Żyj pięknie, umieraj zwyczajnie

Żyj pięknie, umieraj zwyczajnie

Nie jestem orędownikiem tezy, iż życie należy bezwzględnie chronić i pielęgnować – zawsze, każde życie, w dowolnej odsłonie. Uważam wprawdzie, że życie jest jakością nadrzędną i szczególną – i że w tę jakość wpisane są specyficzne regulacje, takie jak biologiczny (automatyczny) instynkt przetrwania i świadoma wola przeżycia. Ale bez trudu potrafię sobie wyobrazić sytuację, w jakiej nieuleczalnie chory człowiek, którego ciało z trudem znosi fizyczne katusze (np. ból), a którego umysł pozostaje świadomy, decyduje się zakończyć życie, a de facto decyduje się w humanitarny sposób jedynie przyspieszyć rychłą śmierć, by odejść ze świata z zachowaniem osobistej godności i poczucia człowieczeństwa. Szanuję to osobliwe człowiecze prawo do wyboru, do decyzji o jakości swego życia i o momencie i rodzaju śmierci. W cywilizowanych krajach prawo to nazywa się krótko – eutanazja. I ja to prawo rozumiem, szanuję i akceptuję. Właśnie dlatego napisałam, że nie jestem orędownikiem tezy, iż każde bez wyjątku życie należy w sposób bezwzględny chronić – w tej wypowiedzi odniosłam się właśnie do eutanazji. Jednak eutanazja – to nad wyraz wyjątkowy aspekt rozważań o życiu i o śmierci. I nie jemu będzie zadedykowany ten artykuł…

Śmierć jest pojęciem arcytrudnym, z kilku kluczowych powodów. Po pierwsze dlatego, że w śmierci zawiera się ostateczność. Śmierć jest zdarzeniem finalnym. Możemy wprawdzie wierzyć w wiele różnych wersji dotyczących tego, co potem – możemy pojmować śmierć nie jako kres i zakończenie, ale jako na przykład przestąpienie pewnego granicznego progu. Rozmaite systemy duchowe i religijne charakteryzują się własnymi interpretacjami miana, jakim jest śmierć, to prawda, ale niezależnie od tego, czy i w co wierzymy albo nie wierzymy, śmierć z biologicznego punktu widzenia jest ostatnią ścianą, z którą zderza się życie. To, czy założymy, że przez tę ścianę można przeniknąć – zmienić „stan skupienia” i znaleźć się „dalej”, nie ma żadnego znaczenia w odniesieniu do rozważań o śmierci jako o fakcie.

Śmierć jest ostatnim namacalnym fragmentem życia. I to jest fakt. Zatrzymuje się serce, przestaje krążyć krew, ustaje praca płuc i mózgu. Ten, kto widział śmierć bliskiego sobie człowieka, świetnie wie, że w chwili śmierci – zmieniają się rysy twarzy. Przed sekundą „w środku ciała był żywy, realny człowiek”, a po sekundzie – patrzymy na ciało, które stało się jakoby „wydrążone”. I to jest fakt. Smutny. I niepojęty.

Żyj pięknie, umieraj zwyczajnie 1

Śmierć jest przerażającym, okropnym faktem. Jednocześnie uznaję, że jest faktem nazbyt demonizowanym. Rozważania o śmierci nie znają końca – są wiecznie żywe, bo nieustające – chociaż sama śmierć pozostaje najbliższym synonimem końca, wręcz jest dokładnie nim: końcem i ostatecznością. Pomimo czego uznaję, że za często dopisujemy do śmierci szeregi różnych ponurych znaczeń; że zbyt łatwo – sami siebie straszymy śmiercią.

Mimo wszystko – śmierć jest przecież częścią życia. Śmierć zdaje się zdarzeniem równie punktowym i drastycznym, co narodziny. Jedno i drugie zdarzenie dla organizmu jest szokiem. I już poprzez samą tę analogię między narodzinami a śmiercią – śmierć staje się godnym zaakceptowania elementem składowym pasma życia. Śmierć jest naturalna, śmierć jest zwykła, nie mniej biologiczna, co życie. Różne są jedynie sposoby umierania – niektóre są okrutne, głównie z uwagi na cierpienia np. fizyczne spowodowane chorobami czy obrażeniami odniesionymi w wypadku losowym – ale sam fakt ustania życia, ów zdumiewający (bo dokładnie niezbadany) punktowy moment „wyparowania człowieka z ciała”, wydaje mi się zupełnie normalny i zwykły. Oczywiście zupełnie osobnym tematem jest żal towarzyszący stracie bliskiej osoby – tym rozważaniom nie dedykuję tego artykułu…

Nie lubię więc straszenia samych siebie niewymownie ponurymi refleksjami o popadaniu w niebyt – lubię myśleć o zmarłym, że miał dobre, pełne życie. Wolę rozważania o życiu – uważam, że to życiu warto dopisywać wielość znaczeń, że to życiu trzeba nadać oryginalny, głęboki sens. Myślę, że śmierć jest normalna, naturalna. Lecz z drugiej strony nie lubię i wynoszenia śmierci na piedestały – nie lubię rozprawiania o śmierci bohaterskiej, nie lubię czczenia pomników, nie zachwycam się czcigodnymi mogiłami. Nie lubię uczyniania z motywu śmierci ważnej bohaterki i nie szanuję śmierci jako osobistego wyboru – dokonanego przez osoby zdrowe na ciele. Tak, mówię tu o samobójcach.

Żyj pięknie, umieraj zwyczajnie 2

Współczuję dogłębnie ludziom dotkniętym przez depresję, których cierpienia psychiczne i duchowe doprowadziły na skraj – życia. I nie potępiam ludzi, którzy odeszli w wyniku śmierci samobójczej – współczuję im oraz ich rodzinom. Natomiast jestem przeciwnikiem słodkiego i pełnego wzruszenia rozpływania się nad ich odejściem jako nad osobistym wyborem kierowanym pragnieniem udania się w „lepsze miejsce”. Martwi mnie stanowisko tych, którzy głoszą, że w odebraniu sobie życia może być zakodowany ładunek odwagi i panowania nad własnym losem. Uważam, że życie, które wykazało mechanizm autodestrukcyjny, było życiem chorym, wymagającym wsparcia ze strony specjalistów – psychiatrów. Bo każde – zdrowe – życie chce się bronić. Zawiera wszak instynkt przetrwania i wolę przeżycia. Jeśli życie nie zawiera tych dwu elementarnych cech, to znaczy, że coś z nim jest nie tak, mówiąc oględnie.

Śmierć w wyniku samobójstwa na pewno nie jest zwykła, nie jest normalna i należy stanowczo oddzielić ją grubą kreską od miana eutanazji. Martwi mnie pewien współczesny trend polegający na tym, że ludzie lekkomyślnie odwracają się od lekarzy – tego rodzaju trend wykazują np. przeciwnicy szczepionek. Rozumiem strach rodziców przed powikłaniami poszczepiennymi (NOP) i współczuję wszystkim, których tego typu powikłania jakkolwiek dotknęły. Rozumiem również opór Polaków przed oddawaniem się w ręce naszej rodzimej służby zdrowia, bo istotnie – państwowa służba zdrowia kuleje w wielu obszarach, a na leczenie prywatne większości z nas nie stać. Jednak podupadanie autorytetu lekarzy i naukowców – jest dość niepokojące. Uważam, że trzeba zachowywać zdrowy umiar w ocenach rzeczywistości – być sceptycznym, owszem, ale i przejawiać choć nutę zaufania do świata nauki. Tak, to prawda, że „nauka nie wie wszystkiego”. Tak, to prawda, że psychiatria porusza się w wielu sytuacjach po macoszemu, ponieważ nie rozumie wielu chorób i dolegliwości umysłu, czy – jeśli kto woli – duszy. Tak, to prawda, że każda farmakologia niesie ze sobą ryzyko skutków ubocznych, ale czasem jest ona konieczna do tego, aby umysł okrzepł w normalności. Istnieją różne nienormalne stany psychiczne i choć prawdą jest, że granica między tym, co normalne, a co nienormalne bywa niesłychanie cienka, warto być czujnym i nie pobłażać swojej wyjątkowej wrażliwości. Stany depresyjne nie są wartością, którą należałoby pielęgnować – umysł czy dusza pogrążona w chronicznym smutku jest powodem do wzmożonej troski, zaś nigdy nie powinna być powodem do dumy czy zachwytu, na przykład dlatego, że osoba „tworzy poruszające, smutne, piękne wiersze”. W smutku nie ma nic pięknego – smutek ciągnie w dół jak betonowe buty.

Uważam, że o depresji – oraz o innych odmiennych stanach psychiki – powinno się trąbić wszem i wobec, aby stale uwrażliwiać społeczeństwo na niepokojące sygnały płynące ze strony naszych bliskich. Te sygnały często są delikatne, nieomal niezauważalne, tymczasem umiejętne ich rozpoznanie – może uratować komuś życie, może zapobiec samobójczej śmierci.

Żyj pięknie, umieraj zwyczajnie 3

Samobójcami dość często są osoby, które na co dzień uchodziły za towarzyskie, uśmiechnięte i wielbiące życie. Patrząc z wierzchu, wydaje się to nielogiczne, nieracjonalne. Ale – tylko z wierzchu. Umysł ludzki, to mądra i podstępna bestia. Umysł często deklaruje jedne wartości, tymczasem w niedostępnym dla otoczenia własnym cieniu – lubi hołubić kompletnie inne. Nieustanne epatowanie szczęściem – emanowanie radością na zewnątrz bywa podejrzane równie mocno, co pogrążanie się w chronicznym smutku. Za nieschodzącym z twarzy uśmiechem lubią kryć się ciężkie łzy. Nurzanie się w euforyczności zdaje się niezdrowe tak samo jak np. fascynacja śmiercią, rozprawianie o śmierci jako pięknym wyzwoleniu z mąk świata doczesnego, czy jako o pięknej chwili ostatecznego wyzwolenia.

Zdrowe życie zna śmiech i łzy. Zdrowe życie stara się zachowywać adekwatnie do sytuacji. Zdrowe życie ma prawo do chwilowej drobnej niestabilności emocjonalnej – ma prawo mieć „gorszy dzień”. Zdrowe życie ma prawo do lęku – z różnych przyczyn – ale na co dzień próbuje spoglądać na dwie strony medalu, czyli próbuje nie być jednostronne. Zdrowe życie chce żyć pięknie, i chce umrzeć – zwyczajnie, samoistnie, naturalnie. Zwyczajnie – ani pięknie, ani brzydko; ani malowniczo, ani spektakularnie… Zdrowe życie nie chce oddać swego piękna, ani zwykłości przypisanej mianu śmierci – walkowerem.

Z pokorą

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (5)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Co do tekstu to się nie wypowiem,ale bardzo zainteresowały mnie ilustracje.Czyje to? Jakie źródło?Dobrze by było zaautorować je.Pozdrawiam Andrzej Bojan

    • Ilustracje te pochodzą z naszej starej bazy danych i stanowią znaleziska w sieci – przepraszamy, ale trudno nam ustalić ich zacne autorstwo, a zdały nam się tak wyjątkowe i fascynujące, że mimo niewiedzy na temat ich pochodzenia, postanowiliśmy zilustrować nimi artykuł… Pozdrawiamy tosterowo 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *