Wstyd za cierpienie

Wstyd za cierpienie

Wstyd mi za polskie szkoły, które z lubością nękają uczniów zimnymi lekcjami historii, z których nic nie wynika. Grzmiące hasła, takie jak Bóg, honor, ojczyzna, to dziś jedynie obmierzłe frazesy, które nie znaczą nic, z których większość młodych ludzi się śmieje, nieliczni w milczeniu wzruszają ramionami. Potem ze szkolnych murów w dorosły świat wyrusza frakcja dwudziestokilkulatków, którzy nie rozumieją, że przemoc i wojna toczą się przez cały czas we współczesnym świecie. Nie rozumieją zupełnie jawnych zdarzeń, bo nie potrafią połączyć ich z zimnym szkolnym przedmiotem (historią). Cokolwiek do nich z tych informacji dociera dopiero wtedy, kiedy dzieje się tuż za ścianą, po sąsiedzku. Potem, wstydzę się za ich fałszywe, lub po prostu naiwne, współczucie w stosunku do wydarzeń w Ukrainie…

Ileż łez nad ukraińskim narodem wylano w polskich blogach, serwisach i szeroko pojętych „internetach”. Można by pomyśleć, że Polacy cechują się ogromną empatią i mało jeszcze, że sami wciąż cierpią, to jakże ochoczo wyciągają ratunkowe ramiona ku wszystkim innym cierpiącym. Na osobistym blogu wolontariuszki, która na co dzień ratuje chore dzieci, czytam, iż dziewczyna żywi daleko idące wyrzuty sumienia, bo zamiast poświęcić choć kilka sekund na doinformowanie się z mediów, co też dzieje się na Ukrainie, skupiła całą uwagę na córeczce w wieku niemowlęcym. Dopiero wieczorem, kiedy córeczka w końcu błogo usnęła, autorka wpisu włączyła telewizor, a tam, ku jej gigantycznemu zdumieniu, działy się sceny iście dantejskie, na ulicy leżeli ranni ludzie, przedstawiciele ukraińskiej władzy strzelali do społeczeństwa z prawdziwej broni, prawdziwymi kulami! O takich nieprawdopodobnych okrucieństwach, to ona dotychczas słuchała wyłącznie na lekcjach historii, a tu coś takiego, „na żywo”! Te nieprawdopodobne i krwawe wydarzenia wywołały w cnotliwym dziewczęciu straszliwe poczucie winy, iż ona zajmowała się dzieckiem w tej samej chwili, gdy tuż za ścianą, po sąsiedzku, ginęli ludzie walczący o wolność, o niepodległość. W następnych zdaniach dziewczę potępiło społeczeństwo polskie, które zamiast Ukraińcom realnie pomóc, publikuje tylko informacje o rozlewie krwi na portalach typu Facebook. Przecież coś powinniśmy zrobić, uczynić – pomóc! Pohukując w ten sposób niczym mała, płocha sówka, zapomniała, że żeby nie telewizja, sama nie byłaby świadoma sytuacji politycznej tuż za ścianą, na Ukrainie.

UKRAINE EU PROTEST

W tym samym tekście wrażliwej autorki pojawiła się wzmianka na temat dzieci w Afryce. Tak, tych głodujących. W końcu przecież Ukraina i Afryka leżą blisko siebie, dlaczego by nie połączyć tych problemów w jeden pasjonujący wywód o gorącym cierpieniu własnym?

Ze wstydem obserwuję postawy cierpiętnicze i męczeńskie w polskim społeczeństwie. Szczególnie kobiety wydają się prezentować rozległe talenta w tej dziedzinie i jeśli dalej będą rozwijać się w tym kierunku, wkrótce pootwierają im się stygmaty.

Większość z nas wylała już z siebie zalegające jak żółć – skostniałe złogi infantylnego współczucia wobec Ukraińców. Zapomniała przy tym, że podobne akty przemocy miały miejsce również w Polsce, w poprzednim systemie władzy. Tylko wówczas wody „internetów” nie potęgowały informacyjnego szumu na ten temat, akty te działy się po cichu, łatwo wymazaliśmy je z pamięci.

Nie ma nic złego w dzieleniu się informacjami o wydarzeniach na Ukrainie na portalach typu Facebook czy na osobistych blogach. Warto jednak zwrócić uwagę na siebie samego w tych wpisach – czy aby na pewno nie powinniśmy zawstydzić się za siebie, czy to, co publikujemy, jest na tyle silnym i przede wszystkim szczerym światopoglądem, iż będziemy potrafili bronić go na długo po tym, kiedy pełen „współczucia” szum medialny i internetowy dobiegnie końca?

Wstyd za cierpienie1

Mocno trzymam kciuki za Ukraińców, za niepodległość Ukrainy. Lecz w zalewie rozpaczy nad śmiercią, którą widziałam w „internetach”, znajduję chwilę na podziw dla tych ludzi, którzy nie wahają się umrzeć za wartości ponadczasowe, bezcenne. Na zachwyt nad tymi, o których mass media i „internety” zapomną szybciej, niż wypada przypuszczać, o których już za parę miesięcy nie napisze żadna gazeta, ani polski naiwny bloger, który w moich oczach byłby więcej szlachetny, pożytkując swój czas na opiekę nad własnym dzieckiem, zamiast na „cierpienie za miliony”.

Z pokorą,

Justyna Karolak.

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

3 komentarze

  1. Według mnie Ukraińcy sami nie wiedzą czego chcą, a tych ultra prawicowych takich jak u nas Kaczor to trzreba się bać

    • jak to czego chcą , wolności chcą i tyle, a mieszają u nich ruscy i podkręcają taką nazistowską nutę , bo to im na rękę jest żeby rozwalić ukraińców, nawet nas namawiali żebyśmy się do tego przyłączyli

      • Jasne, że chcą wolności, i tyle, skoro już o tym mowa. Zgadzam się w tym temacie z Tobą, myślę, że stawianie sprawy w ten sposób, iż „sami nie wiedzą, o co im chodzi”, nie ma żadnego sensu, a już na pewno nie w kontekście tego tekstu. Przecież ja tu nie odnoszę się bezpośrednio do wydarzeń na Ukrainie, a bardziej do medialno-internetowego stosunku do tych wydarzeń, który ma miejsce w Polsce. Pozdrawiam :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *