Wytykam Ci język

Wytykam Ci język

Ja nie z tych, co niewinną minką niwelują wszystkie swoje grzechy i grzeszki. Ja nie święta, ani nawet nie nieskalana. Życie skalało mnie nie raz, codziennie uczę się pokory, jeszcze wiele nauki przede mną. Nie kreuję jednakże siebie na nikogo ponad czy poza ludzkimi, zwykłymi kategoriami. Dobrze wiem, że mój język dla wielu pozostanie niczym innym niż bełkotem, świetnie biorę pod uwagę, że nie wszyscy zechcą mnie lubić czy akceptować, o darzeniu miłością – nie wspominając. Ja nie twierdzę, że władam językiem w sposób doskonały, częstokroć język próbuje władać nade mną, a ja nie potrafię zupełnie mu zabronić. Nie przeczę przy tym, że język pozostaje mi bliski, jest dla mnie niesłychanie ważny – bo skorom wybrała, żem pisarka (przyp. red.: prosimy w kontekście wielkanocnym nie mylić z pisanką), nie mogę myśleć inaczej.

Zastanawia mnie toteż coraz intensywniej, dlaczego współcześnie miarą szczerości w wyrażaniu poglądów staje się brzydota języka. Dlaczego jeśli staram się opisać zjawisko, które krytykuję, zgodnie z pewnym taktem w doborze słów – uchodzę za autora, który bełkocze, a nie mówi prawdy? Dosadność wypowiedzi w dzisiejszym świecie ma być tożsama z wulgarnością? Brutalność nie może być opowiedziana z dystansu? Musi koniecznie być właściwością szpetną, brudną i chamską – by zostać uznaną za poważną i mocną?

Ja wiem, że „grube słowa” mieszczą się w słowniku języka polskiego – co więcej, jestem świadoma, że niekiedy należy ich użyć, również operując językiem literackim. Ale nie wiem, czemu ładny, elegancki język traktowany bywa dzisiaj często jako język zawoalowany, nieszczery i niewiarygodny. Osobom dbającym o kulturę języka zarzuca się nieszczerą powściągliwość, nieumiejętność wyrażania emocji i ukrywanie się za sztuczną personą. Dyplomacja dziś uchodzi za hipokryzję – niegdyś była tylko jej młodszą siostrą. Dziś natomiast nie sposób już odróżnić prawdy od fikcji na podstawie usłyszanych lub przeczytanych słów.

Rozprawiając dalej o upadającym, a wręcz rozkładającym się, poziomie języka, powiem, że kobiecość i męskość na tle językowym także staje się nierozpoznawalna, nieweryfikowalna, niejasna i kulawa. Jest to spostrzeżenie odwrotnie proporcjonalne do nowych i modnych współcześnie słowotworów określających kobiece zawody i profesje: reporterka (dawniej: torba reportera), reżyserka (dawniej: pomieszczenie przebywania reżysera) oraz – psycholożka i… cóż dalej? Doktorka? Notariuszka? Profesorka? Adwokatka? Hmm… Kierownica – dziś: kobieta będąca kierowcą; dawniej: wiadomo. Literatka – dziś: kobieta tworząca literaturę, dawniej: tylko szklanka.

Feministki wytężenie dbają o niestrudzone wykuwanie wielu kolejnych żeńskich odpowiedników zawodów, tymczasem wbrew ich wysiłkom – ależ podła ironia losu! – kobiecości od męskości na poziomie językowym odróżnić nie sposób. Bo dziś kobieta posiada prawa do posługiwania się „słowami grubymi” identyczne do mężczyzny. Skoro jemu wolno – w obecności już nie tylko kumpli, ale i w obecności kobiet – wypowiadać w formie luzu i nonszalancji wyrazy takie, jak: kurwa, ja pierdolę, zajebiste, wykurwisty oraz nakurwiam szczęściem, jej też wolno, jakże by inaczej. Jesteśmy równi i jednakowi – nie równouprawnieni i tak samo cenni społecznie – więc język nasz stacza się i upadla człowieka; i kobietę, i mężczyznę. W tę stronę popycha świat powszechny i popularny pseudo-feminizm, gdyż nie może być wartością czystą dbającą o prawa kobiety ten prąd upośledzony intelektualnie, który nakazuje moim kolegom traktować mnie jako swego kumpla (a nie koleżankę), a mnie każe sądzić, że jestem czymś innym – gorszym? – niż pisarz.

Dlatego wytykam Ci dzisiaj, Feministko, język i pytam Ciebie grzecznie – jak się z tym czujesz? Czy jest Ci miło, kiedy obarczam Cię winą za karlejący wokół język? Dobrze Ci?

Sama odpowiedz sobie zatem na pytanie, jak czuję się ja, kiedy zarzucasz mi, że moja literatura nie jest szczera – tylko dlatego, że nie chcę, aby była wulgarna. Kiedy zarzucasz mi, że jestem gorszą kobietą – tylko dlatego, że nie chcę być Twoją siostrą, czyli feministką. Kiedy mówisz mi, że wartością mojej literatury powinna być miara literatury kobiecej – tylko dlatego, że chcę pisać dla CZŁOWIEKA, którego nie mam zamiaru dzielić na mężczyznę i na kobietę (w kontekście moich Czytelników)?

Odpowiedz sobie sama – ja wytykam Ci język. Słyszałam, że tak trzeba – należy być chamskim i brutalnym, inaczej nikt Cię nie słucha. Dlatego mówię Ci dzisiaj, że głupia jesteś, a ja nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego. Póki nie nauczysz się komunikować grzecznym, pokornym, zadbanym językiem.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *