Hejt – krótka historia dla kompletnych żółtodziobów

Hejt – krótka historia dla kompletnych żółtodziobów

Zjawisko hejtu nie pojawiło się w naszej rzeczywistości wraz z internetem. Było ono rozpoznawalne zawsze i we wszystkich kulturach oraz na przestrzeni całej historii. Szczególnie tam, gdzie pojawiały się namiastki systemów demokratycznych. Wszędzie tam, gdzie panował zamordyzm, takich żartów nie tolerowano. „Prawdziwa” władza, hegemon lub dyktatura takich ekscesów nie przewidywała, a co więcej – posiadała środki do wytępienia tak hejtu, jak i hejterów. Przynajmniej tych rozpoznawalnych, gdyż w warunkach dyktatury hejt schodzi do podziemia i pojawia się tylko w formie dowcipów, złośliwych wierszyków lub plotek, które są wprawdzie wszechobecne, ale nie można ustalić autora.

Pojawiające się tu i ówdzie pamflety, malowanie lub wydrapywanie na murach miast wulgaryzmów oraz oskarżeń odsądzających od czci i wiary możnych tego świata, oraz kobiet nieodwzajemniających uczuć – to nic nadzwyczajnego. Już starożytni Egipcjanie narzekali na swoją młodzież, a o okradaniu grobowców nawet nie wspomnę, i to w kulturze, gdzie życie pośmiertne było ważniejsze od doczesnego. O specyficznym hejcie możemy mówić również, odwołując się do Biblii, gdzie w Starym Testamencie czytamy w stosunku do co poniektórych, iż są „niczym ściana pobielana”. Po pewnych poszukiwaniach ustaliłem, że chodzi o ściany publicznych szaletów, które bielono wapnem, na które oddawało się mocz – doprawdy malowniczy hejt. Zresztą Żydzi wykazywali pod tym względem duży talent, widać lata zniewolenia zaowocowały u nich talentem do hejtu. Przytoczę tu urocze przekleństwo żydowskie mające w sobie dużo potencjału literackiego: żebyś miał sto pałaców, w każdym pałacu sto pokoi, a w każdym pokoju sto łóżek, i żeby cię cholera ciskała z jednego na drugie, byś zdechnąć nie mógł. Dobre, prawda? Albo krótsze, ale też działające na wyobraźnię: byś miał parch na głowie i za krótkie ręce, żeby się podrapać .

Sławnym pod tym względem poetą jest Katullus – pierwszy wiek przed naszą erą. A oto jego wierszyk w przekładzie Grzegorza Franczaka:

Aureli, ojcze wszystkich nienasyceń,

tych, które były, i tych, które teraz,

i które w przyszłych pojawią się latach;

chciałbyś wydymać mojego kochanka!

I nie w sekrecie: jawnie się bawicie,

wciąż za nim łazisz, próbujesz forteli.

Na próżno jednak: zanim coś zbroicie

zdążę brutalnie zgwałcić cię przez uszy.

Oto kilka przykładów napisów z murów starożytnego Rzymu:

Philiros spadoPhileros jest eunuchem

 

Apollinaris, medicus Titi Imperatoris hic cacavit beneApollinaris, lekarz cesarza Tytusa, miał tutaj dobre sranie

Opis: napis na ścianie ustępu Casa della Gemma w Herkulanum

Oppi, emboliari, fur, furuncleOpiuszu, jesteś błaznem, złodziejem i zwykłym oszustem

Epaphra, glaber esEpaphra, jesteś łysy

 

Admiror, O paries, te non cecidisse, qui tot scriptorium taedia sustineas – Zastanawiam się, Ściano, że jeszcze się nie zawaliłaś i potrafisz zdzierżyć te wszystkie zapiski

Opis: popularny zapis; często pojawiał się na ścianach, w różnych miejscach.

Nie będę tu błądził po oceanach ludowego hejtu oraz przepięknych krainach wulgaryzmów naszego narodu, przecież wszyscy je znamy. Natomiast jeśli chodzi o naszych sąsiadów, Niemcy i Czesi nie odbiegają pod tym względem od średniej europejskiej, jednak za najwybitniejszych uznaje się powszechnie, i to już od średniowiecza, Francuzów, którzy bluzgali przed, w trakcie i po bitwie, a nawet – jak wspominają kronikarze – w trakcie: dorzynani na polu bitwy. Nikt jednak nie odbierze palmy pierwszeństwa Rosjanom, którzy podnieśli bluzgi i hejt do poziomu sztuki. Szczególna melodyka ich języka podkreśla również poetykę wypowiadanych kwestii. I chyba tylko Japończykom udało się uniknąć stworzenia wulgaryzmów w swoim języku, natomiast sztuka obrażania innych już nie była im obca.

My także nie unikaliśmy możliwości oplucia przeciwnika z głębi naszej słowiańskiej duszy. Szarą rzeczywistość wszyscy znają, więc przytaczanie przykładów nie ma sensu, natomiast dysponujemy przykładami literackimi na najwyższym poziomie, co z lubością Państwu udostępniam – jest tego dość sporo i można to ominąć, ale ciekawe to i zabawne, a nawet pouczające; zdecydowałem się na te przykłady, ponieważ są one solą opisywanej prze ze mnie potrawy i nie chciałem jakoś bez nich jej ugotować.

Najpierw coś z historii:

Jan Andrzej Morsztyn, „Małżeństwo”

Sameś skurwysyn, kurwa twoja żona,
Tak się ty diabłu godzisz jak i ona:
Gracie oboje, oboje pijecie,
Wzajem kradniecie, wzajem się bijecie.
Gdyście tak równi i tak siebie godni
Jak wiecheć zadku czemuż tak niezgodni!

Teraz literatura współczesna:

Aleksander Fredro, „O kurwie i łotrze”

Deszcz zimny pada, wichura świszcze,

Wlecze się drogą biedne kurwiszcze.

Próżno wystawia lufę na sprzedaż

I lamentuje: “Biedaż, oj biedaż!”

Szedł mnich, byk jurny, plugawy capek,

A że o miłym smaku obłapek

I ksiądz, nie tylko byk i knur wie

Tedy się kwapi frater ku kurwie.

I woła wsparty na swym fallusie

“Udziel mi dupy, siostro w Chrystusie”

A ona z wdziękiem: “Jeb, gdy twa wola,

Lecz wpierw ze sakwy wyjmij obola”.

“Ja mam ci płacić?” – mnich krzyknie głośno –

“Nikczemna kurwo, kieckę podnośno!

Z niebam ja zstąpił, niegodna, czyli

Nie widzisz żem ja święty Bazyli?”

“Daj się więc zrypać, a zbawisz duszę”

Do nóg mu padła grzesznica w skrusze,

Rychtuje lufe i kornie kwili:

“Ciupciaj, więc, ciupciaj święty Bazyli”

On wyjął chuja, twardy pastorał,

Aż po macicę w picę się worał,

Rzygnąwszy lagrem odwala sztosik,

Potem dwa jeszcze i jeszcze cosik.

Aż strzemiennego przyrżnąwszy ostro

“Bóg że ci zapłać” – powiada -“siostro.

Sto lat daje odpustu ci tu”

Całuje kurew brzeżek habitu

“Święty Bazyli, cud proszę zróbcie

Zbawiłeś duszę, uzdrów i dupcię.

Bo tak nieszczęść przebodła lanca

Tak żre mnie tryper, syf, szankier, franca

Że do szpitala wlokłam się właśnie”

“Syf, szankier, franca?” – mnich głośno wrzaśnie.

Nuż trzeć, nuż drapać, nuż pluć na pytę

Lecz nie pomogły środki mu te.

I poznał łotrzyk błąd poniewczasie

Gdy coś go jęło strzykać w kutasie

I kiedy wkrótce jak u hioba

Kutas i jajca zgniły mu oba.

Nędzny szalbierzu, niegodny mnichu

Któryś niewiastę zrypał po cichu

Aby ją wcześniej oszukać chytrze,

słusznie ci teraz los kuśki przytrze.

To zapamiętaj ty skurwysynie

Kto chujem walczy, od pochwy ginie!

A ten zaś który ma w swojej pieczy

wzgląd w wszystkie sprawy, ludzi i rzeczy.

Rybkę i kamień najmniejszy w rzece

i kurew biedną ma w swej opiece.

A teraz współczesność:

Zbigniew Herbert – fragment listu z 9 listopada 1953 roku:

„…Mój do niedawna Opiekun i Nauczyciel (Leopold Tyrmand – Artysta Życia) opuścił mnie i nie pokazuje się. A szkoda, bo chciałem go wyzwać, i wypowiedzieć mu posłuszeństwo. Bo rozsądź sam: każe mi wiersze ( dobre czy złe ale zawsze prawdziwe ) czytać przed redaktorami sportowymi Ekspresu Wieczornego, z których jeden okazuje się nieprawdopodobnym kutasem, i to przez radio. Będzie draka towarzyska, bo napisałem kilka obraźliwych listów. Tak jest smutno bez poezji, kwiatów i kobiet, że nawet mordobicie będzie czymś pożądanym.

Kubiaczek blady, znikotyzowany, naerotyzmowany, podalkoholizowany był onegdaj u mnie gadał szybko i mętnie, więc wyzwałem go na boks i w obecności Władzia W. (mego gospodarza) posłałem 3 razy na deski. W ogóle bić mi się chce bardzo ludzi, a choćby nawet zwierzęta i kobiety. Żałuję że nie mam folwarku i żem nie żonaty.

Teresie tego nie czytaj, bo ona nie jest kobieta tylko Anioł – Anżel.

Córki mi pilnuj, często przewijaj i jak ma wiaterki dawaj koperku, jak nie ma wiaterków też dawać możesz. Kąp w wodzie nie za bardzo gorącej, bo się dzieciak wydelikaca. Uszki przemywać watą moczoną w oliwie.

Cdn.

Już się ściemnia, więc dorodny policzek całuję

Mamie, Cioci do nóżek

Teresie łaszę do rąk się

Córce pępuszek całuję

Patryk

Opuszczony nawet przez piwo

i

kobiety lekkich obycz.”

Oczywiście nie mogło go zabraknąć, toż to filar poezji hejtowej:

Julian Tuwim, „Całujcie mnie wszyscy w dupę”

Całujcie mnie wszyscy w dupę –

Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę !
Którzy chlipiecie z “Naje Fraje”
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Werzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy… wileński
(Pan wie już za co, profesorze !)

I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że “szumią jodły w Tel-Avivie”,
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę !…

I żeby nie było, że to przypadek u Tuwima:

Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa
Nie powiem nawet pies cię jebał
Bo to mezalians byłby dla psa

Andrzej Bursa, „Pantofelek”

Dzieci są milsze od dorosłych

zwierzęta są milsze od dzieci

mówisz że rozumując w ten sposób

muszę dojść do twierdzenia

że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek

no to co

milszy mi jest pantofelek

od ciebie ty skurwysynie.

A teraz Stachura, bez wulgaryzmów, ale bardzo długie dla złagodzenia obyczajów i dla poezji:

Edward Stachura, „Kropka nad ypsylonem”

o, częstochowskich rymów jasnogórska potęgo
o, zapachu, perfumo, lawendo
wielobarwna tęczująca tańcująca wstęgo
niewyczerpalna nigdy wiwendo
odkrywczych kartografii zapoznana precyzyjna legendo
pełna gościnnych kosmicznych adresów agendo
astronautyczna siermięgo

– płyń po manowcach z włóczęgą –

schemacie
jak ty nie lubisz tych co ci wymykają
tych co ich nie możesz:

a) a la carte alakartnąć
b) batem batiuszki batnąć
c) capnąć
d) drapnąć
e) emancypować eksploatacją
f) fatamorgatnąć
g) gzygzatowatym gdakaniem gzagadaknąć
h) haratnąć
i) idem
j) judasznąć
k) krawatnąć
l) lukrowatym lakierem landszaftnąć
ł) łatwopalnąć
m) makabryczną macnąć macką
n) nijakością natchnąć
o) oznakować odznaką
p) policyjną poskromić pałką
r) rachityczną raczyć racją
s) scholastyczną sypnąć sadzą
t) tandetnym tatuażem tasknąć
u) ujednolicić
w) wytresować
x) iksnąć
y) igreknąć
z) zetnąć

bo nie sięga za obręb
ni miecz twój ni obręcz

schemacie
kacie z kurtką na wacie
nihil novi sub Sole
i dzięki Słońcu milsze molowi sobole
niźli nasze chrustem malowane powidła

akurat jest nów
to proszę
to wniosek wnoszę
pójdź przeciwko mnie na łów

——————————————————————————–

pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć tłumnie armie reguły

——————————————————————————–

oto pod karną ekspedycją wyrasta w dół mokradło
(dla lingwisty-erotomana kurna jego marna
jak mówi jeden w poemacie juniora “junioriada”
więc dla lingwisty-erotomana
mokradło to jest przeważnie mokre prześcieradło
lecz my bierzemy abecadło
i pakujemy je w imadło
i wybieramy nie jak popadło
ale mokradło jak mokradło)

jeszcze raz

——————————————————————————–

pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć tłumne armie reguły

——————————————————————————–

oto pod karną ekspedycją wyrasta w dół mokradło
infanterii zaciężne legiony toną bezowocnie
z tylariery co kucała w kępach mietlicy
każdy już w hożych objęciach wodnicy
sztab inżynierii załamuje dłonie

puścić spaniele i ogary-wodołazy
rzecze wódz

wodzu wodzu
nie żal ci nie żal tresowanej zwierzyny

oto wracają psy – poparzone sierść i pyski
co to jest pyta wódz
wodzu – to błędne ogniki

zdjąć kaptury kobuzom i rarogom
rzecze wódz

wodzu wodzu
nie żal ci tresowanej ptaszyny

oto wracają ptaki – z niczym i powariowane
co to jest pyta wódz
wodzu – to nieznane

mam sposób
czknął mięsopust
w ten sposób
padło wiele osób

weźmiemy go głodem

oble go oblegamy
ogniska rozpalamy
bekony podpiekamy
podchorążówka robi sztuczny wiatr

wonna fala ma iść w las

tak go uwędzimy
tak go rozmiękczymy
tak go wykurzymy
tak go przypirzymy

nawet nie trzeba będzie delegować delegata
żeby z odstępu relegował renegata
sam tu podpełznie na czworaka

wtedy go cap i za schematu kratę
i zakładamy mu krawatę

rzeźniku rzeźniku
kierowniku naczelniku
mięsa rajdy po mięso
mięsa procesje po mięso
mięsa pielgrzymki po mięso
mięsa wyprawy krzyżowe po mięso
mięsa wędrówki ludów po mięso
to nie my
my nie to

my to
bażynami czernicami łochyniami
kamionkami moroszkami poziomkami
kotewkami laskowymi orzechami
grzybami korzonkami topinamburami
niedźwiedzkiego jabłuszkami
gogorzą suszoną lebiodą
owocem szypszyny dziką wiśnią
szczawiu kiścią
polną gruszką ulęgałką
zgrzebną tarką
sytym głogiem brzózki sokiem dzielnym miodem
podróżniczą cykorią
zabłąkaną kalorią
awanturniczą euforią
no i manną z niebieskiego zrzutu
co rozpływa się w przełyku
sum per ipsum

sucza krew
bluzga szef
to jest pech
znam ja lecz
inny wiersz

tam gdzie diabeł już nie może
śle kobietę jak tę zorzę
co to nie daj Boże

niech zatem rusza jak żywa
ta o zawsze mi się śniła
ultrasuperhiper diwa
filmu prawie że niemego

rusza zatem
idzie skacze
obcasami jak wodolot klaszcze
prócz sabotów
goła jest
bez żabotu
w samej jeno prokreacji
swoje wie
zgrabna też jest także teżś
i zwinna
jak lina
albo chiński lin
swoje dobrze wie

——————————————————————————–

pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć tłumne armie reguły

——————————————————————————–

jak już tu przyszłaś
o, ty co już mi raz żebrem wyszłaś
mów z czym do gości

lecz przedtem ubierz choćby choć ten listek
nie, nie ćwierć listka
nie, nie pół listka
wszystek listek

w listek odziana
jak w wulkan piżama
nawija lola pierwszoplakatowa dama
filmu prawie że niemego

och sokole mój maltański
porzuć porzuć ty te szranki
chwyć się mnie jak szansy
rzuć no okiem na me flanki
rzuć no zębem na me bański
kaśnij że-se
tyś nie mucha tse-tse
kąśnij przecie
to jabłuszka pełne snu
to i jeszcze to i jeszcze to i jeszcze to i jeszcze o
toto czeka nacie

w dziekanacie, lola, w trybunacie
w kubinacie w konkubinacie
w krawacie w kwadracie w kieracie
w marynacie w schemacie na etacie
nie, nie siostro
raczej bracie

słuchaj, lola
ty nie jesteś polonistką
to jest duży plus
ja nie jestem antyfeministą
to jest drugi wielki plus
twoje formy aeroakwodynamiczne
to jest trzeci plus in plusk
pozostawałby przed nami
krótki dosię sus

ja wiem, lola
to dla ciebie pestka,
w tym się ćwiczysz prawie że od dziecka
ale mnie to zawsze dużo nerwów kosztowało
i smutno mi potem
smutno to za mało
jakoś mi potem tragicznie jest głupawo

mówią
ache czego to nie mówią
że to jakby z absolutem obcowanie
że nirwana że komunia i tak dalej
a ja myślę że od absolutu to jest uciekanie
czmychanie nawiewanie dyla-dawanie
branie za pas nóg
bo absolut on jest tu
z nami ale zwłąszcza to pomiędzy nami
my do siebie się zbliżając
i ten dystans wciąż zmniejszając
wreszcie nakładając się jak na deskę deska
(wybacz, lola, nieogniste porównanie)
to absolut nie ma dlasię m i e j s c a

ale wszystko to są spekulacje
zwanej inteligencji
co byłą głupia i będzie głupia
i dla której szkoda i rymu i rytmu
i poprafnej ortokrafii

nie, lola
to wszystko to nieto
co się składa na tą razą moje weto
ja ci powiem w czym rzecz

otóż podczas gdy my
enteges tenteges rachatłukum bulba and manieryzm
i ja w tym zapamiętaniu zapomnę że dybie na mnie szeryf
to może właśnie wtedy z cicha pęk nadlecieć ten zeppelin
i bufallo bill prosto z góry chycić może mnie na lasso
apocomitonaco

więc w tym rzecz
że jest jak jest
stan oblężenia jest
i ja w tej sytuacji
nie mogę sobie pozwolić nawet na chwilkę
wspólnej z tobą rekreacji

z tematu tego jednak wreszcie zejdźmy
bo temat ja mam inny trochę bardzo lepszy
wrócisz, lola, do hajlajfu, do pieleszy

w powrotną drogę weźmiesz ten tu oto zwój
on ci na razie posłuży jako strój
okryjesz nim te wdzięki których masz bez liku
pod wieczór zwykle Słońce wraca do Meksyku
a pod wieczór ma się znów
po nocy długiej i po dłu-
gom i walecznym dniu
i się robi chłodno tu

ale nota bene, lola
czyli zauważ dobrze
zwój ten swoją drogą
to jest też poemat naukowo-popularny
pracowicie na tym zwoju wypisany
własnoręcznie moją nogą

cesarzowi ja oddaję co cesarskie
w formie po prawdzie
nieco dorożkarsko-drukbrukarskiej
na co pewnie odpowiedzą oni
(pluralis maiestatis)
ale grubszej broni

aleale wróćmy, lola, na zebranie

ty składając sprawozdanie
przed schematem przed senatem
przed wysokim majestatem
przed pontyfikatem
udowodnisz im nie mniej ni więcej jak certyfikatem
żeś nie była w szkółce leśnej na wagarach
lecz tu u mnie w sercu puszczy
w gąszczach chaszczach i szuwarach

jedźmy dalej
oto dalszy rozkłąd jazdy
prawolutko się obracasz w kół-ogniska oraz własnej osi
(jak planeta wkoło gwiazdy)
jednocześnie się ze zwoju negliżuejsz
jednocześnie podług zwoju deklamujesz

wyłaniające się naturalnie
regularnie i spektakularnie
twoje dziwy niwy i niniwy
twoje łany blamy i kurchany
przyczynią się do tego walnie
że schemat łacniej przełknie gorzkie me pigułki
za pośrednictwem twoim podrzucone
jak jaja kukułki

że nadgorliwi urzędnicy
cię nie ogłuszą w pół edycji
jak to już mają we tradycji

zapewniam cię, lola
klnę się rymotwórczo na samego luisa buniola
to najlepsza będzie twoja
w filmie życia rola

teraz idź już
wstąp tu do mnie kiedyś znów
wpadnij zajrzyj zarżyj
ale bez obstawy bez eskorty bez zaplecza
bo do tego, wiesz, wi za wi
to zaplecza wcale nie trza
prócz powietrza
przyznasz chyba mi
szeryfie
słychać
słychać tęten ode lasu
zda mi się że wraca lola
na pokratkowane nasze pola

jesteś wreszcie
gdzieżeś się włuczyła taki połeć czasu
gdize jest więzień

nic nie widzę przez ten jęczmień
co od naciągania wzroku
zakiełkował mi na oku

dawać jupitery, do jasnej cholery

co ja widzę, miia mamma
widzę wskroś jak promień gamma
że ty, suczko, wracasz samma
bez fagasa z tyłu na barana

jakto czemuj zara melduj
ryczy schemat

lola na to
jak na lato
po wstążeczce po zwroteczce
po troszeczku po trochejku
ściąga z siebie strój-poemat

równo cześnie stripti suje
równo grzecznie recy tuje:

ty świński ryju, ty świński ogonie, ty świńska nóżko, ty golonko, ty fałdo,
ty grubasie, ty pyzo, ty klucho, ty kicho, ty pulpecie, ty żłobie, ty gnomie,
ty glisto, ty cetyńcu, ty zarazo pełzakowa, ty gadzie, ty jadzie, ty ospo,
dyfteroidzie, ty pasożycie, ty trutniu, ty trądzie, ty swądzie, ty hieno, ty
szakalu, ty kanalio, ty katakumbo, ty hekatombo, ty przykry typie, ty
koszmarku, ty bufonie, ty farmazonie, ty kameleonie, ty chorągiewko na
dachu, ty taki nie taki, ty ni w pięć ni w dziewięć ni w dziewiętnaście, ty
smutasie, ty jaglico, ty zaćmo, ty kaprawe oczko, ty zezowate oczko, ty
kapusiu, ty wiraszko, ty ślipku, ty szpiclu, ty hyclu, ty przykry typie, ty
kicie, ty kleju, ty gumozo, ty gutaperko, ty kalafonio, ty wazelino, ty
gliceryno, ty lokaju, ty lizusie, ty smoczku, ty klakierze, ty pozerze, ty
picerze, ty picusiu, ty lalusiu, ty kabotynie, ty luju pasiaty, ty kowboju na
garbatym koniu, ty klocu, ty młocie, ty piło, ty szprycho, ty graco, ty ruro
nieprzeczyszczona, ty zadro, ty drapaku, ty drucie, ty draniu, ty przykry
typie, ty kapitalisto, ty neokolonialisto, ty burżuju rumiany, ty
karierowiczu, ty groszorobie, ty mikrobie, ty gronkowcu, ty kieszonkowcu,
ty gonokoku, ty luesie, ty purchawko, ty nogawko, ty mitomanie, ty
narkomanie, ty kinomanie, ty grabarzu, ty bakcylu, ty nekrofilu, ty
sromotniku bezwstydny, ty seksolacie, ty bajzeltato, ty szmato, ty
scholastyku, ty kiwnięty dzięciole, ty strzaskana rzepo, ty współczesna
ruino, ty rufo nieprzeciętna, ty klapo, ty gilotyno, ty szubienico, ty przykry
typie, ty szlafmyco, ty pomponie, ty kutafonie, ty pomyjo, ty knocie, ty
gniocie, ty gnoju, ty playboyu, ty modny przeboju, ty astamanioano, ty
moja droga ja cię wcale nie kocham, ty omamie blue, ty onanio, ty kurza
melodio, ty zdarta płyto, ty trelewizjo, ty lelemencie, ty dupku żołędny, ty
bycie zbędny, ty podwiązko, ty klawiszu, ty kołtunie, ty larwo, ty kleszczu,
ty mszyco, ty szkodliwa naliścico, ty korniku zrosłozębny, ty korniku
bruzdkowany, ty koński bąku, ty końska pijawko, ty szulerze, ty
gangsterze, ty rabusiu, ty morderco, ty przykry typie, ty nygusie, ty
bumelancie, ty akselbancie, ty kurdebalansie, ty kurdemolu, ty zębolu, ty
szczerbolu, ty rybo dwudyszna, ty wypukła flądro, ty śnięty halibucie, ty
śmierdzący skunksie, ty moreno denna, ty mule epoki, ty zbuku, ty
kwadratowe jajco, ty artysto, ty prywaciarzu, ty intelektualisto badylarzu,
ty
talencie na zakręcie, ty geniuszu z przymusu, ty wajszwancu od awansu,
ty
awangardo ariegardy, ty tabako w rogu, ty neptku, ty nadrachu, ty
meneliku, ty sedesie z bakelitu, ty koterio, ty komitywo, ty kombinacjo,
ty
machinacjo, ty metodo kupiecka, ty dolary i piernaty, ty a dalejże ty w
szmaty, ty lichwiarzu, ty wekslu, ty kwicie, ty kleksie, ty pecie, ty bzdecie,
ty przykry typie, ty makieto, ty tapeto, ty tandeto, ty torbo, ty torbielu, ty
drągu w dziejowym przeciągu, ty kiju, ty kij ci w oko, ty hak ci w smak, ty
nogo, ty fujaro, ty klarnecie, ty bidecie, ty kiblu, ty biegunko, ty
kałmasznawardze, ty flujo, ty szujo, ty fafulo, ty muchoplujko ze złotym
zębem, ty mrowkolwie plamistoskrzydły, ty kawale chama w odcieniu
yellow bahama, ty palcu w nosie, ty baboku, ty obiboku, ty bago, ty
zgago, ty dzwonie bez serca, ty emalio z nocnika, ty czarnodupcu, ty
kolcogłówku, ty capie, ty bucu, ty wawrzonie, ty luluchu, ty patafianie, ty
palancie, ty palantówo, ty szajbusie, ty aparycjonisto, ty kulturysto, ty
żigolaku, ty łajdaku, ty chechłaku, ty lebiego, ty alfonsie i omego, ty
przykry typie, ty konweniujący kołnierzyku, ty zerowokątny czytelniku, ty
literacki żywociku, ty kawiarnio, ty rupieciarnio, ty trupieciarnio, ty
chałturo,
ty paprochu, ty farfoclu, ty chęcho, ty chachmęcie, ty chebdo, ty chwaście,
ty mydłku, ty mizdrzaku, ty wyskrobku, ty cycku, ty sikawo, ty siuśmajtku,
ty zgniłku, ty padalcu, ty zaropialcu, ty przykry typie, ty lilio w kibici
łamana, ty prostowaczu banana, ty wyciśnięta cytryno, ty kotlecie
sponiewierany, ty zapluty kabanosie, ty zapity kurduplu, ty zmęczona
jagodo, ty wczasowa przygodo, ty pipo grochowa, ty zapchany gwizdku, ty
pięć minut za krzakiem rozmarynu, ty niedokończona iluzjo, ty
zaciągnięta żaluzjo, ty zazdrostko, ty zawistniku, ty arszeniku, ty ciemna
maszynerio, ty sztuczny kwiatku, ty krosto, ty pryszczu, ty wągrze, ty
zachciewajko, ty kurzajko, ty pluskwo, ty mendo, ty mendoweszko, ty
przykry typie, ty złap mnie za pukiel, ty wskocz mi na kant, ty narób mi
wkoło pióra, ty mów mi wuju, ty masz na loda, ty nie śpiewaj nie mam
drobnych, ty kandydacie do nogi, ty kto ci ręce rozbujał, ty zniknij
systemem bezszmerowym, ty ciągnij smuge, ty spadaj, ty zjeżdżaj, ty
spieprzaj, ty stleń się, ty spłyń z lodami, ty giń, dzyń, dzyń,
dzyń…………….

uff,
no to był ostatni dzwonek
zipnął legalista al capone
on nas waży nazbyt lekce
co za dużo to i świnia nie chce

tylko
jak przykaraulić by gagatka
i go wciągnąć w nasze akta
i zasuszyć jak bławatka

zawiodła nas infanteria
rozwiodłą się tyralieria

wypłoszyła się wyszkolona zwierzyna
przepłoszyła się przeszkolona ptaszyna

skruszył się na nim ząb-tenora, złamał kieł-basa
jak w jakiejś tego jak mu tam gombrowicza operetce

i nawet bomba-seks spaliła na panewce
cha
zaraz… bomba… cha… cha!

ale jatka fest
cha-cha-cha-cha-
nie wypaliła bomba-seks
to bypali bomba-ha
ha-ha-ha-ha

——————————————————————————–

pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć tłumne armie reguły

——————————————————————————–

i padło jak padło jak padlina najżałośniejsze z ziemskich słów i
wycelowany w dół z pięści wyhaczył się kciuk i naciśnięty został guzik a nie
był to zwyczajny piękny zdrowy guzik jak u zielonej mojej bluzy duglasówy
lecz był to guz feralny guz po wierzchu strup cienki strup a spód t o wrzód
potworny wrzód i ostateczny apokaliptyczny rozległ się huk i nie zostało z
globu nic tylko ogólne uniwersalne rozczarowanie i wielki i bezpardonowy
wstyd i sierdzący i gigantyczny ten grzyb wznosił się wzwyż a nie był to wyż
jak spomiędzy ciemnych chmur Słońca miłosny błysk złocisty liść
płomienny list od panny sfinx lecz był to niż najniższy niż po prostu nic i
mniej niż nic trzy razy nic o pomóż o wspomóż o dopomóż wyjątku czuły
odeprzeć głuchoszumne nicości reguły i oto prostym sposobem gapowym
transportem transsyderalnym promem wypłynął z zaświatów żeglowny
nemen omen i stał się nowym dzionkiem i stał się obwieszczającym
koniec zagłady dzwonkiem i stał się gwiżdżącym na to wszystko
skowronkiem pod nieboskłonem pod szeroko otwartym niebooknem pod
błękitnym bezgranicznym antyplafonem i tak oto stanęła kropka nad
ypsylonem


Uff…

Jeśli do tej pory nie wiedzieliście, co to znaczy mowa nienawiści, to teraz już wiecie. Zaprezentowane tu fragmenty są najczystszej postaci hejtem, za to zrobionym z talentem i uwodzącym wdziękiem. Chodzi o to, że możemy żyć bez tego, ale czy rzeczywiście warto kastrować naszą wyobraźnię w imię obsesji ideologicznych?

Oczywiście istnieje jeszcze cała sfera tego, co można by określić jako działalność przestępczą, działalność niezgodną z prawem, mam tu na  myśli nawoływanie do mordu lub przemocy, i jest mi absolutnie obojętne, czy dotyczy ono przeciwnika politycznego czy kogoś innego, obcego, czy może sąsiada. To przestępstwo, czyli zbrodnia, tym zajmuje się prawo, organy ścigania i sąd, i słusznie. Natomiast jeśli grożenie komuś śmiercią jest przestępstwem, to mówienie o nim prawdy – już nie jest. Dążenie do tego, by zrównywać obydwie te kategorie, to prosta manipulacja mająca podłoże ideologiczne i polityczne. Informacja o preferencjach seksualnych mordercy ma małe znaczenie w sensie społecznym, chyba że dotyczy zbrodni popełnionej na tym tle, ale informacja o tym, jak się nazywał i jakiego był wyznania, ma znaczenie szczególnie – jeśli jego ostatnie słowa brzmiały „Allach Akbar”. Oczywiście ma to inne znaczenie dla krótkogłowych gwiazd show biznesu, jeżdżących po świecie z własnym ochroniarzem, a inne dla pani Irenki, która przejeżdża do pracy przez dzielnicę „no go”.

Ale wróćmy do hejtu. To słowo wbrew pozorom oznacza wiele różnych rzeczy, ponieważ stoją wobec niego najprzeróżniejsze emocje. Młodzież ma do hejtu stosunek najbardziej naturalny. Dla nich jest on częścią zastanej rzeczywistości internetu – można go tolerować, ale najczęściej się go po prostu kasuje. Każdy, nawet najgłupszy administrator swojego profilu, vloga czy bloga, wie, jak to zrobić, aby pozbyć się uciążliwego gościa zwanego hejterem. Hejtera rozpoznaje się natychmiast i można się z nim kłócić, jeśli ktoś lubi, ale po co? Ogólne hasło brzmi – nie karmić trolla, i za pomocą jednego magicznego kliknięcia, kasujesz jego, jego wypowiedzi oraz blokujesz identyfikator komputera, z którego pisał. Troll otrzymuje tzw. bana, i ma to w sobie coś satysfakcjonującego, co utrzymuje porządek w danej społeczności zobowiązującej administratora do podjęcia działań w jej i swoim imieniu. Dla tego doświadczeni użytkownicy i ci którzy urodzili się z internetem, słysząc o tak zwanym hejcie, wzruszają ramionami; to tak, jakby walczyć z deszczem. Pada deszcz, wyciągasz parasol, i tyle. Można by na przykład zakazać głupoty, można by – ale: co to zmieni?

Ale kto ma tak naprawdę problem z hejtem?

Kiedy jeszcze internet był wolny od polityków, dziennikarzy, oraz gwiazd i gwiazdeczek różnego autoramentu, obowiązywała w nim netykieta. Jej zasady były powszechnie znane i przestrzegane przez przygniatającą część użytkowników, a na straży tego przestrzegania stał „ban”, a także zasada wykluczenia społecznego, poza nawias danej społeczności. Wraz z pojawieniem się wcześniej wspominanych egzotycznych środowisk – nastąpiło zdziczenie obyczajów. Po pierwsze środowiska te nie znały ani netykiety, ani hejtu, ani nie potrafiły sobie radzić w internecie. Vip-y z realu zderzyły się z internetem, gdzie nikomu nie imponowało, że jakiś pan lub pani ma poglądy; poglądy ma każdy, a jak nie ma, to siedzi cicho albo zamienia się w trolla i dostaje bana. Proste? Proste. Czy bana dostaje Kowalski, czy pan senator – z punktu widzenia internetu nie ma żadnego znaczenia. Jednak z punktu widzenia senatora lub redaktora: ma! Ludzie ci przyzwyczajeni do tego, że tylko oni trzymają mikrofon, doznali szoku poznawczego, stwierdzając, że szanowany pan redaktor jest krytykowany przez Maćka z Przasnysza lat 19, a co więcej: że reszta internautów przyznaje Maćkowi rację. To był dla tych ludzi prawdziwy, głęboki szok graniczący z traumą. Na ankietę przeprowadzoną przez pewnego redaktora naczelnego w jednym ze znanych tytułów – wśród jego własnych czytelników, która pytała o akceptację dla redaktora naczelnego, 70% użytkowników odpowiedziało negatywnie. Ankietę skasowano z profilu czasopisma, a naczelny nie zadaje już głupich pytań. Gwiazda tradycyjnych mediów, modelowo nowoczesny, przykład makronizacji w polityce, otoczony zawsze wiankiem panienek spijających słowa z jego ust – staje się w internecie memowym dyżurnym od gadania bzdur. Inny prominentny polityk zostaje, nie bez swojej winy, stałym elementem finezyjnych żartów alkoholowych. I setki innych przykładów. Nie, to nie znaczy że internet jest bezwzględny, a ludzie złośliwi; to znaczy, że życie jest takie, jakie jest, i kiedy stykasz się z realiami, to jeśli jesteś głupkiem – garnitur od Gucciego ci nie pomoże. W całym tym zamieszaniu zaczęły się także babrać instytucje tak zwane społeczne, żyjące z różnego rodzaju żebraniny. Instytucje te zajmują się monitoringami, nadzorem równości i walką o wolność tego lub owego. Instytucje te mają tylko wtedy sens, kiedy mają o co walczyć, więc z całą determinacją zabiegają o to, by było jak najwięcej: niesprawiedliwości, nierówności i hejtu. Bo przecież nikt nie da złamanego grosza na instytucję, która nie ma z czym walczyć, więc musi mieć z czym walczyć, bo ludzie z nią związani muszą z czegoś żyć, a przecież do pracy nie pójdą – jakie to proste.

I z takim to obrazem hejtu mamy do czynienia. Niedopieszczone gwiazdy polityki i mediów, oraz instytucje żyjące z istnienia negatywnych zjawisk społecznych, dbają o to, byśmy byli przeświadczeni, że bez nich świat naszych wartości się zawali. To oni dbają o to, byśmy byli stale bombardowani naszym niskim statusem moralnym. To te środowiska chcą nam zamknąć usta, tak by mogły manifestować swoją siłę, i żeby nikomu nie przyszło do głowy, że można bez nich żyć; to one projektują na nas wizję szarej i złej, ponurej rzeczywistości, w której my żyjemy, a oni nas z niej wyprowadzą, oczywiście za nasze pieniądze. Za chwilę przyjdą do nas żebrać – o głos, o wpłatę, o poparcie – hejterze jeden ty, ciemniaku z prowincji. A jak nie, to nas ukarzą: za poglądy, za myślenie, za prawdę, za hejt.

Doprawdy ciekawym jest, że najgorsze o nas zdanie mają ci, którzy muszą żyć z naszych dotacji i jałmużny, chociaż w sumie nie powinno mnie to dziwić, trudno się szanuje kogoś z wyciągniętą ręką z poziomu kolan. Zawsze lepiej i przyjemniej – krzykiem i batem wymusić haracz. Wtedy można nas uszanować – no, głupi ci on jest jak burak, ale dobry człowiek, dobry, i pracowity.

Leonard Jaszczuk

Zaproponuję jeszcze Państwu artykuł Boya-Żeleńskiego, tak na ukojenie…

Tadeusz Boy-Żeleński, „Słowa cienkie i grube” (cytuję fragmenty tego felietonu):

Po którymś moim niedzielnym felietonie pewien znajomy, spotkawszy mnie, zapytał: „Czy bardzo panu nawymyślano? — Nie bardzo, odrzekłem; ot, wszystkiego jedno pismo zaczepiło mnie i to dosyć miękko. — Cóż panu napisali? — Że powinno się mnie postawić pod pręgierzem… — To pan nazywa miękko? No, to pan jest wymagający”…

Wzdrygnąłem się, jakbym na nowo usłyszał. Prawda! Ależ to jest najcięższa zniewaga, jaką można komuś powiedzieć. Pręgierz, pod którym stawiało się złoczyńców i nierządnice… W istocie, to nie jest tak „miękko”…

I zadumałem się nad straszliwym zużyciem słów w epoce, w której żyjemy. To zaczyna być niebezpieczne: niedługo nie będzie sposobu człowieka zwymyślać ani obrazić w druku; zatraca się wszelka wrażliwość na obelgi. O ileż roztropniej postępowano w tym dawniej, zaczynając bardzo oględnie, aby sobie zostawić całą drabinkę zniewagi. I jak ludzie rozumieli te odcienie! Na proste: „pan X. mija się z prawdą”, już pan X. nadstawiał ucha; gdy ktoś dodał: „pan X. mniej lub więcej świadomie mija się z prawdą”, pan X. marszczył brwi; a kiedy ktoś napisał: „pan X. nie bez udziału świadomości skłonny jest mijać się z prawdą”, pan X. posyłał sekundantów. Im obraza była subtelniejsza, im bardziej zawinięta w bibułki, tym była dotkliwsza, tym bardziej drażniąca swą dżentelmeńską ironią. A teraz co? Pisze się: „Pan X. łże jak pies”. Pan X. czyta to przy śniadaniu i śmieje się. Co gorsza, nawet pies nie czuje się obrażony.

Stanęliśmy u kresu. Stała wyczerpana. Powie kto: „łże jak tysiąc psów, jak sto milionów psów” etc., to już jest tylko proste zjawisko inflacji psów bez pokrycia. Doszliśmy do granic, w których zwykły słownik nie wystarcza, w których trzeba sięgać do archaizmów, do folkloru, trzeba improwizować, tworzyć rzeczowniki, czasowniki, zaskakiwać niespodzianką połączeń, wtedy można nareszcie mieć nadzieję, że ktoś usłyszy (…).

Może to jest mój narów myślenia, ale kiedy słyszę wyzwiska, oceniam je przede wszystkim miarą — literacką. Interesują mnie jako dokument twórczości polskiego języka. I kiedy, niedawno temu, po pewnym historycznym orędziu, wszyscy dokoła pytali z niepokojem „co na to powie Europa”, mnie daleko bardziej interesowało, co o tym mówi — Linde. (…)

I zadumałem się, na czym polega istota grubych słów, ich tonizujące działanie? Jest w tym jakaś tajemnica mowy i myśli ludzkiej. Bo że ta mistyka — nie waham się jej nazwać mistyką — istnieje, nie ulega wątpliwości. Żył w XVI wieku pisarz nazwiskiem Rabelais, pisarz, którego sam wzniosły i katolicki Chateaubriand nie waha się ze czcią nazwać „ojcem literatury francuskiej”. Otóż, dzieło Rabelais’go — cud mądrości i geniuszu! — jest po prostu tak zapaskudzone grubymi i sprośnymi słowami, w takim nadmiarze i w tak monstrualnych kombinacjach, że człowiek delikatny, nie mówiąc już o kobiecie, nie może pism tego autora wziąć do ręki. Zaczęto tedy mówić tak: mamy genialnego pisarza, mamy arcydzieło rozumu i dowcipu, ale zanieczyszczone. Cóż prostszego, jak oczyścić je z tych szpetnych narośli? Zostawić to, co mądre, wyciąć to, co plugawe, i dać narodowi francuskiemu, francuskiej młodzieży, czystego Rabelais’go. I o dziwo, kiedy spróbowano dokonać tej operacji, okazało się, że w tym oczyszczonym wydaniu Rabelais przestał być mądry, przestał być zabawny, nie zostało z niego nic. Grube słowa — jak się okazało — nie były naroślą, ale były jakimś chemicznym połączeniem, mistycznym naczyniem myśli. Można Rabelais’go nie czytać, ale nie da się go oczyszczać. (…)

Iluż zresztą myślicieli zastanawiało się przede mną nad tymi tajemniczymi zaiste sprawami; iluż ich dziwiło się osobliwym kombinacjom przyrody, łączącym w jednym organie funkcje nieraz tak bardzo rozbieżne! Miłość, sama miłość, ten najwyższy podobno cel przyrody! Czyż nie mogłaby przyroda sprawić nam na nią (pytano z żalem) osobnego kompletu? To już praktyczność za daleko posunięta; coś jak karabin, który by służył i za lewatywę. Czemu to wieczne połączenie anielstwa z paskudztwem, wzniosłości z przyziemnością? Czy nie tu trzeba szukać najgłębszego źródła wybryków naszej mowy? I tak ze wszystkim. Wracając do narządów mowy, czyż jest jeden jej organ pomocniczy, który by nie służył do innego celu? Jak nie ma być sprzeczności, jak nie ma być obłudy? Kaznodzieja prawiący o wstrzemięźliwości, raz po raz, mówiąc, trąca o podniebienie językiem, który jest narządem smaku; prawiąc o czystości, wypuszcza słowa przez wargi, stworzone zarazem do picia, do gwizdania i do pocałunku. Oszczędność. Nieczyści jesteśmy i nieczyści pozostaniemy; tak orzekła ironiczna natura…

Leonard Jaszczuk

Grafiki użyte w tekście autorstwa Leonarda Jaszczuka – zapraszamy do obejrzenia portfolio artysty na stronie:

https://sites.google.com/view/leonardjaszczuk   

lub

https://leonard769911304.wordpress.com/

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *