Wojna USA-Chiny, czyli koncepcja wojny powietrzno-morskiej na zachodnim Pacyfiku

koncepcja wojny powietrzno morskiej na zachodnim Pacyfiku

Właśnie zaczyna się XXI wiek. Tak samo, jak XX wiek rozpoczął się od I wojny światowej w roku 1914, a XIX wiek od upadku Napoleona i kongresu wiedeńskiego w roku 1814, tak obecnie ustala się porządek światowy nowego wieku, wraz ze znajdowaniem w nim miejsca dla Chin. Nowa architektura bezpieczeństwa, czyli militarna stabilność świata, będzie rezultatem burzliwych negocjacji, które nastąpią w przeciągu kilku najbliższych lat – być może będą to negocjacje wojenne.

Ameryka, czyli dzisiejszy hegemon, stara się nie dopuścić do powstania na świecie potęgi zdolnej zagrozić jej supremacji. Dlatego usiłuje ona zachować kontrolę nad miejscem, gdzie mógłby powstać godny dla niej przeciwnik – nad Eurazją. Żeby to osiągnąć, musi sterować handlem, czyli przepływami dóbr wokół tego największego skupiska lądów. Musi mieć możliwość oddziaływania na strefy przybrzeżne, czyli pływać lotniskowcami, gdzie im się podoba – czemu ostatnio mocno sprzeciwiają się Chiny.

Wojna powietrzno-morska

Miejscem przyszłego konfliktu będzie zachodni Pacyfik, czyli strefa rosnących wpływów Chin, a geograficznie są to głównie łańcuchy wysp. Regiony lądów są na tyle małe, że nie posiadają głębi strategicznej, więc wszystkie działania wojsk muszą być wspomagane z morza. W rezultacie armia lądowa jest najmniej ważna. Najbardziej liczą się – rozpoznanie (stacjonarne radary – satelity i drony) oraz siły lotnicze i morskie (integracja operacyjna powietrzno-morskich flot).

W koncepcji wojny powietrzno-morskiej, to Amerykanie będą agresorem, nawet jeśli to nie oni oddadzą pierwszy strzał. Ujawniając tę koncepcję pod koniec 2010 roku, USA ostrzegło Chiny, że ich celem będzie obrona statusu hegemona światowego i utrzymanie kontroli nad światowym handlem morskim. Budując do tego środki oddziaływania i przerzucając swoje siły na Pacyfik, chcą utrzymać status quo, powstrzymując Chiny przed nadmiernym rozwojem. Nie pozwolą, aby wyznaczana demografią historia toczyła się swoim naturalnym torem.

Gra toczy się bowiem o monopol, przy utrzymaniu pozycji USA, bądź duopol sprawowania władzy na świecie z udziałem Chin. Potęga lub słabość Ameryki rozbija się o możliwość blokowania przed handlem chińskim cieśnin, pomiędzy Oceanem Indyjskim a Pacyfikiem, bo okolice Kanału Panamskiego od zawsze Amerykanie kontrolowali w pełni. Jest więc to głównie Cieśnina Malakka, przez którą przepływa średnio około sto osiemdziesiąt statków dziennie, w tym jedna trzecia to tankowce, co stanowi od 25% do 40% ogółu światowego handlu morskiego.

Teraz, wraz ze swoimi lotniskowcami, to Amerykanie kontrolują oceany i chcą swoimi flotami pływać tam, gdzie im się podoba („freedom of navigation”). Chińczycy uważają natomiast morze wschodnio- i południowo-chińskie za swoje prywatne terytorium, i grożą, że przy saturacyjnym ataku rakietowym – są w stanie zniszczyć każdy okręt, w tym każdego lotniskowca.

Przygotowania Chińczyków

Z powodu braku możliwości wygrania starcia z flotą amerykańską na otwartym oceanie, stworzono koncepcję A2AD (ASLOC), czyli koncepcję strategicznego uderzenia na zewnętrznych liniach. W ramach tej koncepcji Chińczycy budują siły uderzeniowe i rozpoznawcze – wystarczające, aby Amerykanie bali się wprowadzać lotniskowce w linię pierwszego łańcucha wysp na zachodnim Pacyfiku. Pierwszy łańcuch wysp, to Japonia, Riu-Kiu, Tajwan, Luzon i Filipiny.

Budowanie baz morskich na sztucznych wyspach na morzu wschodnio- i południowo-chińskim oznacza, że budowa obejmuje bunkry lotniska, wyrzutnie rakiet i stacje radarowe, wszystko to w celu rozpoznania aż po drugi łańcuch wysp – Guam i Papua-Nowa Gwinea.

Ponadto wykuwanie ogromnych bunkrów operacyjnych i dowodzenia w górach oraz rozwój środków rażenia rakietami – zarówno z tych bunkrów, jak i z ruchomych wyrzutni, co sprawia, że kontynentalna obrona przeciwlotnicza nie będzie mogła być przez Amerykanów nigdy do końca unieszkodliwiona.

Próba zdobycia alternatywnego źródła ropy, poprzez budowanie baz wojskowych i portów na Oceanie Indyjskim (sznur pereł), negocjacje z Pakistanem w sprawie budowy autostrady, szybkich kolei, rurociągów do portu w Gwadarze – omijającego wszystkie problematyczne cieśniny oraz Indie, jak i próby znajdowania i wydobywania ropy z szelfu kontynentalnego chińskich wód (jeszcze nieukończone).

Budowa lądowych szlaków handlowych (Jedwabny Szlak), aby uniezależnić się od handlu morskiego – kontrolowanego przez Amerykanów. Wydawanie rezerw amerykańskiej waluty na projekty infrastrukturalne. Budowa autostrad, szybkich kolei i portów łączących Chiny z Europą dwiema drogami: drogą południa – przez Pakistan, Iran, Turcję lub Morze Kaspijskie, drogą północy – starym kolejowym szlakiem przez Rosję i Białoruś do Polski (kolej transsyberyjska) i nowym północnym szlakiem przez Kazachstan, Rosję i Morze Czarne.

Rozwijanie środków niszczenia i zakłócania systemów satelitarnych oraz aktywne rozpoznawanie centrów komunikacyjnych i internetowych USA, prowadzone w ramach tzw. zimnej cyberwojny, która toczy się w czasach pokoju.

Przygotowania Amerykanów

Zawieranie sojuszy z krajami Indochin w celu ograniczenia wpływów gospodarki chińskiej.

Wdrażanie od przełomu 2011-2012 koncepcji wojny powietrzno-morskiej w swoich siłach zbrojnych.

Budowa bunkrów przeciwrakietowych w bazach USA w Japonii oraz przenoszenie i rozpraszanie baz zaopatrzenia. Ćwiczenia awaryjnego wyjścia w morze okrętów z baz drugiego łańcucha wysp. Flota Tajwanu jest spisywana raczej na straty, dlatego namawia się tę wyspę do przygotowania działań partyzanckich (minowanie i ukrywanie się).

Intensywna rozbudowa floty Japonii.

Nowa baza okrętów nuklearnych w Sterling koło Perth w zachodniej Australii, rozbudowa bazy Diego Garcia na Oceanie Indyjskim, rozbudowa australijskich lotnisk na Wyspie Kokosowej i na Wyspie Bożego Narodzenia na Oceanie Indyjskim, rozbudowa baz w Darwin i Tindal w Australii północnej.

Zakup przez Australię okrętów podwodnych (8 do 12 sztuk) od Japonii, w celu zwiększenia możliwości operacyjnych przy cieśninach indonezyjskich, jak i w celu gospodarczego powiązania dwóch podstawowych sojuszników w przyszłym konflikcie.

„Zejście z kosmosu do atmosfery”, poprzez budowanie rojów dużo tańszych środków rozpoznania. Ze względu na fakt, że Chińczycy potrafią zestrzeliwać satelity, Amerykanom grozi utrata zdolności lokalizowania celów. Drony są dużo tańsze w rozmieszczeniu, a ich liczba pozwoli uodpornić się na nieuchronne straty przy konflikcie symetrycznym.

Rozwój floty podwodnej, będącej w stanie powstrzymać wyjście chińskiej floty na Pacyfik, w cieśninach pierwszego łańcucha wysp.

Zbudowanie samolotu F-35, pionowego startu, będącego w stanie funkcjonować z wielu ukrytych lotnisk i specjalnych lądowisk w, znajdującej się w zasięgu oddziaływania samolotów chińskich, Japonii.

Projektowanie pocisku hipersonicznego oraz nowego bombowca dalekiego zasięgu jako środków oddziaływania na kontynentalne Chiny z terytorium USA.

Rozwój koncepcji rojów robotów podwodnych, mających monitorować dno i płytkie wody z użyciem dronów dalekiego zasięgu. Opracowywanie koncepcji podwodnych magazynów zaopatrzeniowych dla okrętów podwodnych oraz zanurzanych baterii rakietowych.

Rozwój technik antyrakietowych z użyciem laserów oraz dział elektromagnetycznych (dział szynowych tzw. rail-gun), gdyż obecne systemy przeciwdziałania są droższe od ofensywnych pocisków rakietowych.

Problem status quo

W obecnej sytuacji operacyjnej Amerykanie nie mają zdolności rażenia kontynentalnych Chin, za wyjątkiem niewielu bombowców stealth B-2 i pocisków manewrujących startujących z łodzi podwodnych. Wszystkie te środki są powolne w działaniu, podczas gdy Chińczycy mają możliwość obrzucenia baz amerykańskich balistycznymi pociskami konwencjonalnymi o bardzo krótkim czasie dolotu, co pozwala na skuteczny atak z zaskoczenia. Takimi pociskami nie dysponuje USA, z powodu formalnych ograniczeń nałożonych na tego typu uzbrojenie, zawieranych bilateralnie z Rosją.

Amerykanie nie mogą przeprowadzić i wygrać w koncepcji wojny powietrzno-morskiej, jeśli Australia albo Japonia zdecydują się być neutralne w wojnie i nie staną po ich stronie. Japonia i jej marynarka są zapleczem okrętów – głównie minujących, podczas gdy Australia będzie wsparciem i bazą wypadową dla blokady cieśnin między oceanami i niszczenia baz chińskich na Oceanie Indyjskim.

Amerykanie mają bardzo mało okrętów do konwojowania zaopatrzenia (najmniej od 1917 roku) i zaledwie półtora pocisku (np. Tomahawk) na jedną platformę bojową, czyli statek te pociski wystrzeliwujący. Po wystrzelaniu amunicji, statki czeka długa droga powrotna w celu uzupełnienia arsenału, bo najbliższe bazy zaopatrzeniowe będą zlokalizowane poza zasięgiem oddziaływania Chin, czyli prawdopodobnie dopiero na Hawajach.

Ewentualne straty w okrętach będzie bardzo ciężko Amerykanom uzupełnić. W dzisiejszych czasach bardzo trudno jest zwiększyć produkcję broni precyzyjnej. Budowa okrętów, ze względu na ilość możliwych błędów w okablowaniu i oprogramowaniu, trwa minimum kilka lat. Ten sam problem mają również Chińczycy. Lecz całkowite zniszczenie obu flot będzie oznaczało zwycięstwo Chin, bo to Amerykanie starają się utrzymać status jedynego oceanicznego mocarstwa. Gdy zabraknie przewagi lotniskowców – inne państwa, takie jak Indie, Brazylia, czy Rosja, będą w stanie odzyskać część wpływów, przez co USA straci swój status i monopol w kontrolowaniu handlu morskiego.

Cele

W pierwszej fazie Chińczycy zniszczą bazy amerykańskie w Korei Południowej i Japonii oraz zaatakują Tajwan.

W pierwszej fazie Amerykanie będą mogli zniszczyć zaledwie kable komunikacyjne wychodzące z portów chińskich na Pacyfik i okopać się na pierwszym łańcuchu wysp – głównie się broniąc. Jednocześnie wyprowadzane będą ograniczone bombardowania z użyciem bombowców B-2 oraz pocisków manewrujących z łodzi podwodnych. Po wyprowadzeniu na pełne morze jak największej ilości niszczycieli rakietowych, Amerykanie zbudują przeciwlotniczy parasol ochrony systemu AEGIS na linii drugiego łańcucha wysp.

W drugiej fazie odzyskiwania kontroli przez Amerykanów nastąpi blokada morska Chin. Przeniesienie samolotów, na początku łatwiejszych do ukrycia i działania, najnowszych F-35, pionowego startu, do Japonii i wyprowadzenie bitwy powietrznej o Koreę i Japonię. Jednocześnie nastąpi niszczenie flot, baz i portów chińskich, które znajdują się na oceanie indyjskim (budowane są tam w ramach koncepcji sznura pereł). Ich istnienie pozwala Chińczykom na zaopatrywanie surowcowe z Zatoki Perskiej i Afryki, z pominięciem Cieśniny Malakka.

Jeśli uda się Amerykanom uderzać precyzyjnie w Chińskie wyspy bazy i centra rakietowe, lotniskowce będą coraz bliżej podprowadzane, aż do możliwości rażenia kontynentalnych Chin, czyli aż do odzyskania całkowitej kontroli nad morzem wschodnio- i południowo-chińskim – co powinno zakończyć wojnę.

Konsekwencje

Koncepcja wojny powietrzno-morskiej została przyjęta z mieszanymi uczuciami przez sojuszników. Jest to skutek nieustalonego jeszcze wariantu tej koncepcji, dającej różne konsekwencje założeń planowania strategicznego.

Jeśli wedle wariantu pierwszego zakłada się uderzenie na kontynentalne Chiny, to wtedy w krajach takich jak Australia czy Japonia ćwiczone będą ataki powietrzne na największego partnera gospodarczego – Chiny, co wywoła obawy o prowokacje i uzasadnione kontrowersje. Wzmocni to również pozycję negocjacyjną Rosji, i częściowo Korei Północnej, gdyż Chiny są najsłabsze przeciwlotniczo z kierunku północnowschodniego, więc najlepiej jeśli taki atak amerykański nadciągnie z tego kierunku.

Przyjęcie strategii w wersji trzeciej, najbardziej oszczędnej, czyli dalekiej blokady na cieśninach drugiego łańcucha wysp, oznacza wprost oddanie w ręce chińskie wysp pierwszego łańcucha (Tajwanu) oraz Korei Południowej. To z kolei spotka się z odzewem i być może przejściem tych państw na drugą stronę. Chińczycy będą też mocno przekonywali Rosję, żeby służyła im jako baza surowcowa w zamian za szerokie wsparcie gospodarcze. Jednocześnie długotrwała blokada, bez aktywnego działania flot, pozwoli toczyć się tej wojnie przez wiele lat. Będzie to wojna na gospodarcze wyniszczenie, co odbije się bardzo na kondycji gospodarczej Europy i całego świata. Niemcy oraz europejscy sojusznicy będą więc chcieli szybkiego pokoju, bez blokady handlowej głównego producenta ich dóbr.

Dlatego zakłada się przyjęcie i wdrożenie drugiej koncepcji, czyli aktywnej obrony wysp pierwszego łańcucha, co jest uzależnione głównie od zdolności bojowych (odpornych na ataki rakietowe) flot podwodnych USA, Australii i Japonii.

Wojna USA-Chiny a sprawa Polska

W początkowej fazie konfliktu – Polacy, z naturalnych przyczyn (historycznych i narodowościowych – liczna Polonia amerykańska), opowiedzą się po stronie Amerykanów. Będziemy ponosić przy tym szereg strat, głównie z powodu uzależnienia naszej konsumpcji od dostaw tanich towarów z Państwa Środka. Chiny postarają się ukarać każdego sojusznika Amerykanów, bo nie będą w stanie bezpośrednio zaszkodzić gospodarce USA. Obniży się również ogólny poziom życia, bo większość gospodarki Niemiec – naszego najważniejszego partnera gospodarczego – opartych jest na eksporcie do Chin i krajów dalekiego wschodu. Stąd też dojdzie tam szybko do kilkudziesięcioprocentowego bezrobocia, przez co Niemcy będą ograniczali swoje inwestycje w Polsce i będą sprzedawać swój dorobek i ograniczać wzrost.

Jednocześnie – patrząc długofalowo – dowolny scenariusz konfliktu USA-Chiny wyraźnie wzmacnia strategiczną pozycję negocjacyjną Rosji, co może przerodzić się w skrajnym przypadku w nową Jałtę, czyli oddanie przez Amerykanów Europy Wschodniej w zamian za pomoc Rosji w wojnie z Chinami.

W to miejsce wkroczą Niemcy, albo pozostaną neutralne (bo będą po ucięciu eksportu gospodarczo za słabe), i wtedy Polska będzie musiała samotnie zmagać się ze wspomaganym przez Amerykanów wschodnim sąsiadem. Osłabione gospodarczo Niemcy i cała Europa Zachodnia mogą wybrać strategię agresywną, i wtedy będziemy jej ofiarami (zajęcie ziem zachodnich). Jeśli zachodni politycy nie będą na to gotowi, wtedy jako kraj możemy wreszcie odzyskać – niezależność geopolityczną i chwilowy spokój. Jeśli wybijemy się po krótką samodzielność, mamy szansę utrzymać ją tylko przy założeniu tworzenia sojuszy. Żeby właściwie wykorzystać ten czas – już dzisiaj musimy rozmawiać o takiej ewentualności (unii gospodarczej) z Litwą, Łotwą, Estonią, Białorusią, Ukrainą, a nawet Węgrami, czy Rumunią – wtedy moglibyśmy wyjść z tej wojny wzmocnieni i w pełni usamodzielnieni.

Zarówno Chiny, jak i USA – nie chcą tej wojny. Lecz nieustanny rozwój Chin powoduje, że któraś ze stron może uznać, iż nie można czekać dłużej, i żeby nie przegrać (bez jednego strzału), trzeba uprzedzająco uderzyć i pod pretekstem jakiegoś incydentu przystąpić do wojny.

Zbigniew Galar

Niniejszy artykuł jest opracowaniem wykładu mecenasa Jacka Bartosiaka z Rządowego Centrum Studiów Strategicznych.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (33)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (2)

7 komentarzy

  1. Leon Zawodowiec

    Fantasmagorie. Po dwudziestu latach ktoś będzie czytał z uśmiechem politowania powyższe pobożne politologiczne życzenia.

    • Leonard amator

      Ludziu jeden to się dzieje, a nie stanie się, na całym globie zachodzą stałe procesy i przemiany, i jakbyś na to nie chciał zamknąć oczu, to nic nie zmieni, stojąc z boku z ironicznym uśmieszkiem nagle stwierdzasz, że to nie ironia to po prostu głupota,pozdrowienia na samotnej wyspie

  2. Kiedy czytam ten artykuł czuje się jakbym słuchał wykładów mec. J. Bartosiaka 🙂

    • Moim celem było, żeby zebrać najważniejsze informacje w 2, 3 minutowy tekst z ponad godziny wykładu i jednocześnie nie stracić zbyt wiele…
      Cieszę się, że oddałem klimat oryginału :).

  3. „XX wiek rozpoczął się od I wojny światowej w roku 2014”

    Że co?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *