Ide prosto – Żółć, piana, kły i pazury

ide prosto 2

Kim jesteśmy? Polakami. Gdzie mieszkamy, gdzie żyjemy? W Polsce, w cywilizowanym kraju członkowskim Europejskiej Unii. Mamy tu kapitalizm i płynący z niego dobrobyt. Mamy średnią krajową pensję o wielkości, o jakiej zdecydowana większość może wyłącznie pomarzyć, gdyż kwot tak przepastnych nawet nie widziała na własne oczy. Choć w większości – nie marzymy, bo w heroicznych podskokach od pierwszego do pierwszego, nie starcza nam już ani czasu, ani ochoty na marzenia.

Że w Polsce dobrze nie jest, że nie szanujemy pana premiera, żadna tajemnica ni zdumienie. Zdumieniem jednakże napawają nie te prawidła, pod jakie podlegamy, nie ten brak perspektyw i możliwości, na które szans nie posiadamy, a nasza własna postawa. Nasza, społeczeństwa. Nasza wspólna i każdego z nas z osobna kondycja duchowa, intelektualna i emocjonalna. To, jak dalece boleśnie wrośliśmy już niestety w nieprzychylne warunki egzystencjalne we własnej ojczyźnie, sprawiło, że zdążyliśmy zapomnieć nieomal ewidentnie, dokąd zmierzać i o jaki poziom swego własnego jestestwa dbać i do jakiego dążyć. Dookoła dobrze nie jest, lecz zamiast trzymać się razem, podejmować społeczne dyskusje i przeć wspólnie do zmian ku lepszemu, pozwalamy tylko na tyle, by zalewała nas własna żółć, która trawi – przede wszystkim nas samych.

Plujemy wszem i wobec żółcią, pianę z ust toczymy, codzienne wystawiamy przed się ostre kły i pazury. Na pytanie, które zadaję rówieśnikom: czy jesteś zadowolony/a ze swojej pracy? –  najczęściej takie odpowiedzi słyszę: tak, nie mam prawa narzekać, bo wypłatę zawsze dostaję na czas. Jakby „wypłata na czas” była niesłychanym dobrem, jakiego człowiek nie ma prawa się spodziewać. Na pytanie: o czym marzysz? – młody Polak odpowie: żeby mi tylko na rachunki co miesiąc starczyło; to moje największe marzenie. Pewna młoda Polka szukała lepszej, to jest bardziej satysfakcjonującej i lepiej płatnej pracy. Udało jej się. Ale zostawiła tę nową pracę, bo szef źle ją traktował. Bez pytania o zgodę mówił do niej po imieniu, odnosił się do niej z góry, wymuszał zostawanie po godzinach za darmo, a pracę właściwą przykazywał wykonywać w domu – więc odeszła. Od przyjaciółki usłyszała: powinnaś zacisnąć zęby i mimo wszystko zostać, bo teraz w Polsce wszędzie tak jest, że szefowie źle odnoszą się do pracowników i że trzeba zostawać po godzinach, powinnaś mocniej się postarać, w końcu dostałaś umowę o pracę, nie o dzieło i nie umowę zlecenia, więc chyba rozum straciłaś, że dobrowolnie takie szczęście odrzuciłaś.

Otóż nie, drodzy Czytelnicy. To, że umowa o pracę jest obecnie w naszym kraju wybitną rzadkością, nie oznacza, że zawierając takową, masz obowiązek czuć się tak, jakby „sam Pan Bóg się na Ciebie zesrał”. To, że w Polsce kwitnie szara strefa, że wielu młodych zdolnych ludzi pracuje w oparciu o umowy o dzieło i zlecenia, nie mając żadnej pewności, że za miesiąc nadal będą danej firmie do czegokolwiek potrzebni, nie jest normalną, stabilną sytuacją. To, że szef wymusza na mnie metodycznie zostawanie po godzinach i nie płaci mi za to, nie jest normalne i nie zasługuje na szacunek. To, że szef wypłaca mi moje wynagrodzenie punktualnie, nie stanowi szczytu moich marzeń. I nie – nie jest tak, że nie mam prawa do narzekań, bo rzucam „lepszą” pracę bez powodu, bo wegetuję od pierwszego do pierwszego, bo boję się zostać matką, bo ja przeżyję na suchym chlebie i wodzie, ale dziecko – już nie. Wielu z nas ma dosadne powody do narzekań. Bo w Polsce żyje się beznadziejnie. I starcom, emerytom, których nie stać na to, by wyjeżdżać w Alpy na narty. I młodym, którzy do wyboru mają albo zgodzić się na bycie trybem w korporacji – do jakiej to pracy nie każdy się nadaje, a ci, którzy się nie nadają, a wymuszą to na sobie, lądują często na bruku z depresją. Albo zgodzić się na pracę za ok. 1200 zł na rękę – bez prawa do narzekania, bo atmosfera w pracy jest dobra, a pensja na konto wpływa na czas. To jeszcze żaden powód do poczucia szczęścia.

Tak, mamy wielkie i wszelkie prawo do narzekań. To narzekamy. Zamiast niemniej pyskować na władzę w naszym kraju, piętnować polityków i dążyć do zdrowej demokracji – choćby w słowach i w popieraniu siebie nawzajem – pyskujemy i złorzeczymy na sąsiada, któremu akurat się udało, bo szczęśliwie zapracował na nowe auto. Żółć z siebie wylewamy, pianę toczymy, wystawiamy kły i pazury – na sąsiadów, na ludzi takich samych jak my, na braci i siostry. Ale – nie równamy w górę, nie postawimy się szefowi i jeszcze pozwalamy sobie wmówić, że poszanowanie jakichś absolutnie elementarnych zasad, jak pensja na czas, to zachwycający obraz luksusu, wobec którego winniśmy klękać w podzięce.

Otóż tak być nie powinno. Te postawy nie są zdrowe: nic nie mówmy, nie protestujmy, lepiej się nie odzywajmy, jest dobrze – jak jest, przecież i tak niczego nie uda nam się zmienić, bo kim my jesteśmy…

Jak to: kim?! Jesteśmy WSZYSTKIM. Państwo, to ludzie. To społeczeństwo. Każdy człowiek. Ty, ja, nasz sąsiad. To my jesteśmy główną siłą napędową tego kraju, jego krwią, pulsem, sumieniem i świadomością. Nie pan premier i nie pan dyrektor, czyniący Tobie łaskę, że pensję wypłaci na czas. To stanowczo za mało, by być dumnym z tego, gdzie i jak się żyje. To za mało, żeby nie być sfrustrowanym, żeby nie narzekać. Powinniśmy narzekać, bo mamy do tego prawo, mamy powody. Zatem róbmy to – w sposób konstruktywny – i krzyczmy wszędzie tam, gdzie dostrzegamy sens naszej walki. Nie kulmy ogona, nie odwracajmy głowy w milczeniu, gdzie niesprawiedliwość lub niewygoda wyją o pomstę do nieba. To my jesteśmy najważniejsi, my: Ty i ja.

Corida – Ide prosto

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

8 komentarzy

  1. Praca i jej etos narodził się wraz z upadkiem niewolnictwa – od „wtedy” trzeba było komuś coś dać – za machanie łopatą. Tak oto narodził się etos robotnika i głupiego komunizmu. Gloryfikowanie robotnika jednak trudniej wykorzenić, niż samą chorą ideologię. Do tej całkiem zresztą niedawnej epoki, każde większe przedsięwzięcie wymagało systematycznego przymusu, a nie „łaski” jaką robi ktoś pracując.

    No ale cóż, akurat wtedy również pojawiły się maszyny. Innymi słowy od schyłku XVIII wieku, czyli od czasu pierwszych udanych prób zastąpienia pracy zwierząt pracą mechaniczną – praca i jej znaczenie staje się coraz bardziej akademicka.

    Unoszenie jej do rangi najwyższych wartości mija się z celem. To nieprawda, że coś istnieje dlatego, że ktoś to wypracuje. Czasami coś buduje się samo, tylko żeby to się samo stało – najpierw trzeba dużo woli i krztyny kreatywności. Są to cechy, których nie posiadają pracownicy, lecz pracodawcy.

    Każda grupa społeczna musi być traktowana sprawiedliwie. Tak więc, gdy doceniamy pracę i poświęcenie, doceniajmy też szacunek jaki okazuje pracodawca wypłacając pensję na czas, bo to jest jego praca i poświęcenie.
    Gdyby nie ono – dalej byśmy siedzieli w bajorach.

    Zgodnie z podziałem Pareto w wielu przedsiębiorstwach może się okazać, że 20% pracowników wypracowuje 80% zysku. Innymi słowy tylko niektórzy pracownicy są naprawdę cenni. Dlatego o ile uważam, że terminowość pensji to rzecz oczywista – nawet nie wymagająca tutaj dyskusji (więc po co z nią dyskutujecie), o tyle kwestia umowy o pracę, czy wysokość pensji to jest dopiero kwestia sporna.

    Stąd też nie można oczekiwać od każdego przeciętnego (niezbyt genialnie oceniającego wasz niekwestionowany potencjał) przedsiębiorcy, że będzie on te elementy bez negocjacji dostosowywał do woli szacownego pracownika. Taki świat to jest właśnie komunizm Panie i Panowie – komunizm w którym nadrzędną zasadą było każdemu według potrzeb.

    O ile wasze potrzeby mentalne są nieograniczone i przez to mieszacie z błotem każdą kwotę jaką się wam daje – o tyle te prawdziwe, biologiczne potrzeby u każdego są bardzo niskie, o czym widząc człowieka prawdziwie biednego sami powinniście się już dawno przekonać.

    Skąd więc ta ślepota na rzeczywistość Panie i Panowie?

    • Szanowny kolega , wyraźnie zapomina o pewnych podstawach kierując się argumentacją emocjonalną, nie chciałbym zarzucać koledze ideologizacji pojęć albowiem wtedy zatracilibyśmy sens tej dyskusji, czuję się jednakowoż w obowiązku przypomnieć koledze pewne fakty, które niewątpliwie w ogniu dyskusji przez przypadek zostały przeoczone. Zapewne także przez nieuwagę, zostały zdeformowane postulaty tworzenia się podstaw ekonomii, które jak wiadomo zostały utworzone w momencie powstania nadwyżek produkcji w momencie przejścia grup nomadów na osiadły tryb życia, a więc ekonomia jest pochodną produkcji a nie odwrotnie i nie ma nic wspólnego z porzuceniem niewolnictwa z którego czerpanie zysków nie zakończyło się jeszcze do dziś, chociaż w naszej strefie kulturowej udało się nam z tego wyjść już w połowie dwudziestego wieku, rzeczywiście w wyniku mechanizacji produkcji. Z tego okresu również bierze się pogarda z jaką niektórzy przedstawiciele elit społecznych mieli dla pracy samej, szczególnie z pośród klasy próżniaczej. Jestem daleki od wskazywania na pojęcie „pierwotnej kumulacji kapitału” jako źródła naszego nieporozumienia, jednakże procesy jakie zachodziły w Polsce po rewolucji solidarnościowej i upadku pseudo-komunizmu dalekie są od naturalnej drogi rozwoju i są wynikiem uwłaszczenia się na majątku narodowym grup wpływów politycznych co spowodowało „fraternizację” zasad zatrudniania a co za tym idzie obniżenie naturalnej ceny pracy i sztuczne jej utrzymywanie na poziomie nieekonomicznym. Wskazywane bardzo pobieżnie przezemnie przyczyny złych stosunków pracy wpływają na ogólny stan społeczeństwa i jego sztuczne „niedoinwestowanie” skutkiem czego jest utrudniony proces powstawania klasy średniej będącej trzonem wielu tradycyjnie kapitalistycznych społeczeństw. Z przykrością stwierdzam że kolega uległ zwodniczej wizji jakoby coś powstawało z niczego dla samego istnienia. Sądzę iż jest to wynik nie tylko pewnej dezynwoltury intelektualnej, ale także myślenia życzeniowego wynikającej jak sądzę z wschodniej tradycji religijnej. Podkreślam tu nie bez kozery wpływ tradycji religijnej i zwracam uwagę kolegi na rozwój społeczeństw które dokonały reformacji religijnej co wiąże się z szczególnym szacunkiem dla pracy i jej skutków, te społeczeństwa też w oparciu o tenże szacunek budowały swoją jakość ekonomiczną . Pozostając z wyrazami szacunku życzę szanownemu koledze „reformacji” swoich poglądów w duchu współczesnej ekonomii i odejście od Johna Smitha

      • Ekonomia nie powstała w momencie powstania nadwyżek produkcji, lecz w momencie podziału pracy, a było to dużo wcześniej niż moment masowego przejścia na osiadły tryb pracy.

        Ekonomia nie jest pochodną produkcji, lecz specjalizacji produkcji i jej alokacji w ujęciu ogólnej hierarchii potrzeb.

        Pogarda dla pracy nigdy nie występowała jako norma wśród żadnej klasy społecznej – taka postawa w historii pojawiała się niezwykle krótko i była cechą zdegenerowanych elit, nawet nie arystokracji. Nie urosła nigdy do miana cechy głównego nurtu jakiejś klasy, bo upadek następował zanim do tego doszło.
        Występowała w zachodnim cesarstwie rzymskim u schyłku jego mocarstwowości oraz np. we Francji tuż przed nastaniem rewolucji. Praca jest potrzebna i nawet elita to wie.

        Jednak gdy podzielimy pracę na fizyczną i umysłowo, to wraz z rozrostem systemu społecznego znaczenie tej drugiej było coraz większe. Przerodziło się to w pogardę dla pracy fizycznej w ujęciu pewnego standardu wychowania – „ucz się, bo inaczej będziesz rowy kopał” było przestrogą niejednej matki.
        Nie należy jednak tego postrzegać pejoratywnie jako wyraz pogardy dla pracujących fizycznie. Wręcz przeciwnie, tutaj mamy gloryfikację pracy, ale tej która przynosi większy pozytywny efekt dla wszystkich, a więc pracy nie mięśni, lecz umysłu.

        Podejście religii do pracy jest bez znaczenia – nie interesuje mnie opinia hierarchów kościoła czyli relacje teologii do nauki, liczą się tylko fakty. Fakty są ponad jakąkolwiek wykładnią nawet i uznanego profesora, a już tym bardziej dawno nieżyjącego i opóźnionego w perspektywie spojrzenia Johna Smitha. Nie rozumiem czemu kogokolwiek tutaj przytaczamy – dyskusja jest na argumenty, nie na nazwiska.

        Nie twierdzę, że coś powstaje z niczego – to sformułowanie ułożyłem aby odnieść się do tezy, że „wszystko powstaje z pracy” – a to jest nieprawda. Pracodawca ma więc swoje miejsce w całym układzie wymiany umiejętności jaki bada ekonomia.

    • Drogi Dyskutancie,
      błądzisz niczym dziecko we mgle, zaś mnie zarzucasz ślepotę.

      Po pierwsze, pojęcie „pracy” nie narodziło się w chwili ustalenia pojęcia „płacy” – praca jest znacznie starsza czy, jak wolisz, pierwotna.

      Nikt tu nie mówił o żadnym etosie robotnika, ani o machaniu łopatą – jeśli w ten ostatni sposób pojmujesz pojęcie pracy, jest to Twój problem świadczący jednakże o naiwności, którą z własnej woli posyłasz świat. Na Twym miejscu zastanowiłabym się poważnie, czy naprawdę chcesz otagować się taką właśnie wizytówką?…

      Po drugie – wola i kreatywność są cechami, których nie posiadają pracownicy najemni, a wyłącznie pracodawcy? Współczuję poglądu. Nie prowadzę własnej działalności, ale codziennie okazuję wiele woli i kreatywności mojemu pracodawcy, będąc na stanowisku, jakie mi powierzył.

      Po trzecie – podciąłeś skrzydła sam sobie. Albo kłania się tu nieumiejętność czytania ze zrozumieniem (aż mi wstyd, że muszę coś takiego wytknąć właśnie Tobie), albo stosujesz dość skarlałą jak na mój gust formę erystyki. W każdym razie mówisz, że wynagrodzenie na czas to oczywistość, więc nie wiesz, dlaczego o tym dyskutuję – otóż to jest od początku tej dyskusji MÓJ argument, iż wynagrodzenie na czas jest i winno być oczywistością, nad którą nie mamy co pochylać się w uniżonym dziękczynieniu. To Ty powiedziałeś wcześniej, że wynagrodzenie na czas jest wyrazem łaski i poświęcenia ze strony pracodawcy, a teraz się z tego wycofujesz, podpinając pod moją argumentację. To ja mówię, że praca jest towarem, za który należy się zapłata – Ty mówisz, że praca jest machaniem łopatą, za które może, lecz nie musi, spłynąć na mnie łaska…

      Tyle mam do powiedzenia na ten moment, bardziej wnikliwą dyskusję udając za zbyteczną – chyba, że Cię olśni i wówczas będziesz w stanie porozmawiać logicznie i racjonalnie. Takie pseudo naukowe głupotki, to dzieciom opowiadać na dobranoc, ja nie jestem zainteresowana – jeśli będę chciała posłuchać oderwanych od namacalnej rzeczywistości baśni, zgłoszę się do Ciebie po „Kopciuszka”.

      • Niezrozumienie jest domeną obu stron, które dyskutują, nie ma co się emocjonować z tego powodu.

        Płaca na czas to nie jest TWÓJ argument, płaca to oczywistość, ale tylko dlatego, że to handel wymienny barterowy – „ja pracuję ty płacisz” – więc poświęceniem i łaską jednej strony jest praca – poświęceniem i łaską drugiej strony jest płaca.

        Praca pojawiła się w momencie płacy – nie jest pierwotna jako pojęcie odnosi się ona bowiem do pracy wykonywanej w zamian za coś – i pierwotnie środkiem wymiany była praca kogoś innego, a nie błyszczące okrągłe monetki.

        Ludzie coś robili wcześniej, ale nie można tego nazwać pracą, bo pojęcie to odnosi się do aktywności w imię innych korzyści, a nie tylko efektów płynących z samej aktywności.

  2. Jeśli nigdy nie spotkałeś osoby naprawdę biednej i głodnej, życzę Ci, aby życie absolutnie zawsze było dla Ciebie równie łaskawe. Bierz jednak pod uwagę, Pani plotący przebrzmiałe komunistyczne pierdoły, iż życie nie dla wszystkich jest takie (łaskawe), toteż bądź uprzejmy nieco przyhamować i szanuj trochę rodaków. Bo rzeczywistość polska jest jednak skrajnie różna od Twego pyskatego, buńczucznego i spaczonego stanowiska komentującego.

    To nie korporacja produkująca antybiotyki sprawiła, że istniejesz i chodzisz po tym świecie. Ryżu i marchewek również nie produkuje się z antybiotyków. Mam nadzieję, że poradzisz sobie z odczytaniem tego skrótu myślowego – zapewniam, iż jest w pełni logiczny.

    Pracodawca, który myśli, że skoro wypłaca pracownikowi wynagrodzenie na czas, to znaczy, że okazał mu najwyższy szacunek, jest w ogromnym błędzie. Wyraz szacunku to lojalność po obu stronach medalu, to budowanie trwałej i długofalowej relacji polegającej na dążeniu do swoistych gwarantów – po to, by obie strony potrzebowały się wzajemnie i czuły się ze sobą bezpiecznie. Kiedy tak się w pracach nie dzieje, to na pewno nie świadczy o normie – to niezdrowe, patologiczne i godne potępiania, do czego gorąco nawołuję w swoim artykule.

    Pan na co dzień kroczący w drogim garniturze i krawacie z pewnością nie stanowi fundamentu społeczeństwa – państwo, społeczeństwo, to zwykli przeciętni ludzie. Nie naukowcy, nie żadni kreatorzy myśli ludzkiej, tylko owe tabuny rolników sadzących i zbierających marchewki po to, żeby garstka takich gadających łbów jak Ty miała co żreć za 200 zł miesięcznie.

    I nie mów mi, że każdy pracodawca, fabryka i tak dalej, to ludzka kreacja stojąca u podłoża budowy całego świata, jak to kreacja ma w zwyczaju. Panowie producenci, kierownicy, dyrektorzy, zarząd koncernu… to żadna kreacja, twórczość ni progres kraju bądź całej ludzkości. Toż to banalna „taśmówka” lub co najwyżej bardzo techniczne, zwyczajne rzemiosło.

    Nie mam wątpliwości co do żadnego z postulatów, jakie postawiłam w swoim artykule – w sensie takim, iż podtrzymuję, że podpisuję się pod tekstem obiema rękami. A Twoje niby argumenty uznaję w całości za chybione, nie pasujące do realiów, zmyślne i siejący niepotrzebny zamęt w głowach Czytelników – mam nadzieję, że ludzie coraz szerzej poczną otwierać oczy i krzycząc w obliczu każdej niesprawiedliwości, biedy i złego traktowania w pracy!

  3. Niby idziesz prosto, ale widzisz to krzywo. Państwo to nie my- pracownicy – państwo to pracodawcy – ci kreatywni, mający własny pomysł i przedsiębiorstwa. Bez nich nie byłoby fabryk, jedzenia, ubrań, drewna i schronienia. Bez tych, którym się chce myśleć nie byłoby antybiotyków, a więc nie byłoby Mnie – nie byłoby prawie nikogo.

    To cud, że tak długo przywiązujemy wagę to czegoś takiego jak pensja, nie doceniając tego, że obecna stopa życiowa biedaków – przekracza poziom życia Stefana Sobieskiego, króla w czasach gdy głód był na porządku dziennym.

    Dzisiaj już nawet biedota kupuje ubrania za złotówki, a Ja w swoim życiu nie spotkałem nikogo kto by naprawdę był głodny.
    Kiedyś żywiłem się miesięcznie za 200 zł, a byłem nawet w stanie zejść do 160 zł, bo to jest po prostu najzwyczajniej w świecie możliwe. Dla niektórych dieta z marchwi, cebuli, kaszy i ryżu by się nawet przydała – bo to niedobre, ale zdrowe.

    Pensja wypłacana o czasie to podstawowy element szacunku pracodawcy – umowa o pracę to luksus i nie jest temu winien pracodawca, tylko państwo które sobie każe płacić za ten papier jak za zboże. „Pewność” pracy to również luksus, więc nie popadajmy w skrajność, że w chaosie – jakim jest życie, „normalna” powinna być umowa o pracę, która coś nam gwarantuje.

    W życiu każda gwarancja musi kosztować i kosztuje, bo jak pójdzie źle, to ktoś musi wykonać tę pracę za nas, gdy jesteśmy na chorobowym.

    • Zibi – Zibi, tak to jest jak ktoś dokonuje samowykluczenia, przestaje odwoływać się do korzeni i szuka tożsamości w otoczeniu, natomiast niestety otoczenie dostarcza, nie poglądów ale opinii, na poglądy trzeba samemu zapracować – niestety.
      A wracając do tematu poglądy komunistyczne nie są zabronione ale niestety z gruntu błędne, komunizm korporacyjny w tej mierze nie różni się niczym od komunizmu właściwego. Typowy błąd korporacyjny polega na oddalenia od źródeł dochodu i strukturalizacji zysku, co czyni pieniądz abstrakcyjnym – tak jakby relacje ekonomiczne były wynikiem cudu. Tymczasem prawda jest taka iż aby coś sprzedać trzeba to pierwej wyprodukować, vide – rolnictwo, kopaliny a nawet cytowane antybiotyki itd… Jeśli ktoś jest wystarczająco oderwany od rzeczywistości zaczyna żyć samą teorią, no niestety się nie da – żreć trzeba, a proponowaną kaszę, marchew i cebulę także należy wyprodukować, manipulacja ceną natomiast jest etapem dalszym. Zwracam również uwagę szanownemu koledze iż zgodnie z wszelkimi teoriami praca to również towar i należy za niego zapłacić a brak zapłaty to kradzież. Kolega jak sądzę również nie bierze zupełnie pod uwagę innego rodzaju konsumentów takich jak dzieci, starcy osoby niepełnosprawne lub na przykład żołnierze, żadna ta grupa samą kaszą żyć nie będzie i proszę łaskawie wziąć pod uwagę iż utrzymywanie naukowców zajmujących się potencjalnym rozwojem także kosztuje. Wspomniana kreatywność dotyczy środowisk naukowych również na takiej samej zasadzie jak stosunek Pareto a więc 80 procent to darmozjady, których utrzymywanie jest konieczne dla dobrego samopoczucia kreatywnej reszty, w przeciwnym wypadku , no cóż proponuję rozważyć eutanazję jako skuteczny środek rozwiązania problemów szanownego kolegi pozostaje z socjalistycznym pozdrowieniem – Czuwaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *