Tylko zielone drzewo

Obecnie jesteśmy już praktycznie w latach 20. XXI wieku. Przekroczyliśmy próg fin de siècle i wrośliśmy w nowe stulecie…

Oczywiście wiele idei i wniosków płynących z wieku poprzedniego nadal pozostaje żywych – i w nas samych jako jednostkach, i wokół nas, w społeczeństwach i w sferze politycznej. Jest to zupełnie normalne, powiedziałabym: naturalne – poprzedni wiek nigdy nie opadał ze świadomości ani indywidualnej, ani społecznej w sposób gwałtowny, jak odcięty gilotyną. Zawsze jeszcze się odzywał – w latach 20. i w latach 40. następnego wieku. Jednocześnie wiele ubiegłowiecznych zasobów postrzegania i rozumienia świata jednak opada bardzo mocno, wyraźnie się wycofuje, rozpuszcza i znika – właśnie teraz, we wczesnych latach następnego wieku.

Właściwie każda epoka w dziejach ludzkości wiązała się nieodzownie z jakimś przełomem – albo intelektualnym, albo cywilizacyjnym i technicznym. Nowe prądy ideowe i nowe odkrycia naukowe oraz artystyczne zawsze pociągały za sobą pewne skutki społeczne. Każdy taki przełom dla pokolenia dojrzałego i starszego żyjącego w danym czasie skutkował niezrozumieniem u tych pokoleń i często żarliwą negacją czy buntem. A u pokoleń młodych żyjących w tym samym czasie skutkował odwrotnością, czyli akceptacją, fascynacją i poczuciem bliskości z, nazwijmy to, nowym obrazem świata.

Takie przemiany intelektualno-duchowe i społeczne wiązały się także z przełomowymi wynalazkami. Dla pokolenia moich rodziców, ludzi urodzonych w latach 40. XX wieku, tym przełomem była telewizja – mój ojciec zapamiętał z czasów dzieciństwa, kiedy na jedno osiedle przypadał jeden czarno-biały telewizor kupiony przez pojedynczą bardziej majętną rodzinę, przed którym gromadziła się chmara dzieciaków z całego osiedla, aby z zapartym tchem śledzić w czasie rzeczywistym mecz piłki nożnej. Dla pokolenia mojego brata i dla mojego pokolenia, ludzi urodzonych w latach 70. i 80. XX wieku, tym przełomem była telefonia komórkowa, a zaraz potem Internet. Pamiętam pierwsze komórki – wielkie „cegły”, które dziś kojarzyłyby się z dalece archaicznym walkie-talkie. Pamiętam kawiarenki internetowe. Potem świat bardzo ekspansywnie przyspieszył: komórki sukcesywnie malały, zarazem obrastając w coraz więcej funkcjonalności, kawiarenki internetowe zaś upadały, bo Internet wsączał się do domów. Ten progres technologiczny związany z ekspansją możliwości technologicznych, komputerowych i internetowych następował na moich oczach – świetnie pamiętam świat bez Internetu, bo żyłam w takim świecie, a kiedy „przyszedł do mnie” Internet, było to dla mnie wspaniałe „odkrycie”, kapitalne źródło informacyjne i intrygujące okno na świat. Jednak dla młodych ludzi, którzy urodzili się już w świecie wygodnych dotykowych komórek z dostępem do netu, Internet jest czymś kompletnie naturalnym – jak powietrze, którym oddychają. To, co dla mnie było przełomem, dla nich jest zwyczajnym, przeciętnym obrazem świata.

I w ten sposób, czyli naturalnie postrzegany i rozumiany Internet – pociąga za sobą znowu jakieś skutki społeczne. Specjaliści bardzo często biją na alarm, że Internet uzależnia, że staje się niebezpiecznym dla psychiki substytutem – zastępstwem za realne życie. Psychologowie i socjologowie prowadzą rozmaite badania nad ludzkimi zachowaniami w sieci, ostrzegają, że social media powodują zatracanie się realnych międzyludzkich więzi, mówi się też o głębszych przemianach zachodzących w sposobach rozumowania, myślenia. Wielokrotnie zarzuca się młodym ludziom sztucznie wywołane wyizolowanie z „prawdziwego życia” oraz „otępienie intelektualne” – długie i wymagające treści do czytania, a nawet do oglądania, dzisiaj tracą na znaczeniu i popularności, natomiast zwyżkują zasięgi już nie po prostu przejawów kultury obrazkowej, ale specyficznej, bardzo skrótowej, wręcz punktowej kultury mema.

Warto tu jednak zdać sobie sprawę, że są to krytyki i narzekania dojrzałych pokoleń, które z naturalną dla siebie żarliwością bronią starego obrazu świata, który rozcieńcza się i zanika na naszych oczach. Boimy się tego, czego nie znamy, dlatego też wzbraniamy się przed kolejnymi nowymi przełomami. Trudno również pogodzić nam się z naszą własną nieodzowną przemijalnością i zapomnieniem, z którym niechybnie i tak będziemy musieli się zmierzyć, bo popadnięcie w nie czeka każdego z nas.

Być może nawet to prawda, że więzi międzyludzkie – takie więzi, jakie pamiętamy i znamy z ubiegłego wieku – zacierają się, ale to wcale nie musi oznaczać żadnej tragedii. Na naszych oczach następuje jedynie przemianowanie tych więzi, ale to nie jest tożsame z żadnym dramatem, i według mnie nie powinno być interpretowane jako powód do rozpaczy. XXI wiek będzie niósł ze sobą dalsze pogłębienie nowego sposobu na nawiązywanie relacji społecznych – wkrótce czeka nas rzeczywistość rozszerzona i coraz więcej automatyzacji oraz robotyzacji dostępnej najpierw w przestrzeniach publicznych, a następnie w prywatnych domach. Dojrzałe i starsze pokolenia nie będą rozumiały tych przemian, będą narażone na własną rozpacz nad światem, który wyśliznął im im się spod stóp. Przemieszczanie się po nowym świecie, konieczność przestawiania swoich dawnych przyzwyczajeń na rzecz nauczenia się nowych sposobów obsługiwania nowej rzeczywistości – będzie dla nich trudne, niewdzięczne, smutne etc. To w pełni zrozumiałe. Ale to nie oznacza, że należy zarzucać młodym ludziom płytkość w rozumowaniu czy alienację społeczną.

Być może młode umysły rzeczywiście słabiej radzą sobie z pogłębianiem swojej refleksji na jakiś temat, ponieważ nużą je – typowe dla wieków XIX i XX – rozbudowane deliberacje, ale za to świetnie radzą sobie z multitaskingowaniem rzeczywistości oraz z błyskawicznym reagowaniem na licznie i intensywnie napływające z zewnątrz bodźce. Jest to taki typ myślenia, taki rodzaj funkcji umysłu, który nie jest za bardzo rozwinięty u mojego pokolenia, natomiast u dzisiejszych 20-latków, a tym bardziej u 15- i 12-latków takie zdolności umysłowe są już znakomicie rozbudowane, a to nie jest żadna tragedia, żadne spłycenie funkcji intelektualnych, lecz jest to po prostu przemiana sposobów percypowania i rozumowania, wywołana postępem w czasie i ciągle narastającą, rozwijającą się technologią.

Nawet jeśli rzeczywistość rozszerzona podtrzyma ten kierunek, czyli wzmocni rozpuszczenie się tradycyjnie rozumianych więzi społecznych, to za to wzmocni się wówczas indywidualizm i wzmocni się trend wiodący do wysokiej specjalizacji intelektualnej. Mówi się, że Internet roi się od głupców, i pewnie to nawet prawda, ale wkrótce może się zaroić również od geniuszy. Mówi się, że kultura mema jest przejawem upadku intelektualizmu, a ja uważam, że jest jedynie przekształceniem charakteru sfery intelektualnej człowieka.

Oczywiście nie wiem, co i jak potoczy się dalej, w jakim kierunku pójdzie XXI-wieczny świat, ale mam nadzieję, że przez cały ten czas postępu i przemian, które przyjdzie mi zobaczyć na własne oczy, a częściowo zapewne doświadczać na własnej skórze – o ile i na ile jeszcze za nimi nadążę – zachowam swoją fascynację względem nowego, a nigdy nie popadnę w ten stupor i rozpaczliwy bunt, który swego czasu widziałam w oczach swojego ojca, który już nie potrafił zapanować nad obsługą tego medium, jakim jest Internet i odrzucił to medium zupełnie, nie przekonał się do niego. Mam nadzieję, że nie pogubię się – tak jak niegdyś mój tata – w tym, co dla mnie okaże się, analogicznie jak net wtedy dla niego, kompletnie nowe i obce; że moja ciekawość z upływem lat nie przeistoczy się w przyziemny bunt i krytykanctwo; że nie wystraszę się nowości i nie popadnę w rozpacz nad tym, że mój stary świat, a ja razem z nim, przepada, odchodzi. Mam nadzieję, że uda mi się zachować swoją fascynację wobec tego, czego nie znam, co dopiero rodzi się i nadciąga. Mam nadzieję, że nigdy nie poczuję tej charakterystycznej goryczy spowodowanej tym, że przyszło całkowicie nowe, i to nowe nie będzie już w żadnym stopniu moje, tylko obce, a przez to „niepotrzebne” i „złe”…

Rozmyślając nad tym wszystkim, spoglądam w okno – patrzę na wysokie zielone drzewo. Pojedyncze zielone drzewo, a wokół białe mury budynków. I zastanawiam się, jakby to było, gdybym zamiast w okno, patrzyła w okulary – w rozszerzoną rzeczywistość. Może mogłabym wtedy „posadzić” więcej drzew, a białe czy szare ściany zabudowań „przemalować” na niebiesko… I chociaż takie „poprawy” świata w wirtualnej przestrzeni byłyby bez wątpienia „nierealne”, dla mnie przecież pozostawałyby prawdziwe…

No więc gdzie ma przebiegać ta autentyczna, wymowna granica pomiędzy prawdą a iluzją? Sądzę, że ani mnie, ani tym bardziej starszym ode mnie pokoleniom – już nie wypada tego oceniać. Bo odpowiedź na to pytanie należy do młodych – to oni muszą stworzyć, zbudować nowe definicje tych pojęć. To już nie moje zadanie.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.