Zielona okupacja i klosz z liści sałaty – protest w imieniu dzieci

Zielona okupacja i klosz z liści sałaty

Rodzicielstwo, to zawsze ogromne wyzwanie. Do roli rodzica nie można się bowiem przygotować – roli rodzica uczysz się na bieżąco od chwili narodzin Twojego dziecka, nigdy wcześniej. Oprócz możliwości doświadczenia obustronnej miłości bezwarunkowej, relacja rodzic-dziecko na co dzień stanowi masę problemów do rozwiązywania przez pierwszego bohatera tej relacji. Dla małego dziecka właśnie Ty, Rodzicu, jesteś najważniejszy na świecie. To, w jaki sposób wytłumaczysz swojemu dziecku świat, będzie dla niego przez co najmniej bardzo długi czas, o ile nie przez całe życie, fundamentem prawdy, którą uzna za własną. Dopiero na bazie tego fundamentu dziecko buduje osobisty system wartości oraz kształci postawy, którym wybiera być wiernym. W starszym wieku – nastoletnim, w momencie uruchomienia procesu dojrzewania i słynnej burzy hormonów – najczęściej dziecko buntuje się przeciw owemu fundamentowi prawdy podarowanemu ongiś przez rodzica, równie często jednakże powraca do niego, będąc już człowiekiem dojrzałym, a nawet jeśli decyduje podążyć przez dorosłość wyraźnie różną od rodzica ścieżką, głos rodzica – zasłyszany we wczesnym dzieciństwie – wciąż odzywa się w jego głowie jako głos wewnętrznego krytyka. To, jak niesłychanie ważni – my, rodzice – jesteśmy w oczach naszych dzieci, pozytywnie nakarmia nasze ego, umożliwia spełnienie wskutek doświadczenia swoistego kontinuum czasowego, pozwala być odważnym, odpowiedzialnym i konsekwentnym. Staramy się być lepszymi ludźmi, by osiągnąć wysoki i poważany status wzorca dla nowego, małego człowieka, którego najpierw stworzyliśmy, a następnie pielęgnujemy i wychowujemy z rzetelnym oddaniem.

Ale dziecko, to nie tylko odziedziczony zestaw genów i cechy charakteru zaszczepione w procesie wychowywania. Dziecko, to odrębny człowiek. Oddzielny i osobniczy. Dzieci od najmłodszych lat przejawiają swoją wolę. Niemowlęta czasami płaczą, chociaż zostały nakarmione, przewinięte i przytulone. Mimo spełnienia ich potrzeb, potrafią posyłać rodzicom kwilące sygnały, które zgłaszają, że jednak ciągle czegoś im brakuje i tę potrzebę rodzic musi odgadnąć, po czym spełnić. Niemowlęta potrafią zakwilić ze znanego tylko sobie powodu, absolutnie niespodziewanie, ponieważ są osobnymi istotami ludzkimi; pępowina została przecięta.

Odkąd dziecko rozwija się już poza organizmem matki, pozostaje je obserwować – pozostaje podążać za dzieckiem. Nie da się z góry zorganizować jego potrzeb, nie da się wymyślić, jak będzie się zachowywało i reagowało.

W większości zdajemy sobie sprawę, że szalenie ważna jest dieta kobiety w ciąży oraz karmiącej matki. Ale dużo mniej wnikliwie zastanawiamy się nad tym, co jemy, jak odżywiamy się my – rodzice, gdy dzieci jedzą już samodzielnie stałe pokarmy. Często spożywamy byle co, zaś kilkuletnim dzieciom nakazujemy spożywać zdrową żywność w odpowiednich proporcjach. Często dzieje się też wręcz przeciwnie: sami interesujemy się zdrowym odżywianiem, więc narzucamy dzieciom nasz własny, świadomy i wykreowany, kodeks żywieniowy. W pierwszej opcji jedyny błąd polega na tym, że dziecko otrzymuje niespójne postulaty wychowawcze – mama/tata jedzą, co chcą, a ja muszę jeść zielone, nie rozumiem, dlaczego. Ta druga opcja jest o wiele gorsza – jej dramat bliski jest fanatyzmu rodzica stosowanego na własnym dziecku, a następstwa tego mogą być katastrofalne.

W erze informacji i postępującej komputeryzacji mamy dostęp do olbrzymiej bazy danych wszelkich dziedzin – w tym do dziedziny zdrowego odżywiania i diet. Skażony świat i przemysł żywnościowy – z akcentem na masowy, a przez to niehumanitarny i niehigieniczny – ubój zwierząt coraz częściej skłania ludzi do wegetarianizmu oraz wszelkich diet restrykcyjnych będących jego echem. Ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że to, co jako ludzie dorośli uznajemy za dobre dla siebie, zupełnie nie służy dzieciom, zwłaszcza tym najmniejszym. Szlachetne idee stanowiące wartki motor napędowy do bycia „zielonym”, czyli wegetarianinem, mogą doprowadzić nowe istoty ludzkie, czyli dzieci, do wielkiego cierpienia psychicznego i fizycznego. Okazuje się, że wyhodowana w procesie intelektualnym „miłość” do świń i krów, niekiedy potrafi być silniejsza od miłości do własnego dziecka.

Wegetarianizm, a szczególnie pół-wegetarianizm (dieta opierająca się na spożywaniu pokarmów roślinnych – owoców i warzyw, nasion, kasz, orzechów, jaj, mleka, masła, serów oraz mięsa ryb), przy umiejętnym zbilansowaniu może być korzystny dla zdrowia człowieka. Również dzieciom, które ze smakiem zajadają surówki, brokuły i ryby nie należy na siłę wpychać mięsa, kiedy krzywią się na jego widok – można proponować, lecz zmuszać nie trzeba, gdy dziecko otrzymuje wszystkie niezbędne składniki odżywcze z witaminą B12 na czele, która znajduje się w jajkach i rybach. Ale już weganizm (dieta opierająca się na spożywaniu pokarmów roślinnych jak wyżej, wykluczająca nie tylko mięso i ryby, ale także nabiał, sery, jajka itp.) może być niezwykle groźna zwłaszcza dla wymagającego organizmu dziecięcego. Nie mówiąc już o odszczepieniach ideologicznych jak np.: witarianizm (tzw.: raw food, czyli dieta opierająca się na pokarmach spożywanych w postaci surowej, ewentualnie przetworzonej w temperaturze poniżej ok. 42 stopni Celsjusza).

We Francji zmarło 11-miesięczne dziecko matki-weganki. W USA oboje rodziców-wegan skazano na dożywocie za doprowadzenie do śmierci przez zagłodzenie swojego syna, również 11-miesięcznego (dziecko zmarło na skutek niedoboru witamin, A i B12). W Wielkiej Brytanii dwoje rodziców-wegan skazano na więzienie za doprowadzenie do śmierci swojej córki w wieku 9 miesięcy, którą karmili głównie owocami (źródło: portal natemat.pl, autor: Michał Wąsowski, artykuł pt.: Dzieci dręczone sałatą. Rodzicu! Nie katuj dziecka swoją wegańską i wegetariańską dietą).

Kilkuletnie dziecko ufa swojemu rodzicowi, toteż ochoczo będzie jadło to, co każe mama/tata – może nieco pogrymasi, ale przecież ostatecznie ugnie się pod naporem głodu i pożywi się tym, co zostało mu zaserwowane. Dlatego tak bezlitośnie ważne jest, czym karmimy dzieci oraz w jaki sposób będziemy je wychowywać. Pominąwszy ekstremalne przykłady śmierci maleńkich dzieci przytoczone powyżej, istnieje mnóstwo łagodniejszych przykładów świadczących o tym, że weganizm, a nawet wegetarianizm – nie jest zdrowy i dobry dla dzieci.

Wyobraź sobie, że jesteś weganinem i Twoje wegańskie dziecko idzie na przyjęcie urodzinowe rówieśnika, na którym wszystkie dzieci, prócz Twojego – oczywiście, jedzą pizzę (nie, bo ser), ciastka z kremem (nie, bo mleko i jajka) albo naleśniki (nie, bo jajka i mleko) z dżemem (nie, bo żelatyna).

Wyobraź sobie, że jesteś wegetarianinem i Twoje wegetariańskie dziecko jedzie na wycieczkę szkolną, w czasie której wszystkie dzieci, prócz Twojego – oczywiście, jedzą hamburgery i hot-dogi. Nie, bo kotlet, nie, bo parówka.

Nie chodzi o to, żebyś nie był wegetarianinem lub pochwalał ubój zwierząt, jeśli byłoby to niezgodne z Twoimi poglądami i/lub naturą. Nie chodzi o to, żebyś łaskawie zezwalał jeść swojemu dziecku mięso, gdyż powinieneś poddać się presji głównego strumienia, czyli presji mięsożerców, których na świecie ciągle jest więcej od „zielonych”. Chodzi o to, że człowiek to zwierzę wszystkożerne, więc nawet jeśli jesteś wegetarianinem, pozostajesz w moralnym obowiązku pokazywać swojemu dziecku inne od Twojego sposobu na życie – możliwości życia, kultury jedzenia i społecznego funkcjonowania.

Zielona okupacja potrafi wyrządzić drastyczną krzywdę dzieciom – nie tylko zdrowotną, fizyczną, ale i psychiczną, emocjonalną, więc jeśli kochasz swoje dziecko mocniej od kanapki z wędliną, nad którą pochylasz się ze współczuciem, musisz pozwolić mu dojrzeć do własnych wyborów i musisz pokazywać mu i tłumaczyć świat także różny od Twojego świata i od Twojego prywatnego wyobrażenia o świecie. Będąc rodzicem, pozostajesz zawsze moralnie, etycznie i zwyczajnie – po ludzku – zobligowany do tego, by dostarczać swojemu dziecku jak najpełniejszych danych o świecie, rozmaitych danych, nawet kiedy z częścią tych danych osobiście się nie zgadzasz. Twoją najważniejszą rolą w życiu jest być kochającym i sprawiedliwym rodzicem, a nie zielonym okupantem, który więzi swoje dziecko pod szczelnym kloszem z liści sałaty.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

3 komentarze

  1. Gdy poprosiłem wegetariankę o komentarz w tej kwestii dowiedziałem się, że ludziom, którzy dłuższy czas nie jedzą mięsa – potrawy mięsne po prostu śmierdzą, natomiast mięsożercy nie mają tego problemu więc mogą zaakceptować tylko jarskie dania w knajpie.

    Dlatego tak jak teraz powinno pozostać. Knajpy wegetariańskie i te normalne w których jest wszystko – dla każdego kto co lubi. A jak będzie wege jeden z drugim domagać się potraw wegetariańskich wszędzie to w ramach równości będzie można zagrozić mu trupkiem w jego ulubionym miejscu – to powinno spacyfikować te zapędy.

  2. W ramach protestu na protest wegetarian,
    domagających się dań wegetariańskich w każdej restauracji i na wycieczkach szkolnych,
    wymagam,
    aby w każdej restauracji wegetariańskiej były też dania mięsne, w ramach niedyskryminacji mięsożerców.

    Przypominam, że tego typu postępek tylko wyrówna poziom uprzejmości i tolerancji, gdyż my mięsożercy regularnie jemy też sałatki ze smakiem – i daniami jarskimi nie gardzimy.

    • Dziękuję Zibikendo za ten mądry komentarz – jako osoba, która nie je mięsa od lat, podpisuję się pod Twoimi słowami. Ponadto uważam, że „ubi est concordia, ibi est victoria”. Powinniśmy szanować się wzajemnie, tolerować, dbać o to, by nasze osobiste wybory nie szkodziły nikomu wokół, ani nam samym. Uwielbiam wypady do „normalnych” restauracji i nigdy nie miałam problemów, żeby zamówić sobie coś wegetariańskiego nawet wtedy, kiedy menu składało się z samych dań mięsnych. Przy odrobinie mojej fantazji i PRZYJAZNEJ, a nie roszczeniowej, rozmowie z kelnerem albo kucharzem, udawało się zawsze wymyślić dla mnie posiłek w przystępnej cenie – w pełni wege, smaczny i pożywny :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *