany. A bezpośrednio, każde państwo na świecie musi stosować się do kontyngentu zezwoleń dotyczących jego rozwoju, tak aby jego rozwój jednocześnie finansował szereg działań na arenie międzynarodowej, a dotyczących np. ekologii, choć nie tylko jej. Wynikiem takiego myślenia jest powstanie międzynarodowego handlu dwutlenkiem węgla. Chodzi o to, iż można sobie kupić zezwolenie na emisję dwutlenku węgla, która pozwala na szerszy udział przemysłu w rozwoju danego kraju. Dochodzi tu oczywiście do działań spekulacyjnych, z których dochody czerpią fundusze, które w żaden sposób z ekologią nie są związane, natomiast, co ciekawe, nitki połączeń prowadzą wyraźnie do środowisk związanych z koncepcjami globalistycznymi. Aby jednak uruchomić tak abstrakcyjny interes, trzeba było najpierw stworzyć ideologię, dzięki której uda się opodatkować tak naturalne dobra, jak np. woda deszczowa, czy korzystanie z naturalnych dóbr występujących na danym terenie.

Żeby udało się opodatkować świat i sfinansować koszty globalizacji, wprowadzono ideę globalnego ocieplenia. O absurdzie postulatów tej idei zaświadczali zgodnie naukowcy na całym świecie, tymczasem ideologia ta tryumfalnie maszerowała przez wszelkie media światowe. Głosy poważnych naukowców dyskontowane były emocjonalnymi prezentacjami gwiazdek i celebrytów oraz danymi ze środowisk pseudonaukowych powiązanych z ekologicznymi organizacjami społecznymi będącymi bezpośrednio zainteresowanymi ekonomicznie.

Prawda jest taka, iż nie mamy wpływu na Słońce, od zachowań którego zależą reakcje na Ziemi, a wpływ człowieka stanowi jeden promil wszelkich emisji cieplarnianych, jakie się rejestruje na naszym globie. Tak zwane globalne ocieplenie i jego przejawy, które rejestrujemy, są wynikiem naturalnych działań w przyrodzie Kosmosu, na które nie mamy żadnego wpływu; próby jego zażegnania to zawracanie rzeki kijem, i takiż ma sens. Natomiast strach przed nim jest wykorzystany do samoopodatkowania się krajów świata na rzecz eko-globalistycznej polityki środowisk tym zainteresowanych.

Natomiast najpotężniejsze gospodarki świata i, co za tym idzie, państwa świata nie przejmują się tym zupełnie; Niemcy, Rosja, USA czy Chiny kompletnie mają gdzieś ograniczenia i opodatkowanie z nich wynikające i emitują, ile wlezie, nie przejmując się tak zwanym „zrównoważonym rozwojem”. Próba chwilowego zrównoważenia w USA za Obamy zakończyła się obniżoną stopą rozwoju, odrzuceniem polityki dotychczasowych elit i oświadczeniem nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych – globalne ocieplenie to bzdura i Stany Zjednoczone nie będą w niej brały udziału.

Romantyczna, a może idealistyczna, a może patologiczna koncepcja jednego świata z jednym zarządem, który zapewnia pokój na świecie kosztem jednak naszej wolności, zaczyna upadać. Jej upadek nie obywa się oczywiście bez perturbacji. Jednak elity polityczne związane z koncepcją globalistyczną wydają się nie dostrzegać kurczącej się ziemi pod nogami. Wciąż trwają na swoich pozycjach, wygłaszając te same komunały, co przez ostatnie 50 lat. Tymczasem fakty historyczne coraz bardziej ograniczają przestrzeń zniszczenia, jakie sieją piewcy „globalnej wioski”. Brexit jest faktem, wybory w USA są faktem, dystansowanie się Europy Środkowej od polityki emigracyjnej jest faktem, wzrost roli Chin w polityce światowej jest faktem, odejście Turcji od Europocentryzmu na rzecz budowy własnej potęgi jest faktem. Fakty są niepodważalne i nie podlegają romantyzmowi idei. Nowy porządek świata powstaje, lecz nie jest wynikiem koncepcji globalistycznej, ale wynikiem dynamicznych przemian w świecie, gdzie zachowania mocarstwowe zdmuchnęły radosną twórczość pseudoelit, wciąż żyjących na początku XX wieku, w świecie, gdzie pozycja ekonomiczna wyznacza pozycję społeczną, gdzie wciąż pokutuje wizja depopulacji, gdzie totalitaryzm jest wymiarem prawdziwej władzy, gdzie postęp oznacza zniewolenie.

Ten pokutujący świat, wciąż próbujący nas manipulować, dochodzi do swojego paroksyzmu, w coraz bardziej karykaturalny sposób manifestując swoją obecność. A kiedy traci metr po metrze zdobyte już ziemie, zaczyna teatralnie tragizować, pokazując swoją słabość.

Lecz to nie koniec tragedii, idee tak głęboko wkłamane w nasze życie nie umrą łatwo i przyjemnie, potrzebują śmierci ludzi jako hołdu dla swych niespełnionych ambicji.

Dwudziesty wiek odchodzi powoli i ludzie z nim związani wciąż udają, że rozumieją świat. Wciąż proponują nam swoje mądrości jako cudowne panaceum na choroby świata. Ale nie można wygrać ze zdrowym rozsądkiem, nie można wygrać z instynktem samozachowawczym – można zamknąć oczy i powtarzając jak mantrę swoje mądrości, pozostać daleko w tyle. Ale świat się nie zatrzyma tylko po to, by wyrazić swoje współczucie dla kolejnej utopii. Pozostanie jedynie wspomnienie po szalonych koncepcjach, które chciano wprowadzić pod koniec dwudziestego wieku, a które nie wytrzymały cenzury zmieniających się czasów.

Za jakiś czas powstaną analizy odkrywające wszystkie aspekty tej wielkiej inscenizacji, będziemy się im przyglądać z cierpliwością i zrozumieniem, badając głębię choroby umysłu człowieka dwudziestowiecznego. Trafią one do naszych sztuk, filmów i opowieści, stanowiąc ostrzeżenie dla przyszłych pokoleń, do jakiego stopnia można dać się zakłamać, i będziemy się dziwić, że mądrzy spokojni ludzie, że intelektualiści i artyści brali w tym karykaturalnym przedsięwzięciu udział.

Tak toczą się dzieje…

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (8)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *