30 lat później

30 lat temu odbyły się wybory, które ujawniły słabość dyktatu PZPR-u. Partia sprawująca do tego momentu rządy absolutne – nie tylko w sferze politycznej i gospodarczej, ale również społecznej i moralnej, dowiedziała się, iż nie posiada społecznego mandatu do spełniania swojej funkcji. Funkcjonariusze Partii ze zdumieniem stwierdzili, że społeczeństwo odrzuca ich wizję świata w sposób tak zdecydowany, że nie byli w stanie kontynuować swojego misterium. Przyniesiona na lufach karabinów Armii Czerwonej koncepcja Kraju Rad i PZPR wzmacniana pracą służb specjalnych rosyjskiego hegemona – upadła.

W kraju panował totalny chaos. Próba ustabilizowania sytuacji za pomocą stanu wojennego nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Dyktatura nie mogła się odnaleźć w tej sytuacji – co więcej, zaczęły pękać jej własne struktury, którym towarzyszyło masowe zwracanie legitymacji partyjnych.

To nie było tak, że partia nie dysponowała jeszcze siłami, które mogłyby utrzymać dotychczasowy dyktat – ale każdy swój następny krok okupowała kolejnymi stratami. Wewnątrz Partii do głosu dochodziła coraz bardziej wszechstronnie wykształcona młodzież o wręcz liberalnych przekonaniach, a starzy twardogłowi działacze wypadali coraz bardziej groteskowo na tle zmieniającej się rzeczywistości. Pamiętajmy jednak, że w kraju w dalszym ciągu stacjonowały wojska rosyjskie, a naszą armią zawiadowali wyżsi oficerowie wykształceni w rosyjskich uczelniach. Nad porządkiem kraju czuwała kompletnie zdemoralizowana milicja – wspierana aktywistami z ORMO. Własnych służb specjalnych ani wywiadowczych nie posiadaliśmy, gdyż były one w pełni podporządkowane rosyjskiemu hegemonowi. Ten chaos, pogłębiała galopująca inflacja. Zapanowała sytuacja patowa, ponieważ upadała siła terroru dyktatury, a społeczeństwo zajęło się sobą i sztuką przetrwania, nie reagując na wszelkie zabiegi dyktatu. Groźby i manipulacje – zaczęły być traktowane jako rodzaj kaprysu natury, przed którym trzeba było się zabezpieczyć, lub jeszcze lepiej: całkiem go ominąć.

Dotychczasowe środki sprawowania władzy stały się nieskuteczne, a sama władza została obłożona infamią, i nie była to forma zdeklarowana, tylko stan powszechnej świadomości. Mogłeś z kimś rozmawiać jako osoba prywatna i rozwiązywać problem dotyczący ciebie i twojego rozmówcy, jeśli jednak podejmowałeś rozmowę jako urzędnik – twój rozmówca starał się za wszelką cenę uniknąć relacji z tobą, nie mówiąc o współpracy. Jako przedstawiciel władzy stawałeś się kimś skrajnie niewiarygodnym. Sytuacja stawała się paradoksalna: władza w stanie zawieszenia oraz radykalizujące się społeczeństwo krytykujące władzę nie ze względu na proweniencję polityczną, ale ze względu na bezużyteczność. Nie licząc kilku środowisk stawiających czynny opór władzy i podejmujących działania w formie protestu, reszta społeczeństwa podjęła formę niezorganizowanego biernego oporu. Zakłady pracy zaczęły ustawać nie z uwagi na akcje strajkowe, ale z uwagi na notoryczne przerwy dostaw. Rozwinął się za to handel wymienny – z powodu coraz mniejszej wartości pieniądza. Państwo nie mogło już nawet zaspokoić zapotrzebowania na reglamentowaną kartkami żywność. I to nie decyzje polityczne wpłynęły na postawę dyktatury, tylko wymusiła je sytuacja społeczno-ekonomiczna. Obóz władzy wypracował wewnątrz siebie ostatnią koncepcję ratunkową…

Koncepcja ta przewidywała wchłonięcie opozycji i wykorzystania jej jako czynnika mobilizującego społeczeństwo, przy zachowaniu realnej władzy dotychczasowego obozu władzy. Dyktatura robiła więc ustępstwo – zmuszona do niego własną bezradnością oraz brakiem alternatyw ekonomicznych: nie było tak pożyczek z Zachodu, jak i dotacji od chwiejącego się hegemona rosyjskiego. Jednak nie miała zamiaru rezygnować z władzy, tak naprawdę nie chciała nawet się nią podzielić. Jej koncepcja dotyczyła wchłonięcia opozycji, a następnie rozrobienia jej metodami operacyjnymi. Poczucie siły i zaślepienie połączone z kompletnym lekceważeniem społeczeństwa nie pozwoliło tak naprawdę zrozumieć swojej własnej sytuacji. Towarzyszył też temu infantylny obraz otaczającego świata, wywiedziony wprost od kolportowanych przez siebie samych pogadanek o imperialistach i proletariacie. Tymczasem świat już dawno się zmienił, co zupełnie było jasne dla reszty społeczeństwa, ale również dla dużej części zaplecza kadrowego Partii.

Dyktatura spokojnie, precyzyjnie się przygotowała do swego przedsięwzięcia, a następnie znienacka zaskoczyła opozycję propozycją negocjacji. Opozycja przystąpiła do tych negocjacji, przede wszystkim licząc na odzyskanie zdelegalizowanego związku Solidarność. W końcu doszło do ustaleń i ruszyły przygotowania do wyborów.

Wybory były ustawione, ale nie oszukane. Dyktatura bowiem nie dopuszczała do siebie świadomości o możliwej klęsce. W ustawieniu, w którym i tak miała gwarantowaną większość miejsc w parlamencie, nie mogło nic nie zadziałać. Jednak koło historii ruszyło, miażdżąc na swojej drodze pychę i impertynencję władzy.

Wynik ludzi tej władzy okazał się tak słaby, że nie byli w stanie zapełnić zagwarantowanych im miejsc w parlamencie i konieczna stała się druga tura uzupełniająca, w której opozycja pomagała władzy zapełnić te miejsca. I nawet wtedy dawni władcy podjęli śmieszną próbę sformułowania rządu. A w końcu wysunęli na jego czoło generała, sugerując, aby koronować go na marszałka Polski. Wywołało to ogólną wesołość społeczeństwa, a sam niedoszły marszałek odszedł w ciągu krótkiego czasu do lamusa, skąd go wyciągnięto tylko po to, aby przypomnieć, że chciał się posłużyć rosyjską interwencją.

Były to czasy dramatyczne, pełne sprzeczności i absurdów – przeplatały się w nich sytuacje śmieszne i straszne. Ciągle można było dowiadywać się czegoś nowego – nowe pojęcia, nowe słowa i nowe zagrożenia… Wśród ludzi krążyły informacje – prawdziwe, szeptane, oficjalne, i te przekazywane przez prowokatorów. Ludzie jednak czuli pewną więź i determinację, bo cóż jeszcze mogło się wydarzyć gorszego…?

To nie było tak, że ludzie się nie bali – bali się, i to bardzo; co pewien czas wstrzymywało się oddech i tłumiło w sobie gniew. Mimo że wielu ocenia ten czas jako czas zdrady, osobiście uważam, że dobrze się stało, że nie została przelana krew. Nie, nie twierdzę, że było to sprawiedliwe, i wstyd mi za manipulacje wokół ofiar pacyfikacji Kopalni „Wujek” i tysięcy innych odsiadujących absurdalne wyroki lub zamordowanych przez bezpiekę. Jest to brzemię, które spadło na głowy marksistowskiej dyktatury, i które wciąż spada na tak zwaną lewicową moralność. Cieszę się, że nie należę do tej cywilizacji, która pozwala zabijać w imię mniejszego zła. Jestem przekonany, że starcie byłoby wyjątkowo krwawe i wystawiłoby nas na przetarg obcych mocarstw, gdzie naszą krwią płacilibyśmy rachunki wystawiane w stolicach innych krajów. Zbrojne powstanie w samym sercu układu nomen omen warszawskiego – byłoby nie lada atrakcją dla wszystkich graczy na geopolitycznej mapie świata. W końcu byśmy otrzymali zarząd powierniczy jakiejś siły, która powstrzymałaby nas przed dalszym rozlewem krwi. Zresztą możliwych scenariuszy jest bardzo dużo; każdy człowiek pewnie ma swój. Lecz jak głębokie byłyby podziały między nami – płynące z zabijania? Na pewno głębsze niż w sumie teoretyczne podziały na „lewaków” i „prawaków”. Oczywiście zapłaciliśmy za to wszystko – do dziś odczuwalną niesprawiedliwością z podziału majątku narodowego; do dziś widzimy, jak lekko jest szybować dzieciom i cherubinom dawnego królestwa i jak w ramionach marksistowskiej moralności odpływają w kierunku transhumanizmu…

Ale ich przestrzeń jest coraz płytsza, a nasza ojczyzna stoi i póki co: na własnych nogach, fetując własnych bohaterów. Spadkobiercy lewicowej tyranii tęsknią do czasów, kiedy zawsze mieli rację, kiedy ich pogarda dla ludzi zmieniała się we władzę i złoto, ale to będzie dla nich trudne do odzyskania, więc na razie biegają pomiędzy nami, szkalując nasz naród. Opluwają polskość, używając starego faszystowskiego określenia: polaczki…

Ale nasz okręt płynie i mam nadzieję, że nie uda im się nas znowu komuś sprzedać.

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.