Yorgos Lanthimos – recenzja 3 filmów genialnego Greka

yorgos-lanthimos-recenzja-3-filmow-genialnego-greka

O Yorgosie Lanthimosie mówi się, że jest czołowym reprezentantem greckiej nowej fali. Ten postulat jest najmniej istotny. Genialny Grek tworzy w pełni autorskie kino, niepozwalające z żadnym innym się porównać – kino, dla którego kategorie takie jak dramat psychologiczny i dramat społeczny, wzbogacone o elementy absurdalnego czarnego humoru, zdają się za ciasne. Sztuka filmowa Lanthimosa stanowi osobną kategorię estetyczną i gatunkową – uniwersalną na tyle, iż czyta się ją niezależnie od  naszego osobistego kontekstu kulturowego oraz uniwersalną na tyle, iż jej wymowa pozostanie aktualna przez co najmniej grube dekady.

Sztuka filmowa Lanthimosa jest rezolutna, bystra i śmiała, i tego rodzaju jakości nie uświadczymy w kinie amerykańskim. Nie zamierzam być hipokrytką – z kina amerykańskiego można połowić niezaprzeczalne perły, ale w mojej opinii żadna z tych wykwintnych pereł nie doścignęła dotychczas tej unikalnej głębi, jaką potrafią zaskakiwać twórcy europejscy. Osobiście lubię różnorodne kino – zgłębiam jego rozmaite odsłony; łaknę kina wymagającego intelektualnie, jednocześnie jestem i fanką pięknej wizualnie rozrywki, jak np. baśniowego „Avatara” czy znakomitego, dynamicznego i pochłaniającego, najnowszego „Mad Maxa”. Niemniej żaden film Amerykanów nie sprawił mi zamętu w głowie i emocjach porównywalnego z tym zamętem i doznaniem, którego dostarczają mi sukcesywnie Europejczycy: najpierw Pedro Almodóvar (Hiszpan), następnie Dario Argento (Włoch) i Michael Haneke (Austriak), a dziś Yorgos Lanthimos (Grek).

yorgos-lanthimos-recenzja-3-filmow-genialnego-greka-1

Lanthimos urodził się w 1973 roku. Studiował reżyserię telewizyjną i filmową w szkole w Atenach, reżyserował głównie sztuki teatralne, a także teledyski i reklamy. Pierwszy ważny film fabularny nakręcił w roku 2009 – mowa o porażającym, wsysającym, niepokojącym i odkrywczym „Kle”, za jaki Lanthimos uzyskał nominację do Oscara i od tej chwili o genialnym Greku zaczęło być głośno. I cudownie, że zaczęło być głośno – „Kieł”, poza bogactwem złożonej treści, to niewysłowiona uczta dla rozumu i ducha.

Dwa lata później, bo w roku 2011, Lanthimos zderza nas z „Alpami”, tym samym bezspornie potwierdzając swój geniusz scenarzysty i reżysera, „Alpy” są bowiem obrazem filmowym obdarzonym wcale nie szczuplejszą od „Kła” treścią, natomiast świeża – może nieco bardziej subtelna – narracja poprzedzona nowym rewelacyjnym pomysłem na fabułę udowadnia, że Grek jest niepodważalnym artystą: wybitną kipielą idei i profesjonalistą czującym kadr, ruch, dialog, umiejętnie prowadzącym aktorów i pomagającym im objawić ich niezaprzeczalny talent i kunszt, jak również twórcą świadomym wszelkich niuansów technicznych, jak np. kolorystyki (światła na planie), montażu, czy dźwięku.

Młody, bo około czterdziestoletni Lanthimos, który do roku 2011 stworzył dwa różne duże filmy, z których każdy zasługuje na miano arcydzieła, rozbudza nadzieje widzów i krytyków na świecie. Niesieni na fali tej nadziei docieramy do roku 2015, kiedy to Lanthimos postanawia zawalczyć o swój debiut anglojęzyczny – wtedy do produkcji pt. „Lobster” zatrudnia hollywoodzkie gwiazdy, Colina Farrella i Rachel Weisz. Mimo że w zestawie producentów „Lobstera” nie widnieją USA (widnieją: Grecja, Wielka Brytania, Francja, Holandia i Irlandia), miłośnicy „Kła” i „Alp” boją się, czy aby dwie przebojowe, znane z Hollywoodu twarze nie zepsują owego europejskiego kręgosłupa, jakże wyrazistego w dotychczasowej twórczości Lanthimosa. Czy to, co do tej pory zachwycało nas swoistą kameralnością, nie zostanie aby w zamaszystym „Lobsterze” zaprzepaszczone? Czy to, za co pokochaliśmy Greka, nie ulotni się w gdzieś między gęstymi, pełnymi kadrami „Lobstera”?

yorgos-lanthimos-recenzja-3-filmow-genialnego-greka-2

Te obawy nie miały żadnego sensu: Lanthimos ze swego anglojęzycznego debiutu wyłania się z tarczą. „Lobster” broni się pod każdym względem, a oprócz Farella, któremu udało się nie zawieść reżysera i nie rozdrażnić widza, i sprawnej aktorsko, przekonywającej, uroczej i wzruszającej Weisz, w „Lobsterze” spotykamy Greczynki – aktorki będące istnymi kameleonami, wytrawne, nieprzeciętnie uzdolnione aktorki. Mowa o Aggelike Papoulia, która pokazała już wcześniej, ile i jak potrafi zarówno w „Kle”, jak i w „Alpach” – oraz o Ariane Labed, która zdążyła ująć nas w „Alpach”, by właśnie w „Lobsterze” powrócić w nowej świetnej odsłonie. Pierwsza z nich – zdolna jest do nieprawdopodobnych przeobrażeń na ekranie. Każda jej mina, gest, krok i słowo stopione są na wskroś z kreowaną postacią; Papoulia gra i powściągliwie, i charyzmatycznie, a sposób, w jaki wciąga widza do wnętrza granych przez siebie bohaterek – zdumiewa, imponuje i zawstydza. Druga z nich – młoda, eteryczna Labed – zadziwia swoim istnieniem na ekranie. Zdawać by się mogło, że jej bardzo szczupła figura i dziewczęca, delikatna twarz powinny być w odbiorze „przezroczyste” – tymczasem nic bardziej mylnego. Labed to biologiczne zwierzę sceniczne, a prywatnie – żona samego Lanthimosa. I jeśli w tym miejscu przyszło wam do głowy, że Labed wypadła na ekranie tak znakomicie dzięki umiejętnemu wyeksponowaniu jej przez męża – ponownie: nic bardziej mylnego. Labed w 2010 roku została wyróżniona na festiwalu filmowym w Wenecji nagrodą dla najlepszej aktorki za rolę w filmie „Attenberg” w reżyserii nie męża, lecz Athiny Rachel Tsangari – bardzo ciekawej greckiej reżyser, mówiąc nawiasem.

yorgos-lanthimos-recenzja-3-filmow-genialnego-greka-3

A zatem – kolejno: „Kieł”, „Alpy” i „Lobster”. Każdy z nich doskonale różny – osobny, zarazem dostrzega się we wszystkich tych obrazach filmowych wspólny mianownik: oko i rękę Lanthimosa, mówiąc oględnie. Przyjrzyjmy się najpierw temu wspólnemu mianownikowi – co konkretnie łączy te filmy, co pozwala nam odbierać ich bliskie pokrewieństwo? Spróbujmy na podstawie tych trzech filmów wymienić cechy charakterystyczne twórczości Lanthimosa:

•         Ogólny wydźwięk tematyczny – Lanthimos porusza w swoich filmach problem utknięcia człowieka, jak i społeczności w schemacie. Ukazuje swoiście opresyjne systemy – schematy, w jakich samozwańcze silne jednostki poprzez wykreowanie iluzji władzy skutecznie manipulują i kontrolują jednostki słabsze, te o naturze wykonawcy, usługodawcy czy wręcz „niewolnika”. Ciekawa jest relacja słabszych i silniejszych, jaką ukazuje Lanthimos: można wysnuć wniosek, że zarówno kreatorzy władzy, jak odbiorcy władzy tkwią równie mocno uwikłani w pojęcie iluzji tej schematycznej pajęczyny, która efektywnie blokuje i więzi obie strony barykady. Kto jest katem, a kto ofiarą; w którym miejscu kryje się początek zastanej sytuacji schematycznej; gdzie istnieje wierzchołek danej góry lodowej – to tylko jedne z cennych pytań, które Lanthimos pozostawia do rozstrzygnięcia widzom, udzielając nam sporej przestrzeni na nasze interpretacje rzeczywistości przedstawionej. Bo światy konstruowane przez Lanthimosa za każdym razem są przedstawione, wymyślone, stąd np. „Lobster” błędnie przypisuje się do gatunku fantastyki i fantastyki naukowej, co jest kompletnym nieporozumieniem. Przedstawieniowość światów Lanthimosa bliższa jest autorskiej oniryczności, grotesce, czasem zbliża się do surrealizmu, ale zaraz cofa się przed nim, zagnieżdżając się wymownie w rejestrach bardzo prozaicznych, jakże wyraźnie nawiązujących do realnego życia, którego doświadczamy wszyscy – w prawdziwym, namacalnym świecie, nie w wyobraźni.

•         Relacje międzyludzkie – czy to związek kobiety i mężczyzny, czy więzi w rodzinie, czy w społeczeństwie, bohaterowie Lanthimosa zawsze dryfują w pustce emocjonalnej. Czują, pragną; kochają i nienawidzą – ale przejawy ich emocji zawsze zdają się wydrążone. Czegoś tym ludziom brakuje, czegoś brakuje światu, w jakim Lanthimos ich osadza, lecz niezależnie od przyczyn, uczucia towarzyszące postaciom wykreowanym przez Lanthimosa wskazują na niemożność intensywnego połączenia się jednostki z inną jednostką, jak i ze społecznością.

•      Sceny tańca i seksu – tylko u Lanthimosa doświadczamy tak biologicznych i jednocześnie teatralnych przedstawień fizycznej bliskości. Seks w jego filmach jest o tyleż zaproszeniem widza do bycia świadkiem bardzo dosłownego aktu intymnego, o ileż groteskową czy surrealną trampoliną do zobrazowania człowieczych wynaturzeń albo bezbronności. W różnych filmach Lanthimosa postaci różnie zbliżają do siebie i różnie tańczą – ale seks i taniec bez wątpienia stanowią autorski wytrych do obnażania kruchości i zarazem witalnej sprawczości człowieka.

•         Nawiązania do popkultury – np. wywiad z Winoną Ryder w gazecie czytany w „Alpach”, piosenka Nicka Cave’a i Kylie Minogue „Where the wild roses grow” nucona przez Farella w „Lobsterze”, sceny i listy dialogowe z „Rockiego” i „Szczęk” odgrywane przez Papoulię w „Kle”… Różnych nawiązań do dzieł popkulturowych w twórczości Lanthimosa jest sporo i nie chcę wymieniać ich wszystkich, aby nie odebrać widzom przyjemności z samodzielnego ich poszukiwania i wyłuskiwania. Podkreślę tylko, że sposób, w jaki Lanthimos splata ze sobą głębię fabuły z powierzchownością czy to mody, czy innych przejawów konsumpcyjnego blichtru – jest czymś kapitalnym i cudownie „przebiegłym intelektualnie”.

•         Niezwykły, w pełni autorski sposób budowania zakończeń filmów – Lanthimos stosuje zakończenie otwarte, wręcz nagle urwane. Zawsze jest to zakończenie przez widza niecierpliwie wyczekane, a w ostatecznym odbiorze kłujące widza w mózg. Lanthimos jest mistrzem w częstowaniu widza takim zakończeniem, które de facto nie kończy opowieści, tylko zawiesza widza tuż przed wielkim finałem. Widz sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie „co dalej?”. Jeżeli uznamy, że sztuka służy nie do rozwiązywania problemów, lecz do stawiania odpowiednich pytań – do rozkładania wachlarza trudnych, niejednoznacznych zagadnień, to Lanthimos jest najbieglejszym artystą.

•         Dezorientacja widza – widz zazwyczaj nie lubi oglądać filmów w poczuciu dezorientacji: nie chcemy być w trakcie seansu zagubieni; chcemy, by twórcy umiejętnie poprowadzili nas przez zawiłości fabuły. Chcemy, żeby wszelkie niuanse dzieła filmowego w naszej głowie składały się w spójną całość. Czy to logiczną, czy absurdalną, ale całość, która objawi nam się krok po kroku, aż osiądzie w nas skonkretyzowane wrażenie przedstawionych zdarzeń, obrazów. Lanthimos traktuje kino zupełnie inaczej – on dezorientuje widza, pomimo czego widz nie czuje się poirytowany, lecz jeszcze bardziej ciekawy wizji reżysera. Lanthimos dezorientuje nas na kilka różnych sposobów, ale jego zaproszenie widza do wspólnej gry jest niezaprzeczalne, bardzo wyraźne. Czasem zostajemy zdezorientowani poprzez oddziaływanie na nas nieomal dadaistycznymi dialogami – tego typu dialogi Lanthimos najsilniej zaakcentował w „Kle” i w „Alpach”, dla obu tych filmów znajdując inne formuły wypowiedzi, inne „językowe szaleństwa”. W tych dwóch filmach zostaliśmy więc poddani dezorientacji za pomocą słów – w ten sposób Lanthimos mrugnął do widza, udowadniając mu, że słowa są jedynie kodem semantycznym ustalonym w drodze umowy międzyludzkiej i służącym do porozumiewania się, a złamanie tego kodu, wprowadzenie do relacji między bohaterami i do gry z widzem zupełnie innych, nieistniejących w realnym świecie, barw znaczeniowych powoduje właśnie niezwykłą dezorientację, która kusi i przeraża, śmieszy i porusza. Język werbalny  jest dla Lanthimosa środkiem stylistycznym nie mniej istotnym od języka kamery.  Dlatego język werbalny, jaki konstruuje dla swoich postaci Lanthimos, sam w sobie tworzy wyjątkową formę estetyczną.

•         Specyficzny dowcip – absurdalny czarny humor, częściowo oparty na cynizmie i sarkazmie, to bardzo wdzięczna cecha charakterystyczna twórczości Lanthimosa. To właśnie ta cecha skutecznie osadza świat przedstawiony w filmach Lanthimosa na realnej skorupie ziemskiej. Lanthimos znajduje dogodne szczeliny na zastosowanie autorskiego czarnego humoru w nawet najbardziej ponurym klimacie czy okoliczności dramatycznej – klasyczną ironię dramatyczną, ironię iście antygonowską, obudowuje nietypowym żartem, znów wywołując w widzu zmieszanie, ale jednocześnie skutecznie przykuwając go do ekranu. Rzadko kiedy doświadczam jako widz nienormalności moich reakcji – niezwykle rzadko przydarza mi się chcieć na filmie niemal jednocześnie płakać ze smutku i śmiać się z impetem szaleńca z radości, z widowiska. Ten zawrót głowy i sprzeczne, ale zarazem odżywcze reakcje potrafi wzbudzić we mnie właściwie wyłącznie Lanthimos.

yorgos-lanthimos-recenzja-3-filmow-genialnego-greka-4

Podsumowując powyższe, nie będę streszczała wam ww. trzech filmów Lanthimosa – i szczerze polecam każdemu, kto ma ochotę zmierzyć się z tym kinem, aby konsekwentnie omijał wszystkie opisy fabuł, które publikują znane i mniej znane portale filmowe. Każdy z tych opisów jest tak niesłuszny pod względem merytorycznym, że nie tylko opisy te nie zapewniają żadnych walorów informacyjnych, to jeszcze niepotrzebnie sieją w wyobraźni zamęt i mylnie ukierunkowują widza. Nie idźcie moją drogą i nie czytajcie żadnych opisów filmów Lanthimosa! To, co napisałam w tej recenzji naprawdę jest wystarczające do tego, by zaciekawić się twórczością Greka – i nie dlatego, że „tylko ja jestem wielce genialna”, lecz z tej prostej przyczyny, że arcytrudną rzeczą jest próba streszczenia filmu Lanthimosa z pominięciem spojlerów; jest to wręcz niewykonalna próba. Nie da się streścić żadnej fabuły wymyślonej przez Lanthimosa i skutecznie uniknąć przy tym uprzedzenia faktów, dlatego dużo lepszym wyjściem z tej sytuacji jest napisać tekst taki jak ten, czyli taką recenzję, w której omawia się zagadnienia estetyczne i nakreśla jedynie ogólny zakres tematyczny. Resztę zagadnień poruszonych w filmach Lanthimosa każdy widz powinien odkryć sam – wszak reżyser ten nie po to zaprasza widza do bardzo oryginalnej gry, by jeden z drugim opisywacz faktów tę zabawę na wstępie zepsuł.

yorgos-lanthimos-recenzja-3-filmow-genialnego-greka-5

I druga rzecz, którą chcę zaakcentować w podsumowaniu: twórczość Lanthimosa bardzo często zestawia się z twórczością reżysera nazwiskiem Haneke, a jest to niesprawiedliwie, mylące, a nawet i krzywdzące porównanie dla obu panów! Owszem, to prawda, że i u Greka, i u Austriaka znajdziemy specyficzną grę z widzem, skupienie się na tematyce przemocy (psychicznej i fizycznej), ale estetyki tych dwóch twórców są tak doskonale odmienne od siebie, że ich porównywanie zakrawa na śmieszne. Powiem na ten temat więcej i wybaczcie – albo nie wybaczajcie, jak wolicie – lecz będę bardzo brutalna w tej wypowiedzi: trzeba być niepełnosprawnym intelektualnie, żeby zestawiać ze sobą tych dwóch reżyserów – żeby twierdzić, że tworzą podobne, pokrewne filmy. To tak jakby głosić tezę, iż Goethe i Nabokov to bardzo podobni pisarze – obaj wszak zasłynęli z powieści o nieszczęśliwej miłości; z przedstawienia bohatera męskiego chorego z miłości i gotowego do szaleńczych i amoralnych poświęceń w imię owej niemożliwej do zrealizowania miłości do wybranej, jedynej kobiety… Tak, to prawda – ale, do licha, romantyzm Goethego i romantyzm Nabokova, to dwa drastycznie różne romantyzmy, nie wspominając o różnicach w warstwie stylistycznej i fabularnej! I analogicznie porównywanie Lanthimosa do Hanekego – i oczywiście na odwrót – tylko dlatego, że obaj poruszają się w pokrewnej sferze tematycznej, to w najlepszym razie malownicze nieporozumienie. A w najgorszym razie jest to niestety przejaw pseudointelektualnego bełkotu! Nie pokuszę się o wyliczenie różnic pomiędzy estetykami proponowanymi przez Lanthimosa i Hanekego – ponieważ nie mam zamiaru dowodzić, że nie jestem wielbłądem. Powiem krótko: już z wierzchu patrząc, ewidentnie widzi się różnice, bowiem Lanthimos dopuszcza do swej narracji żart, dowcip, humor, a Haneke postępuje doskonale odwrotnie, wszystkie swoje opowieści przekazując „w trupa i na poważnie”; on zawsze jest śmiertelnie poważny – nigdy nie puszcza do widza oka, nigdy nie wchodzi w skórę kpiarza.

yorgos-lanthimos-recenzja-3-filmow-genialnego-greka-6

Dlatego niechaj ci z was, którzy nie odnaleźli się w estetyce Hanekego – odetchną w tej chwili z ulgą. Jeśli zetknęliście się z opiniami, że filmy Hanekego i Lanthimosa są do siebie jakkolwiek podobne, stanowczo zakopcie tę wydmuszkę informacyjną głęboko w czeluściach niechcianych wspomnień i z czystym sumieniem nigdy do niej nie wracajcie! Ci, którzy nie akceptują filmów Hanekego, ponieważ nudzą się na nich – jak najbardziej mogą (choć oczywiście nie muszą) zachwycić się filmami Lanthimosa. Ja na przykład jestem oddaną miłośniczką jednego i drugiego reżysera – bo nic tu się wzajemnie nie wyklucza, ani też nie zazębia. Tylko wy sami możecie miarodajnie ocenić, o czym każdy z tych reżyserów wam opowiedział – nikt nie będzie wiedział tego lepiej od ciebie, ponieważ tego rodzaju kino angażuje widza i przede wszystkim szanuje widza, wielbiąc go za to, że myśli on samodzielnie.

yorgos-lanthimos-recenzja-3-filmow-genialnego-greka-7

Na koniec – po prostu zachęcę was gorąco do sięgnięcia po filmy Lanthimosa. Podejdźcie do filmów Greka jak do loterii, bo, jak sądzę, tym one w istocie są: nigdy nie wiadomo, co za chwilę się wydarzy; nigdy nie wiem, jakie odczucia wywoła we mnie kolejny film Greka. To wyjątkowe, niekonwencjonalne, zadziwiające kino – trzeba być przygotowanym na własną dezorientację w czasie seansu, ale nie dowiesz się, czy ta dezorientacja ci się podoba, czy nie, póki nie odważysz się jej spróbować, póki się w niej nie zanurzysz. Albo zostaniesz uwiedziony, albo odwrotnie – ale stanowczo daj sobie tę szansę i sprawdź, na ile siebie znasz, na ile masz pewność, co cię bawi, co drażni; co żenuje, a co wsysa… Polecam filmy Greka zwłaszcza tym widzom, którzy złaknieni są „oddechu w kinie”, porcji świeżości, współczesności. To kino wyraźnie poszukujące, nowe – ono nigdy nie jest gotową ilustracją, ono zawsze jest dotkliwą i zadziorną przeprawą przez tajemnice życia.

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka i autorka baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to ebook (Pdf) wydany specjalnie jako prezent dla Czytelników. Dowiedz się więcej: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. W powyższej recenzji skupiłam się na cechach wspólnych trzech filmów Lanthimosa, lecz gdybym miała zastosować wobec nich filtr różnicujący, to osobiście oceniłabym je następująco:

    „Kieł” – arcydzieło, „Alpy” – zaszczytne miejsce drugie i status dzieła rewelacyjnego; na miejscu trzecim „Lobster” – film bardzo dobry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *