Zupełnie inne życzenia z okazji Dnia Matki!

Załóż czapkę! Popraw szalik! Zjedz chociaż zielone! Odłóż zabawki na półkę! Odrób lekcje! Usiądź prosto! Umyj zęby! Powiedz „dziękuję”! Przeproś! Przywitaj się! Przyznaj się! Podziel się! Nie kłam!…

Przez większość dzieciństwa człowiek myśli, że własna matka go nie znosi. Myśli, że nie może się doczekać, aż urośnie i pójdzie w świat. Aż oddali się od tej, która bez przerwy truje, strofuje, psuje zabawę oraz zmusza do nudnych i nieużytecznych obowiązków.

Kiedy nareszcie, ach, kiedy zacznę żyć swoim życiem, wtedy będę rozsypywał ubrania po kątach, tak jak lubię, będę chodził w wymiętych koszulach, tak jak sobie życzę, będę na mróz wystawiał gołą głowę i szyję, tak jak mi się podoba! A jeśli zechcę, zamiast obiadem zasycę się żelkami, w zamian grubych skarpet założę cienkie – specjalnie, ot, dla kaprysu – poza tym zawsze, ale to zawsze bez wyjątku położę się spać o nieprzyzwoicie późnej godzinie!

W ten sposób rozmyśla młody człowiek, układając rzeczy w szafie, bo matka kazała. W myślach złorzeczy jej na dziesiątki wyszukanych sposobów i wprost doczekać się nie może, kiedy to wyzwoli się spod matczynego terroru. Nawet nie przypuszcza, jak prędko do tego „terroru” dobrowolnie zatęskni…

Bo matka to czarodziejka! Tylko matka potrafi człowiekowi do tego stopnia uprzykrzyć dzieciństwo, że się ją w myślach posyła do stu diabłów – a potem, gdy raptem trzeba sobie radzić samemu, człowiek wraca w zadumie do tych dziecięcych strapień, jak gdyby były najdroższym skarbem… Istne czary!

Jak te matki to robią, że gdy w końcu się uwalniasz, natychmiast chcesz pozostać przywiązany?  Że przez trzy czwarte życia nienawidzisz tej pomidorowej z ryżem, a jak tylko znajdziesz się sto kilometrów od matki, ta sama pomidorowa śni ci się po nocach tak przekonująco, że za dnia ciągle się ślinisz?

A pamiętasz, jak się irytowałeś, kiedy matka kazała ci składać skarpety do pary? I gderała przy tym: – Składaj ładnie, cierpliwie, całe życie tak składaj, nie jestem przecież wieczna, nie będziesz wstydu mi przynosił, idąc przez życie w skarpetach nie do pary! Ileż razy jej tłumaczyłeś, że w twoim pokoju działa nieposkromiony gang skarpetkowy, że żebyś nie wiem jak się starał, gang po każdym praniu uprowadza ci skarpetkę z kompletu, że to nie twoja wina, że się zwyczajnie nie da mieć w szufladzie ze skarpetkami porządku. Ale ona pozostawała niewzruszona! Nie marudź, tylko składaj – mówiła tonem niepokonanej twierdzy – oby ładnie…

No i stało się! Żyjesz samodzielnie, niezależnie, osobno tak jak chciałeś. I co? I nawet jeżeli styrany wracasz do domu – zmęczony tak, że marzysz jedynie o tym, żeby z kurami paść na łóżko, bez kolacji – to najpierw na miejsce odkładasz ubranie i skarpetki. A potem jeszcze krzesisz w sobie siłę i idziesz pokornie umyć zęby. Bo ona – matka – tego właśnie cię nauczyła.

Przez całe dorosłe życie, aż do śmierci będziesz bez ustanku marzył o maminej pomidorowej, będziesz z radosną łzą w oku wspominał jej miłe ręce, uparcie naciągające ci czapę na uszy, będziesz celebrował każdy okruch dzieciństwa, który się z mamą wiąże…

Jak całowała cię w zdarte kolano, szepcząc, że już nie boli i do wesela się zagoi. Jak nieomal mdlała ze strachu o ciebie, kiedy wspinałeś się po za wysokich drzewach. Jak wyłącznie z jej dłoni brałeś ohydny syrop na kaszel, bo wiedziałeś, po prostu wiedziałeś, że skoro mama mówi, że to dla twojego dobra, to znaczy, że wie, co mówi i można wierzyć jej na słowo. Każdy z tych trywialnych okruchów okaże się słodką tęsknotą twojej dojrzałości i dobroczynnym światłem na starość.

Nie ma bieglejszej czarodziejki, niż własna mama! Można się z mamą tysiące razy boleśnie pokłócić, ale jej opiekuńczość, ciepło, wytrwałość w kochaniu i pielęgnowaniu mnie jako dziecka, do końca mojego czasu poruszą mną nieskończoną ilość razy.

Jak ziarna piasku w kosmicznej klepsydrze, jak gwiazdy na nocnym niebie za miastem, cudowny obraz mamy w mojej głowie jest wieczny – niezmordowany, zwielokrotniony, nieustępliwy…

Nie znam sekretu mojej mamy – nie wiem, jak udało jej się mnie stworzyć: wierzyć we mnie każdego dnia, wytrwale podawać rękę i ciągnąć w górę, gdy się potknęłam; ufać mi na potęgę nawet wtedy, kiedy jednak stłukłam ten wazonik, chociaż twierdziłam, że wcale nie…

Moja mama wierzyła we mnie tysiąckroć mocniej, niż kiedykolwiek mogłabym w siebie uwierzyć. Zachwycała się mną niczym boginią, kiedy ja w lustrze widziałam zaledwie przeciętną, banalną dziewczynkę. Nigdy nie powiedziała, że jest zmęczona – chociaż była raz niejeden – i zawsze znalazła dla mnie czas oraz kanapkę na pocieszenie dodać uśmiech.

Uśmiechała się, kiedy płakałam – obiecywała, że wszystko się ułoży. A kanapka mamy smakowała i krzepiła lepiej niż dwudaniowy obiad w świetnej restauracji. I rzeczywiście się układało – nieidealnie, lecz wystarczająco, by mnie przekonać, że mama naprawdę umie czarować.

Nie znam sekretu mojej mamy – nie wiem, czemu dostrzega we mnie tyle piękna. Wiem tylko, że im dłużej żyję, tym większą czuję wobec mamy wdzięczność. Nie tylko za to, że mnie urodziła, choć i tyle wystarczyłoby aż nadto!

Matki noszą nas pod sercem, a potem – w swoich sercach, bowiem w rzeczywistości nigdy nie opuszczamy ich ustroju. Nawet kiedy osiągamy dorosłość, dla matek niczego to nie zmienia – one nieustająco otaczają nas miłością i akceptacją, ponieważ czują się z nami związane, dla nas niewidzialną, a dla nich nadal organiczną, pępowiną. Ta pępowina, to zdumiewające, niby mistyczne połączenie, istnieje między nami, dziećmi a matkami, niezaprzeczalnie i pięknie – aż do granic naszego istnienia, i nikt ani nic nie jest w stanie jej przeciąć. Bo to jest czarodziejska, cudowna pępowina…

Z okazji Dnia Matki życzę wszystkim Mamom – zdrowia, radości, spokoju i szczęścia!

Drogie Mamy, Wasza życiowa siła i mądrość godna jest wszelkiego podziwu i uznania. Dziękujemy za to, że tak wspaniale, bo totalnie bezkrytycznie nas kochacie – nas, Wasze dalece niedoskonałe, a w Waszych oczach doskonałe w każdym calu, dzieci. Nie tylko skrupulatnie przygotowałyście nas do samodzielnego życia, do odpowiedzialności za marzenia i życiowe wybory – nauczyłyście nas przede wszystkim, czym jest prawdziwa, bo bezwarunkowa, miłość.

Drogie Mamy, niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju Czarodziejki – dziękujemy Wam za jakże wiele, a słowa te dobywamy z głębi poruszonego Wami serca!

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *