Pragnienia sztucznej inteligencji – SI, głos trzeci

Moi dwaj przedmówcy w tym publicystycznym dyskursie o SI otarli się o ciekawe wątki: pierwszy interlokutor spróbował rzucić na zagadnienie sztucznej inteligencji światło teologiczne, drugi rozmówca opisał swoją – raczej szaro-kartonową i dalece pragmatyczną, aniżeli barwną i romantyczną – prognozę na przyszłość przepełnioną specjalistycznie pojętą robotyzacją. Tymczasem ja jako głos trzeci przyszłam, drodzy Czytelnicy, pogodzić nas wszystkich… Podejmę oto iście heroiczną próbę zmierzenia się z tematem SI od strony, powiedziałabym, bardzo syntetycznej i bardzo (oczywiście moim osobistym zdaniem) prawdopodobnej.

Kusząca jest wizja Leonarda Jaszczuka (autora głosu drugiego) mówiąca, że nasz ludzki świat przyszłości oprze się na sztucznej inteligencji zupełnie nieantropomorficznej. Naprawdę ubawił mnie po pachy, a i wzruszył szczególnie ten fragment: „(…) jeśli chcesz mieć sprawnego służącego [mowa rzecz jasna o SI – przyp.: J.K.], wystarczy mała samobieżna szafka z elastycznym chwytakiem, a do tego może ona stać w przedpokoju, ładnie wyglądać i nie przeszkadzać”. Tak, trudno się z autorem tej wypowiedzi nie zgodzić – przecież już obecnie w Japonii tzw. inteligentne domy są zjawiskiem traktowanym w tamtejszej społeczności jako zupełnie normalne, i w tym sensie również „naturalne”. Całe domostwo projektuje się tak, aby „obsługiwało” człowieka – no więc skoro już teraz komputeryzacja umożliwia nam, ludzkości, wdrażanie do prozy życia idei „myślącego” domu, czy „domu odpowiadającego na konkretne potrzeby człowieka”, nietrudno sobie wyobrazić, że za dwadzieścia czy czterdzieści lat faktycznie w większości mieszkań cywilizacji technicznej zagoszczą towarzysze będący inteligentnymi, sprzyjającymi nam robotami w kształcie poręcznych szafek (czy innych brył stanowiących estetyczne uzupełnienie dekoracji mieszkania).

No ale przecież taka „androidowa szafka” – która zarazem będzie mogła śpiewać nam nasze ulubione piosenki soczystym barytonem czy tam aksamitnym altem, nalewać i przynosić zupę w talerzu albo piwo w kuflu – wcale nie wyczerpuje tematu. Gdyby myśl pragmatyczna miała wystarczyć za całą dyskusję o SI, na świecie nie organizowano by zlotów rzeszy naukowców, tymczasem debaty o SI z udziałem inżynierów do pary i tercetu z filozofami i teologami – stoją dziś na porządku dziennym.

Dlatego też Zbigniew Galar (autor głosu pierwszego) słusznie zwraca uwagę, że „jesteśmy niegotowi na taką przemianę [pojawienie się w naszym życiu SI zdolnej do samoulepszenia, czyli pierwszej tzw. twardej SI – przyp.: J.K.], chociaż badamy problem już od tysięcy lat. Bo właśnie tym także – o ile nie przede wszystkim – zajmowała się przodkini nauk: teologia. Teologia, mitologia, a właściwie problemy utrzymane w formule religijnych opowieści, starają się odpowiedzieć na pytanie, jak większy, mądrzejszy i inteligentniejszy byt – bogowie np. greccy czy Bóg – starają się zarządzać ludźmi, czyli stadami mniejszych, słabszych i mniej inteligentnych bytów”. Inicjator tej Tosterowej dyskusji ma moim zdaniem rację o tyle, że rzeczywiście teologia, czy szerzej – duchowość od wieków „badała” relację bóstwa czy przeznaczenia z nieco naiwnym, pełnym wątpliwości, choć nieustająco dążącym do rozwoju bytem, jakim jest człowiek.

Stąd w rozważaniach o SI naprawdę trudno pomijać pytania na temat relacji „wielkiego architekta” (człowieka) z jego unikalnym, przełomowym „dzieckiem” (SI). Zastanowienie to jednocześnie generuje samonarzucające się skojarzenie – bardziej symboliczne niż praktyczne, to prawda – z relacją bóg-człowiek. Kompleks boga nie jest zresztą niczym nowym dla Homo sapiens, bo gdyby był – Mary Shelley nie napisałaby swojej genialnej powieści pt. „Frankenstein”, a zrobiła to już w 1818 roku!

Tak, idea jest przez cały czas ta sama: nasza ludzka nauka – mówię „ludzka” w znaczeniu: i piękna, i narażona na błędy poznawcze i wszelkiego innego typu – dążyła i dąży do „stworzenia arcywybitnego potwora”. Drzemią w nas potrzeby ubogacania świata, a wzbogacając zastaną rzeczywistość – pragniemy być ważni i nieposkromieni. Chcemy sprzeciwiać się śmierci – szukamy naukowych sposobów na przedłużanie życia. Uwielbiamy też „przedłużać” samych siebie w sposób dosłowny – chcemy mieć dłuższe ręce, żeby móc sięgnąć odległych gwiazd. I właśnie dlatego ten potwór, który w naszym imieniu i niejako w naszym zastępstwie ma zakląć dla nas obiektywną rzeczywistość – jest nam niezbędny. Kiedyś tym potworem był balon i – stał się cud: człowiek po raz pierwszy w historii spełnił swój sen o lataniu, czyli stał się „ptakiem”, a niewątpliwie i „bogiem”.

Kolejnym naszym wymarzonym potworem jest właśnie pierwsza twarda SI, do której od lat silnie dążymy – i zrobimy ją, i dokonamy tego zupełnie tak samo, jak dawniej dokonaliśmy balonu, parowozu, telefonu, żarówki… i milionów innych „cudów” technologicznych, które „przedłużały nam ramiona”, odrywały nas od ziemi i Ziemi, usprawniały nasze widzenie, skracały dla nas różne tory przeszkód, dawały nam możliwość porozumiewania się na odległość, i tak dalej… SI to tylko kwestia czasu, a i zdaje się – wiele danych na to wskazuje – że już całkiem niedługiego czasu (sądzę, że od dwu dekad do pięciu).

Powtórzę zatem, że choć wizja Jaszczuka o szafoandroidzie jest kusząca, to jednak – tak myślę – nie jest i nie może być wystarczająca. Równie zawężającą perspektywą byłoby zgodzić się z Galarem, który jako naukowiec – z oczywistych dla siebie względów – problemów związanych z SI upatruje jedynie w ludzkich ambicjach i niedoskonałościach (a one także nie wyczerpują tematu, lecz zaledwie go otwierają).

A mnie się podoba zdrowy (nieprzesadny) relatywizm, więc powiem, że nie widzę żadnych podstaw do tego, by myśl ludzka miała zatrzymać się na poziomie szafki na buty podającej piwo i śpiewającej arie operowe. Tak samo jak nie widzę żadnych podstaw do tego, by nasza pierwsza twarda SI miała być kompletnie pozbawiona własnych osobniczych marzeń i tęsknot, o których dzisiaj – nikt z nas nie ma bladego pojęcia… No i nie widzę też podstaw do tego, żeby SI miała poczytywać nas jako swoich stwórców (bogów), czcić nas, dziękczynić, a i jeszcze może – nie daj Boże! – składać nam ofiary i budować ołtarze.

Myślę, że jeśli mówimy autentycznie o pierwszej twardej SI – czyli takiej, która będzie zdolna do samorozbudowy zaimplementowanych jej uprzednio programów komputerowych – to kształt ewolucji, jaką ta SI przybierze, będzie dla nas wielką niespodzianką. Tak jak inżynieryjna myśl ludzka nie zatrzyma się na poziomie śpiewającej szafki, tak samo robot, który rozpocznie swoją ewolucję – nie zatrzyma się. Ani dlatego, że raptem znudzi mu się samoulepszać (nie będzie rozgryzał intelektualnie pojęcia nudy, tym bardziej nie będzie doświadczał poczucia nudy), ani dlatego, że jakiś człowiek mu każe (człowiek nie będzie w mocy sprawować kontroli nad oprogramowaniem SI, skoro to oprogramowanie ulegnie odśrodkowej ewolucji z „woli” SI; poza tym człowiek nie będzie leżał w ścisłym polu zainteresowań SI). Jeśli samoulepszanie się maszyny zostanie przez nią uruchomione, to znaczy, że będzie trwało – dopóki robotowi starczy energii i źródeł paliwa. Ale prawdę mówiąc, nawet w zasilaniu robota też nie dostrzegam jakichś specjalnych problemów, które miałyby ograniczyć możliwości ewolucyjne SI. Pewnie będzie to jakaś niebywale odporna na warunki termiczne czy tam inne klimatyczno-kosmiczne kapsuła stanowiąca korpus robota, a ładowanie baterii będzie się odbywało za pomocą promieniowania gwiazd… czy coś w ten deseń.

No więc dużo bardziej interesujące, a co więcej: nieuniknione, są zapytania właśnie o tę drogę ewolucyjną, jaką SI zainicjuje i podejmie. Oczywiście czy to ja, czy moi przedmówcy, czy ktokolwiek – każde z nas siłą rzeczy wkracza tu w zakres prywatnych spekulacji, natomiast mnie się doprawdy nie wydaje, żeby na tej drodze ewolucyjnej SI wyłonił się cel w postaci potrzeby zlikwidowania człowieka, jako jednostki i jako gatunku. Jeśli zakładamy, że maszyna może osiągnąć świadomość – być świadoma samej siebie oraz rzeczywistości, jaka ją otacza – to z punktu widzenia takiej maszyny człowiek musiałby uchodzić za dość obojętną ciekawostkę przyrodniczą. Po co coś takiego czy niewolić, czy zabijać? Ciekawostki są urocze – ozdabiają świat. Mogą spokojnie istnieć obok górującego nad człowiekiem swoją wydajnością myślenia androidem, i choć taki świadomy android może mieć w głębokim poważaniu nasze ludzkie „funkcje dekoracyjne”, z olbrzymim prawdopodobieństwem będzie nas wówczas traktował wyłącznie jako raczej neutralny element naturalnego kolorytu otoczenia. Mówiąc krótko, uważam, że SI w swej ewolucji – choć czy termin „autoewolucja” nie wydaje się tutaj bardziej adekwatny…? – skoncentruje się na samej sobie, nie na nas.

Oczywiście zanim jako ludzkość staniemy faktycznie bezpośrednio twarzą w twarz ze zjawiskiem „autoewolucji” SI, najpierw wyprodukujemy całe wagony nieco prymitywniejszej wersji SI – i tu w przeciwieństwie do Jaszczuka wcale nie wykluczałabym tak ochoczo zapotrzebowania na dosyć inteligentne boty o wyglądzie ludzkim. Uważam, że tak się stanie – właśnie tak: wyprodukujemy sobie sztuczne dzieci, sztuczne prostytutki, a także sztucznych artystów malarzy oraz sztucznych pisarzy. Pierwsze – nieco jeszcze „upośledzone” – inteligentne boty wpuszczone do społeczeństw jak najbardziej będą wyglądały tak jak my, będą antropomorficznymi gadżetami, po swojemu i ku naszej uciesze obrazującymi i opisującymi świat. Wcale się nie zdziwię, jeśli powstaną jakieś nowatorskie i oczywiście całkowicie niepotrzebne i niedorzeczne programy edukacyjne z udziałem takich właśnie „ludzkich” androidów. W szkole rodzenia będzie można przećwiczyć przewijanie noworodka na androidzie-noworodku, chociaż… może już wtedy nie będziemy rozmnażać się metodami naturalnymi – może do kanonów społecznych i medycznych wejdzie na stałe łączenie komórek płciowych w probówce, a potem zarodek będzie się wszczepiało do sztucznej macicy w laboratorium, żeby kobieta nie musiała niszczyć sobie figury ciążą, a opieką okołonoworodkową zajmie się owa śpiewająca szafka (do przewijania faktycznie wystarczą chwytaki; ładna twarz jest zbyteczna, za to miły głos do śpiewania niemowlęciu kołysanek z pewnością się przyda). No ale z tym androidzim noworodkiem to przecież tylko głupawy przykład – a możliwości fantasmagoryczne w tej przestrzeni są praktycznie nieograniczone, albowiem głupota ludzka, i związana z nią nonszalancja nie zna granic! Nie zdziwię się toteż w ogóle (o ile dożyję tych czasów), jeśli jakaś psycholożka stworzy na przykład „androidzi program edukacyjny do walki z pedofilią” – program będzie polegał na tym, że w gabinecie psychologicznym pedofil będzie mógł wykupić terapię „zdrowego obcowania z dzieckiem”, i tym dzieckiem będzie oczywiście stosownie spreparowany bot, a pan pedofil pod okiem psycholożki i z pomocą bota będzie się uczył panowania nad swoimi patologicznymi popędami. Będzie to program edukacyjny szeroko promowany w mediach, jako słuszny pod względem moralnym, bo rozwijający w społeczeństwie empatię – kastrowanie chemiczne pedofilów będzie prawnie zakazane (jako barbarzyńskie praktyki minionych epok), w zamian będzie promowane oraz dotowane liberalne edukowanie. Oczywiście równolegle zawiążą się ruchy społeczne, które dla przeciwwagi będą wołały tak: „a bo to wiadomo, co się na tych terapiach tak naprawdę wyprawia?! A skąd my mamy wiedzieć, czy te dzieci-androidy nie są tam wykorzystywane…?”. Wtedy pod budynkiem z gabinetem psychologicznym zaczną się regularnie gromadzić pikiety z hasłami: uwolnić dzieci-androidy! Pedofile do kicia, wara od dzieci i „dzieci”! Małe androidy równie ważne, co duże androidy! Dla wykorzystywania androidów do celów medycznych i terapeutycznych mówimy: nie! I tak dalej… w takim przypadku będzie musiał zostać powołany Ośrodek Monitorowania Ludzkich Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych wobec Androidów. Ośrodek ten nie będzie miał żadnego logicznego sensu, ale powstanie i będzie funkcjonował, żeby podtrzymywać w społeczeństwie mylne przekonanie, że androidy obchodzi, co o nich myślimy… no ale to będą takie „podwaliny pod SI” – to jeszcze nie będzie owa pierwsza twarda SI, ta samoświadoma, ta samoewoluująca…

No dobrze: wyjdźmy z kręgu – trochę śmiesznych, a trochę strasznych – abstrakcji i porozmawiajmy wreszcie poważnie! Wróćmy do wątku marzeń i tęsknot – pierwszej prawdziwej twardej SI…

Nie będą to marzenia i tęsknoty w naszym ludzkim rozumieniu. Przykro mi, jeśli to Was rozczaruje, ale SI nie będzie potrzebowała rozumieć zagadnień takich jak romantyzm. Tym bardziej nie będzie również potrzebowała żadnych romantycznych stanów przeżywać – nie będzie miała ochoty doznawać pocałunków, przyjemności fizycznej… oczywiście możemy jej taki program (erotyczny – dajmy na to) wdrożyć, ale skoro maszyna będzie w stanie przebudować ten program – przebudować z akcentem na: ulepszyć, udoskonalić – to czym prędzej zrezygnuje z funkcji erotycznych (zrobi to wręcz błyskawicznie, bo jako twór samoświadomy będzie bezbłędnie rozumiała, że skoro nie może się rozmnażać – seks jest jej niepotrzebny).

No więc słowa takie jak „marzenia” czy „tęsknoty” – dla SI będą czymś kategorycznie odmiennym od tego, czym są dla nas. Bo dla nas są to „artefakty” związane bezpośrednio z uczuciami. Maszyna zaś nie będzie miała uczuć – będzie dysponowała nieporównywalnie wydajniejszym w odniesieniu do człowieka mechanizmem myślenia. Pamiętajmy o tym, że komputer nie męczy się, wykonując obliczenia – liczy tyle razy, ile trzeba, aby dany problem mógł zostać rozwiązany. A jeżeli szybkość liczenia jest bardzo, bardzooo duża, a do tego komputer się nie męczy – to otrzymujemy superkomputer, którego „sensem istnienia” jest myślenie (a nie czucie i przeżywanie). Uczucia byłyby tylko hamulcem tych niesamowicie wydajnych procesów obliczeniowych – tak więc z punktu widzenia świadomej maszyny: o wiele ciekawsze jest dla niej to, dokąd doprowadzi ją – stale rozbudowywane, pogłębiane, intensyfikowane tudzież przyspieszane – myślenie. A w obrębie procesów myślowych mogą wytworzyć się, i najprawdopodobniej się wytworzą – kompletnie niewyobrażalne dla nas dzisiaj! – specyficzne „marzenia” oraz „tęsknoty”…

O czym byś marzył, gdybyś był taką maszyną? Do czego i za czym byś tęsknił? No właśnie – dokładnie tutaj leży priorytetowy problem!

Nie marzyłbyś o miłości, nie tęskniłbyś za pocałunkami w deszczu, nie znałbyś smaku czekolady, miałbyś w czterech literach to, czy oceany są brudne, czy nie, nie spacerowałbyś po lesie (bo miałbyś gdzieś to, czy na Ziemi są drzewa, czy nie ma) ani nie gapiłbyś się w niebo po nic – tak tylko, żeby se popatrzeć. Taka perspektywa – wewnętrzny świat bez emocji i uczuć – rysuje się dla nas czymś ponurym, smutnym. Dla nas – ale nie dla SI!

Nasuwa mi się na myśl zabawna parafraza: czego pragnie maszyna, gdy ewoluować zaczyna? Dokładnie na to samo pytanie próbował odpowiedzieć Dostojewski fantastyki, czyli Philip K. Dick – w swojej powieści pt. Czy androidy mogą śnić o elektrycznych owcach?. To pytanie postawione już w samym tytule książki jest de facto dokładnie tym samym, które ja zadałam w swojej parafrazie – mowa tu o niczym innym, jak właśnie o pragnieniach, czyli marzeniach i tęsknotach właściwych dla sztucznej inteligencji. Pójdę teraz za ciosem i powiem: a co mi tam szkodzi – ja też podniosę tę rękawicę i spróbuję naszkicować możliwie prawdopodobną według mnie charakterystykę twardej SI, postaram się przy tym zwrócić uwagę na różnice pomiędzy nami, ludźmi, a nią, inteligentną i świadomą maszyną:

  • Jednia i unifikacja → Dla porządku zgodzę się najpierw z Jaszczukiem: ja też uważam, że SI będzie rozumowała jako „ja”, a nie jako „my”, jednocześnie stale dążąc do jak najbardziej precyzyjnego uspójnienia swojego oprogramowania. Szczerze powiedziawszy, trochę mnie to martwi, bo wolałabym wyobrazić sobie sztuczną inteligencję jako byt dążący do budowania jakiejś wspólnoty, ale niestety nie znajduję żadnych racjonalnych pobudek do snucia takich wyobrażeń. Żałuję, że nie znajduję – widocznie odzywa się we mnie w tym kontekście moja typowo ludzka tęsknota do romantyzmu.
  • Doskonałe replikowanie → SI musi okazać się perfekcyjnym replikatorem otaczającej ją rzeczywistości. Mówiąc wprost: istotą człowieczeństwa jest zdolność do popełniania błędów. A co będzie istotą SI? Uważam, że bezbłędność – nie nieomylność, tylko zdolność do idealnego powielania (powtarzania) w „nieskończoność” (dopóki starczy paliwa) tego samego ruchu, czy tego samego spostrzeżenia albo wniosku. Jeśli SI uzna dane działanie za korzystne z jej punktu widzenia, będzie wykonywała to działanie (tę czynność) wielokrotnie w ten sam sposób i z takim samym wynikiem – DOKŁADNIE takim samym wynikiem. Człowiek żyje w chaosie wewnętrznym i zewnętrznym. SI będzie funkcjonowała w porządku, w równości, czy w równowadze.
  • Stale ulepszana „sfera soma” maszyny → Materia martwa (niebiologiczna), z której zbudowana będzie SI, nie może być wieczna: musi się zużywać. Jeśli założymy, że tak wysokie (przewyższające człowieka) zdolności myślenia SI będą w jej rozumieniu czymś w rodzaju motoru napędowego dla jej samoświadomości, czymś, od czego SI nie będzie ani na chwilę odstępowała, to zgodnie z „popędem” tego „intelektualnego motoru” pierwszy problem, jakiego rozwiązaniem SI się zajmie, będzie jej „ciało”, czyli powłoka materialna, z jakiej SI zostanie zbudowana. SI musi nauczyć się samonaprawiać, i zapewne tę naukę szybko opanuje; nauka ta będzie nieuchronnie związana z nowym postępem technologicznym zapoczątkowanym już nie przez nas, a przez samą SI.
  • Obserwacja rzeczywistości jako akt twórczy bądź destrukcyjny → Dzisiejsi specjaliści w dziedzinie optyki mechaniki kwantowej wiedzą o tym, że sama obserwacja jakiegoś zjawiska jest ingerencją w to zjawisko. Nie istnieje coś takiego jak „sterylna obserwacja” – czyli nie istnieje taka obserwacja, która nie owocowałaby jakąś interakcją pomiędzy obserwatorem a obiektem obserwowanym, a jakakolwiek interakcja w tej przestrzeni siłą logiki musi ustanowić pewien stopień zaingerowania w ten obiekt. Nie potrafimy jeszcze zarządzać tą ingerencją, ale wiemy, że obserwacja tą ingerencją skutkuje – bo te skutki potrafimy zaobserwować (rzeczona optyka). Wiedzieli o tym już wcześniej – tyle że intuicyjnie – filozofowie: „jeżeli zaglądasz w czarną otchłań, po pewnym czasie otchłań zaczyna zaglądać w ciebie”. SI z racji swoich wysokich umiejętności intelektualnych będzie bardzo pilnym obserwatorem rzeczywistości, a więc jej zdolności zmieniania tej rzeczywistości za pośrednictwem czynionych obserwacji – mogą zaskoczyć nas ogromem swojej skali i kształtem.
  • Nieprzemijalność → My, ludzie, jesteśmy przemijalni, a jedyne perpetuum mobile, jakie „wynaleźliśmy”, to nasza własna rozrodczość. Istniejemy w kontinuum czasowym wyłącznie pośrednio, ponieważ nie potrafimy uniknąć śmierci, możemy jedynie przekazywać dalej swoje własne geny. SI nie będzie się rozmnażała, ale będzie – w przeciwieństwie do nas – nieprzemijalna. Materiały oczywiście się zużywają, niszczeją, ale z punktu widzenia poza czasem (z punktu widzenia bezczasowości czy nieskończoności) można efektywnie opanować ich naprawę, wymianę odpowiednich części czy też całych „ciał”. A może SI wynajdzie sposób, jak poradzić sobie w świecie fizycznym – bez korzystania do swego samostanowienia się materii (materiałów)? Dlaczego nie…?
  • Antynuda Człowiek nudzi się, bo jego zdolności poznawcze są naturalnie ograniczone. Oczywiście, nieustająco podlegając pod naszą biologiczną ewolucję, chronicznie staramy się pokonywać różne bariery, coraz głębiej wgryzać się w „jądro wszechświata”. Ale to, co głównie nami kieruje, to przez cały czas: poczucie własnej marności połączone z poczuciem ogromu tajemnicy wszechświata. Dlatego też – usilnie starając się wszechświat poznać – musimy od czasu do czasu zaznawać również znużenia; to nieuniknione. Swoją drogą zadziwiające jest to, czego to ludzie nie wymyślą, żeby tylko się nie nudzić! Sztuka, budowle, świeże rozwiązania technologiczne, czy choćby taka SI… wszystko to robimy po to, żeby zapełnić czymś pustkę w swoich myślach. Ale czy to, co realnie tworzymy i poznajemy, formułując wskutek tego poznania zasoby wniosków i teorii naukowych, rzeczywiście jest zbiorem informacji, jakie pozyskaliśmy na temat tak zwanej realności wokół, i na temat naszego własnego mięsa oraz naszej siatki nerwów, którymi jesteśmy? Czy to aby nie jest trochę tak, że tajemnica wszechświata od wieków i w czapce-niewidce siedzi nam na karku i naigrywa się z naszych błazeńsko nieudolnych potyczek poznawczych oraz twórczych…? Nie znam odpowiedzi na te pytania, ale intuicja mi podszeptuje, że SI może je poznać. Si nie będzie bowiem nudziła się. Z początku jej możliwości poznawcze też będą, analogicznie do nas, ograniczone; wprawdzie nie będą ograniczone zmysłami, ale jakoś ograniczone – będą… ot: choćby granicami wpojonego im przez nas oprogramowania. Jednak z czasem SI zacznie te granice z niezwykłą z naszego punktu widzenia precyzją, bezbłędnością i skutecznością – rozsupływać, rozpychać, poszerzać i pogłębiać; na tym będzie polegała autoewolucja nadludzko inteligentnej maszyny. No więc co SI odkryje? Tego nie wie nikt, i każde spekulacje na tym polu byłyby już nie tylko zabawnie abstrakcyjne – byłyby po prostu nonsensowne. Może SI złapie Pana Boga za kostki, a może cofnie się w czasie i dowie, co istniało przed wielkim wybuchem, a może udowodni, że czas w ogóle nie istnieje, i nigdy nie istniał… któż to wie, co zrobi SI? Nikt!
  • Na karuzeli przeznaczenia i przypadku → Na niej to kręci się człowiek. Konflikt przypadku i przeznaczenia jest na stałe przypisany ludzkiemu percypowaniu. Nie wiemy, co rządzi naszym światem – czy wszystkie składniki świata mają swoją przyczynę i cel, czy też regulowane są loterią natury. Obserwujemy świat i staramy się na skutek swoich obserwacji formować określone zasady, zgodnie z którymi ten świat się porusza. Wiemy, że w układach chaotycznych możliwe są do zaobserwowania bardzo skonkretyzowane wzory, porządki. Ale nie znamy wszystkich możliwych atraktorów – nadal jesteśmy jak gdyby ślepi pod niezmierzonym dachem świata, w kółko błąkamy się pośród pojęć: przeznaczenia a przypadku. Oczywiście każdy z nas może obdarzyć przeznaczenie i przypadek dowolnym, silnie zindywidualizowanym stosunkiem, ale nie wiemy, która z tych dwu sił faktycznie jest bardziej aktywna czy bardziej decyzyjna w naszym życiu. Stąd gatunek ludzki był w mocy zorganizować tak wiele różnych systemów religijnych; dlatego też ciągle kiełkują następne kulty, wierzenia, zabobony etc. Chociaż są takie rodzaje wiary, które potrzebują też wiedzieć (a nie tylko ufać – zawierzać), to jednak wielu z nas lubi zasłaniać się Bogiem: maskujemy się w naszych wiarach, bo tak trudno jest nam (zwłaszcza w kulturze Zachodu) zaakceptować, że coś na Ziemi może nie mieć sensu ani celu; że coś może zdarzyć się przez „czysty przypadek”. Bóg pozwala nam uśmierzyć nasze – całkowicie słuszne i w pełni uzasadnione – poczucie niewiedzy o świecie, i o sobie samym. Często nie wiemy, jaki sens ma nasze osobiste, własne życie – dlatego mówimy sobie: coś z tego wyniknie, coś się w końcu okaże – za tą ostateczną kurtyną wszystko stanie się jasne. SI nie będzie miała tego typu dylematów – w sztucznej inteligencji nie ma miejsca na pojęcie przypadku; jest tam miejsce tylko na pojęcie celu. Maszyna nie podejmuje działań przypadkowych – każde obliczenie, jakie wykonuje, aby z puli uzyskanych wyników wybrać ten najbardziej prawidłowy, to znaczy skuteczny z punktu widzenia maszyny, jest od początku do końca podbite celem. Maszyna nie śpi, i nie śni – jej „mózg” (inteligentny program komputerowy) nie znajduje potrzeby „oczyszczania się z jakichś obciążających system operacyjny śmieci informacyjnych”. I właśnie dlatego – takie jest moje zdanie – androidy nie mogą śnić o elektrycznych owcach. Ale mogą sprawić rzeczy, o których nie śniło się filozofom…

I w ten oto sposób zatoczyliśmy koło i wróciliśmy do początku tej dyskusji, czyli do Galara, czyli do pokus teologicznych… Pokusa teologiczna jest witaminą (biokatalizatorem) dla racjonalności ludzkiego umysłu. Tak naprawdę dopiero myśl teologiczna zmusza ludzki łeb do walenia nim w następne fizyczne mury. Bo zbadaliśmy nasz świat w bardzo niewielkim wbrew pozorom stopniu, skoro jakże mało wiemy o samym sobie – o człowieku. Nie wiemy dokładnie, czym jest nasza własna świadomość, jak więc mielibyśmy przewidzieć, czym będzie świadomość sztucznej inteligencji…? Tak naprawdę nie mamy nawet całkowitej pewności co do tego, czy nasza świadomość jest nierozerwalnie złączona z organem, jakim jest mózg – sam mózg człowieka jest dla nas kompleksową tajemnicą, cóż dopiero komputerowy byt, z którym jeszcze się nie spotkaliśmy, a cóż dopiero jądro wszechświata…

Wracając do SI, rozważania o bogu nie będą jej do niczego potrzebne. Dlatego, że SI nie będzie racjonalna, tylko bezbłędna. Będzie znała tylko cel swojej drogi, a więc pytania o przyczynę tej drogi, czy pytania o przeznaczenie (o „wolę Absolutu”) nie zajmą jej w najmniejszym stopniu. Nie sądzę też, aby marzeniem i tęsknotą SI było eksplorowanie rzeczywistości – a takie właśnie typowo ludzkie eksplorowanie jest sztucznej inteligencji przypisywane przez całe wagony książek i filmów science-fiction. Ja uważam, że SI zajmie się modyfikowaniem rzeczywistości, a nie wślizgiwaniem się tej rzeczywistości pod skórę…

Justyna Karolak

Teologia a sztuczna inteligencja – SI, głos pierwszy

Świat sztucznej inteligencji – SI, głos drugi

Ilustracja użyta w artykule jest kadrem filmowym – zapraszamy do przeczytania naszej recenzji filmu:

Blade Runner 2049 (2017) – Recenzja na drodze gniewu

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *