Część I – Diagnoza: rozpoznanie choroby i ustalenie przyczyn

choroba cywilizacyjna XXI wieku o charakterze epidemii 3 

Z Cyklu pt.: „Martwica duszy” – choroba cywilizacyjna XXI wieku o charakterze epidemii

Nowoczesne społeczeństwa stają się znieczulone na uczucia wyższe i wynikające z nich morale. Postęp cywilizacji dotarł w XXI wieku do pułapu, w którym ludzie mają łatwy jak nigdy wcześniej dostęp do gotowych i bogatych baz danych. Codziennie przepływa przez nas tak olbrzymia ilość informacji, że wiele z nich nieświadomie ignorujemy, zupełnie nie zdając sobie sprawy z siły ich oddziaływania. Jesteśmy znieczuleni. Nasze znieczulenie, to martwica duszy – niebezpieczna choroba cywilizacyjna XXI wieku o charakterze epidemii.

Internet, który na stałe zamieszkał praktycznie we wszystkich domach, nawet tych o niskim statusie materialnym, taniość sieci i technologii potęgujących przepływ wielu informacji przez każdego współczesnego człowieka, stanowi oczywiście niezaprzeczalne udogodnienie, a często udogodnienie zbawienne. Internet umożliwia np.: pracę zdalną, jak i odbywanie rozmów rekrutacyjnych czy „spotkań” służbowych na zasadzie poręcznych wideokonferencji, co ogromnie usprawnia życie i pracodawców, i pracowników. Mnóstwo działalności firmowych rozwija się w Internecie, oferując i dystrybuując swoje towary i usługi szerokiemu gronu odbiorców, a taka forma działalności redukuje koszty jej prowadzenia, jak chociażby opłaty za biuro lub koszty dojazdu do klienta bądź partnera biznesowego.

Ponosząc naprawdę niewielkie koszty finansowe, ludzkość coraz ekspansywniej przekracza fizyczne granice i odległości między miastami i krajami, bo poprzez sieć – łączymy się z każdym, wszędzie, i błyskawicznie. Niwelują się toteż międzyludzkie bariery, a więzi społeczne realizują się zapamiętale właśnie w sieci, z której poławiamy w ilościach imponujących dosłownie wszystko, co tylko nam się zamarzy: publikacje naukowe, literaturę piękną, obrazy, muzykę, filmy… W sieci budujemy wspólne kręgi zainteresowań i pasji, swobodnie wymieniamy się doświadczeniami na ich temat, co sprzyja temu, iż nawet najbardziej unikalna nisza bez przeszkód może zostać przeniesiona do mainstreamu, czyli do głównego strumienia. Dawniej niszowe hobby skazywało hobbystę na samotność, na społeczną izolację – dzisiaj dowolny skrajny autsajder bez problemu nawiązuje łączność z podobnym sobie, drugim autsajderem. W realnym, to znaczy we fizycznym świecie, ich ścieżki najprawdopodobniej nigdy nie przecięłyby się – zaś dzięki Internetowi odnajdują się tak prędko i nieskomplikowanie, jak gdyby byli sąsiadami przez ścianę. Internet sprawia, że coraz trudniej odróżnić niszę od komercji i od głównego strumienia. Wszelkie informacje i potencjalne możliwości zawarte w Internecie gotują się razem w gigantycznym kociołku niczym dziwna prazupa.

Nawet pojęcie „pamiętnika” podległo w wyniku postępu cywilizacji XXI wieku, określanej jako Era Informacji, swoistej deprecjacji, bo nie stanowi dziś tajemnych, skrywanych przed światem, „konfesyjnych” zapisków – nowoczesne pamiętniki, to blogi udostępniane w Internecie publicznie, a one komunikują otwarcie buduarowe szczegóły z życia prywatnego: relacje w rodzinie, upodobania seksualne, choroby etc. Na portalach społecznościowych, wśród których prym wiedzie Facebook, użytkownicy dzielą się bez żadnych hamulców – zdjęciami swoich małych dzieci, zdjęciami z wakacji, zdjęciami tego, co gotują, w co się ubierają, nie wyłączając zdjęć siebie w bieliźnie. Same blogi ewoluują jeszcze dalej, przybierają postać vlogów – w nich upublicznia się już nie tylko osobiste refleksje; w nich najintymniejsze sekrety wyjawia się prosto do kamery, bez mrugnięcia okiem ukazując światu swoją twarz.

Czy te ogólnospołeczne zachowania wynikają z apetytu na popularność? Niekoniecznie. Są one po prostu rezultatem naszego emocjonalnego i intelektualnego znieczulenia, zdiagnozowanego przeze mnie jako „martwica duszy”. Wprawdzie nie wszyscy uzewnętrzniamy się w Internecie i łakniemy popularności, a jednak masowo zaczynamy cierpieć na martwicę duszy, bo ta cywilizacyjna choroba XXI wieku ma charakter epidemii. Ale jakie są jej prawdziwe przyczyny i jaką drogą dochodzi do zarażenia?

Zacznijmy od tego, czym dokładnie jest owa martwica duszy.

U jej podstaw należy wypatrywać nie tylko olbrzymiej ilości przepływających przez nas informacji, ale przede wszystkim intensywności tych informacji, która dopiero w połączeniu ze wzmożoną prędkością przepływu powoduje, iż ludzie stają się znieczuleni na uczucia wyższe, co z kolei prowadzi do zakłóceń w obszarze ogólnospołecznych morale. Innymi słowy, Era Informacji skutkuje tym, że uwstecznia się lub zanika wewnętrzna matryca człowieka, pierwotnie umożliwiająca mu doznawanie uczuć wyższych, takich jak bezwarunkowa miłość, pełna akceptacja siebie i drugiego człowieka, a przede wszystkim – empatia, współodczuwanie oraz smutek z powodu cudzego cierpienia. Innymi słowy, uczucia wyższe jednostek składających się na współczesne społeczeństwa ulegają redukcji analogicznie do tego, jak ewolucja redukuje nieużywane, a więc zbędne, narządy i wynikające z nich funkcje. Ten chorobowy stan nazwany przeze mnie martwicą duszy manifestuje się w szeregu przykładów. Dla uproszczenia poruszonego zagadnienia posłużę się banalnym przykładem dwóch filmów stojących w opozycji do siebie.

