Palec pod budkę, bo za minutkę – opowiadanie grozy z projekcją na przyszłość

W naszej kulturze humanizm i moralność definiowane były między innymi przez szacunek okazywany pokoleniu seniorów. Troska wobec ludzi starych wyznaczała głębię człowieczeństwa jednostki i humanistyczną kulturę społeczeństwa. Zdaje się, że czasy te minęły – ludzie starsi borykają się dziś z problemami wynikającymi z wykluczenia społecznego.

Na święta Bożego Narodzenia szpitale wypełniają się starcami – członkowie rodziny, którzy zaplanowali sobie zimowe urlopy i wyjazdy świąteczne, nie chcą rezygnować ze swoich planów „tylko” z powodu staruszka, który wszak zalega w domu i roztacza odór starości. Po co psuć sobie humor na święta? Lepiej oddać starego ojca czy starą matkę do szpitala – w końcu starzy ludzie chorują, więc jakiś pretekst do hospitalizacji na pewno się znajdzie… Oddać – właśnie tak. Jak mebel. Stary, niepotrzebny, wadzący przedmiot gotowy wprost na śmietnik – to jedynie kwestia czasu…

Zapraszamy do lektury gorzkiej fikcji literackiej o starości i społecznym podejściu do niej – nie nam oceniać, czy to czyste science-fiction, czy może jednak upiorna projekcja przyszłości, ponieważ w naszej kulturze zawsze istotne było także podejście do śmierci i do obrzędów pogrzebowych. Jeśli chcesz poczytać o staropolskich zwyczajach pogrzebowych, sięgnij do tego naszego artykułu.

Jako ilustrację do poniższego opowiadania wykorzystaliśmy fotografię starego zapomnianego cmentarza w okolicach Łodzi…

redakcja Tostera Pandory

Palec pod budkę, bo za minutkę

Palec pod budkę,
bo za minutkę
zamykamy budkę.
Budka zamknięta,
nie ma pacjenta.
Pacjent w Warszawie
siedzi na kawie.

Następny!

Do biurka podszedł starzec, który sprawiał wrażenie nieco wypłoszonego.

Kwalifikator?

Proszę?

Problemy ze słuchem?

Nie, po prostu nie dosłyszałem…

Numer kwalifikujący!

Ach… Dwieście tysięcy czternaście.

Wiek?

Za trzy dni kończę osiemdziesiąt dwa lata.

Budka eutanazyjna numer sześćdziesiąt pięć za czterdzieści pięć dni. Pawilon K, drugie piętro.

A do kogo mam się zgłosić w sprawie odroczenia?

Chce pan złożyć wniosek o odroczenie…?

Tak.

Na pewno?

Tak.

Na jakiej podstawie?

Nie chcę jeszcze umierać i…

Proszę pana, nikt nie chce umierać, ale umrzemy wszyscy, nie da się tego uniknąć. Lepiej się do tego przygotować zamiast marudzić. Ma pan czterdzieści pięć dni na przygotowanie się. Mało? Po co panu składanie wniosku o odroczenie? Chce pan przeciągnąć nieuniknione? Nie chce pan odejść godnie?

Sam nie wiem, ale…

Panie, mam za panem kolejkę stu dziewiętnastu starców do obsłużenia! Myśli pan, że dobranie odpowiedniego przydziału budek eutanazyjnych to łatwa robota? Nie, pan myśli tylko o sobie. „Ja i moje potrzeby”. „Ja i mój czubek nosa”. Blokujesz pan kolejkę tym wszystkim za panem.

Rozumiem, ale wolno mi przecież ubiegać się o odroczenie, prawda…?

Na jakiej podstawie? Proszę skupić się nad odpowiedzią. Muszę wypełnić dla pana kartę podania o wydanie wniosku o odroczenie.

Starzec zaczerpnął głęboko powietrza, po czym wyrecytował niezbyt głośno:

Wiem, że jestem już stary, ale nie chcę jeszcze odchodzić. Nie czuję się jeszcze całkiem bezużyteczny. Myślę, że jeszcze mógłbym dać coś z siebie światu…

Jest pan gotów zrezygnować z podstawowego minimalnego świadczenia socjalnego dla osób starych i wrócić do pracy?

Zrezygnować z całego świadczenia minimalnego to raczej nie, ale może z części, a resztę sobie dorobić… Do jakiej pracy? Co tam ma pan ciekawego w rejestrze wakatów?

Aktualnie jest wolna jedna czwarta etatu na stanowisku: konserwator powierzchni płaskich w sektorze eutanazyjnym B.

Co się robi w tej pracy?

Dostajesz pan papierowy fartuch ekologiczny z makulatury z papieru toaletowego oraz narzędzia wielorazowego użytku, to jest dwie szmaty, mokrą i suchą, i sprzątasz pan budki eutanazyjne z resztek…

Nieeee, dziękuję, wolę zachować świadczenie socjalne. Minimalne. Więcej mi nie trzeba. Mam małe potrzeby życiowe.

Czyli nie chce pan do pracy?

Nie…

To na jakiej podstawie mam wydać panu wniosek o wydanie wniosku o odroczenie?

Jak wspomniałem, nie czuję się bezużyteczny i…

Skoro do pracy nie, to może wnuki pan ma?

Nie, nie mam żadnej rodziny…

To po co panu odroczenie?! Myślisz pan, że kto się panem zajmie, jak w czasie odroczenia dostaniesz pan grypy albo zwichniesz pan nogę w kostce?!

Mam przecież ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Całe życie ciężko pracowałem i odciągano mi z pensji regularne składki na wszystkie rodzaje obowiązkowych ubezpieczeń. Na starcze świadczenie socjalne minimalne przeszedłem dopiero cztery lata temu. Przepracowałem sześćdziesiąt lat. Poza tym rzadko choruję. Ostatnią grypę przechodziłem pięć lat temu. Staram się też gimnastykować co rano…

Proszę pana, w pana wieku nigdy nic nie wiadomo. Przydział budki eutanazyjnej jest dla pana dobra. Budka gwarantuje panu bezbolesne odejście z godnością i honorem. A jakby pan się odroczył i rozchorował w międzyczasie czy miał wypadek jakiś, to szpitale są przepełnione. Nikt panu nie pomoże. Sam pan siebie narażasz na niebezpieczeństwo. No ale to pana decyzja, dobrze… Tylko na jakiej konkretnie podstawie mam panu wypisać wniosek o wydanie wniosku o odroczenie? Skup się pan, naprawdę nie mam dla pana całego dnia! Jeśli do pracy nie, wnuków do opiekowania się pan nie ma, to…

Będę sobie cichutko siedział w domu, nie będę nikomu przeszkadzał! Sąsiedzi nawet nie zauważą, że nadal żyję!

Taaaaak – zaśmiał się urzędnik – tak się ładnie mówi. Balkon pan ma?

Tak, mam balkonowy występnik o wymiarach osiemdziesiąt centymetrów na osiemdziesiąt.

Jeśli pan chce, to mogę panu wpisać do karty podania o wydanie wniosku o odroczenie, że prosi pan o eliminację występnika balkonowego. Przyjedzie ekipa i zabetonuje panu drzwi balkonowe. Rozumie pan: jeśli wniosek o odroczenie zostanie panu wydany, a sam wniosek pozytywnie rozpatrzony, nie może pan przesiadywać sobie na balkonie i narażać sąsiadów na swój widok. Wokół pana mieszkają młodzi ludzie, ci wszyscy ludzie muszą żyć i chodzić do pracy, nie można ich narażać na demotywujące przykre widoki starczej obwisłej skóry i…

Rozumiem oczywiście… Proszę wpisać do mojej karty podania z prośbą o wydanie wniosku o odroczenie, że rezygnuję z balkonu i zobowiązuję się siedzieć cichutko w domu, nie rzucać się w oczy, nie przeszkadzać swoją obecnością… Słowem, będę żył tak, jakbym nie żył.

To po co panu takie życie? Nie lepiej zakończyć ten cały cyrk z wypełnianiem karty podania o wydanie wniosku o odroczenie i spokojnie skorzystać z przydziału budki eutanazyjnej?

Tak, tak byłoby prościej, tylko że ja… Ja nie chcę jeszcze umierać. Nie jestem gotowy.

To co pan będzie robił w zabetonowanym mieszkaniu do naturalnej śmierci? Zdaje pan sobie sprawę, że naturalny proces umierania może panu zająć tydzień, a może i dziesięć lat? Że nie da się tego przewidzieć?

Tak, wiem, ale przecież zawsze mogę zgłosić się tu do pana po nowy przydział budki, prawda?

Rzecz jasna tak, ale… Nie lepiej od razu dzisiaj zabukować sobie ten przydział, który panu zaproponowałem? Może przez te czterdzieści pięć dni zmieni pan zdanie i pogodzi się z wyznaczoną datą śmierci?

Trudno powiedzieć, wie pan, ale… Ja po prostu nie chcę tego przydziału…

Oświadcza pan zatem, że chce pan żyć i że jest pan w pełni świadom podejmowanego przez siebie ryzyka poniesienia śmierci naturalnej, nieprzewidywalnej pod względem daty i przebiegu, tak?

Tak.

Proszę pana, czy pan to naprawdę rozumie? Jeśli pan się uprze i wydam panu tę kartę podania o wydanie wniosku o odroczenie, to to będzie pana pierwszy krok w stronę śmierci kompletnie nieprzewidywalnej, której nie da się w żaden sposób zaplanować ani zorganizować… Oczywiście to jeszcze wcale nie znaczy, że sam wniosek o odroczenie zostanie panu wydany i że będzie pan mógł go złożyć, ale załóżmy, że tak, i że pana wniosek zostanie pomyślnie dla pana rozpatrzony, chociaż wątpię, bo słabe argumenty merytoryczne pan wykazuje, no ale załóżmy, że procedura eutanazyjna pójdzie po pana myśli i dostanie pan to odroczenie. I wtedy co? Będzie pan żył tak, jakby pana wcale nie było, i będzie pan czekał na to, co nieuniknione, nie wiadomo ile czasu. Na pewno pan tego chce?

Tak, na pewno. Jestem w pełni świadomy wszystkich konsekwencji tego wyboru osobistego i chcę go dokonać. Nie chcę wiedzieć, kiedy umrę. I nie chcę wiedzieć, jak umrę.

To jak pan zamierza przygotować się na śmierć? Po co panu ten dodatkowy przydział czasu? Dlaczego tych czterdzieści pięć dni to dla pana za mało?

Proszę pana, trudno to wytłumaczyć komuś, kto jeszcze nie zaznał starości… Po prostu nie chcę jeszcze umierać. Chcę żyć. Nawet jeśli ta reszta mojego życia będzie bez znaczenia, dla mnie ma ona znaczenie. Chcę żyć… Chcę rozmyślać o tym, co mnie w życiu spotkało. Chcę wyciągnąć z tych przemyśleń wnioski. Nie mam pojęcia, dokąd te wnioski mnie zaprowadzą. Może donikąd, to prawda, istnieje takie ryzyko… ale ja chcę podjąć to ryzyko. Nie chcę jeszcze odchodzić, czuję, że wciąż mam w sobie miłość do świata i ludzi, i ciekawość świata ciągle jest we mnie żywa, i nawet jeśli dla wszystkich poza mną te moje myśli i uczucia są bez sensu, to ja chcę je przeżyć do końca i

Proszę, oto pana podanie o wydanie wniosku o odroczenie. Proszę się z tym udać do pokoju dwieście dwa. To w tym budynku. Schodami na ósme piętro.

Schodami na ósme piętro…?

Trochę za wysoko, co? – zaśmiał się urzędnik. – Kości już nie te, no nie?

Nie, tak… – zmieszał się starzec. – Poradzę sobie, dziękuję.

Obrócił się na pięcie i już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał za plecami:

W pokoju dwieście dwa zostanie panu zmierzone ciśnienie i tętno. Jeśli okażą się za wysokie, wniosek o odroczenie nie zostanie panu wydany.

Starzec zamienił się w słup soli, po chwili jednak odzyskał wigor i spojrzał na urzędnika przez ramię.

Po to te schody bez windy, tak? Nie otrzymam żadnego wniosku o odroczenie, prawda?

Chce pan zrezygnować z tego podania o wydanie wniosku o odroczenie i skorzystać z przydziału budki eutanazyjnej za czterdzieści pięć dni? Przecież pan wie, że to dla pańskiego dobra. Że nie ma lepszej drogi.

Zapadło milczenie przepełnione nieznośnie smutnym napięciem.

Nie, dziękuję. Pójdę tymi schodami, choćbym miał paść na nich trupem.

Dziwny pan jest – skwitował urzędnik. – Żeby wyrzekać się komfortowego przydziału budki eutanazyjnej na rzecz jakiegoś zawału czy czegoś na jakichś głupich schodach, to trzeba być…

– …głupim, bo starym, nieprawdaż? Czy nie to chciał mi pan powiedzieć? – Starzec popatrzył urzędnikowi głęboko w oczy. – I wie pan co? – ciągnął z przekonaniem. – Być może rzeczywiście jestem głupi, ale to nie pana sprawa! Zamierzam wejść tymi schodami, bo to moje schody są, moja wspinaczka! I choćby z góry była żałośnie przegrana, mam prawo ją podjąć! Bo to moje życie jest, moje do końca i w każdych warunkach, a panu nic do tego!

Justyna Karolak

Ilustracja – Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (6)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Wcale nie trzeba dużej wyobraźni, by poczuć klimat tego opowiadania. Módlmy się (jak kto chce i potrafi), aby pozostało to tylko opowiadaniem a nie rzeczywistością. Justyna użyła przykładu świąt. A co się dzieje w rzeczywistości w sezonie urlopowym? O tempora, o mores!

    • To prawda: święta wspomniane przez Justynę stanowią tu pewien wyrazisty symbol tego, co dzieje się z rodzinami, z relacjami międzypokoleniowymi – wakacje, sezony urlopowe letnie, o których z kolei Ty wspominasz, to kolejny element tej ponurej i naszym zdaniem skłaniającej do refleksji układanki… Dziękujemy za komentarz 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.