„Wilk stepowy” Hermanna Hessego w recenzji pisarki Justyny Karolak

Wilk stepowy to powieść wymagająca. Nie czyta się jej jednym tchem, a w każdym razie nie da się gładkiego płynięcia z jej nurtem z góry od niej oczekiwać. W zależności od naszych osobniczych preferencji czytelniczych, ale też od punktu, w jakim przebywamy w życiu, Wilka stepowego czyta się rozmaicie, zatem trudno z poziomu recenzji prognozować, jaki styl czytania i jakie wnioski ta powieść Hermanna Hessego wywoła właśnie i konkretnie w Tobie…

Jest to jednak na pewno lektura wymagająca od każdego czytelnika jego pilnej koncentracji, a może nie tyle koncentracji, co – głodu myśli. Umysł czytelnika musi być otwarty – głodny, poszukujący, filtrujący – by lektura Wilka stepowego mogła przynieść mu przyjemność lub satysfakcję. Nic toteż dziwnego, że powieść ta była entuzjastycznie czytywana szczególnie w momentach swoistego przełomu, jakiegoś grubszego zwrotu w postrzeganiu, wartościowaniu i rozumieniu materii i znaczenia życia – zwrotu tak u jednostek, jak u społeczeństw.

Główny bohater tej powieści, tytułowy wilk stepowy nazwiskiem Harry Haller, to nie tylko alter ego samego pisarza, postać analogicznie do Hessego w swoim czasie – w latach 20. wieku XX – stojąca na życiowej zwrotnicy; to także romantyczne, na wskroś rozdarte alter ego każdego człowieka przeturlanego przez życie, czyli już dotkniętego bólem egzystencji, a jednocześnie wciąż szukającego w swym polu widzenia, świadomie czy nie, kropli świeżego światła, nadziei. Kto choć raz w życiu znalazł się na tego typu zwrotnicy – ujrzał i uzmysłowił sobie, że jedno intencjonalne, własnoręczne pociągnięcie wajchy może jego samego zaniechać i wyzwolić, bądź odwrotnie: pchnąć w nowe rejestry percypowania i przeżywania rzeczywistości – ten za każdym razem w bohaterze wilka stepowego rozpozna siebie, swoje udręczenie i pożądliwość, poczucie uciemiężenia, wycieńczenia i emocjonalnej inercji, nieuchronnie splecione z potrzebą wznowienia dla siebie jutra.

Poszarpany i w tym sensie iście goethowski romantyzm Hallera nie powinien jednakże przesłonić czytelnikowi o ileż szerszych, głębszych, a wręcz kalejdoskopowo bogatych i roztoczonych przed czytelnikiem Hessowskich rozważań o naturze i kulturze świata. Owa podarta romantyczność jednostki, cień jej duszy, stanowi wyłącznie jeden z wielu komponentów tego literackiego uniwersum. To powieść mistyczna, badająca przestrzenie oraz granice wiary i rozumienia wyrażane przez człowieka i społeczeństwo; to historia, w której człowieczeństwo przeciska się przez wąskie, ciemne korytarze zdumiewającego labiryntu – jaki moglibyśmy określić konstruktem intelektualnym pisarza skłaniającym nas do przeprawy wspólnie z autorem przez sinusoidę epok średniowiecza, odrodzenia, baroku, oświecenia, romantyzmu, i tak zwanej współczesności – po to, by ostatecznie narodzić się na nowo w mięsnym, podlegającym przemijaniu świecie, albo wprost przeciwnie: zginąć tutaj (w „mięsnym” świecie), a osiągnąć wieczność tam; gdzieś.

Niedziwne więc, że – wbrew temu, co sam Hesse sądził o tej swojej powieści i przede wszystkim wbrew temu, co wobec niej zakładał i przeczuwał – była ona czytana nadzwyczaj chętnie przez młodych czytelników, dla których na pierwszy plan Wilka stepowego wyłaniał się właśnie jej czołowy bohater, a razem z nim jego romantyczne spektrum praktycznie werterowskich mroków duszy. Hesse spodziewał się, że perypetie bohatera pięćdziesięcioletniego będą bardziej atrakcyjne dla starszych latami metrykalnymi czytelników – myślał, że niepokoje dojrzałego mężczyzny, owego odmieńca, autsajdera czy wyrzutka albo potępieńca Hallera, prędzej uraczą jego rówieśników – także nie domyślił się, że tak wielu odbiorców tej jego powieści całkowicie pominie w swych interpretacjach jej rozliczne nawiązania do dziedzin sztuki i myśli humanistycznej, a zwłaszcza że w czytelniczych interpretacjach zostaną pominięte jej duchowe, a w kilku miejscach powieści: religijne (chrześcijańskie), wątpliwości i przesłanki…

No dobrze, zaczepicie mnie teraz, padło tu sporo słów, a jakże mało skonkretyzowanej treści, powiecie… No, to w końcu o kim i o czym jest powieść pod tytułem Wilk stepowy? Co dokładnie można w niej odnaleźć, a czego nie? Co może w czasie tej lektury chwycić mnie za gardło, a co zupełnie mnie nie obejdzie, spłynie po mnie? To trudne pytania, mimo to spróbuję się z nimi zmierzyć.

Jeśli szukasz w literaturze pięknej – urody, wygody czy bezpieczeństwa, nie czytaj Wilka stepowego Hessego. Jeśli szukasz w literaturze układnych wytłumaczeń Twoich własnych zwątpień, nie czytaj Wilka stepowego. Jeśli liczysz, że Wilk stepowy będzie dla Ciebie ciekawą przygodą, nie czytaj…

bowiem Wilk stepowy nie jest śliczny i bezpieczny. Choroba duszy głównego bohatera udziela się myślom czytelnika, zaraża swoją chwiejnością naszą osobistą perspektywę – ta powieść potrafi zmieszać myśli.

Hesse nie udziela krystalicznych odpowiedzi na nurtujące pytania – nawet robi coś zupełnie przeciwnego: śmiało popycha nas do nieba i piekła własnych myśli, skłania nas do samodzielnego rozstrzygania problemów, konkludowania, niczego za nas nie robi, nie odrabia za nas ani życiowych, ani intelektualnych lekcji, nie troszczy się o to, by nas nauczać, nie przemawia tonem dydaktycznym… zdaje się, jakoby sam rzucał się w rozpaczliwą, a jednocześnie – paradoksalnie – strategiczną kipiel rozmyślań, a mimo tej ekspresyjnej formy estetycznej jest to powieść nader kompletna, struktura świadomie, od początku do końca bardzo przytomnie zbudowana, naświetlająca od startu aż po metę ludzką drogę w całej jej wyjątkowości i powtarzalności zarazem.

Wilk stepowy nie jest nośnikiem przygody – to prędzej, jakże wielopłaszczyznowy, wgląd w ludzką jaźń, w jej neurozę, a w tym obrębie i w nostalgię, i w histerię; w depresję i euforię. O ile na przykład – na swój sposób również romantyczne – literackie wizje innego noblisty, Gabriela Garcíi Márqueza, są w mocy wejść w umysł czytelnika jak w masło, o tyle poznawanie myśli literackiej Hessego spotyka się w nas z naszym podskórnym oporem i nawet wtedy, kiedy doświadczenie to rodzi naszą fascynację czy inny rodzaj urzeczenia wobec lektury Wilka stepowego, dalej czujemy w sobie ten dziwaczny opór, dalej brniemy w opowieść poniekąd wbrew sobie. Márqueza czyta się całkiem odmiennie – jego estetyka literacka jest niezwykle melodyjna, potoczysta do tego stopnia, że nawet zdania po wielokroć złożone zwyczajnie wsypują nam się do czaszek jak ziarna piasku z komory klepsydry. Z Hessem jest inaczej: jego Wilk stepowy drażni i irytuje, podnieca i otumania, wzbudza współczucie i wywołuje nietuzinkową ekscytację.

Hesse postanowił, że jego alter ego, Harry Haller, musi przestać toczyć w sobie chroniczny pojedynek dwu natur, ludzkiej i zwierzęcej (wilczej), po to, by dostrzec w sobie więcej różnych – ludzkich, człowieczych – dusz i dokonać ich syntezy. Do końca powieści czytelnik nie ma jednak jasności, czy ta synteza Harry’emu się powiedzie, czy nie. Dopiero ostatnie zdanie pozostawia nas z odsłonięciem całkowitej istoty tej historii. Dopiero kiedy Hesse stawia ostatnią kropkę – w nas samych buduje się przeświadczenie, indywidualna ocena tego, czy Harry’emu się udało czy nie… a jeśli tak, to… co mu się udało? Co rzeczywiście go spotkało? Czy to naprawdę – koniec?…

Harry jest poturbowany przez los, a właściwie poprzez swoje własne myśli; jest uznanym myślicielem, człowiekiem nauki, publicystą, który na własne życzenie ucieka z tego poukładanego, uzasadnionego świata, wypiera się go i nim pogardza, a mając lat pięćdziesiąt, nie widzi już sensu ani żadnej drogi, a jednocześnie pragnie ich, sensu i drogi, z całą otwartością małego zagubionego chłopca, jak i starego zachłannego wilka.

Wtedy – w chwili całkowitej osobistej, intelektualnej i duchowej, przegranej; w chwili bycia do cna pokonanym – spotyka przypadkiem w knajpie swoją animę, pierwiastek kobiecy jego umysłu czy też duszy. Hermina odgaduje jego myśli – Hermina za Harry’ego wypowiada wszystko to, co sądzi on o świecie zewnętrznym i o samym sobie, a czym nie mógł – nie umiał, a być może tylko nie chciał – podzielić się dotychczas z nikim.

Przy Herminie Harry poniekąd zrzeka się swojej woli, oddaje się pod prowadzenie i polecenia Herminy, a jednocześnie przez cały czas Hermina jest ekspansywną, żywotną częścią jego samego – jego własną wolną wolą. Upłynie kawał powieści, nim Harry porządnie to zrozumie…

Zanim przyjdzie zrozumienie, fabuła rozłoży przed Harrym archetypiczny wachlarz przeżyć. Nim Harry zrozumie – najpierw odda się tańcowi, przygodom erotycznym z kochanką Marią, różnym zabawom, słowem: biologicznej stronie życia. A przeżywając wszelkie te doznania, będzie czuł przyspieszony puls, będzie miał ochotę na jedzenie prostych i pysznych kanapek, będzie spał smacznym, spokojnym snem, jakiego nie zaznał od lat, a potem będzie budził się z nowym drżącym niepokojem, co też jeszcze go czeka – bo przecież już nic nie miało go czekać; dawno z życia zrezygnował, poddał się.

Nad zmaganiami oraz zabawami Harry’ego czuwa specyficzny surrealizm – odzywa się on w samej narracji, i w myślach czytelnika. Razem z tytułowym wilkiem stepowym, właśnie z Harrym, odwiedzisz więc surrealistyczny teatr i bal maskowy, bardziej malowniczy i dziwniejszy niż ruchome obrazy Davida Lyncha, bardziej uwodzicielski i bardziej upiorny, przy czym pamiętaj, że Hesse ostrzegł Cię w swej powieści kilkakrotnie: wstęp tylko dla obłąkanych. Nie dla każdego!

Od siebie dodam: nie, to nie kokieteria ze strony Hessego – jego literacki teatr i literacka maskarada rzeczywiście tchną obłędem, lecz jest to obłęd kuszący i odpychający, prawdziwy i wymyślony, ratujący lub zgubny, i tylko Ty sam możesz zadecydować, czy w tym szaleństwie się zadomowisz, czy się go przestraszysz, wyprzesz. Czy zechcesz wejść, zobaczyć i zrozumieć, czy wolisz w porę się wycofać, odejść swoją drogą.

Wilk stepowy opowiada o życiu i śmierci, o obłąkaniu i racjonalizmie, o przemijalności i wieczności, o słońcu, nocy i cieniu. To literatura piękna wysokiej próby: rozedrgana, twarda i jednocześnie ulotna, przepojona dziwną kruchością myśli autora, i jednocześnie pełna, podniosła i bezlitosna. Nie brak jej szaleńczego dowcipu, błahej iluzoryczności ani scen mrożących krew w żyłach, morderczych – choć zapewne w innym wymiarze, niż Czytelnik wyobraża je sobie w tej chwili, śledząc tę recenzję. Konstrukcja Wilka stepowego jest biegła, a powiedziałabym, że nawet przebiegła: Hermina zarzuca najważniejszą dla struktury całej powieści kotwicę w idealnym do tego momencie, i potem już jesteś, Czytelniku, schwytany jak ryba na haczyk, choć jeszcze możesz się miotać, może uda Ci się zerwać i uciec…

Mnie osobiście Wilk stepowy przyniósł i zmęczenie, i odkrycie. I wielki zachwyt, i nieprzyjemne zmącenie myśli. Uważam tym samym, że Hesse to geniusz, autentyczny tuz literatury pięknej, z wszech miar zasłużony noblista – czasów, w jakich Literacka Nagroda Nobla istotnie była niesłychanie prestiżowa – a możliwość zanurzenia się w Wilku stepowym to dla mnie najprawdziwszy zaszczyt.

Justyna Karolak

Recenzja Wilka stepowego (1927) Hermanna Hessego w tłumaczeniu Gabrieli Mycielskiej; wydawnictwo Media Rodzina.

Justyna Karolak – pisarz i red. nacz. Literatury Tostera Pandory. Twórca powieści, opowiadań, felietonów oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Na swoim blogu okołoliterackim Karolakowo publikuje artykuły dla pisarzy. Ich uzupełnieniem jest regularny podcast dla pisarzy, Głowa pisarza i Serce pisarza, dostępny na kanale Karolak na YouTube.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.