Pierwszy z nich, to „Martyrs. Skazani na strach” z 2008 roku, wyprodukowany przez Francję i Kanadę. Drugi z nich, to „Amerykańska zbrodnia” produkcji amerykańskiej z 2007 roku. Pierwszy film traktuje o bezwzględnym fizycznym i psychicznym cierpieniu – twórcy przedstawili bez najmniejszych zahamowań wyszukane tortury, przemoc, okaleczenie, znęcanie się podrasowane aż do wyrafinowanego absurdu, jak np.: obdarcie żywcem ze skóry na całej powierzchni ciała za wyjątkiem jedynie twarzy (nie z nabłonka, tylko ze skóry; aż do uzyskania krwistej, surowej tkanki mięśniowej). Scenom tym, których – jak mogłoby się zdawać – nikt normalny nie zechciałby oglądać, pozornie przypisano intelektualny podtekst, ale w rzeczywistości zaledwie przypięto go do krwawej całości jakoby w usprawiedliwieniu dla swojej chęci stworzenia długiego łańcucha ruchomych ilustracji epatujących brutalnością i niczym poza nią. Drugi z filmów został oparty na faktach. Opowiada autentyczną historię niejakiej Sylvii Likens, która przekazana przez rodziców na okres kilku miesięcy pod opiekę samotnej matki, Gertrude Baniszewski, wychowującej kilkoro dzieci, w ciągu tych paru miesięcy została bestialsko doprowadzona do śmierci – przez swoją opiekunkę, Gertrude, oraz jej nieletnie potomstwo. Karta historii pozostaje tu nadzwyczajnie wymowna: 16. letnia Sylvia była regularnie przypalana papierosami i zapałkami, kopana w brzuch i krocze, bita różnymi przedmiotami; jeden z oprawców chętnie ćwiczył na niej „ciosy karate”, Gertrude wraz z własnymi dziećmi, które zachęcała do torturowania Sylvii, więziła ją w piwnicy, głodząc i znęcając się bez granic. Dzieci systematycznie kąpały Sylvię w wannie wypełnionej wrzątkiem. Gertrude zmuszała ją do wkładania sobie do pochwy butelki po Coli (czy też sama wkładała dziewiczej dziewczynce tę butelkę). Wycięto Sylvii na brzuchu za pomocą podgrzanej w ogniu igły napis: „jestem prostytutką i jestem z tego dumna”. Dziewczynka zmarła wskutek rozlicznych obrażeń, bólu i wycieńczenia. Aż trudno uwierzyć, że ta zbrodnia zdarzyła się naprawdę. Nie dziwi natomiast zekranizowanie historii Sylvii, gdyż film pt.: „Amerykańska zbrodnia” niesie wyraźny morał, polegający na przestrzeżeniu nas przed brutalnością świata oraz na zainspirowaniu nas do reagowania na cierpienie drugiego człowieka. Dodam w tym miejscu rzecz kluczową: „Amerykańska zbrodnia” nie ukazuje wszystkich zmyślnych tortur, których doświadczyła rzeczywista Sylvia, film jest wręcz nader „minimalistyczny” pod tym względem. Oszczędzono nam scen kąpieli we wrzątku, szczegółów umieszczania w pochwie dziewczynki butelki po Coli, detali bicia jej i kopania. W sposób taktowny zwrócono nam uwagę na ogrom tragedii, skupiono się na procesie sądowym oprawców i morderców. Ale, co zastanawiające, „Martyrs. Skazani na strach”, mimo iż film ten onanizuje się cierpieniem, nie niosąc żadnego morału, zyskuje znacznie więcej wielbicieli i pozytywnych recenzji niż „Amerykańska zbrodnia”. Widzowie „Amerykańskiej zbrodni” twierdzą nieomal jednogłośnie, iż film ten w porównaniu do cierpień i obrażeń rzeczywistej Sylvii wypada wręcz śmiesznie. Rodzi się pytanie: skąd pojawia się w nas potrzeba podglądania przez dziurkę od klucza scen, których w normalnym życiu nigdy byśmy nie uświadczyli? Kto normalny domaga się udostępnienia mu scen aż tak drastycznych, jak kąpanie człowieka we wrzącej wodzie? Dlaczego – upodlające człowieczeństwo – onanizowanie się cierpieniem uznajemy za atrakcyjniejsze od form delikatniej sugerujących cierpienie? Co oznacza termin „normalność”? Nie istnieją ludzie normalni – istnieją jeszcze niezdiagnozowani.

Fani kina podobnego do „Martyrs. Skazani na strach” zostali niewątpliwie zainfekowani martwicą duszy – oto konkretna diagnoza ich choroby, która posiada klarowne przyczyny:

w efekcie olbrzymiej intensywności, prędkości, natężonej ilości przepływających przez nas informacji dochodzi do znieczulenia człowieka na uczucia wyższe. Na intensywność napływających do nas bodźców informacyjnych reagujemy znieczuleniem w wyniku biologii, a mówiąc dokładniej – z przyczyny anatomii i fizjologii. Mianowicie układ nerwowy człowieka działa tak, że jeśli będziemy uderzać kogoś pięścią z taką siłą, że zatrzymamy zadawane ciosy na poziomie progu bolesności tego człowieka, to po pewnym czasie człowiek ten przestanie odczuwać ból. Układ nerwowy człowieka jak gdyby „drętwieje” w obliczu dość silnego, a jednocześnie nie za silnego bodźca, czyli mózg znosi odczytywanie zadawanego bodźca jako sygnał bólowy, a zaczyna traktować zadawany bodziec jako sygnał neutralny. Podstawą do zaobserwowania tego biologicznego mechanizmu jest to, iż zadawany bodziec musi być utrzymany na progu bolesności, a nie może przekroczyć tego progu, który należy rozumieć jako osobniczą granicę wytrzymałości.

Oznacza to, że po pewnym czasie zadawanego w ten sposób bodźca, nasz dotychczasowy próg bolesności zostaje jakoby zniesiony przez nas samych – przez nasz ośrodkowy układ nerwowy, czyli przez mózg – mimo iż od uderzającej nas pięści nadal powstaje siniak, więc uszkodzenie tkanek w dalszym ciągu postępuje. Niebezpieczeństwo opiera się na tym, że człowiek z czasem „nie czuje bólu” – bowiem naturalny, fizjologiczny mechanizm obronny chroni naszą świadomość przed zbyt długą konfrontacją z bólem. Ale ślady po tej konfrontacji wciąż w organizmie się zapisują. Jednak w wyniku tego mechanizmu nasz osobniczy próg bolesności, czyli odporności na napływające bodźce, zostaje podniesiony. Co oznacza, że w przyszłości będziemy mogli znosić więcej, niż znosiliśmy do tej pory. Będziemy mogli wytrzymać więcej bólu, bez rozumienia, że boli. Będziemy potrafili więcej przyjąć na swoje barki, jak i więcej wchłonąć i zasymilować. Co z kolei wiąże się z tym, iż z czasem człowiek zaczyna domagać się od otoczenia stale mocniejszych bodźców – w tym napływających ze świata informacji.

Domagamy się dostarczania nam kontrowersyjnych, dramatycznych i brutalnych informacji jednakże nie dlatego, iż chcemy być niemoralni i okrutni, lecz dlatego, że chcemy i potrzebujemy – czuć. Człowiek w sposób instynktowny pragnie być stymulowany, nie pragnie być w stanie katatonicznej inercji. Potrzeba bycia pobudzanym (stymulowanym) również zostaje uwarunkowana przez biologię. Na potwierdzenie tej tezy posłużę się przykładem zespołu Aspergera.

Osoby zaburzone zespołem Aspergera przejawiają upośledzenie w relacjach społecznych przy braku upośledzenia umysłowego. Odbierają one świat w postaci syntezy wielu intensywnych bodźców napływających z zewnątrz. Kiedy tych bodźców napływa za dużo albo kiedy stają się one zbyt intensywne – kiedy ich przyswojenie wynikające z syntetyzowania staje się dla takiej osoby „bolesne” – osoba taka potrzebuje odciąć się od bodźców. Takiego odcięcia dokonuje się poprzez silny, ale nie za silny, jednostajny „ścisk”, którym może być na przykład:

  • przytulenie się do ściany (duża płaska powierzchnia)
  • owinięcie się w płachtę tkaniny (np.: prześcieradło) i „ściśnięcie” się w niej z pomocą osoby trzeciej (równomierny, stały nacisk ze wszystkich stron ciała)
  • „ściśnięcie się” w maszynie do przytulania (wynalazek cierpiącej na autyzm Temple Grandin)

Taki właśnie ścisk, czy nacisk, oddziaływuje na układ współczulny celem jego wyciszenia (zachodzi „przesterowanie” organizmu na układ przywspółczulny, który m.in.: obniża tętnicze ciśnienie krwi), aby organizm osoby z zespołem Aspergera mógł pozbyć się uczucia paniki czy „bólu” wynikającego z nadmiaru ilości bądź intensywności odebranych bodźców, co przywróci równowagę psychofizyczną.

Ale czy tego rodzaju wyciszające oddziaływanie na układ nerwowy, to wystarczająco skuteczna metoda rehabilitacji ludzi zainfekowanych martwicą duszy? I jaką drogą dochodzi do zarażenia i rozprzestrzeniania się tej epidemii?…

Ciąg dalszy nastąpi…

Justyna Karolak

CZĘŚĆ II – PRZEBIEG I CHARAKTERYSTYKA OBJAWÓW

 

CZĘŚĆ III – ROKOWANIA I UŚMIERZANIE OBJAWÓW

CZĘŚĆ IV – W POSZUKIWANIU ANTIDOTUM

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. polecam Wisdom of Insecurity – Alan Watts
    wszystko staje sie jasne

    • Serdecznie dziękuję za ten komentarz :). Wkrótce postaram się odnieść do zaproponowanego przez Ciebie autora – w tej chwili skupiam się bacznie na opracowywaniu kolejnych materiałów dla Tostera, między innymi – na kontynuacji tego właśnie cyklu.

      Do miłego :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *